s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

HiFiMan HE-560

test |
HiFiMan HE-560

Zróżnicowanie na rynku słuchawek jest coraz większe. Dotyczy to także moich ulubionych słuchawek planarnych. Jeden z nowszych modeli HiFiMana, HE 560, jest tego najlepszym dowodem

To właśnie firma pana Fanga Biana, zarejestrowana w USA, kilka lat temu wprowadziła na rynek słuchawki planarne czy magnetostatyczne, jak je wolą nazywać niektórzy. Nie znaczy to, że były to pierwsze nauszniki tego typu w historii. Protoplaści dzisiejszych planarów trafili na rynek po raz pierwszy bodaj w latach 70. ubiegłego wieku. Później rozwiązanie to zostało nieco zapomniane, przynajmniej do czasu, gdy najpierw firma HiFiMan, a później Audeze przypomniały o nim światu. A gdy się już za to zabrały, zrobiły to z przytupem, tworząc słuchawki, które podbiły serca tysięcy słuchawkomaniaków. Sam do nich również należę i to właśnie dzięki słuchawkom planarnym – jak dziś pamiętam pierwsze sesje odsłuchowe z HiFiManami HE-6, które tak naprawdę zachęciły mnie do zagłębienia się w ten specyficzny, acz jakże ciekawy świat.

Wspomniany, do niedawna topowy (bo na CES 2015 producent ten zaprezentował nowego flagowca), model wciąż zaliczam do jednych z najlepszych słuchawek, jakich dane mi było posłuchać. HE-6 mają właściwie tylko jedną wadę – są piekielnie trudne do napędzenia. Większość wzmacniaczy nie daje sobie z nimi rady, stąd wiele osób, które próbowało ich słuchać, nie dysponując odpowiednim dla nich partnerem, nie miało szans na poznanie ich prawdziwej klasy. Od czasu tej pierwszej generacji (która obejmowała także model HE-4 i HE-5LE) wiele się zmieniło. Zarówno HiFiMan, jak i Audeze postawiły na większą uniwersalność swoich produktów. Dlatego te nowe modele są łatwiejsze do napędzenia. W przypadku HiFiMana chyba pierwszym krokiem w tym kierunku był model HE 500. Klasą brzmienia ustępował bardzo niewiele HE-6, a tak wysoki poziom dało się osiągnąć za pomocą znacznie większej gamy dostępnych na rynku wzmacniaczy. Później do tego grona dołączył niższy model HE 400 oraz nieplanarny HE 300. Rynek słuchawkowy nie przestaje się jednakże rozwijać, rośnie nadal w dużym tempie i coraz większy nacisk kładzie się na mobilność nauszników.

HiFiMany są w stanie pokazać i esencję muzyki z wieloma drobnymi subtelnościami, i dają dobry wgląd w sposób realizacji nagrania

Mobilność rozumianą jako łatwość napędzenia – rzecz w tym, by słuchawki grały dobrze nie tylko z audiofilskimi wzmacniaczami słuchawkowymi, ale również z przenośnymi odtwarzaczami czy nawet telefonami komórkowymi. Mobilność rozumianą także jako przenośność/lekkość konstrukcji pozwalającą na przemieszczanie się po ulicy ze słuchawkami na głowie, czy przynajmniej łatwość zabrania ich z sobą np. w podróż. Takie podejście dużej grupy potencjalnych klientów wymusiło pewne działania również na topowych producentach słuchawek audiofilskich, takich jak HiFiMan. Amerykańska firma nie porwała się co prawda jeszcze na stworzenie zamkniętej konstrukcji planarnej (a więc zdecydowanie lepiej spełniającej wymogi mobilności), ale, jak pokazuje nowy testowany model, tworzy słuchawki lżejsze i... ładniejsze, a w dodatku nieco łatwiejsze do napędzenia.

