s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Harmonix HS101-EXQ

test
Harmonix HS101-EXQ

Testujemy topowy przewód głośnikowy w ofercie kablowego specjalisty z Japonii – Harmonix HS101-EXQ

Pan Kazuo Kiuchi to jeden z japońskich czarodziejów dźwięku. Jego elektronika (Reimyo), kolumny (Encore) oraz elementy antywibracyjne i kable spod znaku Harmonix zdobyły serca miłośników dobrego brzmienia na całym świecie. W oczekiwaniu na kabel głośnikowy z serii Million Maestro do testu trafił topowy obecnie model, a mianowicie Harmonix HS101-EXQ.

Nie należę do kablowych entuzjastów i stąd nie znajdziecie Państwo zbyt wielu testów tych (niezbędnych w każdym systemie audio) elementów mojego autorstwa. Oczywiście od czasu do czasu zdarzają się wyjątki, bo jak każdy posiadacz systemu audio, muszę jakichś przewodów używać, no i podobnie jak u innych, pojawia się u mnie co pewien czas potrzeba wyciśnięcia z mojego systemu jeszcze lepszego brzmienia. Kable, choć obecnie w wielu przypadkach oferowane w cenach absolutnie szalonych, są i tak jednym z mniej kosztownych sposobów, by przy niewielkiej ingerencji w system uzyskać pewną poprawę w jakimś aspekcie brzmienia. Można do tego podchodzić na kilka sposobów – przyjąć, że kablami zmienia/dostraja się brzmienie, korzystając z ich własnego charakteru. Albo przyjąć, że wymieniając jeden kabel na inny, uzyskujemy pozytywny efekt, bo nowy po prostu mniej psuje sygnał w czasie jego przesyłania z jednego komponentu do drugiego, czy też pozwala elektronice i kolumnom pokazać ich potencjał w większym stopniu za sprawą większej przezroczystości. Ja jestem zwolennikiem tego drugiego podejścia – słowem (utopijnym) ideałem dla mnie jest kabel absolutnie nic niewnoszący od siebie do brzmienia. Buduję więc system z urządzeń, które grają dobrze i tak jak lubię, które również bardzo dobrze ze sobą współpracują, a na końcu znajduję kable, które najmniej wpływają na pożądany charakter brzmienia. A później próbuję ewentualnie znaleźć inne, których wpływ będzie jeszcze mniejszy. A czasem... trafia do mnie kabel, po którego wpięciu brzmienie systemu zmienia się tak wyraźnie na plus (w sensie – podoba mi się jeszcze bardziej niż bez tego przewodu), że po prostu dla własnej przyjemności dokonuję zakupu, żeby mieć jeszcze większą frajdę ze słuchania.

Tak w swoim czasie było z interkonektem Hijiri Million, który dostałem do testu, a którego już nie potrafiłem oddać. Wydałem wprawdzie na kabel więcej niż kiedykolwiek brałem pod uwagę na ten element systemu, ale od tego czasu cieszę się tym, jak wiele muzyki w muzyce za jego sprawą pojawiło się w moim codziennym słuchaniu. Miałem okazję testować również kable sieciowe Takumi i Nagomi, i nie zostały ze mną na stałe wyłącznie dlatego, że przerosło mnie to finansowo. One również wnoszą dużą porcję muzykalności, otwartości i naturalności do brzmienia. Może nie zrobiły na mnie aż tak wielkiego wrażenia, jak Hijiri Million, ale niewiele mniejsze. Od czasu testu tego ostatniego czekam, aż będzie gotowy jego głośnikowy odpowiednik. Prace trwają, ale kiedy będzie gotowy, trudno powiedzieć – pan Kiuchi i jego zespół są perfekcjonistami, więc wiadomo jedynie tyle, że pojawi się, jak będzie gotowy. Na razie więc postanowiłem się zmierzyć z aktualnie topowym kablem głośnikowym Harmonixa, czyli HS101-EXQ.

