s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

iFi Audio Nano iGalvanic3.0

test
iFi Audio Nano iGalvanic3.0

Testujemy nowy izolator iFi Audio Nano iGalvanic3.0, którego zadaniem jest dbałość o jakość sygnału przesyłanego z komputera do DAC-a

Komputery stały się pełnoprawnymi elementami wielu systemów audio. Sygnał z nich jest dostarczany do DAC-ów najczęściej poprzez interfejs USB. Ma on sporo zalet, ale i swoje wady – w końcu nie był projektowany pod kątem audiofilskich zastosowań. Nowe urządzenie iFi Audio, jak podaje producent: ultraaudiofilski izolator galwaniczny iGalvanic3.0, ma owe problemy likwidować. Brzmi ciekawie? Sprawdźmy, czy działa.

Budowa

Od czasu debiutu brytyjskiej marki, który miał miejsce wcale nie tak dawno temu, jej oferta rozrosła się ogromnie. Urządzenia zgromadzone są w czterech seriach: PRO, Retro, Micro i Nano, a przecież dochodzi jeszcze ogromna ilość akcesoriów, od kabli USB po różnego typu oczyszczacze sygnału i prądu. Większość produktów jest skierowana do użytkowników mobilnych i, tłumacząc bezpośrednio z angielskiego, biurkowych, czyli osób, które słuchają muzyki przy biurku, więc potrzebują niewielkich, ale dobrze grających systemów.

Testowany izolator galwaniczny iGalvanic3.0 należy do serii Nano, czyli najmniejszych urządzeń w ofercie brytyjskiego iFi Audio. Mimo tego skierowany jest do poważnych audiofilów, jak można wnosić z owego hasła producenta, który nazywa go "ultraaudiofilskim" i "świętym Graalem audio". Izolacja galwaniczna jest jedną z bolączek systemów korzystających z komputerów jako źródeł sygnału, a iGalvanic3.0 ma ów problem rozwiązywać. Pomimo więc niewielkich rozmiarów i rozsądnej ceny, jeśli spełnia swoje zadanie zgodnie z obietnicą, może trafić nawet do bardzo drogich systemów.

iFi Audio Nano iGalvanic3.0

Po wyjęciu iGalvanica3.0 z pudełka charakterystycznej dla iFi wielkości przekonałem się, iż faktycznie urządzenie to (zwłaszcza rozpatrując to w kategoriach normalnych systemów audio) jest miniaturowe – wielkością przypomina bowiem, z braku lepszego porównania, paczkę papierosów (a fuj!). Umieszczono je w metalowej obudowie z frontem i tyłem wystającymi poza obrys urządzenia i zakończonymi niewielkimi wypustkami, które pełnią funkcję nóżek. W zestawie znajdują się cztery silikonowe samoprzylepne podkładki, które do owych nóżek można przykleić. Na jednym końcu znajdujemy pojedyncze wejście USB typu B (wyraźnie zaznaczono, że to input) w standardzie USB 3.0. Na drugim kolejny port USB 3.0, tym razem jednak typu A. Obok znajduje się jedyny malutki, charakterystyczny dla iFi przełącznik opisany jako "ground link" – można się więc domyślić, że zawiaduje on uziemieniem (w końcu to izolator galwaniczny).

Przełącznik umożliwia wybór jednego z trzech podstępnie opisanych ustawień. No może nie podstępnie, ale na ich podstawie raczej trudno będzie komukolwiek (poza paroma geekami) domyślić się, o co chodzi. Trzeba więc zajrzeć do instrukcji, albo podejść do tego na zasadzie doświadczenia empirycznego. Ta druga opcja wydaje się słuszniejsza pod warunkiem, że przy wyborze tego typu akcesoriów dokonujecie zakupu, jeśli faktycznie słyszycie istotną, powtarzalną poprawę brzmienia (a nie jedynie ufacie kwiecistym opisom danego producenta, który zawsze twierdzi, że z jego produktem jest lepiej). W tym miejscu zróbmy więc pauzę i jeśli planujecie odsłuchać to urządzenie sami we własnym systemie bez uprzedzeń, to po prostu przeskoczcie nieco dalej.

