hi-fi

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

test |
Sieciowy serwer/transport - I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB Rekomendacja

Serwer muzyczny i transport plików w jednym, z dyskiem 4TB kosztujący niecałe 3 tysiące złotych? I to z Japonii! Czy to możliwe? Tak! Zapraszamy na test Soundgenica HDL-RA4TB.

Blisko dwa lata miałem przyjemność testować dla Państwa serwer muzyczny HFAS1-S10U japońskiej firmy Fidata, który okazał się być jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, jaki miałem okazję kiedykolwiek testować. Mimo upływu czasu i faktu, że na rynek trafiło już wiele innych, bardzo dobrych urządzeń tego typu, wciąż jest moim faworytem w tym segmencie. Jedyny problem z Fidatą dla mnie i innych miłośników dobrego brzmienia, którzy mają ograniczone budżety), jest taki, że jego cena jest adekwatna do oferowanej jakości. Słowem, jest niedostępny dla wielu, by nie powiedzieć większości fanów muzyki odtwarzanej z plików.

Szefowie firmy doskonale zdawali sobie z tego sprawę, ale ich założeniem było stworzenie najlepszych produktów, jakie potrafili zbudować nie patrząc na budżet (i takie są właśnie urządzenia Fidata), a dopiero później, korzystając ze zdobytych doświadczeń i posiadanej ogromnej wiedzy mogli się zabrać za opracowywanie prostszych, a przez to tańszych rozwiązań, ciągle jednakże oferujących wysoką jakość. Zdecydowano jednak o stworzeniu dla tychże urządzeń nowej marki – Soundgenic. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż taki zabieg jest stosowany przez wielu high-endowych producentów, którzy chcą wyraźnie rozdzielić ofertę skierowaną do najbardziej wymagających klientów od tej, której nabywcami mają zostać osoby szukające rozwiązań dobrych, ale znacznie korzystniej wycenionych. I takim właśnie urządzeniem przyszło mi się zająć tym razem.

Zanim jeszcze o testowanym urządzeniu, przytoczę kilka faktów o firmie matce obu przedsięwzięć (Fidaty i Soundgenica), czyli IO-Data. Firma została założona w 1976 roku w Kanazawie. Dziś to jeden z największych japońskich producentów peryferiów komputerowych. Na rynek audio firma wkroczyła w roku 2000 prezentując... (proszę się nie oburzać) odtwarzacz mp3. Pięć lat później zobaczyliśmy pierwszy serwer DLNA z logiem tej firmy, a na poważnie IO-Data zabrała się za rynek audiofilski siedem lat później, kiedy to ruszył projekt stworzenia zaawansowanego serwera plików. Zespołowi inżynierów zajęło aż 2 lata stworzenie produktu, który można by zademonstrować szerszej publiczności, co tylko potwierdza fakt, że do tematu podeszli bardzo poważnie. Był to wspominany przez mnie na początku, Fidata HFAS1-S10U.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

Ci z Państwa, którzy czytali mój test, albo dowolną inną recenzję tego produktu, wiedzą już, że doświadczenia i wiedza z zakresu technik komputerowych, zdobywane latami, nie poszły na marne. Urządzenie okazało się być znakomite. Nieco później producent wprowadził jeszcze jego ulepszoną wersję (również z większym dyskiem), a także własną aplikację do sterowania, która nazywa się po prostu Fidata.

Wreszcie nadszedł czas, by pochylić się nad potrzebami mniej zasobnych audiofilów i tak właśnie powstała marka Soundgenic i jej zdecydowanie mniej kosztowne, a przez to ciekawe dla znacznie szerszej grupy potencjalnych nabywców, produkty.