HE 560, obok HE 400i, to przedstawiciel nowej generacji nauszników HiFiMana. Widać to już na pierwszy rzut oka. Zupełnie zmieniono rozwiązanie pałąka, a dodatkowo obwódkę wokół muszli pokryto fornirem, dzięki czemu wyglądają bardziej elegancko, ładniej (moim zdaniem oczywiście, ale podzielanym przez wiele osób, z którymi o tym rozmawiałem). Kwestia oceny dźwięku to jedno – tu zarówno HiFiMany, jak i Audeze mają swoich zwolenników – ale raczej trudno zaprzeczyć, że do tej pory te pierwsze ustępowały tym drugim urodą. HE 560 to pierwszy model, który zdecydowanie zwiększa szanse HiFiManów w hipotetycznym konkursie piękności. Słuchawki wyglądają na lżejsze (i faktycznie są), m.in. dzięki nowej konstrukcji pałąka. We wcześniejszych modelach kabłąk był solidny, gruby, teraz sam kabłąk wykonano z cienkich metalowych prętów, a pod nim znajduje się element skórzany (acz nie mam pojęcia czy to materiał naturalny, czy sztuczny), który spoczywa na głowie użytkownika. Już samo to nadaje wyglądowi słuchawek lekkości oraz, co mogę napisać już po dłuższych odsłuchach, sprawia, że ten model jest zdecydowanie wygodniejszy w użytkowaniu od poprzedników. Nieco inne są także pady – po pierwsze ich boczna powierzchnia wykończona jest skórą (która ma, według producenta, wpływać na brzmienie, zmniejszając ilość dźwięków "uciekających" tą drogą), a jedynie strona przylegająca do uszu obciągnięta jest welurem.

HiFiMan HE-560

Choć słuchawki są znacznie lżejsze od poprzedników, to nie sprawiają wrażenia mniej solidnych. Za to na pewno znacznie łatwiej będzie je zabrać ze sobą w podróż – mniej ważą i zajmują mniej miejsca (pod warunkiem oczywiście, że nie będziemy ich zabierać w firmowym opakowaniu). Mniejsza waga bierze się również z nieco innego rozwiązania zastosowanego w samych przetwornikach. To nadal przetworniki planarne, słowem membrana to cieniutka folia z zatopionymi ścieżkami (cewką), która porusza się pod wpływem układu magnesów. Różnica polega na tym, że w tym modelu magnesy znajdują się po jednej stronie membrany, a nie po obu jak we wcześniejszych produktach. Magnesy po dwóch stronach membrany to z jednej strony lepsza kontrola nad jej ruchami, z drugiej te znajdujące się od strony ucha muszą w jakimś stopniu zakłócać przepływ powietrza (dźwięku) między przetwornikiem a uchem. Różne firmy stosują różne rozwiązania zmniejszające ten problem, ale nie da się go pozbyć. No chyba, że magnesy umieści się tylko z jednej strony (nie tej od ucha oczywiście), kosztem nieco gorszej kontroli. Coś za coś. Dodatkowym argumentem przemawiającym na korzyść tego modelu jest mniejszy ciężar słuchawek. Względnie niska impedancja (50Ω) i przyzwoita skuteczność (90dB) sprawiają, że znacznie łatwiej ten model napędzić niż wspomniane wcześniej HE-6, acz raczej na udaną współpracę z przenośnymi odtwarzaczami liczyć nie można. Pozostało sprawdzić, jak grają.

