hi-fi

SPEC RSA-V11

test |
Wzmacniacz zintegrowany - SPEC RSA-V11 Rekomendacja

Nowy model RSA-V11 firmy SPEC wyróżnia się kolorystyką, lecz reszta, przynajmniej z zewnątrz, pozostała taka sama, jak w V10...

Choć o produktach SPEC-a pisaliśmy już wielokrotnie, pozwolę sobie przypomnieć raz jeszcze o marce dla tych, którzy do tej pory się z nią nie zatknęli. Pozostali mogą po prostu opuścić ten paragraf i przejść dalej.

Doświadczonemu konstruktorowi, wielkiemu fanowi lamp, panu Shirokazu Yazaki, przyświecała idea tworzenia urządzeń tranzystorowych, które będą oferowały zalety baniek próżniowych – organiczne, czyste a jednocześnie nasycone, płynne, namacalne brzmienie – ale pozbawione będą podstawowej wady zwłaszcza konstrukcji single ended, czyli niskiej mocy.

Sam jestem wielkim fanem wzmacniaczy lampowych, a szczególnie SET-ów, więc za każdym razem z przyjemnością słucham kolejnych propozycji pana Yazaki. Jego wzmacniacze oferują bowiem naturalne, barwne, angażujące brzmienie przywodzące na myśl to, za co kocham wzmacniacze na lampach 300B, 2A3, 211, itd. Dobór kolumn jest dużo łatwiejszy, gdyż nie ma lamp, które się zużywają, choć jednocześnie eliminuje to jedną z zalet wzmacniaczy lampowych, czyli możliwość kształtowania brzmienia przez wymianę lamp na inne.

SPEC RSA-V11

Choć sam nie zamieniłbym SET-a wysokiej klasy na żaden inny wzmacniacz, to w przypadku, gdy ktoś ceni tego typu brzmienie, ale z jakiejś przyczyny nie chce, bądź nie może używać wzmacniacza lampowego, jeden z modeli SPEC-a może być doskonałym rozwiązaniem takiego problemu. Oferta tej japońskiej marki to dziś kilka modeli z różnych półek cenowych (acz nie ma wśród nich produktów tanich), więc w zależności od budżetu można wybrać jeden z nich i oprzeć na nim system naprawdę wysokiej klasy.

Najnowszą opcją jest wzmacniacz RSA-V11. Gdyby nie dzisiejsza wszechobecna polityczna poprawność, tekst ten zatytułowałbym pewnie: "Czarna owca?". Oczywiście nie ma w tym żadnych podtekstów rasowych, a tytuł z jednej strony sugerowałby niezwykły, by nie rzec, wręcz rewolucyjny dla tej marki kolor wykończenia, z drugiej, jak się za chwilę okaże w części opisującej brzmienie, byłby nieco przewrotny. Drugi tytuł, który przyszedł mi do głowy mógłby brzmieć: "Black beauty" (czarna piękność). RSA-V11 jest bowiem pierwszym, o ile mi wiadomo, wzmacniaczem SPEC-a, którego obudowa zachwyca perfekcyjnym, czarnym wykończeniem, zamiast srebrnym kolorem naturalnego aluminium.

Budowa

Jeśli czytaliście Państwo wcześniejsze recenzje wzmacniaczy SPEC-a, albo mieliście z nimi bezpośrednio do czynienia, wiecie doskonale, że wystarczy jeden rzut oka, żeby rozszyfrować ich producenta. SPEC bowiem, jak przystało na japońską markę, przykłada ogromną wagę do wszystkich elementów swoich produktów - zarówno komponentów stosowanych wewnątrz urządzenia, jak i do wyglądu. Japończycy dopracowali się również takiej estetyki, która odróżnia ich urządzenia od wszystkich innych. Niezależnie od półki cenowej to zawsze kombinacja perfekcyjnie wykonanej, solidnej, sztywnej aluminiowej obudowy z elementami drewnianymi. Te ostatnie mają postać nóżek, a w niektórych modelach całej drewnianej płyty dolnej/podstawy, do której mocowane są nóżki.