Wygląd i budowa

Do testu trafił Soundgenic HDL-RA4TB. Urządzenie na pierwszy rzut oka wygląda właściwie jak obudowa dysku HDD, tzn. jest podobnej wielkości. Na froncie (jedna z szerszych ścianek) nie ma nic poza logiem firmy matki, a więc I-O Data, i Soundgenica oraz naklejką „Hi Res Audio”. To właściwie jedyny element sugerujący, że to urządzenie przeznaczone jest do systemów audio. Po włączeniu okazuje się, że po prawej stronie umieszczono dyskretną, zieloną diodę zasilania. Z tyłu znalazło się wejście dla zewnętrznego zasilacza prądu stałego (12V/2A), gniazdo LAN, dwa porty USB (jedno w standardzie USB 3.0, drugie 2.0), plus przyciski „reset” i zasilania.

Całość stoi na czterech malutki gumowych nóżkach mających tłumić zewnętrzne wibracje, a w środku zainstalowano dysk HDD o pojemności 4TB. Ponieważ w tej wersji to dysk mechaniczny warto rozważyć postawienie Soundgenica na lepszych nóżkach (ja wykorzystałem Rogoz Audio BW40).

Całość jest bardzo lekka, więc można dodatkowo obciążyć urządzenie, kładąc coś na górnej pokrywie (warto jednak zwrócić uwagę co to będzie, bo obudowa ma odprowadzać ciepło z dysku). Dostępna jest również wersja z 2TB dyskiem SSD (HDL-RAS2TB), którą jednakże wyceniono na ponad 2 razy więcej. Testowany model kosztuje zaledwie (jak na funkcjonalność, pojemność dysku i fakt, iż jest produktem znanej, dużej japońskiej firmy) 2.790 złotych. Na pierwszy rzut oka wydaje się więc równie atrakcyjną propozycją dla osób, dla których pliki są podstawowym nośnikiem muzyki, jak testowany równolegle testowany prze zemnie audiofilski switch Silent Angel Bonn N8. Zachęcam do zapoznania się z tamtym testem, bo (dla odmiany) chiński maluch też ma sporo do zaoferowania za całkiem rozsądne, w kategoriach audiofilskich, pieniądze.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

Uściślijmy, co właściwie testowany Soundgenic może dla nas zrobić. Podpinamy go do lokalnej sieci za pomocą kabla ethernetowego, podłączamy do prądu i... gotowe. No prawie. Bo żeby sterować odtwarzaniem potrzebna jest jeszcze aplikacja zainstalowana na urządzeniu podłączonym do tej samej domowej sieci – telefon, tablet. Można używać darmowej firmowej apki Fidata (dostępna i na Androida i na iOS), ale i innej typu BubbleUPnP, itp. Soundgenic wspiera bowiem protokół sieciowy UPnP AV, a do odtwarzania muzyki używa customizowanego serwera Twonky. Będzie współpracować z komputerami PC z systemami Windows (od 7 w górę) i Mac od macOS 10.7 do 10.14, ale także urządzeniami przenośnymi z systemami iOS od 8.0.2 do 12 i Android od 4.1 do 8.0. Wydaje mi się, że producent nie dokonał aktualizacja tych danych, jako że mój telefon z Androidem 9.0 też doskonale działał, sadzę więc, że i jeszcze nowsze nie będą sprawiać problemów.

Dostęp do ustawień urządzenia, czy ripowania płyt CD (to jedna z funkcji, o czym za chwilę) można uzyskać zarówno z poziomu aplikacji Fidata, jak i poprzez przeglądarkę internetową, z czego ja korzystałem woląc mieć menu na ekranie laptopa niż nawet na tablecie (to już taki wiek – wolę większe ekrany). Jako serwer sieciowy Soundgenic wyśle bezproblemowo pliki w niemal każdym dostępnym formacie. Lista wspieranych obejmuje: wav, mp3, wma, m4a, m4b, ogg, flac, aac, mp2, ac3, mpa, aif, aiff, dff, dsf. Jako transport wysyłający sygnał do DACa przez USB (po rozpakowaniu plików w dowolnym z wymienionych formatów) nie będzie grymasił ani w przypadku PCMu (do 32 bitów i 368 kHz dla wszystkich formatów, a dla wav i aiff także 705.6 kHz i 768 kHz) ani DSD (do DSD256 DoP i do DSD512 natywnie). Słowem – odtworzy niemal wszystko.

