hi-fi

SPEC RSA-V10

test |
Wzmacniacz zintegrowany - SPEC RSA-V10 Wybór Redakcji

Japoński SPEC specjalizuje się w produkcji wyjątkowych wzmacniaczy o stopniu końcowym pracującym w klasie D i brzmieniu przypominającym lampy.

Japoński SPEC specjalizuje się w produkcji wzmacniaczy klasy D o nietypowym wzornictwie, wykonaniu i rozwiązaniach konstrukcyjnych. Japończycy walcząc ze stereotypami związanymi z brzmieniem amplifikacji klasy D tworzą konstrukcje łączące w sobie same zalety tego typu wzmacniaczy z jednoczesnym naciskiem na walory brzmieniowe typowe dla lamp. Osiągnięto to dzięki starannej implementacji wyselekcjonowanych podzespołów wysokiej jakości, a także stosowaniu nieco odmiennej filozofii w konstruowaniu i aplikacji stopni wyjściowych pracujących w klasie D.

SPEC na przestrzeni ostatnich lat sukcesywnie wprowadzał na rynek wzmacniacze o brzmieniu bliskim temu, co można "wycisnąć" z konstrukcji Single Ended Triode, tak gloryfikowanych przez fanów lampowej technologii.

Z wiadomych względów wzmacniacze tej japońskiej marki dodają do tego nie tylko znacznie wyższą moc, ale przede wszystkim pewne elementy brzmienia, będące pochodną znacznie wyższej wydajności stopni końcowych. Chodzi o świetną dynamikę, pełną kontrolę w basie, a także wyższą sprawność powodującą, że wzmacniacz RSA-V10 można łączyć niemal z dowolnymi zestawami głośnikowymi, w przeciwieństwie do lampowych SET-ów, wymagających kolumn o wysokiej skuteczności, łatwych do wysterowania.

SPEC RSA-V10

Obecnie w ofercie marki SPEC można znaleźć wiele ciekawych konstrukcji i to nie tylko wzmacniaczy, ale na uwagę zasługuje też bardzo ciekawy gramofon GMP-800, czy inne komponenty, na bazie których możemy stworzyć system dzielony.

Swoją przygodę z marką SPEC zacząłem jakiś czas temu od odsłuchów wzmacniacza RSA-M3EX i to właśnie on wciągnął mnie w magię brzmienia łączącego w sobie tak wiele elementów, typowych dla różnych konstrukcji. Testowany RSA-V10 utwierdził mnie w przekonaniu, że urządzenia konstruowane przez SPEC-a mają w sobie to coś.

Dopięte na ostatni guzik

Zaglądając do wewnątrz RSA-V10 dostrzeżemy specyficzną architekturę modułową, gdzie poszczególne sekcje są starannie ekranowane. Zasilania oparto na najlepszych dostępnych podzespołach, a więc transformatorze R-Core o dużej mocy i niskich szumach, mostkach prostowniczych zbudowanych w oparciu o elementy dyskretne (szybko przełączające się diody Schottky'ego), jak i imponującej baterii kondensatorów Nichicon, wyprodukowanych specjalnie dla tego japońskiego producenta.

W dalszej części układu zasilania natrafiłem na inne kondensatory elektrolityczne, a mianowicie jednostki pochodzące z topowej serii Super Through, nie wspominając już o specjalnych, walcowych, papierowo-olejowych kondensatorach marki Arizona Capacitors z serii Red Cactus (elementy identyczne z tymi, jakie są stosowane w dodatkowym układzie filtracji, na wyjściach ze stopni końcowych).

Zasilanie jest rozbudowane, każdy kanał ma własny tor dostarczający prąd. Układ impulsowy służy do zasilania sekcji pomocniczych i sterowania. Oprócz tego uwagę zwraca moduł sekcji wzmacniającej, pracującej w klasie D. Jest to konstrukcja opracowana specjalnie dla wzmacniaczy SPEC, różniąca się od spopularyzowanych modułów Hypex, czy ICEpower. Wspomniany moduł wraz z układami pomocniczymi zainstalowano na oddzielnej płytce drukowanej, którą szczelnie zamyka metalowy ekran.

