s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Lumin D2

test
Lumin D2

Testujemy relatywnie niedrogi odtwarzacz sieciowy Lumin D2, któy urzeka naturalnym, muzykalnym brzmieniem oraz umiejętnością kreowania przestrzeni

Od czasu pojawienia się pierwszego odtwarzacza sieciowego wówczas kompletnie nieznanej w Polsce marki Lumin, który później został oznaczony symbolem A1, a na rynek trafił zaledwie 5 lat temu, twórcy podkreślali dwie kwestie. Po pierwsze ich urządzenie powstało przede wszystkim po to, aby odtwarzać pliki w formacie DSD. Po drugie pracując nad jego brzmieniem, inżynierowie inspirowali się tym, co oferują źródła analogowe. Nic więc dziwnego, że już od pierwszego kontaktu urządzenia marki Lumin zarówno mnie, jak i wielu miłośnikom analogowego brzmienia zdecydowanie przypadły do gustu. Czas jednakże nie stoi w miejscu i żeby skutecznie konkurować z innymi markami oferującymi tego typu produkty, Lumin musiał w końcu zacząć uzupełniać funkcjonalność swoich urządzeń.

Kilka lat temu nie było (bądź ich popularność była jeszcze znikoma) Roona, Tidala, MQA, a dziś te właśnie programy, serwisy streamingowe i kodeki zajmują wysokie pozycje na liście wymagań potencjalnych użytkowników. Ich brak może więc oznaczać, że klient zamiast Lumina, pomimo jego niewątpliwych zalet brzmieniowych, wybierze produkt konkurencji. Trzeba więc było coś z tym zrobić i tak powstał model D2 (a podejrzewam, że i pozostałe modele doczekają się nowszych wersji prędzej czy później). Produkt to z jednej strony pod wieloma względami podobny do poprzednika, ale jednocześnie różniący się na tyle, by zamiast np. wersji Mk2 zaproponować nowy, co ciekawe, podobnie wyceniony model.

odtwarzacz sieciowy Lumin D2

Struktura oferty Lumina pozostała podobna i D2 jest ciągle najtańszą propozycją w ofercie (mówię o kompletnych/zintegrowanych odtwarzaczach). Nie da się więc nie odnosić nowego produktu do jego poprzednika i dlatego pozwolę sobie zacytować swoje własne podsumowanie tamtego testu: "D1 to pełnoprawne, analogowo brzmiące źródło cyfrowe do systemów średniej klasy, które ma dodatkowe zalety – po pierwsze możliwość zmiany zasilacza na porządny liniowy, a po drugie, gdy system zmienimy na droższy, tego Lumina, dzięki wyjściu BNC, można wykorzystać jako transport cyfrowy, podłączając go do DAC-a jeszcze wyższej klasy. Ale już nawet bez takiej operacji dostajemy płynne, gładkie, równe granie, które wciąga w świat muzyki i nie chce z niego wypuścić. Lumin daje poczucie bliskiego kontaktu z muzykami, dostarcza mnóstwa emocji związanych z kontaktem z muzyką, a przecież to właśnie są najważniejsze elementy tej całej naszej audiofilskiej zabawy". Jak więc D2 ma się do powyższego opisu?

Budowa i funkcjonalność

Zanim o brzmieniu, zacznijmy może od tego, co się zmieniło w jego budowie i funkcjonalności. Zewnętrznie urządzenia są podobne, acz nowość dostępna jest już nie tylko w srebrnym, ale i w czarnym kolorze. Obudowa D2 wykonana ze szczotkowanego aluminium nieco urosła – dodatkowe 6cm szerokości było potrzebne konstruktorom, by zintegrować zasilacz urządzenia w jego obudowie. Zamiast 24 mamy więc 30cm szerokości, ale to nadal niewielkie, zgrabne, świetnie wykonane urządzenie. W przypadku D1 standardowo odtwarzacz był wyposażony w zasilacz wtyczkowy, natomiast bardziej wymagający użytkownicy mogli wybrać jeden z dostępnych na rynku, oferowanych przez wyspecjalizowanych producentów, zewnętrzny zasilacz liniowy. Ta operacja, w relacji wielu użytkowników, podnosiła klasę brzmienia na poziom (niemal) modelu T1. Nie miałem okazji tego sprawdzić, ale wszelkie doświadczenia z porządnymi, liniowymi zasilaczami potwierdzają, że ich (czyli klasy zasilania) wpływ na brzmienie jest bardzo wyraźny i pożądany.

