W audio są tematy, które potrafią podzielić ludzi skuteczniej niż polityka przy świątecznym stole. Kable zasilające od lat zajmują w tym rankingu miejsce na podium, a każda nowa premiera tylko dolewa oliwy do ognia. Sceptyków nie brakuje, więc internetowe grupy na Facebooku płoną. Ceny niektórych "sieciówek" faktycznie zwalają z nóg, zatem nic dziwnego, że pojawiają się teorie mówiące o "audiofilskim wudu dla ciemnego ludu" wciskanym przez sprytnych hochsztaplerów. A co jeśli za projekt odpowiada taka firma, jak Shunyata Research, która rzadko bawi się w półśrodki, a jej portfolio wygląda jak próba zamknięcia trzech dekad badań w jednej, spójnej rodzinie produktów?
W jej katalogu znajdziemy zarówno coś dla bajecznie bogatych (ponad 58 tys. złotych za dwumetrowy odcinek kabla zasilającego Omega-X QR), jak i dla przeciętnie zamożnych audiofilów. Z punktu widzenia tej drugiej grupy interesująca jest zwłaszcza seria Gamma: najmłodsze – i paradoksalnie najtańsze – dziecko Shunyaty, którą jednak producent wydaje się traktować z taką samą atencją, jak swoje flagowce. W jej skład wchodzą wszystkie podstawowe rodzaje okablowania – od interkonektów analogowych i cyfrowych po kable głośnikowe i zasilające, a każdy z nich jest skrojony według podobnej filozofii.
Po interkonekcie RCA (zob. recenzję w nr. 12/25) na "stole operacyjnym" HFC wylądował kabel zasilający Gamma XC przeznaczony do urządzeń o sporym zapotrzebowaniu na prąd (jak wzmacniacze, listwy, kondycjonery etc.). Sprawa nie jest łatwa nie tylko z powodu podejrzliwości sceptyków, ale także takich zawiłych kwestii, jak choćby polaryzacja ("sygnał live" może wchodzić i wychodzić po tej samej stronie kabla, albo po przeciwnej, co można sprawdzić zwykłym próbnikiem napięcia) i cała "loteria" konstrukcji zasilaczy, w której zwłaszcza ostatnio, po pojawieniu się zasilaczy impulsowych i różnego rodzaju hybryd (np. Chord Electronics, Simaudio), prawie każdy producent wydaje się grać według własnych zasad.
Oczywiście, przywołane argumenty można łatwo zakwestionować: dobrze zaprojektowanemu zasilaczowi powinno być wszystko jedno, który styk we wtyczce IEC zostanie połączony z przewodem L (żyła gorąca albo faza), a prąd płynący przez kabel zasilający nie może mieć znaczenia, bo po pierwsze zanim trafi do właściwego urządzenia (a konkretnie do transformatora bloku zasilania), setki kilometrów jest przesyłany kablami niemającymi żadnych właściwości sonicznych, a po drugie kluczowe znaczenie i tak mają kondensatory filtrujące w zasilaczu – swoiste zasobniki energii, które wypełniają "luki w prądzie" podczas pracy obciążenia i stabilizują napięcie wyjściowe. Czyli wszystko jasne i można się rozejść?
A co np. z zakłóceniami? Czy kable zasilające wchodzą w interakcje ze znajdującymi się w pobliżu urządzeniami? Czy chodzi tylko o eliminację zakłóceń przebiegu napięcia w kablu, czy może także o zakłócenia wnoszone przez kabel w najbliższe otocznie, gdzie znajdują się tak wrażliwe elementy, jak źródła sygnału, przetworniki C/A oraz... kable sygnałowe. W tym kontekście Gamma XC, podobnie zresztą jak każda inna "sieciówka", pojawia się jako element większej układanki – niby prosty przewód zasilający, a jednak część świata, w którym nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
Budowa
Gamma XC kosztuje nieco ponad 3 tys. złotych, ale gdyby ktoś zasłonił metkę, to trudno byłoby wskazać element, który zdradzałby jego miejsce w ofercie. Oplot w kolorze grafitowym układa się równo i gładko, a sam przewód jest stosunkowo giętki, więc poprowadzenie go w ciasnej szafce czy między urządzeniami nie będzie z góry przegraną walką z materią nieożywioną. Nie ma tu grubości sugerującej nadęte ambicje, jest za to poczucie, że ktoś w fabryce pomyślał o użytkowniku, który naprawdę musi to wszystko jakoś podłączyć, a nie tylko podziwiać wygląd kabla przy rozpakowywaniu.