SPEC RSA-V10

W obszarze modułu stopni końcowych (na głównej płytce, z którą został połączony) widać cewki pracujące na wyjściach, nawinięte na rdzeń toroidalny oraz kondensatory elektrolityczne o odpowiedniej pojemności, co jest typowe dla wzmacniaczy klasy D. Do stopni wyjściowych doprowadzono jeszcze dodatkowe, specjalne filtry składające się z elementów mających wynieść walory brzmieniowe tego wzmacniacza na absolutne wyżyny. W ich skład wchodzą specjalne blokowe kondensatory mikowe z logo marki SPEC, wykonane z najwyższej jakości miki rubinowej, pochodzącej z Himalajów. Oprócz tego na oddzielnych płytkach wyjściowych dla każdego z kanału, znalazły się jeszcze dwa inne typy kondensatorów, a mianowicie papierowo-olejowe jednostki amerykańskiej firmy Arizona Capacitors pochodzące z serii Red Cactus oraz klasyczne walcowe polipropyleny.

Kondensatory olejowe nawiązują do starych oldschoolowych konstrukcji z minionej epoki, stosowanych niegdyś we wzmacniaczach lampowych – folię aluminiową impregnuje się specjalnymi olejami mineralnymi o wysokiej czystości, dlatego te kondensatory osiągają bardzo dobre walory brzmieniowe. Ponadto całość zamknięto w izolowanej, mosiężnej, ocynkowanej, hermetycznej rurce, dzięki czemu są to bardzo trwałe jednostki.

Producent tłumaczy, że celowo w obwodzie wyjściowym zastosowano różne kondensatory, ponieważ pomaga to "wycisnąć" ze wzmacniacza bardziej wyrafinowany dźwięk, co z pewnością docenią koneserzy dobrego brzmienia. Dzięki użyciu wyszukanych kondensatorów brzmienie zyskuje na gładkości, harmonii i staje się też nieco cieplejsze w odbiorze, zwłaszcza w zakresie średnio-wysokotonowym. A jest to przecież cecha jak najbardziej pożądana w przypadku amplifikacji klasy D.

W okolicy modułu wyjściowego nie widać żadnych radiatorów, ani innych elementów mających za zadanie odprowadzać nadmiar ciepła, ponieważ stopnie końcowe klasy D, zwłaszcza te stosowane we wzmacniaczach marki SPEC, nie wytwarzają żadnego ciepła. Japoński producent podkreśla również, że zastosowane tu stopnie wyjściowe klasy D, nie mają nic wspólnego ze wzmacniaczami cyfrowymi, ponieważ sygnał mimo zastosowania układu modulacji szerokości impulsu (PWM), przekształca amplitudę sygnału w sposób analogowy, bez użycia cyfrowej obróbki, jak na przykład w układach sigma delta.

SPEC RSA-V10

W procesie regulacji głośności udział bierze między innymi układ Tachyonix 3310IR01, współpracujący z wysokiej jakości potencjometrem ślizgowym. Jak wcześniej wspomniałem, SPEC wielką wagę przykłada do ekranowania poszczególnych sekcji. Zastosowano łącznie cztery wewnętrzne ekrany, z których dwa szczelnie zamykają sekcje wyjściowe ze wspomnianymi wcześniej dodatkowymi filtrami, wyposażonymi w trzy różne kondensatory. Oprócz tego, ekranowany jest również transformator R-Core oraz centralna płytka z obwodami stopni końcowych.

Obudowa autorstwa japońskiej firmy SPEC zachwyca nie tylko wyszukanym, pięknym projektem, ale również konstrukcją. Sztywne, zaprojektowane pod kątem wydatnej redukcji wibracji chassis, zbudowano z perfekcyjnie wykończonych, grubych płyt stalowych. Natomiast sam front to w całości odlew z metali lekkich. Dwa duże pokrętła służące do regulacji głośności i obsługujące selektor źródeł, mają pierścieniowe podświetlenie, miękkie, dosyć jasne i ciepłe. Oświetlenie o tej samej barwie wspomaga również centralnie ulokowane logo firmowe oraz diody kontrolne przy hebelkowym włączniku wyposażonym w specjalną blokadę. W miejscach styku różnych płaszczyzn zastosowano specjalne piankowe paski tłumiące, a całość chassis, łącznie z ekranami, jest skręcana z zachowaniem precyzyjnie ustalonego momentu obrotowego.