W D2 inżynierowie Lumina zdecydowali się zastosować zasilacz impulsowy umieszczony wewnątrz obudowy i jednocześnie zlikwidować możliwość zastosowania zewnętrznego zasilacza. Jak gdzieś przeczytałem, zintegrowanie zasilacza w urządzeniu miało być odpowiedzią na sugestie płynące od klientów, którzy chcieli mieć jedno niewielkie zgrabne pudełko bez dodatkowych, zewnętrznych elementów. OK, jestem to w stanie zrozumieć, choć jako człowiek nieustannie poszukujący sposobów na udoskonalenie brzmienia swojego systemu i jego poszczególnych elementów uznawałem opcję dokupienia porządnego zasilacza do D1 za jego duży plus. Jednak ocenę, czy zmiana ta w ostatecznym rozrachunku jest plusem, czy minusem pozostawiam Państwu. Proszę jednakże wziąć pod uwagę fakt, iż pomimo dodania szeregu funkcji, o czym za chwilę, D2 ma taką samą cenę jak poprzednik. Znając podejście Lumina do swoich produktów, można też właściwie w ciemno przyjąć, że zastosowany zasilacz jest lepszy od stosowanego wcześniej w standardzie wtyczkowego. Wewnątrz, jak podaje producent, nastąpiły jeszcze inne dość istotne zmiany. Po pierwsze zastosowano mocniejszy procesor, co sprawiło, że nowy model potrafi odtwarzać nie tylko pliki DSD64, ale i DSD128. Podobnie jak poprzednik, D2 to układ całkowicie zbalansowany. Układy elektroniczne zmontowano na pojedynczej, acz przeprojektowanej pod kątem optymalizacji prowadzenia masy i zasilania płytce drukowanej, a sercem układu nadal są sprawdzone kości DAC Wolfson WM8741 – wykorzystano po jednym takim chipie na kanał. Całością zarządza programowalne DSP.

Z wyglądu to klasyczny tańszy (bo droższe modele mają nie tylko większe, ale i bardziej wyrafinowane obudowy) Lumin. Na froncie nie znajdziemy żadnych manipulatorów, a jedynie wyświetlacz. Ten jest czytelny z bliska, z daleka staje się mało przydatny, no chyba że ktoś ma sokoli wzrok. Odczytamy na nim informacje dotyczące wykonawcy, kodowanie i rozdzielczość pliku, tytuł odtwarzanego utworu, a także jego czas całkowity i aktualny. Tył urządzenia jest także charakterystyczny dla tej marki – górna pokrywa wystaje poza tylną ściankę. Daje to ciekawy efekt wizualny, acz w praktyce nieco utrudnia podłączenie wszystkich kabli, a w moim przypadku chwilę trwało znalezienie kabla zasilającego z na tyle niewielkim/płaskim wtykiem IEC, żeby udało się go do gniazda wcisnąć. Warto to wziąć pod uwagę, gdy ewentualnie do D2 będziecie chcieli zakupić "wypasioną" sieciówkę – dla wielu wtyków nie ma tam wystarczającej ilości miejsca. Obok gniazda zasilającego znajduje się główny i jedyny włącznik (nie ma żadnego do przełączania w tryb stand-by). Urządzenie wyposażono zarówno w wyjścia analogowe (RCA i XLR na bardzo porządnych gniazdach), jak i cyfrowe BNC, wsparte transformatorem dopasowującym impedancję. Zestaw złączy uzupełniają dwa porty USB (typu A) do podłączania zewnętrznych nośników danych oraz oczywiście gniazdo LAN.