Gammę wyposażono w solidne, masywne wtyki wykonane z twardego poliwęglanu. Obudowy są sztywne, dobrze spasowane i pozbawione ozdobników udających high-end, dzięki czemu XC wygląda schludnie, nie próbując czarować błyszczącymi elementami. We wtyku Schuko, którego producentem jest niemiecki ABL (oznaczenie SRGT-E0210) zastosowano styki z litego mosiądzu, natomiast w IEC (z naklejką z logo Shunyaty) – pozłacane styki z czystej miedzi. To zestawienie, które nie potrzebuje marketingowej oprawy; widać, że postawiono na trwałość i odporność, a nie na efekciarskie dodatki. Co istotne, styki w obudowach są hermetycznie zabezpieczone obojętną elektrycznie substancją, która chroni je przed korozją i zapewnia, że przewody nie będą się rozluźniać nawet po latach użytkowania. Dla osób z traumą po kablach i wtykach, które "rozsypały się w rękach", może to być informacja uspokajająca niczym herbatka z melisy.
Sam przewód bazuje na miedzi OFE w klasie C10100 i jest wytłaczany przy użyciu procesu PMZ (Precision Matched Impedance) zaostrzającego tolerancje powierzchni przewodnika, dielektryka i ekranu. Konstrukcja jest pozbawiona dodatkowych filtrów znanych z odmiany NR. Wersja XC jest przeznaczona do urządzeń o dużym zapotrzebowaniu na prąd, więc producent skupił się na takich aspektach, jak przekrój, wysoka obciążalność prądowa i wytrzymałość mechaniczna. Za izolację odpowiada dielektryk z fluorokarbonu, materiału spotykanego częściej w... sprzęcie wędkarskim niż w przewodach zasilających. Dzięki niemu uzyskano odpowiednią stabilność, odporność na temperaturę i zminimalizowano niepożądane zjawiska elektryczne.
Gamma XC, tak jak wszystkie przewody z tej serii, przechodzi czterodniowy proces obróbki KPIP v2, który ma ustabilizować kabel i wyeliminować konieczność długiego wygrzewania. Brzmi to jak przepis na pieczenie chleba na zakwasie, ale producent podchodzi do sprawy całkowicie technicznie. Z punktu widzenia użytkownika ważne jest to, że kabel po wyjęciu z pudełka nie powinien sprawiać wrażenia materiału, który "musi się ułożyć". Jest gotowy do pracy od pierwszego podłączenia, a ewentualne różnice w brzmieniu mogą wynikać bardziej z konstrukcji urządzeń, do których zostanie wpięty.
I tak wracamy do kwestii polaryzacji. Gamma XC ma zaznaczoną na wtyku Schuko żyłę live/przewód fazowy (srebrna kropka), a na wtyczce IEC identyfikację przewodów N i L. Jeśli kabel podłączymy zgodnie z tym oznaczeniem, to we wtyku IEC próbnik wskaże żyłę gorącą po stronie prawej, co pokrywa się z naniesionym oznaczeniem. Tak więc podłączone urządzenie (np. wzmacniacz) dostanie żyłę live na pin lewy (patrząc na gniazdo od tyłu wzmacniacza, od strony zewnętrznej). W praktyce nie istnieje jedna reguła, której trzymałaby się cała branża. Dotyczy to także wspomnianych już zasilaczy w takich urządzeniach, jak właśnie wzmacniacze. Niektórzy producenci zaznaczają przy gnieździe zasilającym, gdzie należy podłączyć przewód fazowy, ale zdecydowana większość tego nie robi. Przykładem producenta dbającego o te kwestie jest szwedzki Primare.