Już? OK, no to spróbujmy rozszyfrować owe oznaczenia. Pozycję górną producent określa mianem "miękkiego uziemienia", jest ona przeznaczona dla systemów, w których brak uziemienia. Pozycja środkowa to "uziemienie właściwie" czy też "pełna izolacja" i to od niej producent zaleca rozpoczęcie odsłuchów, jako że w teorii powinna dawać najlepsze rezultaty. Dolne położenie przełącznika to kolejne "miękkie uziemienie", tym razem jednak przeznaczone dla systemów z więcej niż jednym uziemieniem (czyli najprostszą drogą do powstawania pętli masy powodującej charakterystyczne buczenie). W praktyce, jako że pewnie mało kto będzie do końca pewny, czy ma prawidłowo uziemiony system i czy aby wszystkie urządzenia są podpięte do jednego punktu masy, po prostu należy sprawdzić, w jakim położeniu tego przełącznika efekty brzmieniowe są najlepsze.

Wpięcie tego urządzenia skutkowało wyższą precyzją w każdym aspekcie prezentacji. Stawała się ona bardziej przestrzenna, wypełniona większą ilością powietrza, a źródła pozorne, które można było bez wysiłku zlokalizować, robiły się bardziej namacalne

Warto dodać jeszcze kilka informacji o tym urządzeniu. Po pierwsze, jeśli system nie jest uziemiony, to iFi sugeruje zakup ich kolejnego gadżetu zwanego Groundhog, który pozwoli używać optymalnego ustawienia iGalvanica3.0. Po drugie trzeba zauważyć, że to urządzenie nie posiada własnego źródła zasilania, musi więc otrzymać je ze źródła poprzez kabel USB. W sieci można znaleźć informacje od użytkowników o problemach z działaniem izolatora, z których duża część związana jest właśnie z brakiem bądź niewystarczającym prądem dostarczanym ze źródła. Rozwiązaniem jest inwestycja w dwa kolejne gadżety, sprzedawane nawet obecnie przez iFi w promocyjnym zestawie wraz z iGalvanikiem. Mowa o iDefenderze3.0 (który także służy do przerywania pętli masy) wraz z dodatkowym, audiofilskim zasilaczem iPower. Ten pierwszy to mały gadżet wpinany wprost do gniazda USB komputera, który może działać, korzystając z prądu czerpanego z tegoż portu. Jego działanie co prawda dubluje się z jedną z funkcji testowanego urządzenia, ale w jego przypadku z boku ukryto gniazdo dla zewnętrznego zasilania. Jeśli więc dokupimy wspomniany zasilacz iFi, to z komputera przesyłany będzie jedynie sygnał, natomiast zasilanie zostanie odcięte i zastąpione czystym (w każdym razie czystszym niż z komputera) z iPowera. Dodatkowym benefitem może być zasilenie wpiętego dalej w tor iGalvanica3.0, który dostanie wystarczający prąd do poprawnego działania, a ponadto będzie to prąd lepszej jakości niż ten dostarczany z portu komputera. Słowem powinno to dawać kolejny przyrost jakości sygnału na jego wyjściu.