Z tyłu znalazły się trzy pary wejść analogowych RCA oraz jedna para wejść XLR. W obrębie tylnego panelu znalazł się jeszcze trójpozycyjny przełącznik, za pomocą którego wyłączymy podświetlenie pokręteł i logo, a także uaktywnimy tryb końcówki mocy. Ciekawym elementem wzorniczym, a jednocześnie mającym wpływ na uzyskanie określonego charakteru brzmienia wzmacniacza, jest ulokowana od spodu dodatkowa płyta pochłaniająca mikrodrgania i ustalająca rezonans w pożądanym punkcie. Wykonano ją z trzech rodzajów drewna, a więc klonu, świerku (tego samego gatunku, z którego produkuje się skrzypce) oraz amerykańskiego orzecha białego (znanego również jako Hikora lub Orzesznik). Wszystkie te elementy produkowane są przez japońską firmę meblarską Oak Village.

Największa drewniana płyta (spodnia) połączona jest z obudową oraz z jedną stopką, natomiast z przodu znalazł się jeszcze znacznie węższy drewniany element poprzeczny, wykonany z innego gatunku drewna niż płyta. Dwie pozostałe stopki są wykonane z klonu, z tym że posiadają one jeszcze rdzeń z amerykańskiego orzecha białego.

SPEC RSA-V10

Tak przygotowana podstawa nawiązuje do budowy niektórych instrumentów muzycznych, w których pewne elementy wykonywane są z określonych gatunków drewna (tonewood) mających określone właściwości akustyczne i dzięki temu mogą wpływać na dźwięk np. poprzez charakter wybrzmień, lepszą kontrolę bez wzrostu zniekształceń. Ta idea ze świata instrumentów strunowych została niejako zapożyczona i z powodzeniem zastosowana przy konstrukcji tych unikatowych wzmacniaczy marki SPEC. Oczywiście poprzedzone to było latami poszukiwań i testów, ale ostatecznie udało się znaleźć tak zwany złoty środek. Jestem przekonany, że ta specyficzna spodnia platforma wykonana z różnych gatunków drewna, pełni ważną rolę w kreowaniu firmowego dźwięku wzmacniaczy SPEC. Rola konstrukcji poszczególnych obwodów wzmacniacza i zastosowanie elementów najwyższej jakości, jest bezdyskusyjna, ale to "coś więcej" w dźwięku – trudne do nazwania i opisania – nie wzięło się przecież znikąd.

Niepowtarzalne brzmienie

Odsłuch tego wzmacniacza sprawił mi wielką przyjemność. Można to porównać do pasjonującej wyprawy w nieznane. Dzięki sprytnej implementacji konkretnych podzespołów, o czym wcześniej wspomniałem, oraz zastosowaniu wielu autorskich rozwiązań konstrukcyjnych, ten wzmacniacz oferuje brzmienie, z jakim nigdy wcześniej nie miałem okazji się zetknąć. To esencję stylu do jakiego prawdopodobnie właściciele marki SPEC, dążyli od momentu powstania firmy.

Wzmacniacze klasy D wciąż wzbudzają kontrowersje, gdyż przylgnęło do nich wiele stereotypów. Na szczęście wraz z rozwojem technologii sytuacja ulega ciągłej poprawie, co widać po zwiększonym wzroście zainteresowania ze strony klientów tego typu wzmacniaczami i to wcale nie tak zaawansowanymi, jak testowany obecnie.

Japoński SPEC to specjalista w konstruowaniu i produkcji tego typu wzmacniaczy, mający na swoim koncie wiele udanych konstrukcji, zaprzeczających wszelakim stereotypom, wynosząc brzmienie amplifikacji klasy D na zupełnie nowy poziom.

Testowany wzmacniacz, co oczywiste w przypadku amplifikacji klasy D, prezentuje brzmienie zwarte, zróżnicowane i szybkie, o perfekcyjnej wręcz reakcji na zmieniający się rytm. Przekonałem się o tym chociażby podczas słuchania kultowego album "Bad 25". Michaela Jacksona wydanego w zremasterowanej wersji. Już pierwszy utwór "Bad" otwierający ten klasyczny longplay, uraczył mnie doskonałą dynamiką oraz skrupulatnym odwzorowaniem nawet najmniejszych szczegółów, o które wręcz chorobliwie dbał producent albumu Quincy Jones. Podobnie było z utworem "Speed Demon", który efektownym, mocnym i bardzo silnym basem nieomal wcisnął mnie w fotel.

