Kiedy kilka lat temu EverSolo wkroczyło na rynek audio z modelem DMP-A6, nikt nie przypuszczał, że ta nikomu nieznana marka w tak krótkim czasie wywróci do góry nogami segment cyfrowych streamerów/odtwarzaczy. Od tamtej pory EverSolo nie tylko nie zwolniło tempa, ale zbudowało własną tożsamość łącząc nowoczesne wzornictwo, dopracowane oprogramowanie i dźwięk, który zaskakuje nie tylko w swojej klasie cenowej.
W ofercie EverSolo są nie tylko streamery, ale też wzmacniacze, a model F-10 trafił właśnie do naszej redakcji. Wzmacniacz AMP-F10 powstał jako naturalny partner dla flagowego odtwarzacza DMP-A10, z którym tworzy referencyjny firmowy system EverSolo. Wygląd obu urządzeń zdradza, że projektowano je razem: stylistyka jest spójna, nowoczesna i konsekwentna, a wizualna harmonia idzie w parze z rozwiązaniami technicznymi podporządkowanymi jednemu celowi: maksymalnej wydajności. Nie jest to przypadkowe zestawienie "klocków" z katalogu, lecz wyraźnie przemyślany duet.
Nowy wzmacniacz EverSolo celuje wyraźnie wyżej niż dotychczasowe propozycje producenta, jak np. tańszy model AMP-F2 dedykowany do niżej pozycjonowanych odtwarzaczy sieciowych. Odpowiadają za to m.in. wyjątkowo wydajne stopnie końcowe pracujące w klasie AB, których możliwości wykraczają poza to, czego zwykle spodziewamy się w tej klasie cenowej. Już sama deklarowana moc 320W przy obciążeniu 4Ω w trybie stereo potrafi przyciągnąć uwagę – i to nie tylko na papierze.
Na tym jednak lista możliwości się nie kończy. Konstrukcja AMP-F10 pozwala na zmostkowanie obu stopni wyjściowych, co otwiera drogę do pracy w konfiguracji monobloku. W takim układzie wzmacniacz jest w stanie oddać imponujące 950W przy 4-omowym obciążeniu! To wartość, która wygląda jak literówka, ale nią nie jest i z pewnością nie pojawia się w specyfikacji przypadkiem. Jeśli ktoś uważa, że zapas mocy bywa przeceniany, to AMP-F10 zdaje się odpowiadać: lepiej mieć jej za dużo, cierpieć z powodu jej niedostatku.
Budowa
Aby wyprodukować tak dużą moc, idącą jednocześnie w parze z jakością dźwięku, konstruktorzy EverSolo musieli się solidnie napracować, czego efekty najlepiej widać we wnętrzu AMP-F10. Architektura elektroniczna jest typowa dla urządzeń klasy hi-end. Centralnie ulokowany potężny transformator toroidalny zasila niezależne, rozbudowane sekcje dla lewego i prawego kanału. Towarzyszy mu imponująca bateria kondensatorów – zestaw wysokiej klasy elementów tworzących obwód o niskiej impedancji – oraz wysokoprądowe mostki prostownicze, które jasno sugerują, że temat stabilnego zasilania potraktowano serio.
Końcówki mocy oparte na podwójnych wzmacniaczach różnicowych rozmieszczono symetrycznie po obu stronach obudowy. Płytki drukowane z obwodami wzmacniaczy przykręcono do dużych aluminiowych radiatorów, które są widoczne także od strony zewnętrznej. Pomiędzy płytkami a radiatorami ulokowano tranzystory – na każdy kanał przypada pięć par wysokoprądowych MOSFET-ów odpowiedzialnych za dostarczanie tak dużej mocy. Wszystkie zasadnicze sekcje są od siebie wyraźnie odseparowane, łącznie z wejściową sekcją sygnałową obsługującą RCA oraz XLR. Taki porządek nie tylko cieszy oko, ale też zdradza zdroworozsądkowe podejście do projektowania urządzeń o wysokiej wydajności.
AMP-F10 oparto na wysokiej jakości audiofilskich komponentach, które mają zapewnić nie tylko wysoki poziom dźwięku, ale również długoterminową niezawodność. Zastosowanie zbalansowanej topologii obwodu oraz ujemnego sprzężenia zwrotnego pozwoliło znacząco ograniczyć zniekształcenia i zachować liniowy, naturalny charakter pracy. Dodatkowo EverSolo sięgnęło po innowacyjny układ filtrowania prądu stałego pomiędzy głównym zasilaniem a obwodami audio, co skutecznie eliminuje zakłócenia DC w zakresie niskich częstotliwości.
