hi-fi

Rotel A11 Tribute

test |
Wzmacniacz zintegrowany - Rotel A11 Tribute Najlepszy Zakup

Jak brzmi jedno z ostatnich urządzeń, w których powstawaniu brał udział Ken Ishiwata?

Kena Ishiwatę kojarzy zapewne każdy fan Marantza, z którą to firmą japoński mistrz tuningowania urządzeń audio współpracował przez kilka dekad. Pod koniec swojego życia pan Ishiwata-san rozpoczął jednak współpracę z inną znaną marką, Rotelem, czego owocem stały się dwa urządzenia: wzmacniacz zintegrowany A11 oraz odtwarzacz CD11 z emblematem Tribute (rzecz jasna w hołdzie dla Kena Ishiwaty).

Niestety, oba światło dzienne ujrzały dopiero po śmierci legendy świata audio. Fakt, że w ogóle do tego doszło, zawdzięczamy współpracownikom Mistrza, którzy zaoferowali pomoc w ukończeniu jego dzieła (m.in. Karl-Heinz Fink). Efekt podjętych starań robi wrażenie, o czym świadczą możliwości brzmieniowe integry A11 Tribute.

Budowa

A11 Tribute wygląda jak klon A11 – jedyną różnicą widoczną z zewnątrz jest plakietka z napisem Tribute oraz japońskim słowem 敬 (Kei) oznaczającym "szacunek". Nowoczesny wygląd wzmacniacz zawdzięcza przede wszystkim wyświetlaczowi (pokazuje m.in. wybrane wejście, poziom wzmocnienia, wybrany tryb charakterystyki częstotliwościowej; natężenie podświetlenia można regulować, ale jego całkowite wyłączenie jest niemożliwe) umieszczonemu pośrodku grubego, aluminiowego panelu ścianki przedniej. Tuż pod displejem ulokowano pięć przycisków wyboru źródła (Phono, Tuner, CD, AUX i BT). Po prawej stronie znalazło się przyjemne w obsłudze pokrętło głośności wraz z kolejnymi trzema guzikami służącymi do poruszania się po Menu (zob. dalej). Po stronie lewej – włącznik zasilania z diodą, "dziurka" dla słuchawek w postaci minijacka oraz dwa przyciski aktywujące dwie pary głośników (Speakers A i B).

Rotel A11 Tribute

Ściankę tylną wyposażono w pięć par analogowych wejść RCA (w tym dla gramofonu z wkładką MM), wyjście z przedwzmacniacza Pre Out, antenę Bluetooth, złącza sterowania (EXT REM, dwa 12V triggery plus port RS232), zestaw wygodnie rozdzielonych podwójnych zacisków głośnikowych A i B oraz dwubolcowe gniazdo zasilania IEC.

Menu "a-jedenastki" jest z jednej strony skromne, a z drugiej – jak na wzmacniacz zintegrowany po przystępnej cenie – w zupełności wystarczające. Pojawia się nawet element niespodzianki w postaci dwóch gotowych presetów brzmienia (Rotel Boost zapewniający "wyjątkową mieszankę cech tonalnych" i podbijający bas Rotel Max). Oprócz tego istnieje możliwość ustawienia m.in. balansu kanałów, stopnia podświetlenia wyświetlacza, maksymalnej głośności po włączeniu oraz czasu, po jakim wzmacniacz w sytuacji braku sygnału na wejściach automatycznie przejdzie w stan spoczynku.

Rotel A11 Tribute

Po rozebraniu wzmacniacza ukazuje się znajomy widok. Większość podzespołów znalazła się na dużym laminacie wypełniającym niemal całe wnętrze. Główny zasilacz oparto na firmowym toroidzie, prostowniku i dwóch kondensatorach filtrujących Nichicona o łącznej pojemności 13.600µF. Zasilanie układów sterujących obsługuje dodatkowy moduł impulsowy. W centralnej części płytki wycięto miejsce na radiator, do którego przykręcono po jednej parze tranzystorów wyjściowych (Sanken A1695 & C4468) na kanał. Moc 50W wydaje się bardzo skromna, ale w rzeczywistości wysterowanie głośników o przeciętnej efektywności (83dB) nie stanowi dla A11 Tribute najmniejszych problemów. Nad częścią analogową umieszczono jeszcze jedną płytkę – z układami sterującymi i modułem Bluetooth firmy Qualcomm.

Większość śladów pozostawionych przez Kena Ishiwatę jest widoczna gołym okiem. Łatwo dostrzec zwłaszcza nowe kondensatory (zielone, marki Muse) zarówno w sekcji końcówek mocy, jak i przedwzmacniacza. Pozostałe "mody" objęły wymianę rezystorów oraz wyposażenie chassis w specjalne materiały tłumiące różnego rodzaju wibracje.

Rotel A11 Tribute

Jedynym zgrzytem dotyczącym A11 Tribute jest obsługa zdalna, a właściwie narzędzie do niej służące, czyli systemowy pilot o niezbyt miłej dla oka aparycji. Przycisków na sterowniku jest zdecydowanie za dużo, on sam także jest nieporęczny i sprawia wrażenie "doklejonego" na siłę do całkiem przecież szykownego wzmacniacza.

