s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Hegel H90

test |
Hegel H90

Neutralny jak Szwajcaria. Wybitna w tej cenie góra pasma i wyróżniające się uporządkowanie przestrzenne dźwięków, z sugestywną głębią sceny. Zapraszamy do lektury testu Hegel H90.

Każdy, kto na bieżąco śledzi poczynania norweskiego Hegla, z pewnością odnotował pojawienie się w jego katalogu urządzenia o nazwie Röst – wzmacniacza zintegrowanego z przetwornikiem cyfrowo-analogowym i funkcjami sieciowymi. W sprzedaży pojawił się on pod koniec 2016 roku i nawet jeśli początkowo wydawało się, że Norwegowie robią skok w bok z myślą o szerszej klienteli, to w tej chwili widać już, jak ważne dla firmy było to urządzenie. A widać to choćby po nowych w ofercie wzmacniaczach H190 i H90, także wyposażonych w karty cyfrowe. Postawione obok siebie, urządzenia te wyglądają niemal jak bracia syjamscy, zwłaszcza Röst i opisywana tu "dziewięćdziesiątka".

H90 jest okrojoną wersją Rösta, choć zmiany w gruncie rzeczy są niewielkie. Istotne jest to, że w porównaniu z Röstem udało się znacząco obniżyć cenę (o 3.700zł!), zachowując przy tym wysokiej klasy brzmienie. Stosunek jakość/cena jest w tym wypadku szczególny, tak jak wyjątkowy jest sam H90.

Budowa

H90 z zewnątrz wygląda jak Röst, czyli jak... klasyczny Hegel. Konia z rzędem temu, kto odróżni te dwa urządzenia na podstawie zdjęć czołówek. Norweskie wzmacniacze (także np. H190, choć ten jest już bardziej "napakowany") wyglądają jak wybite za pomocą sztancy. Ten design jest dość specyficzny, trochę przyciężkawy, na pewno niezbyt lifestyle'owy, ale przynajmniej ma swój charakter, bo klocki Hegla rozpoznaje się "na kilometr". Przód "dziewięćdziesiątki" to ładnie wyprofilowany kawałek aluminium, z centralnie ulokowanym wyświetlaczem OLED oraz umieszczonymi po jego bokach identycznymi pokrętłami. To z lewej służy do wyboru wejścia (Analog 1, Analog 2, Coaxial, Optical 1, Optical 2, Optical 3, USB, Network), a z prawej do regulacji głośności (zrealizowano ją na scalonej drabince rezystorowej NJW1159). Po prawej jest jeszcze umieszczona "dziurka" na dużego jacka. Główny włącznik, duży i wygodny w obsłudze, jest niewidoczny, bo znajduje się na spodzie obudowy. I to by było na tyle, jeśli chodzi o front – wiadomo, mieszkańcy Półwyspu Skandynawskiego odmieniają minimalizm przez wszystkie przypadki.

wzmacniacz Hegel H90

Tył też wydaje się skromny, ale od razu widać, że wszystko bardzo dokładnie przemyślano. Centralnie umieszczono tam tworzące jakby półkole pojedyncze gniazda głośnikowe. Po lewej mamy jedno wyjście liniowe z regulowanym poziomem sygnału oraz dwa niezbalansowane wejścia liniowe. Po prawej w jednym rzędzie aż sześć wejść cyfrowych: jedno elektryczne, trzy optyczne, USB oraz LAN, a także gniazdo zasilające IEC.

H90 niczego sztucznie nie ociepla, nie wygładza, nie upiększa i nie dosładza

A co "pod maską"? Przede wszystkim nowa wersja firmowego układu SoundEngine – szybsza i skutecznie minimalizująca zniekształcenia, a do tego pozwalająca na uzyskanie wysokiego współczynnika tłumienia. Oko cieszy bardzo solidny zasilacz: duży toroid, cztery elektolity Novera o łącznej pojemności 40.000µF i dwa mostki prostownicze. Większość elementów "przeklejono" z Rösta, choćby kartę sieciową i cały moduł wejść cyfrowych. Przetwornik C/A to całkiem sensowny układ AKM AK4396 obsługujący dane 24-bit/192kHz. Szkoda, że nie zdecydowano się wykorzystać całego jego potencjału, tzn. obsługi DSD. Zapewne chodziło o ograniczenia kontrolera USB. Ano właśnie, tę funkcję pełni wciąż uparcie stosowany przez norweskiego producenta, dość archaiczny już układ Tenora TE7022, obsługujący 24-bitowe dane audio o maksymalnym próbkowaniu 96kHz, ale z pominięciem częstotliwości 88,2kHz. Jedyne, co usprawiedliwia jego zastosowanie, to chyba fakt, iż nie wymaga instalowania sterowników. I jeszcze rzut oka na stopnie końcowe. Tworzą je komplementarne pary Sankenów 2SA2121/2SC5949. Na wyjściu dostajemy skromnie wyglądające 60W na kanał, ale sytuacja przypomina tu słynne waty Naima – na papierze to nic specjalnego, ale w praktyce po prostu czuje się moc.