Po trzecie testowany maluch nie jest jedynie izolatorem galwanicznym, choć to podstawowa funkcja tego urządzenia. Jak wyjaśnia producent: izolacja galwaniczna to rozwiązanie mające za zadanie całkowite odseparowanie sygnału elektrycznego. W ten sposób eliminuje się istotne problemy związane z przesyłem tegoż sygnału, takie jak: zjawiska prądu błądzącego oraz zakłócenia pochodzenia sieciowego. Właściwy sygnał przechodzi pomiędzy izolowanymi galwanicznie układami w oryginalnym stanie, a jednocześnie niechciane zjawiska, jak wspomniane prądy błądzące i zakłócenia prądowe, takie jak różnice potencjałów linii uziemiającej oraz prądy indukowane w zasilaczach typu AC są zatrzymywane w stopniu wejściowym urządzenia. Tyle że w iGalvanicu3.0 zastosowano dodatkowo połączenie trzech innych, autorskich rozwiązań iFi, czyli Reclock2/REgenerate2/REbalance2 i to zarówno na wejściu sygnału (czyli przed stopniem izolacji galwanicznej), jak i za nim (układ zdublowano, ponieważ USB jest interfejsem dwukierunkowym). De facto więc na wyjściu tego urządzenia uzyskujemy sygnał nie dość, że dzięki izolacji galwanicznej pozbawiony "zanieczyszczeń", to na dodatek właściwie zrekonstruowany i przetaktowany na nowo. Wbudowany wewnątrz iGalvanic3.0 zasilacz jest bardzo "cichy" (0,5uV). Zawdzięcza to zastosowaniu wysokiej jakości komponentów, jak chociażby sławne kondensatory typu OS-CON marki Panasonic, które zapewniają stabilny bufor prądu o natężeniu 900mA. Dla zapewnienia maksimum osiągów zasilacz również jest całkowicie odizolowany galwanicznie od reszty urządzenia. Standard USB3.0 zapewni możliwość przesyłu danych z prędkością nawet 5GB/s, a odpowiednia konstrukcja urządzenia eliminuje możliwość powstawania opóźnień w przesyle sygnału. Oczywiście pod warunkiem, że sygnał wyślemy z komputera z portu USB 3.0 kablem w standardzie 3.0.

Jakość brzmienia

Na papierze iGalvanic3.0 prezentuje się bardzo dobrze. Jako urodzony sceptyk musiałem jednakże wpiąć to maleństwo do systemu, by sprawdzić na własne uszy, czy faktycznie ma ono pozytywny wpływ na brzmienie mojego, może nie superhigh-endowego, ale całkiem dobrego, dopieszczonego systemu. Już od kilku lat komputer jest, obok gramofonu, moim głównym źródłem. Z racji awarii zasilacza, którego używam do karty USB JCat w komputerze, dwużyłowy kabel USB (KingRex uCraft Y) był wpięty do "normalnych" gniazd (USB3.0) mojego dedykowanego, pasywnego komputera, wspartego zasilaczem liniowym HDPlex PCta z Win10, Fidelizerem i najnowszą wersją Roona na pokładzie. Na co dzień sygnał z komputera trafia najpierw do Isolatora USB JCata, którego funkcja jest podobna do iGalvanica3.0, acz JCat funkcjonuje w standardzie USB2.0, a nie 3.0. Jego wpływ na dźwięk moim zdaniem nie podlega dyskusji – skutecznie czyści sygnał z przydźwięku sieciowego (który się u mnie pojawia z niektórymi DAC-ami) i śmieci, dając czystsze, barwniejsze, bardziej naturalne i angażujące brzmienie. Porównanie tych dwóch urządzeń zapowiadało się więc ciekawie.

iFi Audio Nano iGalvanic3.0

Z każdego z nich (wpinanych na zmianę) kablem TelluriumQ UltraSilver sygnał trafiał do wejścia przetwornika LampizatOr Golden Atlantic. Dalej w torze pracował (niestety nie mój, a jedynie czasowo wypożyczony) fantastyczny procesor Yayuma ASP01, dzięki któremu niezależnie od klasy systemu i sygnału w muzyce zawsze jest po prostu więcej muzyki. Następnie sygnał wysyłany był do (wymiennie) jednej z dwóch integr – GrandiNote Shinai (klasa A) oraz Bouldera 865, a te napędzały moje kolumny Ubiq Audio Model One Duelund Edition. Słowem maluch iFi wylądował w systemie wysokiej klasy, za duże pieniądze, który i bez niego grał już znakomicie. Czy dało się usłyszeć jego wpływ na brzmienie w TAKIM towarzystwie?