Budowa

Jak właściwie zawsze w przypadku kabli pana Kiuchi, o budowie HS101-EXQ nie wiadomo za wiele. Pisałem już o tym kilka razy, ale warto to przypominać, jako że podejście to dość oryginalne w dzisiejszych czasach. Zgodnie z filozofią japońskiego mistrza do klienta ma przemawiać wyłącznie brzmienie jego produktów, a nie kwieciste opisy technologii. To miła odmiana po zalewie marketingowego bełkotu serwowanego przez większość konkurentów. Opierając się na skromnej informacji ze strony producenta, mogę więc jedynie napisać, że prace nad tym kablem trwały trzy lata. Jednym z najważniejszych założeń konstrukcyjnych było wyeliminowanie zakłóceń elektromagnetycznych. Cel udało się osiągnąć, zmniejszając ich poziom o 99%. To osiągnięcie przełożyło się na poprawę parametrów kabla w zakresie pasma przenoszenia, a w porównaniu z innymi kablami udało się także zmniejszyć stosunek sygnał-szum o 7,8dB.
Kabel HS101-EXQ bazuje na przewodniku z miedzi PCOCC i jest to konstrukcja kierunkowa. Kierunek, w którym ma przepływać sygnał, jest wyraźnie zaznaczony na obu końcach każdego odcinka kabla. W kablu zastosowano wielokrotne ekranowanie (aby, jak wspomniałem wyżej, skutecznie wyeliminować zakłócenia elektromagnetyczne), a na zewnątrz zastosowano czarną koszulkę. Wtyki stosowane w tym kablu są produktem własnym firmy Harmonix. Klient może wybrać wersję zakończoną bananami, widełkami bądź szpilkami (jak testowany egzemplarz). Końcówki wykonywane są również z miedzi PCOCC, pokrywane warstwą złota, a na końcu rodowane. Dostępne standardowe długości to: 1,5/2/2,5/3m, istnieje możliwość zamówienia innej długości.

Jakość brzmienia

Kabel testowałem w moim systemie odniesienia, tj. z dzieloną amplifikacją składającą się z przedwzmacniacza AudiaFlight FLS1 i końcówki mocy ModWright KWA100SE napędzającą kolumny Ubiq Audio Model One Duelund Edition, który to system otrzymywał sygnał z LampizatOra Golden Atlantic. HS101-EXQ porównywany był do dwóch kabli, których używam na co dzień, czyli LessLossa Anchorwave oraz Acoustic Revive z serii Triple-C. Jedną z używanych przeze mnie łączówek był również wspominany Hijiri Million (RCA), czyli topowy interkonekt pana Kiuchi. Dodatkowo w teście wziął udział najnowszy dodatek do mojego systemu referencyjnego, czyli integra w klasie A, GrandiNote Shinai, oraz testowane w tym samym czasie monitorki DeVore Fidelity gibbon 3XL.

Harmonix HS101-EXQ

Pierwszym efektem zamiany LessLossa (a później także Acoustic Revive, bo efekt był podobny) na Harmonixa, jaki zauważyłem, było odsunięcie pierwszego planu za linię kolumn oraz dodanie głębi zarówno źródłom pozornym, jak i całej scenie. Różnica nie należała bynajmniej do kategorii zwanej przez niektórych: "na granicy percepcji". Kable przepinałem kilka razy i efekt za każdym razem i w obu przypadkach był taki sam. Na początku odsłuchów zdałem się na opcję zwaną w Roonie radiem, polegającą na doborze przez ten program repertuaru, pojedynczych utworów, na podstawie moich wcześniejszych playlist. I tak po wpięciu HS101-EXQ zagrał dla mnie koncertowo Freddie Hubbard. Krążek pewnie nie należy do pierwszej setki żadnego zestawienia najlepszych realizacji koncertowych, ale oferuje wystarczająco dobrą jakość brzmienia, by na jego podstawie oceniać wpływ nowych komponentów w systemie. Oprócz wspomnianych już różnic w zakresie głębi sceny i bardziej trójwymiarowych, a przez to namacalnych źródeł pozornych, co samo w sobie zwiększało realizm prezentacji, z kablem Harmonix pojawiał się dodatkowy pierwiastek organiczności dźwięku. Ani z LessLossem, ani z AR nie brakowało mi naturalności brzmienia – to aspekt, na który jestem dość czuły, więc jego brak wyeliminowałby taki komponent z mojego systemu już po pierwszym odsłuchu. A jednak w tym zakresie HS101-EXQ dodawał jeszcze to małe coś ekstra, co sprawiało, że trąbka Frieddiego jeszcze bardziej przykuwała uwagę, że brzmiała jakby muzyk stał 3–4 metry ode mnie.

