Oryginalny wzmacniacz NAD 3030 zadebiutował w drugiej połowie lat 70. XX wieku i był konstrukcją typu "premium budget". Jeśli wierzyć źródłom internetowym, w Wielkiej Brytanii kosztował nieco poniżej 90 funtów, a więc wyraźnie więcej niż późniejszy, dziś już legendarny, zaprojektowany przez Bjørna-Erika Edvardsena, model 3020. Oferował przy tym 30W RMS na kanał, co wówczas stanowiło całkiem solidny wynik – konkurenci pokroju JVC rzadko przekraczali 25W.
Miał szczotkowaną, aluminiową ściankę przednią w kolorze czarnym lub srebrnym, a jego dwa duże mierniki VU robiły wrażenie, choć ich wskazania, mówiąc oględnie, pełniły funkcję bardziej dekoracyjną niż analityczną. W środku natomiast panował rozmach: klasyczny transformator rdzeniowy i gąszcz okablowania, który z dzisiejszej perspektywy wygląda jak zaprzeczenie minimalizmu. Był to sprzęt solidny, ambitny i, jak na swoje czasy, całkiem mocny.
Do historii tej marka NAD wróciła kilka lat temu za sprawą rocznicowego wzmacniacza C 3050, który okazał się rynkowym strzałem w dziesiątkę. Retro po raz kolejny udowodniło, że jest nie tyle chwilową modą, ile nośnikiem tożsamości. Nowy wzmacniacz w ofercie NAD-a, C 3030, wpisuje się w ten sam trend, ale czyni to w bardziej przystępnej formule – jako model otwierający serię Classic, wyraźnie inspirowany pierwowzorem sprzed pół wieku. Jego kompaktowe proporcje (tylko 35cm szerokości) sprawiają, że nie dominuje przestrzeni, a "klasyczny" wygląd przyciąga wzrok.
Budowa
Front urządzenia nie pozostawia wątpliwości co do intencji projektantów. Ciemny panel z podłużnym wgłębieniem, w które zgrabnie wkomponowano LED-y i odbiornik podczerwieni, do tego pisane kursywą stare logo NAD-a i dwa analogowe mierniki VU przywołują estetykę lat 70. ubiegłego wieku w sposób bezpośredni, aczkolwiek pozbawiony przesady. To nie pastisz, tylko konsekwentne nawiązanie do firmowego DNA.
W górnej części obok podświetlanych "wycieraczek" (nie da się ich, w przeciwieństwie do diod, przyciemnić albo całkowicie wyłączyć, co po zmierzchu bywa irytujące) umieszczono średniej wielkości pokrętło głośności z rzędem LED-ów sygnalizujących poziom wzmocnienia (regulacja odbywa się elektronicznie za pośrednictwem układu NJW1194). Z kolei w węższej części dolnej uwzględniono pięć przycisków pełniących funkcję selektora źródeł, a ponadto regulację barwy, balansu oraz wyjście słuchawkowe w postaci dużego jacka. Przycisk Power aktywuje tryb czuwania, natomiast główny włącznik zasilania przeniesiono na ściankę tylną.
Po włączeniu C 3030 zachowuje się identycznie jak C 3050, tj. przez kilka chwil stabilizuje parametry pracy, co oznajmia czerwonym podświetleniem mierników. Następnie, po osiągnięciu gotowości, podświetlenie zmienia kolor na żółty z dyskretną domieszką zielonego. Podobnie jak w przypadku 3050, kratka wentylacyjna w ściance górnej, pomalowanej wraz z bocznymi na charakterystyczny dla NAD-a niebiesko-zielonkawy odcień, ma bardziej znaczenie sentymentalne, bo wzmacniacz praktycznie się nie nagrzewa.
Tył, podobnie jak wnętrze, to już współczesność. Znajdziemy tam wejście gramofonowe z wbudowanym przedwzmacniaczem realizującym korekcję RIAA oraz – co może budzić pewien niedosyt – tylko jedno wejście liniowe. We wzmacniaczu pozbawionym funkcji sieciowych łatwo wyobrazić sobie potrzebę równoczesnego podłączenia streamera i odtwarzacza CD (nie każdy "cedek" ma optyczne wyjście cyfrowe), a wtedy zaczyna brakować dodatkowej pary RCA. Ograniczenie to jest tym bardziej niezrozumiałe, że miejsca na ściance tylnej ani we wnętrzu nie brakuje.
Na otarcie łez dostajemy optyczne wejście cyfrowe, HDMI eARC umożliwiające przechwycenie strumienia audio z TV oraz gniazdo anteny dla modułu Bluetooth (aptX HD). Kolumny podłączamy do pojedynczych, standardowych zacisków w plastikowych osłonach. Zestaw złączy uzupełnia wyjście subwoofera, serwisowy port USB-C oraz dwa przełączniki: filtru górnoprzepustowego 80Hz, ułatwiającego konfigurację systemu 2.1, oraz trybu pracy wskaźników – mogą reagować na sygnał z obsługiwanego w danej chwili źródła (In) lub pokazywać poziom na wyjściach głośnikowych (Speakers Out).