Nieograniczone możliwości

Soundgenic może funkcjonować w domowej sieci jako zoptymalizowany pod kątem muzyki NAS, czyli sieciowy magazyn plików muzycznych. Tu jeszcze ważna informacja, którą pominąłem – w przeciwieństwie do tradycyjnych NASów, na pokładzie Soundgenica nie ma wentylatora. Jasne że dziś nie jest problemem zakup bardzo cichego wentylatora (co sam robię do mojego NASa), ale brak wentylatora jest zawsze cichszy, niż najcichszy nawet model takowego. No i wentylatory z czasem łapią kurz i poziom głośności rośnie więc trzeba je rozkręcać i czyścić, a w ostateczności wymieniać. Brak wentylatora oznacza, że testowane urządzenie może znajdować się w tym samym pokoju, co reszta systemu audio. Oczywiście pliki muzyczne zapisane na twardym dysku Soundgenica będą dostępne w domowej sieci dla wszystkich (uprawnionych) urządzeń. Ja do audio używam dedykowanego PC-ta z Roonem na pokładzie więc część testu polegała na porównaniu brzmienia przy plikach odtwarzanych z mojego NAS-a i z HDL-RA4TB.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

Opcja druga. Jak wspominałem, Soundgenic wyposażony jest w dwa porty USB, co sprawia, że można go połączyć kablem USB ze stosownym wejściem przetwornika cyfrowo-analogowego, czyli używać go jako transportu plików, podobnie jak używa się transportu płyt CD. Część DAC-ów wyposażona jest również w wejście LAN, więc w ich przypadkach możliwe jest odtwarzanie muzyki z Soundgenica poprzez sieć. Dodajmy tu, że porty USB są dwa, co stwarza kolejne możliwości. Po pierwsze wewnątrz HDL-RA4TB znajduje się jeden dysk, a jak boleśnie przekonał się niemal każdy użytkownik komputerów/dysków/pendrivów/kart pamięci, itp., nie są one wieczne, więc dane należy (na wszelki wypadek) backupować. Jeden z portów USB można więc wykorzystać, aby podpiąć zewnętrzny dysk (sformatowany w FAT32 o pojemności do 2TB, albo sformatowany w exFAT lub NTFS do 16TB) i na nim trzymać kopię zapasową całej biblioteki muzycznej. Oczywiście backup można robić także na dysku sieciowym. Możemy również podpiąć do portu USB zewnętrzny dysk z muzyką, a ta będzie udostępniana w sieci tak samo, jak zapisana na wbudowanym dysku. Kopiowanie/przenoszenie plików między wbudowanym i zewnętrznym dyskiem nie stanowi problemu. Stosowne opcje dla każdej z tych funkcji znajdziecie w menu w aplikacji Fidata.

To nadal nie koniec możliwości testowanego urządzenia. Otóż, do portu USB można podpiąć przenośny napęd CD/DVD/BD. Co nam to daje? Choćby możliwość ripowania (zgrywania) zawartości płyt muzycznych na twardy dysk. Ustawienia procesu zgrywania można wybrać za pomocą aplikacji Fidata (choćby tryb auto, albo manualny, format plików, powtarzanie odczytu w przypadku błędów), a samo zgrywanie uruchamia się przyciskiem zasilania na urządzeniu, bądź przez aplikację. Pliki zapisywane są domyślnie w formacie WAV, ale można zmienić go na FLAC. Zawartość płyty zapisywana jest w układzie: artysta → tytuł płyty → numer utworu → tytuł utworu, a oprogramowanie Soundgenica ściąga również miniaturę okładki. Co istotne, po zgraniu plików, AccurateRip sprawdza poprawność operacji. Jeśli już podepniemy taki napęd do portu USB, możemy odtwarzać z niego wszystkie utwory tak, jakby znajdowały się na dysku. Ze stosowanym napędem pliki muzyczne mogą to być także odczytywane, odtwarzane i kopiowane z płyt DVD lub BD.