odtwarzacz sieciowy Lumin D2

W kwestii funkcjonalności Lumin D2 ma właściwie wszystko, czego użytkownik oczekuje od nowoczesnego odtwarzacza sieciowego. Akceptuje on bowiem bezstratne pliki PCM (FLAC, ALAC, WAV, AIFF) i DSD (DSF, DIFF, DoP) oraz stratne MP3, AAC (w kontenerze M4A). Te pierwsze w rozdzielczości od 44,1 do 384kHz o długości słowa od 16 do 32 bitów, te drugie o częstotliwości 2,8MHz i 5,6MHz, 1-bitowe stereo. Pliki PCM o częstotliwości próbkowania do 96kHz można opcjonalnie upsamplować do DSD – w końcu Luminy powstały przede wszystkim do odtwarzania tego formatu. Dzięki zgodności z protokołem UPnP AV sygnał do D2 można dostarczyć wprost z sieci LAN poprzez gniazdo RJ-45. Opcją jest odtwarzanie plików z zewnętrznych nośników danych podłączonych przez jeden z portów USB. D2 nie posiada wbudowanego nośnika danych przeznaczonego na pliki muzyczne – Lumin nie jest zwolennikiem tego rozwiązania.

Nowością jest funkcja RoonReady, dzięki której Roon zainstalowany na jednym z urządzeń w domowej sieci widzi Lumina jako urządzenie końcowe. W ten sposób użytkownicy tego znakomitego programu (w tym niżej podpisany) nie muszą przyzwyczajać się do żadnej nowej aplikacji sterującej odtwarzaniem (firmowa będzie potrzebna, by uzyskać dostęp do ustawień urządzenia). Wystarczy w Roonie wskazać jedynie D2 jako odtwarzacz i z użytkowego punktu widzenia nic się dla nich nie zmieni. Pozostali mogą korzystać z darmowej, firmowej aplikacji o prostej do zapamiętania nazwie "Lumin" opracowanej co prawda na iPady, ale dostępnej również (wreszcie!!!) dla użytkowników urządzeń z Androidem. Co ciekawe, producent wszędzie pisze o apce wyłącznie na urządzenia Apple, nie znalazłem natomiast ani słowa o wersji dla Androida. Gdzieś z boku wypatrzyłem informację, iż aplikację tę można pobrać zarówno z App Store, jak i z Google Play. Logiki w tym nie dostrzegam żadnej (choć, jak twierdzą użytkownicy, wersja na iPady jest bardziej dopracowana). Być może to prosta kwestia – brak aktualizacji firmowej strony, bo wersja na Lumina chyba ciągle jeszcze jest dość świeża. Ważna informacja jest taka, że do obsługi Luminów (dotyczy to bowiem i innych modeli) nie musicie już posiadać apple'owego (na dodatek odpowiednio nowego – minimalne wymagania mówią o iOS 8.0) urządzenia!

Nowością oprócz Roona jest obsługa plików zakodowanych w MQA, co ucieszy zapewne użytkowników Tidala (oczywiście obsługiwanego przez D2). Dorzućmy do tego odtwarzanie gapeless, obsługę Qobuza, Spotify (poprzez współpracę ze Spotify Connect), radio internetowe TuneIn, AirPlaya i dostajemy właściwie wszystko, czego można sobie życzyć. Warto jeszcze pamiętać, że Lumin regularnie wydaje nowe wersje oprogramowania dla swoich odtwarzaczy, dodając, jeśli zachodzi taka potrzeba, nowe funkcje. Informacje o dostępnej aktualizacji pojawiają się w aplikacji "Lumin" – ja takową otrzymałem, gdy tylko zainstalowałem ją na swoim telefonie. Jedno kliknięcie, kilka minut i bezproblemową aktualizację miałem za sobą.

