Lumin U2x obiecuje nową jakość, która ma lokować go w czołówce urządzeń tego typu. To odpowiednik topowego odtwarzacza sieciowego X2, tyle że pozbawiony wbudowanej sekcji przetwornika cyfrowo-analogowego. Zanim jednak przejdę do jego opisu, trochę historii.
Choć debiut Lumina wydarzył się zupełnie niedawno (przynajmniej ja ciągle tak to odczuwam), to przez te już ponad 13 lat stał się on wręcz synonimem odtwarzaczy i transportów sieciowych wysokiej klasy. Inżynierowie stojący za Luminem zainteresowali się tworzeniem odtwarzaczy plików, gdy ktoś wymyślił sposób, pozwalający za pośrednictwem konsoli PlayStation 3 (wczesnych wersji) zgrywać zawartość płyt SACD i zapisywać materiał w postaci 1-bitowych plików DSD. To właśnie dla odtwarzania plików w tym formacie stworzono pierwszego Lumina, acz nie zapomniano o formacie PCM.
Nie była to pierwsza marka, która opracowała audiofilskie odtwarzacze plików, ale należała do awangardy. Jej szefowie nigdy nie kryli, że czerpali inspiracje z urządzeń szkockiego Linna, który, choć najbardziej znany ze swych gramofonów, był (chyba) pierwszą firmą, która zaoferowała odtwarzacz plików audio skierowany do audiofilów. Efektem tej właśnie inspiracji jest charakterystyczna, wystająca z tyłu poza obrys obudowy, pokrywa występująca w urządzeniach Lumina. Choć inspiracje są oczywiste, a marka się z nimi nie kryła, przez wszystkie te lata od wprowadzenia pierwszego urządzenia, które początkowo nazywało się po prostu: Lumin, a później zostało przemianowane na model A1, zespół inżynierów, specjalistów od elektroniki, mechaniki, połączeń sieciowych, nieustannie pracował nad rozwojem firmowej oferty.
Rozwój dotyczył zarówno tworzenia układów, zapewnienia im maksymalnie komfortowych warunków pracy (ekranowanie, izolacja od wibracji, etc.), jak i coraz wygodniejszej, bardziej intuicyjnej obsługi oraz zwiększania funkcjonalności. Ta ostatnia jest równie ważna, jak pozostałe, bo co prawda owe 13 lat temu urządzenia Lumina miały służyć niemal wyłącznie do odtwarzania plików z lokalnych nośników, lub lokalnej sieci, ale dziś użytkownicy chcą korzystać również z wielu serwisów streamingowych. I ma to być równie łatwe, jak odtwarzanie z dysku podłączonego bezpośrednio do urządzenia.
Mając całkiem dobry przegląd urządzeń, które Lumin wprowadził na rynek począwszy od A1 mogę powiedzieć, że ten producent wykonał i nadal wykonuje świetną robotę. Aplikacja do obsługi urządzenia działa dziś znakomicie i jest przyjemna w obsłudze. Same odtwarzacze i transporty działają bezproblemowo, ich funkcjonalność zaspokaja chyba wszelkie możliwe potrzeby użytkownika, a udostępniane co jakiś czas aktualizacje oprogramowania (których instalacji nigdy nie przysporzyła mi żadnych problemów) usprawniają jeszcze pracę i obsługę Luminów. Nie ukrywam, że do każdego nowego produktu Lumina podchodzę z ciekawością, chcąc przekonać się, co tym razem udało się firmie osiągnąć w zakresie klasy brzmienia i funkcjonalności. W tym tekście podzielę się wrażeniami z obcowania z nowym, flagowym transportem sieciowym, oznaczonym symbolem U2x.
Budowa
Urządzenie przyszło do mnie w charakterystycznym solidnym, podwójnym pudle, doskonale zabezpieczone na czas transportu. W środku znalazłem sam transport, ale i zewnętrzny liniowy zasilacz (oparty na dwóch sporych transformatorach toroidalnych) w dużo mniejszej, ale równie dobrze prezentującej się obudowie, którą śmiało można postawić na eksponowanym miejscu.