Dwa słowa o aplikacji Fidata. Gdy wcześniej testowałem urządzenie Fidaty, aplikacja nie była jeszcze dostępna. Pokazano ją dosłownie kilka tygodni później w Monachium, gdzie miałem okazję się nią pobawić i już wtedy zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Obcując z aktualną wersją mogę powiedzieć, że została ona dopracowana i dodano do niej szereg funkcji. Obsługa jest płynna, w miarę intuicyjna, a jedyne do czego mógłbym się ewentualnie nieco przyczepić, to kwestia tłumaczeń poleceń. Angielskie nazwy niektórych komend wymagają na początku pewnej gimnastyki umysłowej (przynajmniej wymagały w moim przypadku), by właściwie zrozumieć do czego służą. Ale to kwestia przyzwyczajenia, gdyż po paru dniach, gdy człowiek ma już w palcach, że tak powiem, wiedzę gdzie kliknąć i przestaje się na to zwracać uwagę. W przeciwieństwie do młodszego pokolenia (które na komórka robi już wszystko), mnie wygodniej obsługiwało się Fidatę z 10 calowego tabletu niż jednak mniejszego ekranu smartfona.

Dostępna na stronie producenta instrukcja obsługi wyjaśnia chyba wszystko, co użytkownikowi jest potrzebne. Słowem, po opanowaniu podstaw, nie miałem już żadnych zastrzeżeń. Dodam jeszcze, że aplikacją można się posłużyć do odtwarzania muzyki/plików nie tylko z Soundgenica (czy jakiejś Fidaty). Widzi ona bowiem w domowej sieci także inne udostępnione magazyny danych i nic nie stoi na przeszkodzie, by wskazać właśnie je, jak źródło plików do odtwarzania.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

Urządzenie, jak na oferowaną funkcjonalność, optymalizację pod kątem odtwarzania muzyki, tudzież 4TB pojemność dysku, jest moim zdaniem bardzo rozsądnie wycenione. Oznacza to jednocześnie, że należy poszukać jakichś oszczędności poczynionych przez producenta. Z zewnątrz w oczy rzuca się jedna - „komputerowy” zasilacz prądu stałego (12V). Dlatego właśnie wybrałem się już na początku testu do pobliskiego salonu A/V i pożyczyłem stosowną wersję zasilacza marki Sbooster. Miałem już wcześniej do czynienia z produktem tej marki i bardzo pozytywnie wpłynął on na klasę brzmienia przedwzmacniacza gramofonowego marki Chord. Uznałem więc, że posłucham Soundgenica soute, że tak powiem, a później sprawdzę, czy stając się jego posiadaczem warto zainwestować w porządny zasilacz liniowy, czyli w tym przypadku 1.490zł. O wynikach opowiem na końcu, na razie bowiem zajmiemy się podmiotem tego testu w postaci, w jakiej jest sprzedawany.

Ze starych czasów pozostał mi przenośny napęd CD/DVD dzięki czemu mogłem wypróbować opcję zgrywania płyt. W przypadku mojego napędu konieczne było jednoczesne podłączeniu obu wtyków USB, w które wyposażony jest to urządzenie, by Soundgenic „zobaczył” napęd. Nie miałem więc opcji jednoczesnego zgrywania płyt i odtwarzania, ale to specyfika mojego napędu. Zgrywanie przebiegło bez problemów. W bazie danych, z której korzysta japoński producent, z żadną z płyt nie było problemu, a zgrywałem np. krążek Agi Zaryan. Jedno z ustawień oprogramowania daje nam wybór, co ma ono zrobić jeśli płyty nie ma w bazie danych. Takiej płyty Soundgenic może nie zgrywać, albo zgrać, tyle że bez tagów i okładki, ale można je dodać samodzielnie po zgraniu, więc ja zostawiłbym opcję zgrywania nierozpoznanych płyt włączoną. To kolejna użyteczna funkcja, a do pełni szczęścia brakuje jedynie robota, który zmieniałby za nas kolejne zgrywane krążki w napędzie...