Także perkusja w tym nagraniu brzmiała w bardziej żywiołowy, ale zwarty, sprężysty sposób. Blachy błyszczały, były bardzo dźwięczne, ale jednocześnie miały w sobie pewną delikatność, co wydaje się cechą charakterystyczną przewodów pana Kiuchi. Pałeczka uderza w blachę szybko, mocno, ta odpowiada błyskawicznie i dźwięcznie, ale jest to pozbawione ostrości, metalowej szorstkości, która często pojawia się z innymi kablami. Blachy, podobnie zresztą jak i bębny, są bardzo dobrze różnicowane – to kolejny element, który przybliża słuchacza do wrażeń porównywalnych z koncertowymi (gdzie przecież słyszany dźwięk uzupełniają wrażenia wizualne, więc o realizm jeszcze łatwiej). W dźwięku była ogromna ilość powietrza, otwartość, swoboda. Owe wyjątkowo namacalne źródła pozorne porozstawiane były na scenie, ładnie "fizycznie" odseparowane, acz jednocześnie doskonale współbrzmiące. Harmonix pięknie pokazywał wszystkie informacje dotyczące akustyki pomieszczenia, w którym dokonano nagrania, dbał nie tylko o naturalną barwę instrumentów, ale i o należyte oddanie fazy ataku dźwięków, o podtrzymanie i długie, pełne wybrzmienia, które gdzieś tam w oddali pomału, bez pośpiechu wygasały. Czuło się wręcz chemię między muzykami, ale także relację, jaką nawiązali z entuzjastyczną publicznością. Wszystko to razem wzięte sprawiało, że czułem się raczej jakbym przeniósł się tam, na salę koncertową, niż sprowadził muzyków do mojego pokoju.

Na koncertowym nagraniu Tria Tsuyoshi Yamamoto z 1976 roku ("Summertime") z kablem pana Kiuchi nieco wyraźniej było słychać szum taśmy – nie był to bynajmniej element w czymkolwiek przeszkadzający, a dla fana płyt analogowych (takiego jak jak) nawet dodający realizmu czy może swojskości tej prezentacji. No i właściwie był on słyszalny przede wszystkim na samym początku, a zapomniałem o nim, gdy tylko odezwał się fortepian. Zabrzmiał potężniej, głębiej niż z moimi kablami. To samo dotyczyło kontrabasu – wcześniej odnosiłem wrażenie, że wszystko było właściwie dokładnie takie, jak być powinno, ale z tym kablem zrobiło się jeszcze bardziej akuratne, prawdziwsze. To nie był kontrast na zasadzie: słaby vs dobry, ale raczej bardzo dobry vs jeszcze lepszy. Dźwięk jako całość wydawał się pełniejszy, bogatszy, był wysoce rozdzielczy, niósł więcej informacji muzycznych, także okołomuzycznych (dotyczących przede wszystkim akustyki, reakcji publiczności itd.). Był precyzyjny, zwłaszcza jeśli chodzi o wszystkie relacje przestrzenne, ale w żadnym razie nie określiłbym go mianem analitycznego. Nie było podkreślania poszczególnych elementów, wypychania jednych przed drugie, a raczej łączenie, harmonia, płynność i gładkość z rzadka jedynie przerywana (wyłącznie gdy zachodziła taka konieczność) dawką kontrolowanej ostrości czy agresywności, gdy jeden z muzyków na takowe sobie pozwalał.