Od strony wizualnej przód wzmacniacza pozostaje niemal ascetyczny. Czystą formę przełamują efektowne, starannie wykonane wskaźniki wychyłowe z białym podświetleniem oraz solidny przełącznik trybu pracy. Z tyłu znalazł się główny włącznik zasilania, masywne terminale głośnikowe, a także wejścia RCA i XLR. Całości dopełniają przełączniki hebelkowe umożliwiające konfigurację wzmacniacza pod konkretne potrzeby i preferencje użytkownika. Jest tu wszystko, co potrzebne – bez nadmiaru, ale też bez wrażenia, że zabrakło miejsca na rozsądek.
Jakość dźwięku
Podczas odsłuchów AMP-F10 pracował w duecie z odtwarzaczem Ayon CD-10 II Ultimate, wyposażonym w regulację napięcia wyjściowego, co w konfiguracji z końcówką mocy jest rozwiązaniem nie tyle wygodnym, ile po prostu koniecznym. Już pierwsze minuty odsłuchu jasno pokazały, że EverSolo postawiło na brzmienie bardzo czyste. Dźwięk był niezwykle klarowny i bogaty w szczegóły i daleko mu było do chłodnej analityczności czy laboratoryjnej sterylności. Przekaz pozostawał naturalny i swobodny, i właśnie ta naturalność – obok imponującego zapasu mocy – okazała się jedną z najbardziej przekonujących cech AMP-F10.
Bas odgrywa tu rolę fundamentu całej prezentacji. Jest potężny, głęboki i masywny, a jednocześnie trzymany żelazną ręką, z precyzyjnym konturem. Nie ma mowy o rozlewaniu się niskich tonów czy przykrywaniu reszty pasma. Średnica płynnie spina dół z górą, oferując barwny i wierny przekaz, który nie próbuje zwracać na siebie uwagi na siłę, ale konsekwentnie buduje wrażenie spójności brzmienia. Co istotne, wzmacniacz zachowuje równowagę i dużą swobodę dynamiczną niezależnie od poziomu głośności, a repertuar muzyczny nie stawia go w sytuacjach granicznych. Efektem jest dźwięk pozbawiony słyszalnych zniekształceń, z czytelną stereofonią i solidną dawką energii, która w muzyce po prostu jest – bez potrzeby jej podkręcania.
Niskie tony schodzą bardzo głęboko i imponują nie tylko masą, ale też różnicowaniem i dynamiką.
Niskie tony schodzą bardzo głęboko i imponują nie tylko masą, ale też różnicowaniem i dynamiką. Świetnie było to słychać na bardziej wymagającym materiale instrumentalnym, jak "Amarok" Mike'a Oldfielda, gdzie wielowarstwowość aranżacji i nagłe skoki dynamiki nie robiły na AMP-F10 najmniejszego wrażenia. Równie dobrze wypadły nagrania koncertowe, jak "Companion" Patricii Barber, gdzie bas pozostał czytelny, sprężysty i doskonale poukładany. Krótko mówiąc, niezależnie od liczby instrumentów niskie częstotliwości nie traciły kontroli ani definicji.
Wysokie tony tylko potwierdzają, że mamy do czynienia z dopracowaną amplifikacją klasy AB. Brzmią krystalicznie czysto, a jednocześnie gładko i aksamitnie, z delikatnym ociepleniem przywodzącym na myśl dobre konstrukcje lampowe – na szczęście bez ich kaprysów. Nie ma tu ostrości, chropowatości ani agresji, nawet przy dłuższych odsłuchach. Góra pasma jest rozłożysta i bogata, co wzmacnia wrażenie muzykalności przekazu. Średnica idealnie wpisuje się w ten charakter, oferując plastyczny, nasycony przekaz z dużą ilością informacji, ale bez odchudzania barw czy odbierania instrumentom ich naturalnej masy.
Stereofonia cechuje się przestrzennym, a zarazem wyraźnym przekazem, z wyraźnie zaznaczonym pierwszym planem oraz dobrze uporządkowanymi dalszymi. Efekt trójwymiarowości dźwięku jest potęgowany przez precyzyjnie rozrysowane na scenie dźwiękowej źródła pozorne. Niski poziom szumów wzmacniacza przekłada się na klarowną reprodukcję panoramy stereo, dzięki czemu słuchacz ma wgląd dosłownie w każdy dźwięk.
Podsumowanie
AMP-F10 robi dokładnie to, czego można oczekiwać po końcówce mocy zaprojektowanej bez chodzenia na skróty: zachwyca brzmieniem wynikającym z dopracowanej, konsekwentnej konstrukcji oraz imponującej mocy generowanej w wyrafinowanych obwodach wzmacniających. EverSolo trafia tym modelem w gusta osób poszukujących stereofonicznej końcówki mocy oferującej bezkompromisową kontrolę nad dźwiękiem, a jednocześnie barwny, muzykalny i angażujący przekaz. To również bardzo mocna propozycja dla miłośników klasycznej amplifikacji pracującej w klasie AB, którzy oczekują nie tylko nieprzeciętnej wydajności, lecz także szlachetnego, precyzyjnego brzmienia utrzymanego w ryzach nawet wtedy, gdy wzmacniacz pracuje pełną parą.