Jeszcze jedno. Zgodnie z filozofią, której hołdują inżynierowie Fidaty, a więc i Soundgenica, najwyższą jakość brzmienia można uzyskać jedynie z plików przechowywanych na lokalnych nośnikach danych. Nie dziwi więc brak wsparcia dla muzycznych serwisów stremingowych. Czy to wada? Dla mnie żadna, bo jako użytkownik Roona, wykorzystywałem Soundgenica jedynie jako NAS-a, zawsze mogę więc zintegrować np. Tidala w tymże Roonie, a HDL-RA4TB nie jest mi do tego potrzebny. Niektórym może to przeszkadzać, innym zupełnie nie będzie, podobnie jak brak dekodowania MQA. Oficjalnych informacji na ten temat nie ma, ale nie można wykluczyć, że pod wpływem nacisków klientów (bo wiem, że takowe się pojawiły) Soundgenic doda w przyszłości obsługę takich serwisów.

Brzmienie

Zacznijmy od ustalenia jednej ważnej kwestii. W przypadku HDL-RA4TB nawet pisząc o brzmieniu, mam na myśli jego wpływ na brzmienie. To urządzenie nie posiada wbudowanego DAC-a, więc niezależnie od tego, jak jest używane, samo nie gra! Dostarcza sygnał do DAC-a a rzecz jest w tym, by sygnał był jak najwyższej jakości.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

W teście używałem dwóch przetworników z wysokiej, a nawet bardzo wysokiej półki: Weissa DAC501 oraz LampizatOra Pacific. Ten drugi przez wejście USB, ten pierwszy przez USB i LAN. Po USB Soundgenica podpinałem bezpośrednio do wejść obu DAC-ów, natomiast korzystając z niego jako NAS-a odtwarzaniem zajmował się Roon zainstalowany na moim dedykowanym PC-ie, połączony z dwoma DAC-ami kablem USB Fidaty (to może nie najlepszy kabel USB na rynku, ale bardzo, bardzo dobry, a przy tym rozsądnie wyceniony), a z Weissem także przez LAN (niestety nie miałem do dyspozycji kabla LAN Fidaty, ale on także jest warty rozważenia).

Zacząłem odsłuchy porównując brzmienie uzyskiwane z moim NASem i Soundgeniciem używanymi jako magazyny plików (dokładnie tych samych), i z PCtem z Roonem jako źródłem dla DACów (połączonych po USB). Różnica między NASami była jeszcze taka, że mój stoi za routerem w innym pomieszczeniu (bo ma wentylator), Soundgenica natomiast miałem w pokoju odsłuchowym podpiętego przez switch Silent Angel Bonn N8. Spędziłem z muzyką cały dzień najpierw odsłuchując po kilka płyt z jednym a potem z drugim urządzeniem jako źródłem plików, a później przełączając się między nimi co utwór (powtarzając ten sam). I co? I na dobrą sprawę nie stwierdziłem wielkiej różnicy. No może nie do końca tak – nie stwierdziłem dużych, łatwych do wskazania różnic, powinienem był napisać. Bo im dłużej słuchałem, tym bardziej zauważałem każde kolejne przełączenie zwłaszcza z Soundgenica na mojego NASa. Na dłuższą metę wolałem po prostu jednak testowane urządzenie, acz było to bardziej podskórne wrażenie, niż coś co mógłbym łatwo wypunktować. Próbując jednakże choć trochę owo ową preferencję skonkretyzować powiedziałbym, że brzmienie z Soundgeniciem odgrywającym rolę NASa było odrobinę gładsze, ciemniejsze, gęstsze, bardziej zrelaksowane i analogowe, a i przestrzeń robiła się z nim ważniejszym elementem prezentacji. Brzmienie mojego systemu nie traciło przy tym nic na rozdzielczości, przejrzystości, czy dynamice, których doświadczam na co dzień i które wysoce sobie cenię.