SPEC RSA-V11

Konstruktorzy nie pozostawiają przypadkowi wyboru gatunku drewna, które oprócz walorów estetycznych wpływa także na jakość brzmienia. Japończycy słyną przecież ze strojenia swoich produktów za pomocą użytych materiałów i taką właśnie rolę pełni tu starannie wyselekcjonowane drewno. Oprócz SPEC-a natychmiast do głowy przychodzą mi japońskie firmy Harmonix czy Kondo.

Podstawa wzmacniacza RSA-V11 (podobnie jak i V10) jest bardziej skomplikowana, niżby mogłoby się wydawać. Aby uzyskać pożądane brzmienie zastosowano bowiem aż trzy rodzaje drewna. Nóżki, na których opiera się całość, wykonano z klonu, a płytę stanowiącą podstawę wzmacniacza, o której producent napisał, iż ma ona "rezonować z muzyką niczym pudła rezonansowe instrumentów strunowych", z kombinacji dwóch rodzajów drewna – lipy i świerku. Wielokrotnie SPEC podkreślał, że to właśnie drewniane elementy sprawiają, że brzmienie ich wzmacniaczy jest tak naturalne.

Dotychczas pod względem kolorystyki współgrały z sobą aluminium z wpadającym w pomarańcz drewnem, co prezentowało się wręcz zachwycająco (moim zdaniem oczywiście – de gustibus...). Już ze względu właśnie na wygląd, mógłbym postawić każdego SPEC-a w centralnym punkcie systemu nawet tylko po to, aby cieszyć oczy jego estetyką. Nowy RSA-V11 od modelu V10, różni się z zewnątrz wyłącznie kolorem. Ma bowiem takie same wymiary i wagę, taki sam układ manipulatorów, składający się z charakterystycznego włącznika (który trzeba najpierw pociągnąć, a dopiero potem przestawić) i dwóch podświetlonych, sporych gałek (regulacja głośności i selektor wejść). Taki sam jest również układ złączy na tylnej ściance (4 wejścia liniowe w tym 3xRCA i 1xXLR, plus wyjścia głośnikowe i gniazdo zasilania).

SPEC RSA-V11

Za pomocą małego przełącznika można włączyć, bądź wyłączyć, dyskretne podświetlenie gałek, a trzecia pozycja tegoż przełącznika, domyślnie zablokowana naklejką, umożliwia przełączenie wzmacniacza w tryb pracy końcówki mocy. Po wyborze tej opcji sygnał wejściowy omija regulację głośności więc do wyjść głośnikowych trafia pełny, nietłumiony sygnał! To dlatego utrudniono dostęp do tej opcji – to ochrona przed jej przypadkowym włączeniem, co przy braku regulacji poziomu wyjściowego mogłoby doprowadzić do uszkodzenia kolumn. Jest to funkcja przeznaczona dla osób, które albo posiadają źródło/źródła z regulowanym wyjściem, czyli z ich poziomu będą już regulować głośność, albo dla tych, którzy zakupią dwie sztuki V11 i będą ich używać jako monobloków z zewnętrznym przedwzmacniaczem, lub źródłem z regulowanym wyjściem.

Jedyna różnica w wyglądzie sprowadza się więc do aluminiowej obudowy w kolorze czarnym oraz dopasowanej do niej, wybarwionej na czarno, choć dokładnie takiej samej (mówię o gatunkach drewna) podstawy wzmacniacza.

Gdy dostałem informację, że polski dystrybutor SPEC-a, Galeria Audio, wysyła do mnie nowy model, niezwłocznie zacząłem szukać w sieci informacji na jego temat. Ciekawostką jest fakt, iż na firmowej stronie znalazły się obok siebie, w jednej zakładce, modele V10 i V11. Oba są nieco uproszczoną wersją modelu M99, a jeden z inżynierów SPEC-a wskazał, że owo uproszczenie dotyczy w dużej mierze zasilacza opartego na transformatorze typu R-Core. Jak wspomniałem, dla obu podana jest wspólna specyfikacja – z istotnych informacji wspomnę tylko, iż jest to oczywiście wzmacniacz w klasie D (analogowej!). Oba modele oferują 2x100W mocy dla 4Ω i 2x50W dla 8Ω. Są więc w stanie napędzić większość kolumn dostępnych na rynku, słowem ich dobór nie będzie wielkim wyzwaniem. Spytałem więc dystrybutora, czy identyczne wymiary i parametry techniczne oznaczają, że jedyną różnicą jest kolor obudowy? Odpowiedź pokrywała się w tym, co znalazłem na stronie producenta, który twierdzi, iż oba te wzmacniacze różnią się jednak brzmieniem.