Wnętrze nie przypomina już rozbudowanych, przewodowych labiryntów z lat 70. ubiegłego stulecia, architektura jest współczesna i podporządkowana funkcjonalności. Całość oparto na zasilaczu impulsowym oraz końcówce w klasie D – sprawdzonym projekcie Hypexa UCD 102 V1. To rozwiązanie dalekie od nostalgii konstrukcyjnej: zwarte, efektywne i uporządkowane, z powodzeniem wykorzystywane w projektach NAD-a od dłuższego czasu (np. C338). Deklarowana moc sięga 50W na kanał w trybie ciągłym według standardu Full Disclosure Power, w którym oba kanały mierzy się jednocześnie w całym paśmie przenoszenia (20Hz–20kHz) przy nominalnym progu zniekształceń. W szczycie wzmacniacz może dostarczyć ponad 100W na kanał przy 8Ω. Jeśli chodzi o konwersję cyfrowo–analogową, to NAD postawił na układ PCM5242 firmy Texas Instruments. Z kolei odbiornik cyfrowy to Burr-Brown PCM 9211.
Dźwięk pozostaje swobodny, a plastyczność pojawia się bez wysiłku.
Całość obsługujemy pilotem identycznym jak w modelach C 700 V2 i M10 V3, bez prób stylizowania na retro. To prosty, ergonomiczny, poręczny i nowoczesny sterownik.
Jakość dźwięku
NAD C 3030 opiera swoje brzmienie na gładkości, czystości i delikatnie pastelowej palecie barw, z których w naturalny sposób wynika nieprzeciętna muzykalność. Nie ma tu efektu odchudzenia ani zubożenia dźwięku, nie ma też prób sztucznego podrasowania przekazu. Całość zmierza w stronę "normalności" rozumianej jako wierne oddanie barw i kontrastów, bez dosładzania średnicy czy schładzania góry. Dźwięk pozostaje swobodny, a plastyczność pojawia się bez wysiłku. Żeby zabrzmieć przekonująco, NAD nie musi niczego dopisywać "grubą kreską".
Neutralność idzie w parze z czystością przekazu. Brzmienie jest naturalne i pozbawione wyraźnej koloryzacji; C 3030 nie próbuje udawać konstrukcji lampowej ani epatować efekciarską manierą. W swojej klasie cenowej oferuje naprawdę solidny poziom różnicowania i porządku w dźwięku, ale już w bezpośrednim porównaniu z wyraźnie droższymi wzmacniaczami klasy D (jak np. Primare I35) można dostrzec mniejszą finezję w modelowaniu planów i faktur. Nie zmienia to faktu, że brzmienie NAD-a jako całość jest spójne i konsekwentne.
Dynamika ma równie niewymuszony charakter. Niezależnie od ustawionej głośności wzmacniacz zachowuje kontrolę i gotowość do oddania nagłych skoków energii. Nie sprawia wrażenia siłacza, który "od progu" chce udowodnić swoją moc, ale kiedy trzeba, potrafi przyspieszyć i utrzymać porządek w przekazie. Towarzyszy temu wyraźne poczucie rytmu i drive'u, dzięki czemu zarówno jazz, jak i rock nie tracą tempa, a co za tym idzie zaangażowania ze strony słuchacza.
Bas jest zwarty, precyzyjny i dobrze wypełniony. Zachowuje kontrolę i oferuje całkiem niezłe różnicowanie, bez rozlewania się czy przeciągania wybrzmień. Średnica okazuje się wystarczająco bogata i dźwięczna, a góra czysta oraz szczegółowa, choć nie aspiruje do miana wyrafinowanej czy spektakularnie finezyjnej. Całość uzupełnia swobodnie budowana przestrzeń z czytelną sceną i dobrze zarysowanymi planami.
Charakter brzmienia C 3030 pozostaje stabilny niezależnie od doboru kolumn. To granie plastyczne, delikatnie ocieplone, otwarte i "dużego formatu", ale bez przesady i efektu napompowania. NAD nie jest szczególnie analityczny, raczej zachęca do dłuższego słuchania bez zmęczenia. Mamy więc do czynienia ze wzmacniaczem, który koncentruje się na muzyce jako całości, a nie na demonstracji pojedynczych aspektów brzmienia – w tym podejściu jest konsekwentny i przekonujący.
Podsumowanie
NAD C 3030 umiejętnie łączy sentyment z pragmatyzmem. Nawiązania do oryginalnej "trzydziestki" są oczywiste, ale nie dominują nad funkcjonalnością. Współczesna topologia – klasa D z modułem Hypexa i zasilaczem impulsowym – sprawia, że pod klasyczną fasadą pracują nowoczesne, efektywne, a zarazem energooszczędne układy. Zestaw złączy jest przemyślany, choć pojedyncze wejście liniowe może ograniczać bardziej rozbudowane systemy. To wzmacniacz dla tych, którzy chcą patrzeć na wskazówki mierników VU, ale jednocześnie oczekują wygody HDMI eARC i Bluetooth.
Nowy wzmacniacz z serii Classic udowadnia także, że rozsądna cena nie musi oznaczać kompromisu w tym, co najważniejsze. Gra czysto i naturalnie, bez wyraźnej koloryzacji, ale też bez sterylnej suchości. Łączy neutralność z odrobiną ciepła, oferując dźwięk gładki, plastyczny i swobodny. Nie epatuje przesadną analitycznością – stawia na spójność, rytm i zaangażowanie.