Obudowa U2X jest charakterystyczna dla droższych modeli Lumina, czyli niezbyt duża, zgrabna, z grubym wypukłym frontem oraz górną płytą wychodzącą poza obrys obudowy z tyłu. Lumin wykonuje obudowy z bloku aluminium na maszynach CNC, a następnie perfekcyjnie je wykańcza. Od pewnego momentu droższe modele (acz ostatnio ten element "schodzi" w dół oferty) mają wyjątkowe wykończenie, które jest gładkie, przyjemne w dotyku, a przy tym wyraźniej mniej się "palcuje", co ma szczególne znaczenie w czarnej wersji kolorystycznej. Konstrukcja zapewnia maksymalną sztywność, izolację od niechcianych wibracji oraz ekranowanie. Dostępne są dwie wersje wykończenia - srebrna i czarna. W kartonie jest również kabel z wielopinowymi wtykami na obu końcach służący do połączenia obu komponentów.
Na froncie znalazł się charakterystyczny nieduży jednobarwny wyświetlacz, na którym pojawia się sporo informacji, acz siedząc (zwykle) kilka metrów od niego, za wiele na nim nie przeczytacie. Producent zakłada pełną obsługę z pomocą firmowej aplikacji zainstalowanej na urządzeniu przenośnym - smartfonie bądź tablecie. Świadczy o tym brak jakichkolwiek manipulatorów na obudowie transportu. A skoro obsługa odbywa się na ekranie trzymanym w ręce to i wszelkie informacje odczytacie właśnie na nim, zamiast na wyświetlaczu urządzenia. Nie zdziwię się więc jeśli część użytkowników skorzysta z opcji dostępnej w apce Lumina i tenże wyświetlacz przyciemni, albo wyłączy całkowicie. Dodam jeszcze, iż pod wyświetlaczem producent umieścił elegancko wygrawerowane logo i na tym kończą się jakiekolwiek ozdobniki.
Z tyłu, pod ową wystającą poza obudowę, w zamyśle chroniącą gniazda i wtyki, pokrywą umieszczono całkiem sporą, jak na transport sieciowy, ilość gniazd i portów. W prawym rogu (patrząc od tyłu) znajduje się wspomniane już gniazdo zasilające, a dalej aż cztery wyjścia cyfrowe. Do dyspozycji dostajemy: AES/EBU, BNC, SPDIF koaksjalny i Toslink optyczny. Tak szeroki wybór (a za chwilę wspomnę jeszcze o piątym wyjściu), zwłaszcza w połączeniu z funkcją konwersji sygnału do i z niemal dowolnego formatu i rozdzielczości (o czym za chwilę), sprawia, że użytkownikiem tego urządzenia może być posiadacz właściwie dowolnego przetwornika cyfrowo-analogowego. Możecie wybrać preferowane połączenie z DAC-iem i nawet jeśli jest to starsze urządzenie z wejściem SPDIF, optycznym, czy BNC, sparowanie go z U2X nie będzie stanowiło problemu.
Dalej znalazło się miejsce na trzy gniazda BNC. Jedno z nich to wejście (dla zewnętrznego zegara), a dwa pozostałe to wyjścia, umożliwiające podłączenie kolejnych urządzeń wyposażonych w stosowne wejścia i zsynchronizowanie ich wspólnym zegarem. Od razu dodam, że U2x wyposażono w dwa wysokiej klasy, wbudowane zegary - Femto i 10MHz. Wyboru między nimi użytkownik dokonuje w firmowej aplikacji i, jak pokazały odsłuchy, zwłaszcza z tym drugim, uzyskuje się doskonałe rezultaty brzmieniowe. Opcjonalnie można wypróbować zegar zewnętrzny, co miałem okazję uczynić, a moją opinię o jego wpływie na brzmienie znajdziecie Państwo poniżej.
Kolejne gniazda to dwa porty USB, dwa sieciowe - jeden klasyczny RJ-45, a drugi optyczny SFP. Dalej umieszczono piąte wyjście cyfrowe, a mianowicie dedykowany port USB, który pozwala wykorzystać maksymalne możliwości transportu (DSD do DSD512 i PCM do 768 KHz). Obok niego zlokalizowano jeszcze pozłacane gniazdo uziemienia.
