Za ojca elektrostatów powszechnie uznaje się Petera Walkera, założyciela firmy Quad.
Było rok 1957, kiedy świat zobaczył model Quad ESL-57. Walker poszedł zupełnie inną drogą niż pozostali projektanci kolumn. Nie próbował ulepszyć klasycznych głośników dynamicznych – on je po prostu zakwestionował. Uznał, że skoro największym problemem jest masa membrany, a konkretnie jej bezwładność, to najlepiej ją... usunąć (choć nie dosłownie).W kolumnach elektrostatycznych klasyczną, ciężką membranę głośnika dynamicznego zastąpiono ekstremalnie cienką folią rozciągniętą między dwiema perforowanymi elektrodami. Poruszana polem elektrostatycznym wytwarzanym przez te perforowane elektrody wykonuje niewielkie ruchy, ale całą powierzchnią, reagując na najmniejsze zmiany sygnału.
Dlatego elektrostaty zasłynęły z niezwykłej szybkości i wręcz niewiarygodnej czystości średnich tonów. Pierwsze kolumny tego typu, na czele ze słynnym modelem Quad ESL-57 stały się legendą uwielbianą za średnicę i wokale, ale jednocześnie krytykowaną za delikatność i ograniczoną dynamikę. Nie była to więc technologia dla każdego. Te kolumny wymagały przestrzeni i odpowiedniego partnerstwa z elektroniką - wydajnych wzmacniaczy. Potrafiły zachwycić, ale i rozczarować, nic dziwnego, że przez lata funkcjonowały trochę na uboczu głównego nurtu, jako wybór ludzi, którzy szukali czegoś więcej w dźwięku, nawet kosztem niskich tonów. I właśnie w tym miejscu, na styku marzenia i kompromisu, zaczyna się historia firmy MartinLogan.
Pod koniec lat 70. Gayle Martin Sanders zafascynowany był elektrostatami - czytał, rozmyślał i eksperymentował, szukając sposobu, żeby ta "magiczna" technologia przestała być tak kapryśna. W pewnym momencie dołączył do niego Ron Logan Sutherland oraz jego partnerka biznesowa Sandersa, Karen Sanders i tak narodził się pomysł ulepszenia konstrukcji kolumn elektrostatycznych, żeby mogły one stanowić realną alternatywę dla "zwykłych" kolumn dynamicznych. Firmę nazwano MartinLogan od drugich imion założycieli. Obaj panowie byli przede wszystkim pasjonatami dźwięku, a nie inżynierami zamkniętymi w korporacyjnym laboratorium.
W latach 70. zetknęli się z elektrostatami i – jak wielu przed nimi – doświadczyli tego charakterystycznego olśnienia: wokale brzmiały realistycznie, przestrzeń była niesamowicie wielka, a muzyka bardziej naturalna. Jednocześnie dostrzegali wszystkie ograniczenia tej technologii: kapryśność, trudność użytkowania, ograniczenia w base, ale mimo to postawili na tę technologię. Chcieli zachować to, co w elektrostatach najpiękniejsze – przejrzystość, szybkość, naturalność – i zrobić z nich kolumny, z którymi da się żyć, słuchać codziennie w normalnych warunkach domowych. Co ważne elektrostaty nie miały być celem samym w sobie, lecz narzędziem do osiągnięcia dźwięku jakiego nie zapewniały żadne inne kolumny dostępne na rynku.
MartinLogan nie próbował zmieniać natury elektrostatów, lecz usunął największe ograniczenia tej technologii, zostawiając magię dźwięku.
Pierwszy prototyp był gotowy około 1980 roku i brzmiał... obiecująco - do chwili, gdy podkręcono głośność. Wywołało to miniaturową burzę w ich pomieszczeniu odsłuchowym z realnymi "piorunami" na panelu kolumn. Przełom przyszedł wraz z pojawieniem się nowego materiału - mylaru, który posłużył konstruktorom za membranę - ultracienką i przezroczystą. Umieszczono ją między dwoma elektrodami wykonanymi ze stali, które umożliwiały pracę przy wysokich napięciach bez problemów ze zjawiskiem "burzy".
Młoda firma nie próbowała zmieniać natury elektrostatów, lecz znalazła sprytne rozwiązanie - usunęła największe ograniczenia tej technologii, zostawiając magię dźwięku. Pierwszą kluczową decyzją było postawienie na konstrukcję hybrydową. Połączono elektrostatyczny panel odpowiedzialny za średnicę i górę z klasycznym głośnikiem niskotonowym. Drugi krok okazał się równie przełomowy - pomysł na zakrzywiony panel elektrostatyczny nazwany CLS – Curvilinear Line Source - później opatentowany. Rozwiązało to największy problem dużych elektrostatów, czyli zbyt wąskie rozpraszanie wysokich tonów wymuszające na słuchaczu precyzyjne miejsce odsłuchu tzw. sweet spot.
Rok 1982 okazał się dla firmy przełomowy, bo na odbywających się w tamtym czasie targach Consumer Electronics Show zaprezentowano makietę i zdjęcia nowych kolumn i już samo to wystarczyło, żeby wzbudzić duże zainteresowanie. Rok później, na CES 1983, pokazali już pełnoprawny, hybrydowy elektrostat nazwany MartinLogan Monolith. I to był moment, w którym rynek audio poczuł, że elektrostat w takiej postaci przestaje być tylko ciekawostką technologiczną, a staje się "sprzedawalny". Jednak MartinLogan nie próbował uczynić elektrostatów masowymi, "oswajając" tę technologię sprawił, że są po prostu bardziej osiągalnymi dla ludzi kochających dźwięk wysokiej klasy, ale to wciąż kolumny elitarne.
Dzięki uprzejmości dystrybutora sprzętu MartinLogan w Polsce - firmie Polpak Poland, w naszej redakcji zagościły kolumny tej marki, model ESL9. Pierwsze wrażenie to - jaki one są monstrualnie wielkie. Na szczęście okazało się, że to tylko pudła są olbrzymie, a same kolumny w naszym pokoju redakcyjnym, o wielkości 20 metrów kwadratowych, nie przytłaczają swoimi rozmiarami. Wprawdzie ustawione obok tradycyjnych, całkiem sporych polskich kolumn Pylon Audio Jade 20 wyglądają na duże, ale siatkowane elektrody nadają im optycznie lekkości. Nawet dość głęboka obudowa głośnika niskotonowego umieszczonego na dole, nie burzy tego wrażenia.
Po raz pierwszy w naszej redakcyjnej sali odsłuchowej mięliśmy do czynienia z kolumnami elektrostatycznymi i jest to bardzo osobliwe doświadczenia. Ale na wrażenia odsłuchowe jest jeszcze za wcześnie. To temat na kolejny artykuł, a dodatkowo także materiał wideo, który jest realizowany we współpracy z NawakAudio i będzie opublikowany równolegle na dwóch kanałach YouTube.