Oferta marki Music Hall od lat kręci się wokół analogu. Trzon tej części katalogu stanowią oczywiście gramofony, ale obok nich znajdziemy również wkładki MM, akcesoria i przedwzmacniacze. W tej ostatniej grupie sytuacja jest dość przejrzysta – od podstawowego MINI 2 (449zł) przez średni model pa15.3 (990zł), aż po wyżej pozycjonowany pa25.3 (2.190zł). Tak więc bohater tego testu zajmuje miejsce dokładnie pośrodku oferty i wygląda na konstrukcję przygotowaną dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż absolutne minimum, ale nie mają jeszcze ochoty inwestować w urządzenie wyraźnie droższe.
Music Hall Pa15.3 zastąpił dobrze znany model pa1.2, który przez lata zdążył wyrobić sobie solidną pozycję wśród niedrogich przedwzmacniaczy gramofonowych. Producent nie próbował wymyślać wszystkiego od nowa. Zachowano najważniejszą cechę poprzednika, czyli obsługę zarówno wkładek MM, jak i MC, jednak nowa wersja dostała wyraźnie większe możliwości konfiguracji. Użytkownik może teraz regulować poziom wzmocnienia dla obu typów wkładek, a także dopasować parametry obciążenia poprzez wybór odpowiedniej pojemności i impedancji. Innymi słowy zamiast filozofii "podłącz i nie zadawaj pytań" dostajemy urządzenie, które pozwala ingerować w ustawienia.
Budowa
Pa15.3 to niewielki przedwzmacniacz utrzymany w bardzo klasycznej stylistyce. Producent oferuje go w dwóch wersjach kolorystycznych, czarnej i srebrnej. Obudowa sprawia solidne wrażenie: korpus wykonano ze stalowych elementów pokrytych lakierem proszkowym, a front z aluminium. Nie ma tu żadnych ozdobników ani designerskich wygibasów, ale to nie powód do narzekań, bo tego typu urządzenie i tak zwykle kończy gdzieś między gramofonem a resztą elektroniki. Na przednim panelu umieszczono tylko jeden element – diodę sygnalizującą pracę urządzenia. Właściwie trudno uznać ten minimalizm za wadę, choć przydałby się "klasyczny" włącznik. Bez niego phono uruchamia się bezpośrednio po wpięciu zasilacza do gniazdka, więc nie ma możliwości skorzystania z trybu czuwania.
Znacznie więcej dzieje się z tyłu obudowy. Oprócz pojedynczej pary wejść i wyjść RCA umieszczono tam zestaw przełączników odpowiadających za konfigurację parametrów pracy. Można ustawić poziom wzmocnienia dla wkładek MM i MC, dobrać odpowiednią pojemność oraz impedancję obciążenia, a także aktywować filtr subsoniczny. Wszystko wygląda logicznie, więc nawet osoby, które w ogóle nie zajrzą do instrukcji obsługi, poradzą sobie bez żadnego problemu.
Wnętrze wygląda bardzo schludnie. Sekcja sygnałowa jest bardziej rozbudowana niż w modelu pa1.2, co wynika m.in. z obecności dodatkowych układów odpowiedzialnych za zmianę parametrów obciążenia. W torze wyjściowym zastosowano polipropylenowe kondensatory, a za wzmocnienie odpowiadają układy JRC o niskim poziomie szumów i dobrej dynamice. Zasilanie rozwiązano za pomocą zewnętrznego zasilacza, dzięki czemu część odpowiedzialna za sygnał pozostaje lepiej odseparowana od potencjalnych zakłóceń. Rozwiązanie to nie wygląda może spektakularnie, ale akurat w tym wypadku ma sens, tym bardziej że zostawia furtkę na upgrade (zasilacz liniowy).
Jakość dźwięku
W połączeniu z gramofonem Music Hall Mark 1, wzmacniaczem AMC XIA oraz kolumnami Piega Classic 5.0, pa15.3 stworzył zestaw spójny tonalnie i bardzo przyjemny w odbiorze. Poszczególne elementy tego systemu nie próbowały się wzajemnie "przekrzyczeć", a sam przedwzmacniacz bez problemu utrzymał poziom reszty toru. To ważne, bo w tańszych systemach analogowych właśnie phono stage bardzo często okazuje się najsłabszym ogniwem, tymczasem tutaj takiego wrażenia nie ma.