Obsługa
Lumin rozwija swoją aplikacje od lat i stopniowo stawała się ona coraz lepsza i coraz bardziej przyjazna dla użytkownika. Dziś, wersja na Androida, której używałem, jest wysoce intuicyjna. Jej jedyną, mocno umowną, wadą, jest brak języka polskiego (dostępny jest oczywiście angielski). Nie będę nawet próbował opisać jej pełnej funkcjonalności, bo opcji dostosowania aplikacji/wyświetlania do indywidualnych potrzeb jest mnóstwo. Dla większości użytkowników najważniejsze to: możliwość odtwarzania plików z lokalnego NASa/serwera, dostęp do niemal wszystkich muzycznych serwisów streamingowych: Tidal (w tym TIDAL Max high-res FLAC), Qobuz, Amazon Music, jak twierdzi producent: jeszcze lepsza jakość brzmienia Spotify Connect, więcej stacji radia internetowego, a dodatkowo certyfikacja Audirvāny, wsparcie dla serwera Plex i wsparcie dla polskiej aplikacji JPlay. Można również ustawić (zarówno dla PCM jak i DSD)
odtwarzanie natywne, up/down-sampling, lub konwersję do alternatywnego formatu (DSD do PCM i odwrotnie); dla PCM można dodatkowo wybrać długość słowa (natywną, 24, lub 32 bity); ta funkcja sprawia, że każdy plik PCM i DSD zostanie odtworzony niezależnie od możliwości DAC-a (pod warunkiem wybrania odpowiednich ustawień). No i w końcu, choć to przecież urządzenie dostarczające sygnał do DAC-a, wyposażono je w regulację głośności odbywającą się w domenie cyfrowej; mowa o zaawansowanym algorytmie Leedh Processing, który według producenta jest bezstratny.
Dodam jeszcze, że w aplikacji Lumin można włączyć opcję automatycznego sprawdzania, czy nie pojawiło się nowe oprogramowanie dla danego modelu. Zaraz po podłączeniu U2X do sieci w moim pokoju dostałem takie powiadomienie, kliknąłem OK, a po kilku minutach, absolutnie bezproblemowej instalacji, mogłem rozpocząć odsłuchy z najnowszym oprogramowaniem na pokładzie.
Brzmienie
Lumin U2X trafił do mnie w okresie, kiedy w moim pokoju odsłuchowym gościło sporo innych znakomitych urządzeń, jak choćby najnowsza i rewelacyjna wersja kolumn podstawkowych AudioForm M200, czy zestaw amerykańskiego Bouldera składający się z przedwzmacniacza liniowego 1110 i stereofonicznej końcówki mocy 1163. Dodatkowo, jako że U2X daje możliwość wykorzystania zewnętrznego zegara, a mi udało się takowy pożyczyć z warszawskiego Nautilusa (dziękuję!), sprawdziłem jak spisuje się testowane urządzenie korzystające ze wsparcia Sforzato PMC-05EX, czyli topowego zegara tej japońskiej marki.
Lumin odczytywał pliki z mojego NAS-a za pośrednictwem kabli ethernetowych DL Custom Audio Sapphire oraz zestawu sieciowego składającego się ze switcha Silent Angel Bonn N8 wspartego firmowym zasilaczem liniowym Forester F1 (i nieaudiofilskiego sieciowego separatora optycznego). U2x posiada dwa porty ethernetowe, bo obok tradycyjnego RJ-45 również optyczne SFP. Jako że na razie nie dorobiłem się routera/switcha z optycznymi portami korzystałem w czasie testu z tradycyjnych, acz, jak już zaznaczyłem, cały switch jest odizolowany optycznie od domowej sieci. Warto pamiętać, że Lumin oferuje urządzenie oznaczone symbolem L2, które jest połączeniem NAS-a i switcha. Nie dość bowiem, że w środku można zainstalować dyski i na nich przechowywać (z nich udostępniać) pliki muzyczne, to na dodatek ma on cztery porty sieciowe, z których dwa to właśnie SFP. Może więc być świetnym uzupełnieniem U2x, lub odtwarzacza X2.
W tym układzie odtwarzaniem sterowałem za pomocą firmowej aplikacji Lumina w wersji na Androida. Sporą część odsłuchów przeprowadziłem w konfiguracji, z której zawsze korzystam (z lenistwa i wygody), gdy tylko jest taka możliwość. W niej U2X był tzw. end pointem dla mojego customowego serwera z Roonem (sygnał trafiał więc z tego drugiego do pierwszego poprzez domową sieć), a sterowanie odtwarzaniem odbywało się z pomocą aplikacji Roona. W obu wersjach sygnał cyfrowy wysyłałem z dedykowanego i separowanego (jak podaje producent) wyjścia USB Audio Lumina, z pomocą topowego kabla DL Custom Audio Akoya USB, do wejścia LampizatOra Poseidon.