SPEC RSA-V11

Zważywszy, że z zewnątrz niczym (poza kolorem) się nie różnią, nie ma więc zewnętrznych elementów, którymi ich brzmienie byłoby inaczej strojone, różnice musiały pojawić się wewnątrz. Niestety nie miałem do czynienia z modelem V10, więc nie znam jego brzmienia, ani nie miałem okazji zajrzeć do wnętrza. Mogę więc jedynie zgadywać, iż japońscy inżynierowie mogli np. zastosować w nowym modelu inne kondensatory. SPEC znany jest przecież z opracowywania nawet (wraz ze znanymi producentami, np. Nichiconem) kondensatorów specjalnie na potrzeby własnych wzmacniaczy. Na dodatek zamiast stosować niewielką ilość o dużej pojemności, woli używać większej ilości różniących się nie tylko pojemnością, ale także różnych modeli.

Kondensatory mają pewien wpływ na brzmienie, więc być może zastosowano tu inne, lub inną ich kombinację. Być może w stopniu wyjściowym zastosowano inne tranzystory (MOSFET-y). Wszystko to jednakże wyłącznie moje spekulacje. Producent nie wnika w różnice techniczne, a ja nie mając egzemplarzy obu modeli nie mogłem nawet spróbować ich sam ustalić. Pozostało mi więc posłuchać, co RSA-V11 ma do zaoferowania w zakresie jakości brzmienia.

Jakość brzmienia

Mając za sobą już kilka przygód ze wzmacniaczami SPEC-a wiem, iż wszystkie mają podobny, przynajmniej w pewnym stopniu, ogólny charakter brzmienia. Bardziej (co nie znaczy, że w ogóle) niż charakterem różnią się one klasą brzmienia. W końcu wszystkie producent określa wspólnym mianem RSA – Real Sound Processor – sugerującym, że ich główną zaletą ma być realistyczny, prawdziwy dźwięk. Ciekawy więc byłem, czy za ową zaskakującą zmianą zewnętrznej stylistyki RSA-V11 stoi wyłącznie chęć wyjścia naprzeciw oczekiwaniom osób, które koniecznie muszą mieć czarne urządzenia (a takowych jest całkiem sporo), czy może to jednak element podkreślający odmienne (czyżby ciemniejsze?) brzmienie. Pozostało mi więc oprzeć się na (zawodnej) pamięci i notatkach z odsłuchów innych modeli. Dodam jeszcze, że japoński wzmacniacz dostał wsparcie w postaci znakomitej (drogiej!) sieciówki z serii Statement marki TelluriumQ, a i mojego LampizatOra Pacific.

SPEC RSA-V11

Oczywiście dobór nagrań ma pewien wpływ na pierwsze wrażenie, jakie robi testowany komponent, więc kluczem jest upewnienie się na późniejszym etapie, że dane cechy brzmienia są faktycznie mocną/słabą stroną danego urządzenia. W przypadku RSA-V11 duże wrażenie od pierwszego kawałka zrobiła na mnie... przestrzenność brzmienia. Wspominałem, że wzmacniacze SPEC-a to takie tranzystorowe "lampy", słowem, że mają wiele wspólnych cech brzmienia z konstrukcjami z bańkami próżniowymi na pokładzie, starając się jednocześnie wyeliminować ich wady (przede wszystkim niską moc, czy choćby nieco zaokrąglony bas).