wzmacniacz Hegel H90

Warto też wspomnieć o sterowniku RC10. Wygląda trochę jak pilot marki Apple, na pierwszy rzut oka wzór ergonomii. Pozwala np. przełączyć H90 w tryb Eco, który jednak nie jest klasycznym "stendbajem" – podtrzymuje "na chodzie" większość układów, zatem oszczędność jest tu raczej symboliczna. Inna rzecz, że dzięki temu wzmacniacz od razu wchodzi na pełne obroty. Osobiście wyłączałbym całkiem H90 na noc, a w dzień, w przerwach między odsłuchami, trzymałbym go właśnie w trybie Eco. Wracając do pilota – zabrakło mi tu jednej rzeczy, a mianowicie możliwości bezpośredniego dostania się do wybranego wejścia, bez "litanijnego" przechodzenia przez pozostałe, czemu towarzyszy klikanie przekaźników (są tylko dwa guziki IN- oraz IN+, więc poruszamy się albo do przodu, albo do tyłu). I jeszcze jedno: automatyczne ustawianie głośności na poziomie 20dB przy każdorazowym włączaniu wzmacniacza/wybudzaniu z trybu Eco/korzystaniu ze słuchawek bywa naprawdę irytujące. Przydałaby się możliwość jeśli nie wyłączenia tego zabezpieczenia, to przynajmniej ustawienia tej wartości wedle własnego uznania.

Jakość dźwięku

Hegel H90 to wzmacniacz bardzo transparentny, czysty w całym paśmie i neutralny, w żaden sposób nienarzucający swojego charakteru. Kilka cech jego brzmienia w relacji do ceny uznałem za wybitne, kilka innych za nieprzeciętnie dobre i do samego końca odsłuchów absolutnie nic nie zmąciło tego obrazu. Zupełnie nie dziwi mnie to, że jedno z konkurencyjnych pism ukazujących się na naszym rynku zaliczyło H90 do klasy high-end. Jeśli bowiem przyjąć, że miarą hi-endu jest minimalny stopień podkolorowania brzmienia, to wzmacniacz Hegla zasługuje na to miano jak mało który "piecyk" w swoim przedziale cenowym.

No właśnie, H90 niczego sztucznie nie ociepla, nie wygładza, nie upiększa i nie dosładza. Jest wzorowo przezroczysty, pozbawiony wyraźnych podkolorowań, generuje dźwięk raczej oszczędny, ale ekscytujący, bo obfitujący w mnóstwo detali. Barwy są czyste, wyrównane i spójne w całym zakresie częstotliwości. Jeśli chodzi o temperaturę tego brzmienia, to udało się idealnie trafić w zero, czyli właśnie element neutralny. Dzięki temu "ha-dziewięćdziesiątki" można słuchać naprawdę bardzo głośno bez uczucia dyskomfortu czy zmęczenia.