Brzmienie pa15.3 opiera się na lekkim ociepleniu i wyraźnej plastyczności. Średnica jest gęsta, nasycona i ma w sobie przyjemną miękkość charakterystyczną dla dobrze zestrojonych systemów analogowych, bez śladu ospałości czy przesadnego wygładzenia. Instrumenty zachowują odpowiednią skalę i masę, więc phono potrafi zabrzmieć bardzo namacalnie. Szczególnie dobrze wypadły nagrania z albumu "Verse" Patricii Barber, czyli materiał, który potrafi bardzo szybko obnażyć zarówno zbyt lekkie, jak i zbyt ofensywne granie analogu. Fortepian był tu pokazany z odpowiednim ciężarem, ale bez ociężałości, a to jest różnica.
Dopracowany i przystępny cenowo przedwzmacniacz gramofonowy, który łączy funkcjonalność z przyjemnym, muzykalnym charakterem brzmienia.
Lewy zakres klawiatury nie był odchudzony, dzięki czemu akordy miały masę, gęstość i wyraźnie wyczuwalny fundament. Jednocześnie nie gubiło się to, co w nagraniach Barber jest ważne, a mianowicie krótkie zawieszenia, delikatne zmiany nacisku na klawisze i naturalnego zanikania dźwięku w akustyce studia. Preamp dobrze wydobywał intensywną, lekko przydymioną barwę tego instrumentu, unikając przy tym efektu sztucznego rozjaśnienia. Góra nie była szklista ani nerwowa, zamiast tego dostajemy granie zwarte, sprężyste i uporządkowane, z ładnie uchwyconą energią ataku oraz spokojnym, wiarygodnym wybrzmieniem. To ważne, bo "Verse" nie potrzebuje dodatkowego podkręcania. Ta muzyka najlepiej działa wtedy, gdy system potrafi pokazać napięcie, ciszę między dźwiękami i fizyczność instrumentów. Pa15.3 poradził sobie z tym bardzo przekonująco.
Jednym z mocniejszych punktów prezentacji opisywanego phono stage'a jest dynamika. Na albumie "Spiritchaser" Dead Can Dance pa15.3 sprawnie przekazywał zarówno większe, jak i bardziej subtelne zmiany natężenia dźwięku. Brzmienie pozostawało swobodne i nie wpadało w nerwowość nawet w najbardziej intensywnych momentach. Dobrze zaprezentowała się także stereofonia. Scena była uporządkowana i czytelna, z wyraźnym pierwszym planem oraz źródłami pozornymi zachowującymi odpowiednią wielkość.
Wysokie tony Music Halla mają sporo energii i potrafią zabrzmieć wyraziście, ale nie dominują nad resztą pasma. Pa15.3 unika przesadnego rozjaśnienia i nie forsuje szczegółowości kosztem muzykalności. Góra pasma zachowuje wyraźną fakturę i delikatną miękkość ataku, szczególnie w niższym podzakresie, dzięki czemu dobrze stapia się ze średnicą. Z kolei bas jest aktywny i motoryczny. Utrzymuje odpowiedni rytm nagrań, nie przesadzając z dociążaniem przekazu. Całość brzmi harmonijnie i spójnie, co znakomicie pasuje do natury "analogu".
Podsumowanie
Music Hall pa15.3 bardzo szybko ustawia właściwy punkt odniesienia dla budżetowego phono stage'a, pokazując, że w tej klasie cenowej nie trzeba zadowalać się urządzeniem traktowanym wyłącznie jako techniczny dodatek do gramofonu. Już sama możliwość regulacji parametrów dla wkładek MM i MC sprawia, że trudno mówić tu o prostym pudełku "do odhaczenia" w systemie. To niewielki, ale całkiem elastyczny element toru analogowego, który pozwala lepiej dopasować wkładkę, uporządkować charakter brzmienia i wycisnąć z czarnej płyty więcej niż tylko podstawowy sygnał.
Największym atutem pa15.3 jest jednak brzmienie. Spójne, przyjemnie nasycone, lekko ocieplone, ale bez zamazywania konturów i przesadnego wygładzania przekazu. To ocieplenie nie jest tu żadnym filtrem upiększającym, tylko raczej sposobem na nadanie muzyce odrobiny analogowej miękkości i naturalnej płynności. To phono stage, który daje realne możliwości konfiguracji, brzmi dojrzalej, niż sugerowałaby cena, i potrafi przypomnieć, że dobrze ustawiony gramofon z odpowiednio dobraną wkładką wciąż ma w sobie to coś, czego nie zastąpi streaming.