Dalej zbalansowanym interkonektem Next Level Tech Ether sygnał trafiał do: przedwzmacniacza Circle Labs P300 albo Boulder 1110, ewentualnie bezpośrednio do wejścia końcówki mocy Circle Labs M200 lub Boulder 1163. Urządzenia te łączył kolejny zbalansowany interkonekt, czyli KBL Sound Himalaya 2. Każdy wzmacniacz poprzez kable głośnikowe WK Audio TheRAY Exclusive (wyposażone w widełki niezbędne przy użyciu wzmacniacza Bouldera) napędzał albo wspomniane AudioForm M200 albo GrandiNote MACH4.
Można się spierać, czy transport plików ma swoje brzmienie, ale to samo można powiedzieć np. o transporcie płyt CD. To w końcu urządzenia, które odczytują dane z nośników (plików, albo płyt) i przekształcają je na sygnał akceptowalny dla przetwornika cyfrowo-analogowego. Właściwie więc brzmienia nie mają, ale jakość i precyzja sygnału (choćby timing), który dostarczają do DAC-a, ma duże znaczenie dla uzyskiwanej jakości brzmienia. Lumin U2X jest topowym transportem sieciowym tej marki, wykorzystuje więc wszystko, czego jej inżynierowie nauczyli się w czasie kilkunastu lat tworzenia kolejnych urządzeń. Trudno więc było nie mieć w stosunku do niego dużych oczekiwań i wysokich wymagań.
Dodam jeszcze, że U2x oferuje możliwość korzystania z trzech zegarów. Pierwszy na liście (w aplikacji sterującej, w której dokonuje się wyboru) jest wbudowany Femto, drugi wbudowany 10MHz, a trzecia opcja to wykorzystanie zewnętrznego zegara 10 MHz. Odsłuchy zacząłem z Femto, potem porównałem wrażenia z drugim wewnętrznym zegarem, a na końcu podpiąłem wysokiej klasy zewnętrzny zegar japońskiej marki Sforzato, by określić, czy zastosowanie takowego daje zauważalne efekty. Dodam jeszcze, że Lumin oferuje również wyjścia zegara 10MHz, więc np. posiadacze DAC-ów (a są i takie switche) ze stosownym wejściem mogą te dwa, a może i trzy urządzenia taktować wspólnym zegarem.
Zacząłem od stwierdzenia, że transport plików (pozornie) nie powinien mieć większego wpływu na brzmienie. Tymczasem, brzmienie mojego systemu z nowym Luminem wysyłającym sygnał do LampizatOra było nie dość, że znakomite, to jeszcze... charakterystycznie "luminowe", że tak powiem. Cechą charakterystyczną wszystkich urządzeń tej marki, jest bowiem swego rodzaju "przyjazność" przekazu. Można ją nazwać po prostu muzykalnością, czy naturalnością brzmienia, acz tłumacząc znaczenie każdego z tych określeń i tak doszlibyśmy do wyjątkowego, a w tym przypadku wręcz wybitnego (!), połączenia spójności, płynności i nasycenia.
Co ciekawe, cechy te przypisuję za każdym razem zarówno kolejnym testowanym urządzeniom Lumina z firmowymi przetwornikami cyfrowo-analogowymi na pokładzie (czyli odtwarzaczom plików), jak i tym bez nich (czyli transportom). Nie znaczy to, że wszystkie modele tej marki brzmią tak samo, bo tak nie jest. Moim zdaniem jednakże, wszystkie mają pewne wspólne cechy, a w efekcie podobny styl brzmienia. Różnice sprowadzają się (w uproszczeniu) do przesunięcia akcentów i stopnia wyrafinowania prezentacji, na co, rzecz jasna, składa się szereg elementów. Niemniej, efekt końcowy jest wystarczająco podobny w zakresie charakteru, że można śmiało mówić o jednej wspólnej szkole grania, której inżynierowie marki są wierni od początku.
Cofając się więc do wcześniejszego zdania, raz jeszcze powtórzę, że od początku odsłuchów jasne dla mnie było, iż Lumin U2x pod tym względem doskonale pasuje do poprzedników, bo to nadal jest "luminowy" dźwięk. Tyle tylko, że już w pierwszej godzinie słuchania byłem przekonany, że to najlepsze urządzenie tej marki jakiego słuchałem (acz nie miałem u siebie X1, ani X2) i jeden z najlepszych transportów sieciowych w ogóle.