Jakość dźwięku

A11 Tribute Stanowi bardzo ciekawą propozycję nie tylko dla początkujących audiofilów. Jego brzmienie można określić jako wysoce neutralne – nie ma w nim przesyconych barw, słodkości czy ocieplenia; zamiast tego dostajemy imponujące zrównoważenie i szybkość odczuwalną w całym zakresie częstotliwości. Imponujące nie w skali bezwzględnej, ale w porównaniu z bezpośrednią konkurencją. Warto jednak od razu podkreślić, że wzmacniacz ten z kolumnami z podobnego zakresu cenowego wcale nie musi wypaść tak dobrze, jak powinien. Kluczowe będzie osiągnięcie tzw. synergii, a co za tym idzie zainwestowanie w nieco droższe głośniki – nie bez kozery dystrybutor poleca zestawienie z Carinami Elaca, które korzystają z wysokotonowej wstęgi (zarówno model podstawkowy, jak i podłogowy jest od A11 Tribute wyraźnie droższy).

Rotel A11 Tribute

Bas Rotela nie jest zbyt potężny, ale za to całkiem soczysty i, co bardzo ważne, proporcjonalny w stosunku do reszty pasma. Krawędzie ataku są delikatnie zaokrąglone, ale kontrola jest bardzo dobra. Energia i oddanie nagłych ataków nie są tak przekonujące, jak w przypadku Shanlinga A3.2 MkII, ale to przecież zupełnie inna liga, nie tylko cenowa. O ile porównań ze wzmacniaczami znacznie droższymi A11 Tribute nie wytrzymuje, o tyle z kosztującymi dwa razy tyle – jak najbardziej. Punktem odniesienia podczas testu była dla mnie integra Attessa marki Roksan, wzmacniacz dwukrotnie droższy, oferujący większą obfitość niskich tonów. W zestawieniu z nim Rotel bynajmniej nie poległ – jego bas miał lepszą szybkość i konturowość, co zawdzięczał przede wszystkim wzorowej równowadze między niskim a średnim podzakresem.

O ile porównań ze wzmacniaczami znacznie droższymi A11 Tribute nie wytrzymuje, o tyle z kosztującymi dwa razy tyle – jak najbardziej.

W porównaniu z Attessą także średnica A11 Tribute wydaje się nieco zubożona pod względem barw. W rzeczywistości jednak to wzmacniacz Roksana wyraźnie dobarwia środek pasma, co jednak czyni w sposób bardzo efektowny: słuchanie czy to małych składów, czy pojedynczych wokali daje za jego pośrednictwem bardziej ujmujące rezultaty. Niemniej Rotel zjednuje sobie sympatię neutralnością, wyrazistością i ekspresją, czym przypomina znacznie droższe od siebie (i Attessy) konstrukcje. Pozostaje tylko pytanie, czy taka neutralność znajdzie uznanie w oczach czy raczej uszach odbiorców, bo jak mówi stare porzekadło, są gusta i guściki.

Rotel A11 Tribute

Góra pasma nowej "a-jedenastki" nie próbuje zauroczyć słuchacza słodką barwą. Jest energiczna, jasna, otwarta i całkiem rozdzielcza. Subiektywnie jest nieco jednowymiarowa, co jednak słychać dopiero w porównaniu z A3.2 MkII, który potrafi wyczarować znacznie więcej magii barwowo-przestrzennej. Z drugiej strony, jak na wzmacniacz kosztujący zaledwie 2.700zł, soprany integry Rotela brzmią świeżo i odważnie, co stanowi wyraźną różnicę w stosunku do oryginalnego A11. Tribute jest nieco bardziej zadziorny, ale na szczęście daleki od fanfaronady. Jego dziarskość daje od czasu do czasu znać poprzez np. mocniejsze zaakcentowanie sybilantów. Niedostatki gładkości soprany nadrabiają jednak wyrazistością, precyzją i dość długimi wybrzmieniami.

Z prezentacją góry pasma nieodmiennie wiążą się zjawiska przestrzenne. Te są przez A11 Tribute prezentowane w sposób ze wszech miar poprawny. Scena nie jest zbyt przestronna, nie sięga szczególnie głęboko, ale całkiem realistycznie rozprasza się na boki i daje źródłom pozornym potrzebny oddech. Większość zdarzeń rozgrywa się na pierwszym planie, a te dalsze są przybliżane.

Podsumowanie

A11 Tribute jest doskonałą ilustracją japońskiego przysłowia "Kontynuacja staje się siłą". Wzmacniaczowi temu nie brakuje ani mocy, ani kontroli, ani precyzji. Jego brzmienie jest wysoce neutralne, zrównoważone, a jednocześnie bardziej energiczne od poprzednika. Trzeba przyznać, że hołd dla dzieła i życia pana Ishiwaty udał się znakomicie.

Werdykt: Rotel A11 Tribute

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Ma wszystko, czego potrzeba, włącznie z Bluetoothem (aptX). Dojrzałe, niezmanierowane, neutralne brzmienie.

Minusy: Nieergonomiczny, wątpliwej urody pilot zdalnego sterowania.

Ogółem: Jeden z najbardziej uniwersalnych wzmacniaczy zintegrowanych w swoim przedziale cenowym.

Ocena ogólna:

PRODUKT
Rotel A11 Tribute
RODZAJ
Wzmacniacz zintegrowany
CENA
2.799zł
WAGA
6,9kg
WYMIARY (S×W×G)
430×435×93mm
DYSTRYBUCJA
Audio Klan
www.audioklan.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Wejścia: 4x liniowe RCA, 1x phono MM (RCA)
  • Wyjścia analogowe: 1x pre-out
  • Wyjścia głośnikowe: 2 pary (A/B)
  • Moc wyjściowa: 50W/8Ω
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz–100kHz (+/-0,5dB)
  • Zniekształcenia: <0,03%
  • Stosunek sygnał/szum: 100dB
  • Pobór mocy: 160W