Duża, ponadprzeciętnie szeroka, ale i mająca odpowiednią głębię scena, umiejętne wykorzystanie wszystkich informacji dotyczących akustyki zawartych w nagraniu, precyzyjna lokalizacja źródeł pozornych – wszystko to mocne atuty V11. Słychać to było zarówno w studyjnym nagraniu The O-Zone Percussion Group, jak i koncertowych Rona Cartera, czy Tsuyoshi Yamamoto. Niezależnie więc od tego, czy wielka przestrzeń była wynikiem pomysłowości ludzi pracujących przy konsolach, czy doskonałą rejestracją faktycznych warunków akustycznych, SPEC odtwarzał ją świetnie, a jak na tranzystor wręcz fantastycznie.

Wprawdzie nie dostajemy z tym wzmacniaczem lampowej namacalności, tego niepowtarzalnego poczucia obecności źródeł pozornych, które serwują najlepsze SET-y. To po prostu jest wrodzona cecha (dobrych) lamp, nie do podrobienia bez ich faktycznego udziału. Czy zmniejsza to w jakikolwiek sposób wrażenie realności, prawdziwości wydarzeń muzycznych rozgrywających się przed nami? Nie, to co proponuje V11, przynajmniej w przypadku dobrych realizacji (raz jeszcze podkreślę – zarówno studyjnych, jak i koncertowych), to ekscytujące, kipiące emocjami spektakle, w których dzieje się bardzo dużo, a czystość, transparentność i bardzo dobra rozdzielczość dźwięku pozwalają słuchaczom zagłębić się w świat muzyki, poczuć się jego częścią. RSA-V11 kreuje owe realistyczne wrażenie po części innymi środkami niż dobre lampy – precyzją, rysując źródła pozorne dość ostrą kreską – ale robi to równie przekonująco.

SPEC RSA-V11

Kolejną cechą, którą testowany wzmacniacz zintegrowany dzieli z moimi ulubionymi wzmacniaczami lampowymi, jest wysoka rozdzielczość, albo innymi słowy, duża ilość informacji, zakładając oczywiście odpowiednio rozdzielcze, czyste źródło. V11 wykorzystuje takie bogactwo informacji, detali i subtelności, by złożyć je w spójną, płynną całość. Całość, co już nie zawsze jest cechą lamp, wysoce energetyczną, o znakomitej dynamice. O ile w skali mikro trudno jest pobić dobrego SET-a, to w makro rozwiązanie proponowane przez SPEC-a sprawdza się lepiej. Słychać to doskonale choćby w nagraniach orkiestrowych. Rozmach i potęga brzmienia robią nie mniejsze wrażenie, niż doskonała kontrola wszystkich wydarzeń na scenie.

SPEC V11 to jeden z najlepszych wzmacniaczy tranzystorowych jakie znam, gdy przychodzi do wokali.

Najciekawsze było jednakże nadal przed mną. Otóż V11 to jeden z najlepszych wzmacniaczy tranzystorowych jakie znam, gdy przychodzi do wokali. Znowu, to nie jest do końca poziom najlepszych SET-ów, ale różnica jest zaskakująco mała. Rzecz zarówno w umiejętność oddania w bardzo czysty, precyzyjny sposób barwy głosu i jego faktury, jak i wysoka ekspresyjność, bez której nie ma mowy o przekazaniu słuchaczowi i wyzwoleniu w nim/niej emocji. Czy był to zaangażowany głos Etty James, czy Marka Dyjaka, wylewająca się z głośników charyzma Janis Joplin, czy Stevena Tylera, a nawet aksamit Franka Sinatry, za każdym razem SPEC prezentował je w sposób przykuwający do fotela, skupiający 100 procent uwagi słuchacza. Musiałbym się długo zastanawiać. aby wskazać choćby trzy inne wzmacniacze tranzystorowe, które potrafiły grać podobnie.

Oprócz wszystkich wymienionych już cech upodobniających brzmienie RSA-V11 do dobrego wzmacniacza lampowego, tudzież tych, które go wyróżniają, trzeba wspomnieć o całej reszcie która sprawia, że to po prostu świetny wzmacniacz. Gra bowiem równo, delikatnie dopieszczając, bo nawet nie podkreślając, średnicę, zwłaszcza jej niższy zakres. Znakomicie wypadają za jego pośrednictwem wokale, ale i wiele instrumentów akustycznych. W czasie moich odsłuchów kilka razy zdarzyło mi się zachwycić brzmieniem saksofonu tenorowego. Barwa, faktura, oddech, drobne detale i subtelności brzmienia, jak i techniki grania - wszystko to SPEC pokazywał na bardzo wysokim poziomie.