U2x oferuje bowiem niezwykle wyrafinowane brzmienie - poukładane, nasycone, ale i otwarte, przestrzenne, dźwięczne i dynamiczne. Wyrafinowanie to, po pierwsze, znakomita rozdzielczość i wynikające z niej bogactwo informacji z tymi najdrobniejszymi, często zwanymi planktonem. Tenże plankton decyduje w dużej mierze o naturalności brzmienia, bo przecież dźwięk słuchany na żywo jest kompletny, pełen detali i subtelności, zachwyca barwą i fakturą, a i elementy pozamuzyczne grają w nim swoją rolę. Dopiero wszystko to razem tworzy naturalny, prawdziwy, realistyczny dźwięk. Tak właśnie opisałbym testowanego Lumina U2x.
Śmiało mogę stwierdzić, iż Lumin U2x to urządzenie referencyjne, jedno z kilku najlepszych tego typu, z jakimi miałem do czynienia.
Słuchając więc dobrze zrealizowanych koncertów, choćby Patricii Barber, czy Keitha Jarreta, słyszałem nie tylko wszystko to, co działo się na scenie, każdy instrument, jego barwę, fakturę, atak, podtrzymanie i wybrzmienia, wokale z charakterystycznymi manierami, pomruki, wystukiwanie rytmu stopą, palce sunące po strunach, itd., ale i to, co mikrofony wyłapały spoza niej. Bo przecież akustyka sali, odgłosy z niej dochodzące, w tym reakcje publiczności i brawa będące ekspresją emocji wywołanych muzyką, są tym, co buduje w dużej mierze koncertową atmosferę, co wciąga i angażuje słuchacza. Doświadczenia z Luminem były więc dokładnie takie jak lubię, czyli maksymalnie zbliżone do tego, czego doświadczam na koncertach. U2X razem z LampizatOrem rysowały przede mną scenę za sceną, mniejsze, większe, płytsze, głębsze, szersze, węższe w zależności od realizacji, zawsze jednakowoż precyzyjnie lokalizując źródła pozorne, nadając im wielkość, kształt i masę, sprawiając, że po zamknięciu oczu wyobrażenie sobie wydarzeń opowiadanych jedynie dźwiękiem a rozgrywających się przede mną, przychodziło mi naprawdę łatwo.
Na sposób prezentacji muzyki przez tego Lumina składa się spokój, swoboda i doskonała kontrola wszystkich aspektów brzmienia osiągana bez cyzelowania każdego elementu, czy detalu. To prezentacja kompletna, spójna i płynna. Wszystko ma tu doskonale zdefiniowane miejsce i formę. Timing jest bezbłędny, a w efekcie dostajemy wyjątkową (zwłaszcza, jak na odtwarzacz cyfrowy, cho nie tylko), bardzo naturalną płynność i spójność prezentacji. Dlatego właśnie tak dobrze słucha się tego grania, nawet po 12 godzinach z drobnymi przerwami, rzecz jasna, nie pojawiły się u mnie żadne oznaki zmęczenia. Gwoli ścisłości, to ostatnie będzie zależeć w dużej mierze od reszty toru - DAC od U2x dostanie znakomity materiał wsadowy, a co z tym dalej zrobi, to już inna sprawa. Poseidon wykorzystał klasę tego transportu, by pokazać się z najlepszej strony, to samo zresztą osiągnąłem później z innym świetnym lampowy DAC-iem, Acuhorn Lusso.
Kolejną ważną cechą tego grania jest wysoki poziom energii, czyli coś, co najbardziej odróżnia żywą muzykę od odtwarzanej nawet z najlepszych rejestracji. Są urządzenia, której lepiej zachowują całą energię, jaką udało się w nagraniu zarejestrować (zawsze niższą niż rejestrowanego wydarzenia), są i takie, które zwiększają jeszcze te straty. Mój Poseidon należy do tej pierwszej kategorii, podobnie jak i Lumin U2x, więc razem stworzyły znakomity duet. Dlatego doskonale zabrzmiał choćby koncert Antonio Forcione. Z testowanym serwerem wszystko się zgadzało - energia każdego uderzenia w struny, membrany bębnów, czy metalowe elementy perkusji, ich szybkość, wybrzmienia, przestrzenność całej prezentacji, ogromne ilości powietrza otaczające muzyków, żywiołowo reagująca publiczność, itd.