Po przygodach z wieloma nagraniami akustycznymi, ze szczególnym uwzględnieniem koncertowych, przyszedł czas na wieczór z wokalami. Właściwie jasne było, czego się spodziewać – te komponenty, które w tak znakomity, organiczny sposób potrafią oddać magię brzmienia instrumentów akustycznych niemal zawsze równie dobrze radzą sobie z głosami. Od ostatniego krążka Anny Marii Jopek przez Dee Dee Bridgewater, Marka Dyjaka po Ettę James i Louisa Armstronga – każde nagranie tych artystów z Harmonixem HS101-EXQ okazało się wyjątkowym przeżyciem. Bez żadnego wypychania do przodu, bez izolowania prowadzącego wokalu od reszty zespołu japoński kabel budował iście magiczne, gładkie, płynne, naturalnie, wręcz realistycznie brzmiące spektakle. Dawał bardzo dobry wgląd w barwę, fakturę każdego z głosów, pozwalał z łatwością rozpoznawać pewne charakterystyczne maniery. Kipiał energią, gdy przyszło oddać wybuchowy charakter Etty James czy Dyjaka, czarował subtelnością przy Ani Jopek, zarażał melancholią z Evą Cassidy i zachwycał jedyną w swoim rodzaju chrypą genialnego Louisa. Nie da się ukryć, że podobnie jak w przypadku wcześniej słuchanych albumów instrumentalnych, odniosłem wrażenie, że nagrania z ery analogowej, sprzed dobrych kilkudziesięciu lat czerpią jeszcze więcej benefitów z możliwości tego kabla niż te nagrywane współcześnie. Brzmią bowiem naturalniej, pełniej, bardziej ekspresyjnie, a jednocześnie gładziej, w bardziej wyrafinowany sposób.

Dobrze słyszalne było to także w złożonych nagraniach dużej klasyki. Harmonix potrafił wejść w głębsze warstwy muzyki, ułatwić docenienie drobniejszych elementów, pobocznych linii melodycznych, motywów, ułatwiał skupienie uwagi na wybranych sekcjach instrumentów czy solistach. No i, choć trudno jest mi wskazać precyzyjnie dlaczego, łatwiej i głębiej wciągał mnie w muzykę, przykuwał uwagę do tego stopnia, że przestałem zwracać uwagę na to, co się wokół mnie działo. Myślę, że ważnym czynnikiem była ekspresyjność tej prezentacji, umiejętność nie tylko oddawania, ale i wręcz zarażania emocjami. Stąd z ogromną przyjemnością odsłuchałem sporą część kolekcji ulubionych oper – ognista Carmen, wesoły Figaro i cała plejada wspaniałych, wyrazistych postaci granych przez największych artystów sceny z HS101-EXQ dostarczyła mi wyjątkowych doznań i wzruszeń, zwykle zarezerwowanych dla systemów ze znakomitymi lampowymi SET-ami w roli głównej. Tu i owszem, lampy były na pokładzie DAC-a, ale dalej już wyłącznie kwarc czy to w klasie AB czy A, a dzięki kablowi pana Kiuchi brzmiało to zdecydowanie bardziej jak wysokiej klasy lampa niż z używanymi przeze mnie na co dzień przewodami.

Harmonix HS101-EXQ

Na koniec zostawiłem sobie sesję z muzyką elektryczną. Rzecz nie w tym, że produkty pana Kazuo Kiuchi grają ją źle, ale wydaje mi się, że referencją dla japońskiego mistrza jest jednak doskonale mu znane brzmienie instrumentów akustycznych i wokali, i to na nich skupia wysiłki, tworząc i strojąc swoje produkty tak, by to przede wszystkim one brzmiały naturalnie. Ja zresztą też preferuję akustyczne nagrania, stąd przy odsłuchu każdego komponentu umiejętność oddania właśnie ich brzmienia w sposób (subiektywnie – bo przecież nie było mnie przy nagraniu, więc mowa raczej o moim wyobrażeniu opartym o doświadczenia koncertowe) prawdziwy. Dlatego właśnie do odsłuchu takiej muzyki zabrałem się ostrożnie, czyli od ostatniego krążka Rogera Watersa, na którym jest sporo instrumentów akustycznych, ale i syntezatory, gitara basowa czy elektryczna. Harmonix był tu niczym cerber pilnujący tempa i rytmu, grający zwartym, sprężystym basem, czysto, transparentnie, dobrze poukładanym (plus wszystkie wymienione wcześniej zalety). Krążka słuchałem już kilka razy wcześniej, ale nawet pierwszy raz nie wciągnął mnie tak bardzo, jak to odtworzenie z pomocą testowanego przewodu.