SPEC RSA-V11

V11 nie zapomina przy tym o skrajach pasma - potrafi prowadzić bas pewną ręką, dzięki czemu ten jest zwarty, punktualny, sprężysty, szybki, acz znam kilka tranzystorów, które potrafią zejść jeszcze niżej i zrobić wrażenie jeszcze większą potęga brzmienia. Wydaje się, że w tym przypadku konstruktorzy postawili właśnie na kontrolę, szybkość, zwartość przedkładając je nad dociążenie najniższych pomruków. Co ważne, barwowo SPEC-owi w zakresie niskich tonów jest bliżej do lampy - dobre różnicowanie barwy, jej soczystość i nasycenie sprawiają, że z przyjemnością słucha się popisów basistów, perkusistów, ale i pianistów. Góra pasma nie jest aż tak delikatna, eteryczna, jak w przypadku SET-ów, ale znowu, w porównaniu do większości wzmacniaczy tranzystorowych zdecydowanie bliżej jej do tego, co pokazują lampy. Dźwięk z V11 jest bowiem odpowiednio dźwięczny, otwarty, jest w nim sporo powietrza, a mocną stroną jest czystość i przejrzystość wysokich tonów, ale pozbawionych choćby śladów rozjaśnień bądź wyostrzeń. To w połączeniu z dopieszczeniem (niższej) średnicy i wysoką ogólna energetyką grania sprawia, że muzyki rockowej, albo bluesa słucha się z tym wzmacniaczem doskonale.

Podsumowanie

Jak już wspomniałem, bez bezpośredniego porównania z V10, albo jakimkolwiek innym wzmacniaczem SPEC-a trudno jest mi ocenić definitywnie, czy nowa kolorystyka RSA-V11 to tylko zabieg estetyczny, czy ma również związek z nieco innym charakterem brzmienia. Bazując na pamięci mogę jedynie spekulować, że w testowanym modelu udało się osiągnąć wyjątkowy poziom ekspresji i doskonałą prezentację wokali, chyba na lepszym poziomie, niż w którymkolwiek innym wzmacniaczu tej marki, jakiego słuchałem. Być może osiągnęli to kosztem potęgi najniższego basu, ale to nie jest znacząca różnica, a w każdym razie nie sądzę żeby był to element, który mógłby kogokolwiek do tej integry zniechęcić.

Jak zawsze w przypadku wzmacniaczy SPECa, z RSA-V11 dostajemy równy, spójny dźwięk łączący wiele najlepszych cech lamp z zaletami tranzystorów, a wszystko to w urodziwym, doskonale wykonanym i wykończonym, choć tym razem czarnym opakowaniu. To jeden z nielicznych przypadków, gdy potrafiłem zapomnieć o stronie technicznej, o tym, że jest to wzmacniacz wykonany w tej, czy innej technologii i po prostu czerpać przyjemność z obcowania z muzyką.

Werdykt: SPEC RSA-V11

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Doskonałe wokale, dęciaki, świetnie wypada bas, perkusja i fortepian.

Minusy: Konieczność dokupienia pilota.

Ogółem: Pięknie wykonany wzmacniacz oferujący naturalne, wciągające brzmienie, dzięki któremu z przyjemnością spędzicie długie godziny z muzyką przez duże "M". Świetnie łączy zalety lamp z tranzystorami.

Ocena ogólna:

PRODUKT
SPEC RSA-V11
RODZAJ
Wzmacniacz zintegrowany
CENA
33.900 zł
WAGA
14,5 kg
WYMIARY (S×W×G)
440×120×414 mm
DYSTRYBUCJA
Galeria Audio
www.galeriaaudio.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz-30kHz ±1dB
  • Moc wyjściowa: 100W×2 (4Ω); 50Wx2 (8Ω)
  • Impedancja głośników: 4-16Ω
  • Wejścia: 3xRCA, 1xXLR
  • Wyjścia: głośnikowe pojedyncze
  • Opcjonalny pilot zdalnego sterowania