Zgaduję jedynie, że to kwestia owej audiofilskości Soundgenica – zadbania o minimalizację wszelkiego rodzaju zakłóceń, które w przypadku standardowego NASa nie mają (większego) znaczenia, ale gdy przychodzi do systemu audio wysokiej klasy jednak można je usłyszeć w dźwięku, czy raczej ich negatywny wpływ na dźwięk. Lubię mój system – nie jest bynajmniej przypadkowy (choć NAS jest już dość wiekowy) i gra naprawdę dobrze, ale z HDL-RA4TB było nieco lepiej. Po prostu, raz jeszcze podkreślę – zwłaszcza przy dłuższym słuchaniu – brzmienie wydawało się przyjemniejsze, bardziej angażujące, bez utraty jakichkolwiek doskonale mi znanych zalet. Ujmując rzecz inaczej – może nie było to granie aż o klasę lepsze, nie robiło dużego pierwszego wrażenia, ale jednak było lepsze.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

Przyjemniejsze brzmienie łatwo jest osiągnąć sztucznie je ocieplając, wygładzając, zaokrąglając/wycofując skraje pasma – tu niczego takiego nie stwierdziłem. Z Soundgeniciem dźwięk był równie swobodny, bas schodził równie nisko i był przy tym tak samo szybki i zwarty, energetyczny. Na górze było gładko gdy trzeba, dźwięcznie, z mnóstwem powietrza, a gdy zachodziła taka potrzeba (wynikająca z odtwarzanego nagrania) pojawiały się iskierki, zadziorność, nawet kontrolowana agresywność. Bez problemu dało się usłyszeć różnice między nagraniami wyższej i niższej klasy, co potwierdzało, że japońskie urządzenie nie powoduje uśredniania brzmienia, a to cecha wielu, by nie rzecz większości, niedrogich komponentów audio. Średnica była pełna, rozdzielcza, bardzo dobrze różnicowana i w zakresie barwy i dynamiki. Powtórzę więc raz jeszcze – żadnych oczywistych strat, ograniczeń, a summa summarum jednak nieco przyjemniejsze, nieco bardziej wciągające brzmienie. Biorąc więc pod uwagę przyjemność słuchania jako, na razie, jedyne kryterium wyboru między moim NASem a testowanym, bez wahania wskazałem Soundgenica. To istotne (dla mnie) o tyle, że jak wspomniałem, mój magazyn danych ma już swoje lata i zacząłem się niedawno zastanawiać, czym go zastąpić. Soundgenic trafił niniejszym na krótką listę wartych rozważenia.

Drugi etap testów to porównanie mojego obecnego toru (NAS/PC z Roonem) z Soundgeniciem, w którym oba połączone były kable USB Fidata HFU2 z przetwornikiem cyfrowo-analogowym (na przemian Pacific i DAC501). Od razu napiszę, że gdyby zsumować koszt wszystkich elementów mojego systemu plikowego to (z NASem) kosztują one pewnie gdzieś między 3 a 4 razy więcej niż testowane urządzenie. Nie oczekiwałem więc tak naprawdę, że HDL-RA4TB zagra lepiej, raczej nastawiałem się na ocenę, jak duża jest przewaga mojego systemu. I faktycznie Soundgenic po USB nie grał do końca na takim samym poziomie. Mój system brzmiał nieco czyściej, bardziej rozdzielczo, barwniej, a przy tym gładziej, w bardziej jeszcze otwarty sposób. Co nie zmienia faktu, iż jakość brzmienia uzyskiwana z Soundgeniciem jako źródłem dla każdego z dwóch drogich (Weiss to 8 tys. franków szwajcarskich, a Pacific bodaj 26-28 tys. euro w tej wersji), zdecydowanie przewyższała moje oczekiwania. To niesamowite, że z tego maleństwa za mniej niż 3 tysiące złotych można uzyskać TAKI dźwięk! Każdy z tych przetworników dość bezwzględnie pokazuje słabość źródeł sygnału, więc skoro z nimi brzmiało to tak dobrze, to jako partner dla DACów za kilka, a pewnie nawet i dla wielu za kilkanaście tysięcy złotych, Soundgenic sprawdzi się doskonale.