Jakość brzmienia

Zanim jeszcze o brzmieniu, dwa słowa o obsłudze. Nie używam urządzeń z nadgryzionym jabłkiem, więc nie mogę porównać działania aplikacji sterującej na dwa systemy. Androidowa działa bezproblemowo, płynnie, acz nie jest (moim zdaniem) w 100% intuicyjna, więc znalezienie wszystkiego, co było mi potrzebne, zajęło chwilę. Istotne jest to, że aplikacja daje dostęp do wszystkich ustawień urządzenia – te w zasadzie można wybrać raz, a potem sterować już odtwarzaniem jednej z wielu apek (np. Bubble UPnP, Kinsky). Osoby, które nie używają na co dzień Roona, pewnie specjalnie na aplikację Lumina narzekać nie będą. Ja, użytkownik tego programu od circa 1,5 roku, zdecydowanie preferowałem sterowanie odtwarzaniem właśnie za jego pomocą – przyzwyczajenie jest w końcu drugą naturą człowieka. Poza tym to po prostu naprawdę znakomity soft. Większość testu odbyła się więc z D2 w roli urządzenia końcowego dla Roona.

odtwarzacz sieciowy Lumin D2

W idealnej sytuacji mógłbym postawić obok siebie D1 i D2, i bezpośrednio je porównać. To pozwoliłoby mi łatwo ocenić, czy nowy, wbudowany zasilacz oferuje faktyczną przewagę nad poprzednikiem. Z braku takiej opcji musiałem się posiłkować pamięcią wspomaganą własną recenzją starszego modelu. Zacznijmy więc od tego, że D2 nie jest jakimś zdecydowanym ruchem Lumina w nowym kierunku. Wspominana inspiracja analogowym brzmieniem najwyraźniej nadal obowiązuje, co z mojego punktu widzenia jest ogromnym plusem tej marki. Każdy znany mi model ma podobny charakter brzmienia, a różnice leżą przede wszystkim w jego klasie. Co ważne, już otwierający ofertę model (dawniej D1, a teraz D2) gra naprawdę świetnie, a wyżej jest po prostu jeszcze lepiej. Można więc powiedzieć, że jeśli znamy jeden model i podoba nam się takie granie, to kwestia ostatecznego wyboru może się sprowadzać niemal wyłącznie do zasobności portfela. Kupujemy najdroższy model, na jaki nas stać i na pewno nie będziemy tego żałować.

Nie inaczej jest z D2. Dostajemy z nim płynne, spójne, także gładkie, ale bez przesady, granie. Nie ma mowy o sztucznym zaokrąglaniu, a co za tym idzie uśrednianiu każdego nagrania, o nadmiernym wygładzaniu ostrych krawędzi czy właściwych niektórym realizacjom szorstkości. To, co słyszymy, brzmi gładko, ale właśnie tak, jak z czarnej płyty albo z taśmy – naturalnie, a nie sztucznie, nie miałem wrażenia ingerencji w sygnał w celu jego upiększenia. Zależy to trochę od formatu odtwarzanych plików – zakodowane w DSD brzmią bardziej gładko niż PCM-y (nawet hi-resy), a przecież często materiał źródłowy dla obu jest dokładnie ten sam. Podobnie jest w przypadku PCM-owych plików (do 96kHz) upsamplowanych do DSD – to rzecz oczywiście gustu, ale ja (fan DSD) dość szybko zdecydowałem się na włączenie tej opcji na stałe.

Już po pierwszych kilkudziesięciu minutach słuchania uznałem, że oba skraje pasma, a szczególnie góra, są mocniejsze i bardziej wyraziste niż to pamiętam z D1. Podobnie jak w przypadku każdego znanego mi odtwarzacza Lumina, największą rolę odgrywa tu nasycona, gęsta średnica, ale faza ataku jej wyższej części i tonów wysokich jest (nieco) mocniej akcentowana. Nie jest to sztuczne podbicie pewnych częstotliwości, ale raczej lepsze ich oddanie przy zachowaniu spójności całej prezentacji. Im dłużej słuchałem, tym bardziej rosło moje przekonanie, że dźwięk z D2 był również nieco czystszy i bardziej transparentny niż to, co zapamiętałem z D1 (który odbierałem jako brzmiący ciemniej niż wyższe modele). Można przyjąć, że to mocna przesłanka mówiąca o przewadze wbudowanego zasilacza D2 nad wtyczkowym jego poprzednika. Wszystko to razem składało się na ciekawsze brzmienie np. blach perkusji – nie dość, że były wyraźniej zaznaczone, odgrywały większą rolę w całym przekazie, to były także lepiej różnicowane. To samo dotyczyło wyższych rejestrów trąbki czy skrzypiec i przekładało się na żywszą, bardziej "świeżą" i otwartą prezentację.