Na krążku Dire Straits (japońskie wydanie "Love Over Gold") prezentacja skupiła się na energii grania, na równie pewnie jak na Watersie prowadzonym rytmie i tempie, na czytelnie pokazanym wokalu. Nawet na tej dość płasko (w sensie głębi sceny) nagranej płycie Harmonix – odsuwając całość za linię głośników i często jakby zawieszając dźwięki syntezatora gdzieś daleko w powietrzu – sprawiał, że brzmiało to przestrzenniej niż zwykle. Dźwięk był nasycony, mocny, dość gładki, ale bez nadmiernego wyrównywania rockowych szorstkości brzmienia. Bas był mocny, schodził dość nisko, acz tę niższą część zaliczyłbym jednak do kategorii bardziej mięsistych niż jakoś szczególnie twardych i konturowych. Rzecz nie w braku kontroli, ale właśnie raczej miękkim charakterze. Świetnie brzmiała gitara Knopflera, choć wydawała się jakby nieco bardziej niż zwykle wtopiona w cały miks – nie była pokazywana aż tak wyraźnie z przodu, jak zwykle. Dopiero przy szaleństwach AC/DC nieco brakowało mi pazura. Nie było to aż tak zwariowane, aż tak kipiące energią granie, do jakiego przywykłem. Japoński kabel troszkę to ucywilizował, że tak to ujmę, co tej muzyce niekoniecznie wyszło na dobre. Czy to faktycznie wada? W słabszych realizacjach może się okazać zaletą, bo nieco wygładzi i uspokoi dźwięk. A jeśli jesteście fanami przede wszystkim ostrego, elektrycznego grania, to po prostu sądzę, że wybierzecie inny kabel (a pewnie i system).

Podsumowanie

Jeśli szukacie high-endowego kabla do wysokiej klasy systemu i słuchacie przede wszystkim muzyki akustycznej, klasyki, wokali, ale również elektrycznego jazzu, bluesa czy nawet łagodniejszych postaci rocka, to na podobnym poziomie cenowym trudno będzie Wam znaleźć konkurencję, która zaoferuje równie organiczne, przestrzenne, muzykalne brzmienie. Harmonix HS101-EXQ doskonale wykorzystuje umiejętność oddania naturalnej barwy, długich wybrzmień, rozbudowanego otoczenia akustycznego i zarażania emocjami. To gładkie, spójne, nasycone brzmienie wsparte wysoką rozdzielczością i dobrym różnicowaniem. Oba skraje pasma po dokładnej analizie wydają się delikatnie zaokrąglone, ale w czasie słuchania muzyki nie ma to żadnego znaczenia. Z niewieloma innymi kablami tak dobrze brzmiały popisy perkusistów (mówię zarówno o brzmieniu bębnów, jak i blach), kontrabasistów czy trębaczy. Dociążony, dobrze rozciągnięty, acz delikatnie zaokrąglony dół pasma, fantastycznie dźwięczna i otwarta góra plus kolorowa, płynna, energetyczna średnica potrafią skupić uwagę słuchacza na treści muzycznej i emocjonalnej każdego nagrania, pomniejsze braki techniczne nagrań odsuwając na plan dalszy. Każdej muzyki słucha się więc z ogromną przyjemnością, bo tak naprawdę dzięki Harmonixowi to coś więcej niż zwykły odsłuch. To doświadczenie, które zbliża o kolejny krok do niedościgłego ideału, czyli obcowania z muzyką na żywo. Kapitalny kabel – nie wyobrażam sobie, by mógł nie przypaść do gustu miłośnikowi muzyki. Nie znaczy to, że każdy z nich (nas) go wybierze, ale zdecydowanie powinien docenić osiągnięcie pana Kazuo Kiuchi.

Werdykt: Harmonix HS101-EXQ

  • Jakość dźwięku

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Jakość / Cena

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Wykonanie

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Możliwości

    ★ ★ ★ ★ ½

Plusy: Muzykalne, gładkie, niezwykle przestrzenne, rozdzielcze, organiczne brzmienie

Minusy: Delikatne zaokrąglenie skrajów pasma

Ogółem: Wybitny, kapitalnie muzykalny, angażujący kabel w rozsądnej jak na dzisiejsze czasy cenie

Ocena ogólna:

★ ★ ★ ★ ★
PRODUKT
Harmonix HS101-EXQ
RODZAJ
Kabel głośnikowy
CENA
11.690 zł (2x 2m)
DYSTRYBUCJA
Moje Audio
www.mojeaudio.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Brak