Oprócz wymienianych już zalet brzmienia z HDL-RA4TB w roli źródła USB dodam jeszcze, że dźwięk jest równy, może z delikatną preferencją niższej średnicy, ale to naprawdę niewielka odchyłka od idealnego balansu tonalnego. I to taka, która sprawia że np. wokale są pełne, obecne, dobrze oddana jest i barwa i faktura, nie ma najmniejszego nawet podkreślania sybilantów. Im lepsze nagranie tym więcej słychać informacji, dobrze, równo poukładanych na dużej (jeśli nagranie pozwala) scenie. Brak tu śladów choćby nerwowości (która jest cechą wielu niedrogich źródeł), nawet takiej, którą słychać dopiero w porównaniu do lepszych źródeł. Gęste nagrania brzmiały wyraźnie lepiej niż redbookowe (czyli 16/44), a DSD (dla mnie, fana formatu) lepiej niż PCM w większości przypadków (większości, bo format DSD nie oznacza z automatu przewagi – choćby stereofoniczna wersja „Dark side of the moon” Pink Floyd z wydania SACD dla mnie brzmi gorzej niż zwykłe PCMy). Słowem – może to nie był jeszcze poziom mojego systemu, ale już wystarczająco wysoki, by w pełni cieszyć się muzyką.

I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB

W końcu przyszedł czas na dogrywkę w powyższym pojedynku. W niej Soundgenic otrzymał wsparcie w postaci zasilacza liniowego marki Sbooster. Taka para wygląda trochę zabawnie, bo zasilacz jest sporo większy i cięższy niż urządzenie, które w tym przypadku zasila, ale przecież nie to jest istotne. Holenderski producent wybrał nieco inną drogę niż część konkurentów, tzn. zamiast robić zasilacze uniwersalne, mające x wyjść dla różnych napięć, robi swoje z pojedynczymi wyjściami. Pożyczony egzemplarz w wersji MKII może dostarczyć jedno z trzech napięć prądu stałego: 12, 13 lub 13,5V (odpowiednio: 3, 2,75 lub 2,1A). W zestawie dostajemy 6 wymiennych końcówek (od strony zasilanego urządzenia), więc podejrzewam że da się dobrać właściwą niemal dla każdego, jakie przyjdzie nam do głowy. Jedna z nich na pewno pasuje do HDL-RA4TB. Zasilacz do prądu podpinamy kablem z wtykiem EIC – w zestawie takowy znajdziemy (wygląda na standardowy, czy jak mówią niektórzy - komputerowy), acz nic nie stoi na przeszkodzie, by wymienić go na dowolny inny z takim wtykiem (używałem LessLossa). Cena – 1490 zł – nie jest na tyle wysoka, by nie można go było brać pod uwagę jako potencjalny upgrade dla Soundgenica. Pod warunkiem oczywiście, że efekty będą tego warte.

Postanowiłem więc powtórzyć procedurę porównań (dla przypomnienia mój cały komputer do audio jest zasilany zasilaczem liniowym HDPlexa, więc dodanie zasilacza linowego nieco wyrównywało szanse) z Soundgeniciem zasilanym z Sboostera, by sprawdzić czy i na ile zmniejsza/likwiduje on różnicę zaobserwowaną wcześniej. Nie będę budował napięcia i napiszę od razu, że moim zdaniem każdy posiadacz testowanego urządzenia gdy już, po jakimś czasie, co jest absolutnie normalne w tym hobby, zapragnie jeszcze lepszego dźwięku, powinien zacząć od wymiany zasilacza. Rezultat tej prostej i nie aż tak kosztownej operacji (jak wymiana całego serwera na inny, wyższej klasy) powinien zaskoczyć wielu użytkowników. Przytrafiło się to nawet mi pomimo doświadczenia z wymianą zasilaczy różnych urządzeń na ich odpowiedniki wyższej klasy. Takie właśnie eksperymenty pokazują jasno, jak ważnym elementem audiofilskiej zabawy jest zasilanie. Nawet jeśli Soundgenic z Sboosterem do końca nie dogonił mojego zestawu, to zbliżył się już tak bardzo, że przełączanie między nimi nie powodowało u mnie żadnego dyskomfortu. A przecież nawet połączony koszt dwóch „S” nie stanowił nawet połowy kosztu mojego zestawu plikowego. I raz jeszcze podkreślę, że oba grały w systemie za spore pieniądze z dwoma znakomitymi DACami, wzmacniaczem i kolumnami za kilkadziesiąt tysięcy z rodzaju tych, które nie pobłażają słabym źródłom.