SPEC RSA-V10

RSA-V10 wzorowo oddał dynamikę i ujawnił umiejętność w separacji poszczególnych zjawisk rozgrywających się zarówno w skali mikro, jak i makro. Słychać było, że SPEC jest zdolny do bardzo swobodnej żonglerki dowolnym materiałem muzycznym, a w chwilach gdzie do głosu dochodziło jednocześnie wiele spiętrzających się i wygasających dźwięków, zawsze trzymał perfekcyjną kontrolę nad tym, co dzieje się w muzycznej przestrzeni. Doprawdy niewiele urządzeń potrafi to robić w taki sposób.

Podczas odsłuchu tego japońskiego cudeńka korzystałem zarówno z kolumn Wolf von Langa SON, jak i moich własnych dwudrożnych konstrukcji podłogowych, miałem więc pełen wgląd w zachowanie się wzmacniacza w różnych systemach. Jako źródło sygnału wykorzystałem odtwarzacz Ayon CD-10 II Ultimate, a także Marantz SA-1. Do bezpośredniego porównania ze wzmacniaczem RSA-V10 wykorzystałem monobloki Azur 851W, a także lampowy wzmacniacz Ayon Scorpio XS.

Dzięki sprytnej implementacji konkretnych podzespołów oraz zastosowaniu wielu autorskich rozwiązań konstrukcyjnych, ten wzmacniacz oferuje brzmienie, z jakim nigdy wcześniej nie miałem okazji się zetknąć.

SPEC w zestawieniu z wyżej wymienionymi wzmacniaczami zaprezentował dźwięk nieporównywalnie inny. Jednak gwoli ścisłości, monobloki Cambridge Audio popisały się, co oczywiste, potężną mocą, co przekładało się na nie mniej efektownie oddaną dynamikę, czy też monumentalność basu, z wplecionym w muzyczną treść gęstym, wręcz oleistym i barwnym, ale też nieco bardziej stonowanym względem SPEC-a, zakresem średnicy. Z kolei Ayon Scorpio XS jest przecież w stu procentach lampową konstrukcją, toteż byłem bardzo ciekawy, jak te wzmacniacze wypadną w bezpośredniej konfrontacji, zwłaszcza w kontekście barwy.

W przypadku japońskiego SPEC-a niemal natychmiast uwagę przykuwa dynamika oraz potężny i głęboki bas, czego doświadczyłem już na krążku "Bad 25". Nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo jest to przecież domena wzmacniaczy klasy D. Ale z drugiej strony, to co szczególnie mnie ujęło, okazało się być jednocześnie jego największą zaletą i najmocniejszym argumentem dla przeciwników wzmacniaczy D-klasowych. A chodzi mi o to, jak pięknie zaprezentował on barwę dźwięku. Cechowała się nieuchwytną w kategoriach technicznych słodyczą, zbliżoną w charakterze do tego, co mogłem usłyszeć za pośrednictwem wzmacniaczy lampowych np. Ayonem Scorpio XS, nie wspominając już o konstrukcji pokroju CS300F marki Leben.

SPEC RSA-V10

Wsłuchując się w kolejne nagrania Jana Garbarka, zwłaszcza z albumu "Rites", doszedłem do wniosku, że RSA-V10, jak mało który wzmacniacz potrafi doskonale "wczuć" się w klimat poszczególnych nagrań, prezentując brzmienie w sposób bezkompromisowy. Ta bezkompromisowość objawiała się niezwykłą zdolnością ukazywaniem emocjonalnej strony muzyki. Składał się na to w pełni nasycony w barwy i jednocześnie fenomenalnie podkreślony obecnością konkretnych dźwięków, przekaz przestrzenny. Szczególnie dobrze było to słychać w brzmieniu saksofonu oraz, jak to bywa w muzyce Jana Garbarka, wplecionych w poszczególne utwory całej masy planktonu drobniutkich dźwięków, budujących przestrzenny zarys muzycznej treści tworzonej przez norweskiego mistrza saksofonu.

SPEC niczego nie maskuje, ani nie nadinterpretuje, pokazując muzykę w oparciu o wiernie i naturalnie odtwarzany materiał muzyczny. Jednocześnie nie można oprzeć się wrażeniu, że każdy dźwięk otrzymuje taki dodatkowy szlif i koloryt, jak ma to miejsce w przypadku lampowych urządzeń, sprawiający, że muzyka staje się jeszcze piękniejsza i zdecydowanie bogatsza w odbiorze.