W opisywanym w tym numerze HFC systemie Allt-i-Ett przewód fazowy powinien trafić do prawego bolca w gnieździe AC (patrząc od tyłu urządzenia), a więc odwrotnie niż zazwyczaj. Oznacza to, że podłączony zgodnie z oznaczeniami kabel Gamma XC nie spełni tego wymagania (wtyk Schuko trzeba odwrócić w gnieździe ściennym albo w listwie). Jeśli producent tego nie zaznaczył, a użytkownik chce być skrupulatny, to powinien sprawdzić to samodzielnie, zaglądając do wnętrza urządzenia. Dla zwykłego konsumenta te problemy oczywiście nie istnieją. Kto "normalny" zastanawia się nad polaryzacją zasilania albo nad tym, czy kabel zasilający ma przeplot czy nie? Żeby było zabawniej, czasem zmiana orientacji nie daje żadnego efektu – a czasem daje, ale tylko w jednym urządzeniu, bo w innym nie zmienia się absolutnie nic. To trochę tak, jakby ktoś próbował ustalić, w którą stronę powinno się układać skarpetki w szufladzie. Niby istnieją preferencje, ale żadna nie jest oficjalną wykładnią.
Ostatecznie Gamma XC wyróżnia się tym, że wszystkie jego elementy – od materiałów po sposób wykończenia – tworzą konstrukcję dopracowaną i spójną. Nie ma tu fajerwerków, ale jest solidność, precyzja i świadomość, że kabel zasilający w systemie audio to często ostatni element, którego nikt nie docenia aż do momentu, gdy zacznie się nad nim zastanawiać. Gamma XC nie próbuje nikogo przekonywać do swojej niezbędności, ale zdecydowanie daje do zrozumienia, że kabel zasilający można wykonać bardzo starannie, dbając o takie detale, jak właśnie polaryzacja. A że przy okazji nie straszy ceną, nadmierną sztywnością i nie wygląda jak dekoracja ze statku kosmicznego – tym lepiej dla wszystkich.
Jakość brzmienia
Do testu celowo wybrałem stosunkowo niedrogi wzmacniacz zintegrowany – Hegel H150. Po pierwsze bardzo lubię tę markę, po drugie nadarzyła się okazja przetestowania jej nowej integry, a po trzecie podłączenie kabla zasilającego za 3 tys. do wzmacniacza kosztującego 13 tys. złotych wydało mi się całkiem rozsądne. Punktem odniesienia była "sieciówka" dostarczona razem z H150 – zwykły kabel zasilający "no name", aczkolwiek z zaznaczoną polaryzacją, notabene identyczną jak w przypadku Gammy XC. Oba kable wpinałem bezpośrednio w zwykłe (czyt. nieaudiofilskie) gniazdko ścienne.
To raczej logiczny, spokojny krok na końcu drogi – dla użytkowników, którzy mają już poukładany system i chcą dopracować całość bez naruszania jej charakteru.
Jeżeli ktoś w tym momencie oczekuje kwiecistych opisów spektakularnej metamorfozy brzmienia H150 po podłączeniu Gammy XC, to od razu uprzedzam: to nie ten adres. Ten kabel nie działa na zasadzie "wow" po pierwszych 30 sekundach odsłuchu. Nie oznacza to jednak, że jego wpływ jest zerowy – po prostu trzeba go szukać w skali mikro. Wracając do podstaw: kabel zasilający ma mniejszy wpływ na brzmienie niż interkonekty czy przewody głośnikowe. Jako zwolennik budowania systemu "na kablach" jednego producenta i z jednej serii nie lekceważyłbym roli porządnej "sieciówki" dla wzmacniacza, ale jej zakup zostawiłbym raczej na sam koniec, gdy reszta toru jest już dopięta na ostatni guzik.