Podsumowanie

Sięgnąłem po notatki (jako że pamięć jest zawodna) z testu serwera Fidaty i na tej podstawie napiszę, że Soundgenic jest źródłem znakomitym, choć oczywiście nie aż tak wyrafinowanym jak przedstawiciel highendowej marki tego producenta. Należy jednakże pamiętać, że testowane urządzenie jest ponad 10 razy tańsze... Dopóki nie jesteście skłonni wydać na serwer plików dobrych kilkunastu tysięcy, to Soundgenic HDL-RA4TB zwłaszcza wsparty dobrym zasilaczem liniowym będzie trudny do pobicia jako serwer plików. Dobry DAC karmiony sygnałem z tego urządzenia zagra pełnym, swobodnym, spójnym, gęstym, rozdzielczym, otwartym, przestrzennym dźwiękiem, któremu niczego nie brakuje i którego słucha się z ogromną przyjemnością. Nie chcę używać określenia „analogowe” brzmienie w stosunku do cyfrowego serwera, ale skojarzenie z brzmieniem źródeł analogowych gdzieś tam w trakcie odsłuchów cały czas krążyło w mojej głowie. W roli NASa dla plików muzycznych HDL-RA4TB także spisuje się bez zarzutu, a brak wentylatora docenią wszyscy, którzy postawią go w pokoju odsłuchowym.

Werdykt: Soundgenic HDL-RA4TB

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Naturalne, angażujące, przestrzenne, gładkie i muzykalne brzmienie, dobra rozdzielczość i dynamika, spójność, czystość i transparentność, których nikt nie oczekuje po produkcie w tej cenie.

Minusy: Jedyne do czego (na siłę) można się przyczepić to brak obsługi serwisów stremingowych (ale ten zarzut może w przyszłości stać się nieaktualny).

Ogółem: Znakomite urządzenie w cenie, która w dzisiejszych realiach rynkowych mocno zaskakuje.

Ocena ogólna:

PRODUKT
Soundgenic HDL-RA4TB
RODZAJ
Sieciowy serwer/transport muzyczny
CENA
2.790 zł
WAGA
1,2 kg
WYMIARY (S×W×G)
168×43×134 mm
DYSTRYBUCJA
Audio Atelier
www.audioatelier.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Obsługiwane formaty plików: wav, mp3, wma, m4a, m4b, ogg, flac, aac, mp2, ac3, mpa, aif, aiff, dff, dsf
  • Obsługiwane częstotliwości próbkowania: PCM: 44.1 kHz - 384 kHz, (także 705,6 i 768 kHz dla plików wav i aiff), DSD DoP: 2.8 - 11.2 MHz (DSD64 - DSD256) oraz DSD Direct: 2.8 - 22,5 MHz (DSD64 - DSD512)
  • Formaty wyjściowe: PCM: 16-bit, 24-bit, 32-bit, DSD (DoP i Direct) 1-bit
  • Port LAN: 1000BASE-T / 100BASE-TX / 10BASE-T
  • Porty USB: USB2.0 i USB3.0
  • Protokoły sieciowe: UPnP AV
  • Aplikacja do sterowania: (darmowa) Fidata
  • Zasilanie: DC 12V
  • Zużycie prądu: przeciętnie 7,2W, maksymalnie 29 W