Odsłuch rozpocząłem od prostszego porównania – sygnał trafiający prosto z komputera do DAC-a vs tenże sam sygnał z iGalvaniciem wpiętym między te dwa komponenty (co dodawało także drugi kabel USB). Nie będę budował suspensu – gdybym nie miał już JCata, to po pierwszym odsłuchu podjąłbym decyzję o zakupie malucha iFi. Gwoli jasności, od początku przełącznik uziemienia był ustawiony w pozycji środkowej, a krótkie próby dowiodły, że w moim systemie jest ona faktycznie optymalna. W opisanym wyżej systemie naprawdę wysokiej klasy po wpięciu iGalvanica od początku doskonale było słychać po pierwsze brak jakiegokolwiek przydźwięku sieciowego, a po drugie wyraźnie czarniejsze tło, które jest manifestacją sygnału wyczyszczonego z wszelkich śmieci, nawet tych, których obecności właściwie nie zauważamy. Dopiero gdy one znikają, zdajemy sobie sprawę z ich wcześniejszej obecności i negatywnego wpływu na brzmienie i przyjemność słuchania.

Czarne tło przekłada się na intensywniejszą barwę, na lepszą separację, na wyraźniejszą prezentację drobnych detali i subtelności, które stanowią wyróżnik klasy dobrych nagrań. Wpięcie testowanego urządzenia skutkowało także wyższą precyzją właściwie w każdym aspekcie prezentacji. Stawała się ona bardziej przestrzenna, wypełniona większą ilością powietrza, źródła pozorne, które można było bez wysiłku zlokalizować, robiły się bardziej namacalne. Także dynamika, acz bardziej chyba w aspekcie mikro niż makro, się poprawiła. Nawet przy moim dedykowanym do audio, pasywnym komputerze z porządnym zasilaczem liniowym wpływ iFi był wyraźny. Zważywszy, że jego cena to koszt mniejszy niż większości audiofilskich kabli, nie mówiąc o elektronice, zakup byłby wręcz obowiązkiem. Nie było to dla mnie zaskoczeniem – iFi wiele razy dowodziło, że za rozsądne pieniądze potrafi zaoferować świetne urządzenia. Dodanie do układanki jeszcze iDefendera3.0 wraz z iPowerem nie zrobiło już wielkiej różnicy. Dźwięk odrobinę się wygładził, wyszlachetniał, że tak to ujmę, ale nie była to duża różnica. Wydaje mi się, że na ten dodatkowy zakup zdecyduje się albo ktoś, kto musi, bo zasilanie ze źródła iGalvanicowi nie wystarcza, albo ktoś, kto walczy o każdą, najdrobniejszą nawet poprawę dźwięku. Efekty działania już samego testowanego urządzenia były podobne do tych, które w swoim czasie zdecydowały u mnie o zakupie USB Isolatora marki JCat.

Pozostało mi więc spróbować porównać wpływ na brzmienie tych dwóch urządzeń. Nie jest to aż tak łatwe, bo by dokonać wymiany, musiałem przerywać połączenie między komputerem a DAC-iem, co powodowało utratę synchronizacji i konieczność wykonania kilku zabiegów, by ponownie rozpocząć odtwarzanie muzyki (a czasem potrzebny był restart komputera). Słowem porównywanie nie było aż tak bezpośrednie, jak np. w przypadku dwóch źródeł podłączonych do dwóch wejść tego samego wzmacniacza. Wyłapanie różnic okazało się dużo trudniejsze niż w pierwszej części testu. Weźmy np. koncertowy kawałek "Like Someone in Love" Tria Tsuyoshi Yamamoto z płyty "Summertime". Solo na kontrabasie wypadało ciut lepiej z JCatem – nieco lepszy był timing, a instrument wydawał się brzmieć nieco pełniej, miał większe, cięższe body. Tyle że towarzyszące mu cichutko w tle miotełki tańczące na blachach perkusji lepiej zostały pokazane przez iGalvanic3.0, tak jakby z nim górna część pasma miała nieco wyższą rozdzielczość i lepszą mikrodynamikę. Fortepian z tego samego krążka w wydaniu obu urządzeń brzmiał równie rewelacyjnie, odzywając się z lewej strony sceny potężnym, dociążonym, dźwięcznym głosem. No i bądź tu mądry. Uwielbiam kontrabas i ten nieco lepszy timing dawał przewagę JCatowi, ale to iFi lepiej pokazywało każde muśnięcie miotełek. Żeby było jasne – mówię o różnicach, które żmudnie wysłuchałem, że tak powiem, słowem niewielkie, malutkie, mniejsze nawet niż obudowa iGalvanica.