W przypadku Hegla zmiany nie dotyczyły konkretnych fragmentów pasma. Bas nie urósł nagle w siłę, a góra nie zaczęła błyszczeć jak nowa biżuteria w sklepowej gablocie. Gamma XC działała bardziej całościowo, subtelnie przybliżając pierwszy plan, delikatnie zaokrąglając front sceny dźwiękowej i wpuszczając do prezentacji odrobinę więcej "powietrza". Fabryczny kabel lekko spłaszczał zjawiska przestrzenne, choć trzeba uczciwie przyznać, że różnice nie były na tyle oczywiste, by odczuć je natychmiast i bez cienia wątpliwości uznać za znaczące. Dopiero uważne, wielokrotne przełączanie pozwalało wyłapać te niuanse. Muzyka z przewodem "no name" płynęła swobodnie i bez wyraźnych ograniczeń, natomiast z Gammą XC stawała się nieco bliższa i bardziej bezpośrednia. Wysokie tony w obu wypadkach były dobrze eksponowane, ukazując bogactwo detali – co zresztą jest jedną z mocnych stron wzmacniaczy Hegla i H150 nie stanowi tu wyjątku. Całościowo brzmienie pozostawało dynamiczne i nasycone w barwy niezależnie od zastosowanego kabla.
Znacznie ciekawsze obserwacje pojawiły się po podłączeniu Gammy XC do odtwarzacza CD. Punktem odniesienia, podobnie jak wcześniej, był standardowy kabel dołączony do integry Hegla. W towarzystwie odtwarzacza marki Arcam przewód Shunyaty wyraźniej zaznaczył swoją obecność, wygładzając górę pasma, a jednocześnie zachowując bogactwo szczegółów. Pojawiło się coś, czego ze wzmacniaczem nie odnotowałem tak dobitnie tj. poprawa rozdzielczości i definicji dźwięku w górze pasma. W skrócie: wzrosła precyzja prezentacji i porządek w strukturze dźwięku, choć znowu, nie były to zmiany drastyczne. To dość jednoznacznie pokazuje, że źródła sygnału, w tym wypadku odtwarzacz CD, mogą być bardziej wrażliwe na jakość zasilania niż wzmacniacze i że sens stosowania lepszego kabla zasilającego ujawnia się w ich, tj. źródeł, wypadku szybciej i czytelniej.
Podsumowanie
Gamma XC to kabel zasilający, który bardzo konsekwentnie trzyma się ziemi. Nie oferuje spektakularnych efektów "przed i po", nie zmienia charakteru systemu w kilka sekund i nie udaje, że jest lekarstwem na wszystkie bolączki toru audio. Jego działanie jest subtelne, a wpływ – zależny od miejsca, w którym zostanie użyty. W roli kabla do wzmacniacza pokazuje raczej kosmetyczne korekty: lekkie uporządkowanie przestrzeni, delikatne przybliżenie pierwszego planu i większą spójność prezentacji. Różnice są uchwytne, ale wymagają uważnego słuchania.
Znacznie lepiej Gamma sprawdza się w zasilaniu odtwarzacza CD (odpowiedniejsza będzie prawdopodobnie wersja NR), gdzie jej obecność jest łatwiejsza do wychwycenia i przekłada się na poprawę precyzji, rozdzielczości oraz kultury wysokich tonów. To właśnie tam jej charakter ujawnia się pełniej i sens inwestycji staje się bardziej oczywisty. Warto przy tym raz jeszcze podkreślić, że mówimy o kablu z najtańszej serii Shunyata Research, który pod względem wykonania, ergonomii i dbałości o detale nie sprawia wrażenia produktu kompromisowego. Jest wystarczająco giętki, solidnie zakończony i zwyczajnie przyjemny w użytkowaniu, co w codziennym obcowaniu ma duże znaczenie.
Gamma XC nie jest propozycją dla osób oczekujących spektakularnego efektu ani dla tych, którzy liczą, że kabel zasilający zastąpi wymianę komponentów. To raczej logiczny, spokojny krok na końcu drogi – dla użytkowników, którzy mają już poukładany system i chcą dopracować całość bez naruszania jej charakteru. W takim kontekście Gamma XC okazuje się sensownym, uczciwym wyborem, który nie obiecuje cudów, ale dostarcza dokładnie to, czego można oczekiwać od dobrze zaprojektowanego kabla zasilającego.