wzmacniacz Hegel H90

Przejdźmy do opisu poszczególnych zakresów pasma. Góra w mojej opinii jest po prostu znakomita. Chyba nie przesadzę twierdząc, że H90 oferuje najczystsze brzmienie wysokich tonów, jakie można spotkać wśród wzmacniaczy za podobne pieniądze, w każdym razie ja czegoś takiego w integrze za niespełna 7300zł sobie nie przypominam. Soprany mają niezbędną dawkę blasku, są metaliczne, a jednocześnie gładkie i klarowne. Przy czym klarowność ta nie ma nic wspólnego z rozjaśnieniem brzmienia, z choćby śladowym przerysowaniem tonalnym. Owszem, czasami odnosiłem wrażenie delikatnego złagodzenia dźwięku w górnych rejestrach, ale przekaz cały czas pozostawał czysty i nie brakowało mu swobody. Pokazał to odsłuch takich płyt, jak "Round' Midnight" Johan Dielemens Trio czy "Bad Hombre" Antonio Sancheza, z których Hegel wydobył całą paletę szlachetnych barw talerzy perkusyjnych, wykraczających daleko poza zwykłe "cyk, cyk, cyk". Z H90 wkraczamy na poziom pozwalający śledzić nie tylko jasne i szkliste cyknięcia, ale też długie i dźwięczne szelesty talerzy pozbawione jazgotliwych alikwotów czy też charakterystyczne pomruki "blaszek" w tle, a do tego z łatwością wyłapywać różnice w graniu filcami, rózgami czy miotełkami. Czasami talerz po uderzeniu pałki daje najpierw wybuchowy efekt, a potem zostawia długi szumiący sustain. Mniej więcej w tym właśnie miejscu zaciera się już, rzecz jasna umowna, granica między zwykłym hi-fi a hi-endem. Oczywiście nie znaczy to, że nie może być jeszcze lepiej – do charakterystycznej dla H90 delikatności i gładkości w górze pasma dodałbym jednak, przynajmniej czasami, nieco większe nasycenie i ciężar – ale do ideału jest już naprawdę niedaleko.

Bardzo korzystne wrażenie sprawiają także średnie częstotliwości. Operujące w tej części pasma instrumenty brzmią subtelnie i naturalnie. Tu również daje o sobie znać neutralność Hegla, głównie poprzez barwy, których charakter można określić jako lekko wytrawny czy "obojętny", ale w dobrym tego słowa znaczeniu, tzn. czysty, nieskażony np. z nierzadko spotykanym pogrubianiem dźwięków. Dokładnie w taki sposób Hegel prezentuje wokale – są one żywe, ale pozbawione ocieplenia czy osłodzenia, jak również suchości czy twardości.

Podobać może się także zwartość basu, umiejętność oddania rytmu i ogólna motoryka przekazu. Brzmienie H90 jest w najniższym zakresie wystarczająco silne i odważne, choć jestem w stanie wyobrazić sobie wzmacniacz oddający w dole pasma nieco większą ilość energii. Wynika to z pewnej miękkości obecnej w przekazie, a może raczej z braku twardości, która zazwyczaj przekłada się na bardziej dynamicznie brzmiące niskie rejestry. Nie jest to zarzut, a jedynie wniosek z całkiem wnikliwej obserwacji, przy czym muszę dodać, iż większość odsłuchów przeprowadziłem z monitorami w obudowie zamkniętej, ATC SCM7, które na pewno nie imponują rozciągnięciem niskich składowych.

wzmacniacz Hegel H90

Obok zjawiskowej góry pasma H90 ujął mnie jeszcze jedną, wyjątkową w kontekście swojej ceny, cechą, a mianowicie sposobem kreowania obrazu stereo. Zawieszona między zestawami, stabilna scena dźwiękowa daje bardzo wyraźne złudzenie głębi. Instrumenty na pierwszym planie są duże, świetnie zogniskowane i mają pierwszorzędną definicję. Przestrzeń jest dobrze wypełniona powietrzem – nie jest ono szczególnie gęste czy skondensowane, ale swobodnie przenika przez scenę, wzmacniając percepcję dźwięków dobiegających z oddali.

Trochę dziwi mnie fakt, że przy okazji opisów H90 sekcję cyfrową tego wzmacniacza traktuje się po macoszemu. Absolutnie na to nie zasługuje! Już po kilku próbach z przetwornikiem AudioNemesis DC-1 dałem sobie spokój z zewnętrznym DAC-iem, podpinając Arcama CD73 pod cyfrowe wejście koaksjalne w H90. Bardzo spodobała mi się zamaszystość DAC-a wbudowanego w Hegla, przy którym mój przetwornik zabrzmiał tak, jakby ktoś mu włożył, za przeproszeniem, kij w "cztery litery": sztywno, bez polotu i jakoś tak bez życia, jakby nie chciał się bawić. Po raz kolejny doceniłem szczegółowość brzmienia oferowaną przez Hegla, rozmach, a nawet pewną soczystość, z istnienia której wcześniej chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę. Podobna konstatacja dotyczy streamera (sygnał doprowadzony do gniazda LAN), który porównywałem z Yamahą NP-S2000 podpiętą pod wejście liniowe Hegla. Jako sterownika użyłem Samsunga Galaxy S7 z aplikacją Hi-Fi Cast, dzięki czemu mogłem np. regulować głośność wzmacniacza za pomocą przycisków smartfona ze skokiem 1dB (Hegel poleca BubbleUPnP, przydałaby się jednak dedykowana dla wzmacniaczy "sieciowych" Hegla autorska aplikacja). Nie powiedziałbym, żeby "japończyk" okazał się w tym starciu wyraźnie lepszy od "norwega". Owszem, streamer Yamahy pokazał nieco lepsze skupienie dźwięku i rozłożył scenę bardziej w osi przód–tył, ujawniając przy okazji nieco lepszą dynamikę, ale jestem przekonany, że różnice te wiele osób uznałoby za pomijalne.