Wszystko to, co opisałem do tej pory, było efektem odsłuchów wbudowanym zegarem Femto. Prawdę powiedziawszy, grało to tak dobrze, że na dłuższy czas zapomniałem sprawdzić pozostałe opcje. Gdy w końcu sobie o nich przypomniałem i wybrałem w aplikacji drugi z wbudowanych zegarów, 10M, szybko pożałowałem, że nie zrobiłem tego wcześniej. Pożałowałem nie dlatego, że z Femto Lumin grał słabo, tylko dlatego, że zegar 10MHz podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Dźwięk z nim mocniej się otworzył, wypełnił jeszcze szczelniej powietrzem dając instrumentom jeszcze więcej oddech. Nabrał (naturalnego!) blasku, zrobił się barwniejszy (poprzez jeszcze wyższą czystość prezentacji) i jeszcze bardziej punktualny. I nie próbuję tu przesadnie eksponować wielkości zmian. Czasem jest to potrzebne, by Czytelnicy zwrócili uwagę na drobne zmiany, ale w tym przypadku nie wyobrażam sobie, by przełączenie zegara mogło zostać niezauważone, nawet dla niedoświadczonego słuchacza. Zmiana jest duża, bezwzględnie pozytywna i sprawia, że jeszcze bardziej chce się słuchać muzyki z U2x, choć przecież z zegarem Femto już jest świetnie.
A co z bardzo drogim zewnętrznym zegarem Sforzato? Ta zmiana dała jeszcze kolejną słyszalną poprawę, ale była ona nieporównywalnie mniejsza od tej, którą uzyskałem wybierając wbudowany 10M zamiast Femto. Wbudowany zegar 10M Lumina jest już po prostu tak dobry, że nawet wysokiej klasy zewnętrzny, nie wniesie spektakularnych zmian. Dla tych, którzy szukają absolutu i nie liczą się z kosztami, zakup dodatkowego zegara żeby wydobyć te (umowne) kilka procent jakości, będzie miał sens. Dla większości jednakże ten wbudowany (10M) będzie absolutnie wystarczający i zapewni doskonałą jakość dźwięku.
Na sam koniec zmieniłem jeszcze przetwornik cyfrowo-analogowy, z mojego Poseidona, na testowany równolegle Acuhorn Lusso. To także polskie urządzenie, wyraźnie tańsze od LampizatOra, acz podobne do niektórych modeli tego ostatniego o tyle, że w jego stopniu wyjściowym pracują lampy (i na dodatek można stosować kilka różnych rodzajów lamp, w tym 300B, 2A3, PX25, 45, czy PX4). Jego zasilanie już lampowe nie jest, funkcjonalność jest mniejsza, ale mogę zdradzić, że po USB gra bardzo, bardzo dobrze. Zmiana DAC-a pozwoliła mi stwierdzić, że Lumin U2X, po pierwsze, jest tak dobry, że różnice między DAC-ami były oczywiste. Po drugie, oba przetworniki z tych źródłem były w stanie zaprezentować się z jeszcze lepszej strony niż z moim serwerem ostatecznie dowodząc, jak doskonałym transportem sieciowym jest testowane urządzenie.
Podsumowanie
Flagowy transport sieciowy Lumina, model U2x, to doskonałe potwierdzenie efektów, jakie daje kilkanaście lat nieustannej pracy, zdobywania wiedzy i doświadczenia, kumulowania wpływu na brzmienie zarówno dużych, jak i drobnych, pozornie nieistotnych zmian. Efekt końcowy to urządzenie, które nie bez przyczyny określane jest mianem flagowego. Jest bowiem, na dziś, szczytowym osiągnięciem Lumina, ale i jednym z najlepszych urządzeń tego typu na rynku. Jego klasę docenią szczególnie posiadacze drogich DAC-ów, zwłaszcza ci, którzy cenią sobie naturalne, płynne, spójne, a przy tym wysoce dynamiczne i energetyczne granie, słowem zbliżone do takiego, jakie znają z koncertów. Śmiało mogę więc stwierdzić, iż Lumin U2x to urządzenie referencyjne, jedno z kilku najlepszych tego typu, z jakimi miałem do czynienia. Polecam nawet do bardzo drogich systemów.