Tytułowy kawałek z ostatniej płyty Raula Midona "Bad Ass and Blind" także nie dał jasnej odpowiedzi, które z tych dwóch urządzeń sprawdzało się lepiej w moim systemie. Znowu z JCatem timing wydawał się nieco lepszy, a atak bardziej natychmiastowy, co w takim funkująco-rapująco-jazzowym graniu sprawdzało się doskonale. Tyle że z iGalvaniciem3.0 dźwięk wydawał się nieco bardziej dociążony, z mocniej zaznaczoną gitarą basową, ale też i jakby odrobinę czystszą gitarą Raula. Wokale za to na obu wypadały właściwie identycznie – naturalnie, ekspresyjnie i przekonująco. Z kolei na efektownym soundtracku z ostatniej części "Gwiezdnych Wojen" oba izolatory szły łeb w łeb, pokazując tę złożoną, dynamiczną muzykę w porywający sposób. Swoją drogą otwierający każdą cześć utwór ma już 40 lat i jakoś wcale się nie zestarzał – na dobrym sprzęcie wciąż zachwyca. Zarówno iFi, jak i JCat potrafiły pokazać nie tylko rozmach i potęgę brzmienia, ale i wielowarstwowość ponadczasowego dzieła Johna Williamsa.

iFi Audio Nano iGalvanic3.0

Przy graniu rockowym JCat wydawał się utrzymywać niewielką przewagę za sprawą jeszcze lepszego prowadzenia tempa i rytmu, ale iFi pokazywał rockową duszę, a czasem nawet rogi, nie ograniczając w żaden sposób niewyczerpanych pokładów energii wypełniających tę muzykę i nie starając się na siłę wygładzić rockowej szorstkości takiego grania. I tak właściwie mógłbym przejść jeszcze przez kolejnych kilkanaście albumów, w każdym wskazując minimalną przewagę jednego urządzenia nad drugim (bądź odwrotnie), tyle że wniosek końcowy i tak byłby taki sam. Cieszę się, że będąc już posiadaczem JCata, nie muszę dokonywać wyboru między tymi dwoma urządzeniami, bo iGalvanic3.0 to ta sama, wysoka klasa. Da się doszukać pewnych różnic między wpływem tych dwóch maluchów na brzmienie, ale są one niewielkie i nijak się mają do skali zmian, jakie wprowadzają do brzmienia systemu, w którym tego typu urządzenia do tej pory nie było w ogóle. W niektórych przewagą iFi może być ów niewielki przełącznik, który pozwala dopasować pracę izolatora do konkretnych warunków. JCat takiej opcji nie daje, więc jeśli pojawią się jakieś problemy (podkreślam, że w moim wypadku oba urządzenia pracowały bezbłędnie), to ich rozwiązanie może okazać się bardziej skomplikowane niż banalne użycie przełącznika.