Dół pasma również wydaje się mieć więcej energii, jest nieco żwawszy, choć nie ma tu tak niskiego zejścia, ani tak mocnego uderzenia, jakie oferują wyższe modele, tudzież najlepsze cyfrowe źródła, jakie znam. Z tego co pamiętam, wcale mi tych elementów jakoś szczególnie nie brakowało już nawet z poprzednim modelem, a jednak z nowym ich prezentacja podobała mi się jeszcze bardziej, przybliżając D2 klasą do modelu T1. Było to szczególnie słyszalne, gdy na playliście lądowały płyty z bluesem czy rockiem, gdzie tempo i rytm grały dużą rolę. Te prowadzone były pewnie, równo, z odpowiednim feelingiem, który sprawiał, że niemal bez przerwy wystukiwałem rytm wszystkimi kończynami na przemian. Także popisy perkusistów robiły duże wrażenie za sprawą szybkości i sprężystości uderzeń, i bardzo dobrego ich różnicowania. Bardzo naturalnie wypadł mój ulubiony kontrabas – szybkie szarpnięcia strun, odpowiednie proporcje między nimi a pudłem, długie, pełne wybrzmienia i niezwykle naturalna barwa. Wszystko to współtworzyło wciągającą całość, której nawet świadomość, że na niektórych kawałkach kontrabas powinien zejść ciut niżej, nie szkodziła.

Podobnie jak w przypadku każdego innego Lumina, mocną stroną prezentacji D2 są trójwymiarowość i namacalność. Testowane urządzenie buduje dużą, jeśli tylko nagranie pozwala, wykraczającą śmiało poza rozstaw kolumn, scenę. Najprecyzyjniej rysowany jest pokazywany na linii kolumn pierwszy plan. Nie mając D1 do bezpośredniego porównania, mogę jedynie napisać, iż odniosłem wrażenie (acz graniczące z pewnością), że owa precyzja sięga nieco dalej w głąb sceny niż w przypadku starszego modelu. Ważna jest także ciągłość owej sceny – można wskazać kolejne plany, ale są one pokazane jako elementy pewnej całości, a nie oddzielne byty. Lokalizacja poszczególnych, wyraźnie trójwymiarowych instrumentów jest precyzyjna, a wspiera ją dodatkowo dobra selektywność prezentacji. Daje to poukładany, klarowny obraz wydarzeń na scenie i to niezależnie od ilości elementów, jakie się na niej znajdują. Świetnym przykładem było nagranie koncertowe Muddy'ego Watersa, w którym gościnnie wystąpili muzycy Rolling Stones. Niełatwo jest pokazać tak dużą liczbę muzyków (gwiazd ze sporym ego) stłoczonych na niewielkiej scenie, rywalizujących nie tylko o kawałek wolnej przestrzeni, ale i możliwość popisania się swoimi umiejętnościami. Lumin potrafił to zaprezentować w swobodny, niewysilony, a jednocześnie ekspresyjny, energetyczny sposób. Widowisko, które w ten sposób stworzył przede mną, ustępowało naprawdę niewiele temu, co z czarnej wersji tego krążka wydobywa mój (dużo droższy) system analogowy.