Warto wspomnieć o zakresie wysokich tonów, bo w tym obszarze SEPC również zaskakuje wielką kulturą i czystością brzmienia, co szczególnie było słychać w utworach Larsa Danielssona. Ale z drugiej strony, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że RSA-V10 lubi nieco "doprawić" górę pasma, sprawiając, że brzmi ona bardziej efektownie niż w wielu rozleniwionych wzmacniaczach lampowych. Jest bardzo szczegółowa, o wręcz znakomitej rozdzielczości, ale i barwna. Mimo to sądzę, że wiele lampowych konstrukcji z wysokimi tonami obchodzi się łagodniej niż testowany wzmacniacz, czego absolutnie nie postrzegam jako jego wadę. Pragnę jednak zasygnalizować potencjalnym użytkownikom tego wzmacniacza, że ta szybkość grania i perfekcyjnie oddana dynamika w skali mikro, przekłada się również na styl brzmienia w zakresie wysokich tonów. SPEC nie robi sobie żadnych przerw na odpoczynek, więc niezależnie od sytuacji, nie ma tendencji do spowalniania wybrzmień w zakresie wysokich tonów, czy nadawania im nadmiernej miękkości i gładkości.

SPEC RSA-V10

Pod względem budowanej przestrzeni RSA-V10 lubi grać nieco do tyłu, co pokazała konfiguracja zarówno z moimi kolumnami, jak i parą znakomitych SON, marki Wolf von Langa. A to oznacza, że obraz stereo zostaje nieco przesunięty w głąb, i nie jest to takie bezpośrednie granie z wysuniętym do przodu wokalem i całym pierwszym planem. Dobitnie pokazał to odsłuch koncertowego krążka "Szeptem" Anny Marii Jopek. Scena dźwiękowa sprawiała wrażenie większej i obszerniejszej, co szczególnie docenią posiadacze salonów odsłuchowych nie przekraczających 20-metrów kwadratowych. Efekt jest taki, jakby wzmacniacz przesunął nam ściany o dwa, albo nawet trzy metry z każdej strony. Obszerność i głębia sceny jest w tym przypadku obłędna! Z kolei w większym pokoju odsłuchowym o powierzchni ok. 34 metry kwadratowe efekt ten nie jest już tak spektakularny, co wynika chyba bardziej z przyzwyczajenia i adaptacji mojego słuchu do takiego metrażu.

Warto wiedzieć

RSA-V10 posiada dwa typy wejść analogowych, a więc zbalansowane XLR i niezbalansowane RCA. Podczas testu starałem się wychwycić jakieś różnice między obydwoma sposobami transmisji sygnału ze źródła. Taką konfigurację umożliwił mi Ayon CD-10 II Ultimate, bowiem posiada on wyjścia analogowe w obydwu wyżej wymienionych wersjach. Podobnie było z odtwarzaczem Marantz SA-1 (ten odtwarzacz również posiada obydwie wersje wyjść), więc mogłem przeprowadzić niemal w "locie" eksperyment związany z reakcją japońskiego wzmacniacza na sygnał podawany z dwóch różnych źródeł dwoma różnymi torami sygnałowymi. Cały system okablowany był produktami marki Acrolink – tutaj w roli kabli głośnikowych wykorzystałem konstrukcję 7N-S4000 wyposażoną w widełki (odcinki o długości 2,5-metra), natomiast sygnał transmitowany był za pośrednictwem kabla 7N-A2400III RCA oraz 7N-A2400III XLR. W torze zasilającym wszystkie komponenty audio użyłem kable marki Siltech Explorer 270p wykończone wtykami marki Oyaide. Ku mojemu zaskoczeniu, RSA-V10 oferował bardzo dobry dźwięk zarówno w jednej, jak i drugiej konfiguracji w przypadku jednego, jak i drugiego odtwarzacza. Dynamika cechowała się zbliżonym, bardzo wysokim poziomem odwzorowania. Również zakres niskich tonów w obydwu przypadkach zapuszczał się bardzo nisko przy jednocześnie wysokiej próby kontroli. Transmisja za pośrednictwem kabli XLR okazała się być ciut lepsza pod kątem oddania barw, a przede wszystkim ich nieznacznie intensywniejszego nasycenia. Zakres wysokich tonów wydał się też ciut bardziej miękki i nieco cieplejszy podczas transmisji za pośrednictwem kabla XLR, ale nie mniej szczegółowy niż w przypadku przesyłu sygnału poprzez złącza RCA. Oczywiście stosując jeszcze inne kable można mieć nieznaczny wpływ na brzmienie systemu. Należy jednak pamiętać, że w przypadku takich systemów musimy liczyć się z tym że są one bardzo wymagające względem okablowania, więc obszar odpowiednich kabli powinien się zawężać tylko i wyłącznie do najlepszych tego typu konstrukcji.