Podsumowanie

Na wszystko, co napisałem powyżej, proszę wziąć pewną poprawkę. Otóż izolator galwaniczny iGalvanic3.0 nie jest sam w sobie urządzeniem odpowiadającym za odtwarzanie dźwięku. Dba on o jakość sygnału przesyłanego z komputera do DAC-a, słowem daje przetwornikowi szansę zagrania lepiej, ale to i tak przede wszystkim od tego ostatniego i kolejnych ogniw systemu będzie zależeć to, co usłyszymy z głośników. Słowem – iFi nie zrobi z przeciętnego systemu genialnego. To raczej dodatek do dobrze zestawionego i dobrze już grającego setu, w którym chcemy odkryć jeszcze pewien zapas jakości. Wprowadzane przez niego zmiany będą zauważalne, może nawet bardziej w systemach wyższej klasy, których właściciele ciężko walczą o każdy (umowny) procent poprawy jakości dźwięku. Nie będą one jednakże wielkie, nie oczekujmy zmiany, jaką może wnieść nowy, lepszy DAC, wzmacniacz czy kolumny.

Plusy stosowania iGalvanica3.0 są jasne – odcięcie systemu audio od śmieci płynących przez kabel USB wraz z sygnałem właściwym daje poprawę praktycznie w każdym aspekcie brzmienia. Czarniejsze tło to barwniejszy dźwięk, lepsza separacja, większa przestrzeń i precyzja, dźwięk wydaje się bardziej szczegółowy, głębsze warstwy muzyczne stają się łatwiej dostępne, podobnie jak sporo drobniutkich elementów, subtelności czy różnic na poziomie mikrodynamiki. Wszystko to za sprawą zniknięcia z sygnału śmieci, które wcześniej "przykrywały" właśnie te drobne, ale jakże ważne elementy muzyki. Dźwięk będzie więc i bardziej wyrafinowany, i bardziej naturalny, a przez to angażujący. Jeśli do tej pory nie używacie żadnego urządzenia tego typu między komputerem a przetwornikiem, to musicie koniecznie spróbować – myślę, że spodoba się Wam to, co usłyszycie. Jeśli macie inne, to niestety nie mam dla Was jasnej odpowiedzi, czy iGalvanic3.0 będzie od niego lepszy – musicie to sprawdzić sami. Różnice w stosunku do USB Isolatora JCat były tak niewielkie, że mogę jedynie stwierdzić, iż reprezentują one właściwie taką samą wysoką klasę i nie wyobrażam sobie systemu bez przynajmniej jednego z nich.

Werdykt: iFi Audio Nano iGalvanic3.0

  • Jakość dźwięku

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Jakość / Cena

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Wykonanie

    ★ ★ ★ ★ ½
  • Możliwości

    ★ ★ ★ ★ ★

Plusy: Czystszy, bardziej wyrafinowany, wciągający i naturalny dźwięk

Minusy: Na upartego jako minus można wskazać brak własnego źródła zasilania, co w niektórych systemach może stwarzać konieczność zakupu dodatkowych elementów

Ogółem: Izoluje system audio od wszystkich śmieci z komputera, poprawiając niemal każdy aspekt brzmienia

Ocena ogólna:

★ ★ ★ ★ ★
PRODUKT
iFi Audio Nano iGalvanic3.0
RODZAJ
Izolator galwaniczny
CENA
1.749 zł
WAGA
0,128 kg
WYMIARY (SxWxG)
67x28x93 mm
DYSTRYBUCJA
Camax Sp. z o.o. Sp. k.
www.ifiaudio.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Napięcie wyjściowe: 5V (+/-3%)
  • Prąd wyjściowy: do 900mA (USB 3.0), do 500mA (USB2.0)
  • Szum tła: 0,0000005V
  • Napięcie wejściowe: 4,5-5,5 V
  • Standardy USB: 3.0 Super-Speed, 2.0 Hi-Speed, 2.0 Full-Speed, 2.0 Low-Speed
  • Typy uziemienia USB: ISO, RF, DC-RF
  • Wejście: USB 3.0 typu B
  • Wyjście: USB 3.0 typu A
  • Pobór mocy: <6W (z zasilanym urządzeniem USB)

Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Więcej o polityce cookies