odtwarzacz sieciowy Lumin D2

Na sam koniec dwa słowa o pozostałych funkcjach. Radio internetowe działało bez zastrzeżeń. Jakość dźwięku nie powalała, ale to po prostu kwestia jakości nadawanego sygnału. Nie użytkuję żadnych serwisów streamingowych, więc nie mogłem sprawdzić ich działania, ale jak można wyczytać w sieci, Luminy współpracują z nimi bezproblemowo, więc jeśli użytkujecie Tidala, Qobuza czy Spotify, to nie powinniście mieć z nimi problemu. Dzięki kilku samplom ściągniętym ze strony 2L sprawdziłem, że D2 prawidłowo odtwarza pliki zakodowane w MQA. Na wyświetlaczu pojawiały się odpowiednie wartości rozdzielczości plików (tzn. takie, jakie być powinny po rozpakowaniu pliku przez dekoder MQA) oraz znaczek MQA – słowem i ta funkcja działa bez zarzutu. W czasie tych kilkudziesięciu godzin, które spędziłem słuchając muzyki z pomocą D2, nie przydarzyły się właściwie żadne wpadki – wszystko działało płynnie i bezproblemowo, potwierdzając, że ekipa Lumina to profesjonaliści, którzy na rynek wypuszczają jedynie dopracowany hardware i przetestowany na wszystkie strony software do niego.

Podsumowanie

Odpowiadając na podstawowe pytanie, czy nowszy model D2 oferuje lepsze brzmienie niż jego poprzednik, mogę z przekonaniem napisać, że tak. Za tę samą cenę dostajemy urządzenie, które nadal oferuje gładkie, płynne, wciągające i naturalne brzmienie, a jednocześnie nieco bardziej otwarte i ekspresyjne granie, z trochę mocniej zaznaczonymi skrajami pasma. Niezła rozdzielczość, dobra selektywność, bardzo dobre prowadzenie tempa i rytmu – wszystko to sprawia, że właściwie każdego rodzaju muzyki słucha się po prostu z ogromną przyjemnością. Dodajmy do tego funkcjonalność obejmującą właściwie wszystko, czego wymagający użytkownik może oczekiwać i dostajemy urządzenie po prostu znakomite, dla którego miłośnikowi muzyki i emocji w niej zawartych trudno będzie znaleźć wartościową konkurencję na podobnym, a nawet i nieco wyższym poziomie cenowym. Inżynierowie Lumina kolejny raz wykonali kawał dobrej roboty!

Werdykt: Lumin D2

  • Jakość dźwięku

    ★ ★ ★ ★ ½
  • Jakość / Cena

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Wykonanie

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Możliwości

    ★ ★ ★ ★ ★

Plusy: Naturalne i muzykalne brzmienie, piękne kreowanie przestrzeni, gra równo i gładko, z lepiej niż u poprzednika zaznaczonymi skrajami pasma

Minusy: Dla szukających możliwości poprawy dźwięku minusem będzie brak możliwości wykorzystania zewnętrznego zasilacza liniowego

Ogółem: Mały, zgrabny, relatywnie niedrogi, ma właściwie wszystko - czegóż chcieć więcej?

Ocena ogólna:

★ ★ ★ ★ ★
PRODUKT
Lumin D2
RODZAJ
Sieciowy odtwarzacz plików
CENA
9.990 zł
WAGA
2,5 kg
WYMIARY (SxWxG)
300x60x244 mm
DYSTRYBUCJA
Moje Audio
www.mojeaudio.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Obsługa UPnP AV z odtwarzaniem gapless i playlist
  • Obsługiwane formaty audio: formaty bezstratne DSD: DSF (DSD), DIFF (DSD), DoP (DSD); PCM: FLAC, Apple Lossless (ALAC), WAV, AIFF; stratnie skompresowane formaty audio MP3, AAC
  • Obsługiwane częstotliwości próbkowania i długości słów: PCM, 44,1kHz–384kHz 16–32bit; DSD 2,8–5,6MHz 1bit
  • Obsługa: Tidal, Spotify, Qobuz, radio internetowe, AirPlay, RoonReady
  • Wejścia: Ethernet Network 100Base-T, USB (typ A) x2
  • Wyjścia: analogowe XLR (4Vsms), RCA (2Vrms); cyfrowe BNC SPDIF (PCM 44,1kHz–192kHz, 16–24bit)