Podsumowanie

SPEC RSA-V10 postrzegam jako wzmacniacz o wyjątkowo oryginalnym, wręcz unikalnym brzmieniu, łączącym w sobie atrybuty konstrukcji lampowych z tranzystorowymi o stopniu zaawansowania i poziomie jakiego bym się nie spodziewał po D-klasowej amplifikacji. W jego wnętrzu nie znajdziemy ani jednej, nawet najmniejszej lampy, a jednak jego brzmienie stoi w sprzeczności z utartymi stereotypami, związanymi z dźwiękiem generowanym przez konstrukcje klasy D. Wielka swoboda dynamiczna w pełnym paśmie w połączeniu z barwą, ciepłem i teksturą brzmieniową, a więc cechy zarezerwowane dotychczas dla konstrukcji lampowych, nie są już tylko ich domeną. Test tego wzmacniacza przekonał mnie ostatecznie do konstrukcji klasy D.

Przykład tego modelu pokazuje, że Japończycy są SPEC-ami od projektowania i budowania D-klasowych wzmacniaczy, rzucając na ich konstrukcję zupełnie nowe światło.

Werdykt: SPEC RSA-V10

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Brzmienie organiczne, pełne, nasycone, bardzo szczegółowe, swobodne, naturalne, o niespotykanej, kipiącej energią dynamice, z doskonale prowadzonym basem o wręcz nieograniczonym zasięgu. Nuta finezji i wykwintności w zakresie średnich i wysokich tonów na miarę lampowych konstrukcji, co w tym wzmacniaczu jest szczególnie piękne.

Minusy: Ten purystyczny wzmacniacz pozbawiony jest jakichkolwiek dodatków jak moduł Bluetooth, przetwornik C/A, co dla niektórych niezrozumiałe może być. Pilot zdalnego sterowania opcjonalnie, za dopłatą.

Ogółem: RSA-V10 jest, rasowym wzmacniaczem, mającym za zadanie wzmocnić sygnał podawany ze źródła. Z tego zadania wywiązuje się powyżej oczekiwań, nawet jeśli spojrzymy na jego cenę i porównamy z lampowymi wzmacniaczami, czy nawet dzielonymi systemami hi-end.

Ocena ogólna:

PRODUKT
SPEC RSA-V10
RODZAJ
Wzmacniacz zintegrowany
CENA
35.000 zł
WAGA
14,5 kg
WYMIARY (S×W×G)
440×120×414 mm
DYSTRYBUCJA
Galeria Audio
www.galeriaaudio.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Moc: 2x50W (8Ω); 2x75W (6Ω); 2x100 (4Ω)
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz-30kHz (+/-1dB 1W, 6Ω)
  • Zniekształcenia harmoniczne: 0,02% (przy 1kHz, 80% mocy)
  • Czułość wejściowa: 300mV
  • Wzmocnienie: 37,3dB (maksymalny poziom głośności, 6Ω, 1kHz, wejścia niezbalansowane)
  • Pobór mocy: W stanie spoczynku – 15W, przy maksymalnej mocy – 180W (8Ω, 100Hz)
  • Ekranowane sekcje zasilania oraz wyjściowe
  • Stopnie wyjściowe pracujące w klasie D – autorskie opracowanie firmy SPEC
  • Transformator R-Core o niskim szumie i zniekształceniach
  • Najwyższej klasy selekcjonowane kondensatory w torze sygnałowym i zasilania
  • Drewniana platforma antywibracyjna
  • Analogowe wejścia stereo: 3 pary RCA, 1 para XLR
  • Możliwość pracy w trybie końcówki mocy
  • Opcjonalne wyposażenie: zdalne sterowanie wraz z czujnikiem i pilotem