Jako dodatek potraktowałbym za to AirPlay (trudno winić za to Hegla, bo "gadżety" Apple'a wypuszczają wykastrowany sygnał z serwisu Apple Music – i to słychać, głównie poprzez nieco zszarzałe barwy w porównaniu z sygnałem bezstratnym; stream za pośrednictwem iPada 2), a także wejście USB, które – nie wiedzieć czemu – nie obsługuje częstotliwości 88,2kHz i wyższych niż 96kHz. To znaczy wiadomo, dlaczego nie obsługuje (zob. Budowa), pytanie tylko, co faktycznie kierowało konstruktorami H90. Może po prostu chcieli się w ten sposób zabezpieczyć przed spadkiem sprzedaży swoich, skądinąd świetnych, przetworników cyfrowo-analogowych?

wzmacniacz Hegel H90

I jeszcze wzmacniacz słuchawkowy w H90, bez wątpienia kolejny w pełni wartościowy element całej konstrukcji. Bez problemu napędził świetne Fostexy TH610, jak również bardziej wymagające "Sennki" HD800S, pokazując różnice między nimi. Co prawda nie dorównał head-ampowi HDV 820 Sennheisera, ale to akurat nikogo nie powinno dziwić (wystarczy porównać ceny obu tych urządzeń). "Słuchawkowiec" w Heglu gra podobnie jak cały wzmacniacz: bardzo neutralnie, nieco oszczędnie pod względem barw, ale za to pięknie naświetlając detale, zwłaszcza w górze pasma.

Podsumowanie

Krótko mówiąc, drogi Heglu, szacun!

Werdykt: Hegel H90

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Neutralny jak Szwajcaria. Wybitna w tej cenie góra pasma i wyróżniające się uporządkowanie przestrzenne dźwięków, z sugestywną głębią sceny. Sekcja cyfrowa oferująca bardzo dobre brzmienie

Minusy: USB na przestarzałym Tenorze? Trochę słabo. Poza tym przydałby się bezpośredni dostęp do poszczególnych wejść z poziomu pilota. Automatyczne wyciszanie do poziomu 20dB przy każdorazowym uruchamianiu i korzystaniu ze słuchawek też może nieco irytować. Tryb eco nie jest taki znowu "eko". Dedykowana aplikacja dla wzmacniaczy sieciowych Hegla i obsługa plików DSD – to w tej chwili najpotrzebniejsze "inwestycje"

Ogółem: Niech bezpośrednia konkurencja przyjmie najszczersze wyrazy współczucia, bo przeskoczyć H90 będzie diabelnie ciężko

Ocena ogólna:

PRODUKT
Hegel H90
RODZAJ
Wzmacniacz zintegrowany
CENA
7.290 zł
WAGA
11 kg
WYMIARY (SxWxG)
430x310x80 mm
DYSTRYBUCJA
Camax Sp. z o.o. Sp. k.
www.camax.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Moc: 2x60W/8Ω
  • Pasmo przenoszenia: 5Hz–100kHz
  • Zniekształcenia (THD): <0,01%
  • Separacja kanałów: >100dB
  • Współczynnik tłumienia: >2000
  • Wejścia analogowe: 2x RCA
  • Wyjście analogowe: 1x RCA (regulowane)
  • Wejścia cyfrowe: 3x optyczne, 1x koaksjalne, 1x USB, 1x LAN
  • Łączność sieciowa: AirPlay, DLNA
  • Gniazda głośnikowe: 1 para
  • Wyjście słuchawkowe: 6,3mm