Jakość brzmienia

HE 560 słuchałem z dwoma wzmacniaczami słuchawkowymi – Questylem CMA800R i HiFiManem EF5, oraz wyposażonym w naprawdę niezły wzmacniacz słuchawkowy DAC-iem Hegel HD12. Słuchawki dostałem przed samymi świętami, zabrałem je więc na świąteczno-noworoczny wyjazd. Aby nie targać z sobą zbyt wielu rzeczy, uznałem, że wykorzystam laptopa jako źródło, a w roli DAC-a i wzmacniacza słuchawkowego wystąpi wspomniany Hegel HD12. Decyzja ta okazała się bardzo dobra. Hegel nie miał problemu z napędzeniem słuchawek, a efekty brzmieniowe były zadowalające, choć inne niż to, co pamiętam z wcześniejszych modeli tej marki. Do tej pory wszystkie (a nie słuchałem chyba tylko "zwykłych", czyli nieplanarnych HE 300), grały dźwiękiem z balansem tonalnym przesuniętym, a przynajmniej mocno osadzonym w dolnej części pasma. Ujmując rzecz prościej – miały mocno dociążoną dolną średnicę i mocny, ciężki bas (w zależności od modelu mniej czy bardziej konturowy, schodzący nisko lub bardzo nisko). Gwoli jasności – nie mówię tu o epatowaniu basem charakterystycznym dla wielu popularnych outdoorowych słuchawek dla młodych gniewnych, tylko o mocno osadzonym dźwięku, z solidną podstawą basową. Tymczasem balans tonalny HE 560 wydawał się zdecydowanie lżejszy, osadzony wyżej. Nie było tego przesunięcia w dół – tu pasmo wydawało się równiejsze. Bas był wprawdzie szybki, sprężysty, konturowy, ale nie schodził aż tak nisko, jak w przypadku HE 6 i na pewno nie był tak dociążony. Średnica była gładka, dobrze różnicowana, detaliczna, ale chłodniejsza niż np. w przypadku HE 500. Góra dźwięczna, otwarta, z dużą ilością detali, acz mi osobiście brakowało nieco słodkości i nasycenia, jakie są domeną choćby słuchawek Audeze. Tu jednakże mogła to być "zasługa" Hegla, które stawia na przejrzystość i czystość brzmienia bardziej niż na dociążenie i barwność prezentacji. Zestaw, jaki zabrałem ze sobą na wyjazd, dawał dźwięk wysokiej klasy i sporo satysfakcji ze słuchania muzyki. Zakładałem jednakże, że dopiero w domowym systemie HiFiMany w pełni rozwiną skrzydła.

HiFiMan HE-560

Po powrocie z wyjazdu głównym partnerem dla testowanych słuchawek był już świetny wzmacniacz słuchawkowy pracujący w domenie prądowej – Questyle CMA800R, a źródłami były na przemian mój dedykowany komputer z Badą Alpha w roli konwertera USB i serwer muzyczny Amare Musica Diamond połączone z DAC-iem Lampizator Big 7. W nieco mniejszym zakresie wypróbowałem także firmowe połączenie HiFiMana, czyli HE 560 + wzmacniacz EF5. Skupię się przede wszystkim na Questyle'u, jako że znam go zdecydowanie lepiej.

Mając już porównanie, muszę powiedzieć, że co prawda Hegel spisywał się naprawdę dobrze, ale dopiero system ze zdecydowanie wyższej półki pokazał, co HiFiMany potrafią. Ogólny charakter brzmienia nie zmienił się – to nadal było nieco "lżejsze", wyżej osadzone granie niż w przypadku wcześniejszych modeli, ale, jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach. Zacznijmy od dołu pasma, który wyraźnie zyskał na dynamice (słowem HE 560 aż tak łatwe do napędzenia jednak nie są i potrzeba solidnego wzmacniacza), ale także na dociążeniu. To nadal nie było to, co pamiętałem z HE-6 czy nawet z HE 500, ale w porównaniu z wyjazdową sesją czuć było, że kontrabas czy fortepian mają większą masę, a to za sprawą większego udziału wielkich pudeł rezonansowych. Bas był szybki, zwarty, sprężysty, no i Questyle jednak pewniejszą ręką prowadził tempo i rytm. Wspomniany kontrabas był moim narzędziem do sprawdzenia, jak dobrze HE 560 różnicują niskie tony, jak dobrze prezentują ich barwę, czy dają dobry wgląd w fakturę dźwięku tego instrumentu. W każdym z tych elementów otrzymały ode mnie wysokie oceny. W zakresie różnicowania radziły sobie bardzo dobrze, choć da się jeszcze lepiej, co pokazują (dużo droższe) HE-6 czy np. Audeze LCD 3. Prezentacja barwy także wypadała przekonująco – zarówno kontrabas, jak i fortepian wypadały... napiszę, iż naturalnie, mimo że w naturze grają jednak nieco bardziej dociążonym dźwiękiem. Ale barwa, dynamika i namacalność wystarczały, by odbierać ten dźwięk jako naturalny. HE 560, napędzone odpowiedniej klasy wzmacniaczem, są szczegółowe i transparentne, dają dobry wgląd w nagranie, i nawet takie subtelności, jak faktura każdego instrumentu. Średnica jest gładka, detaliczna, transparentna, acz ja, mówiąc zupełnie szczerze, wolę jej nieco cieplejszą i bardziej kolorową wersję – taką jaką oferują przywoływane już kilka razy HE 500. Tu jednak nałożyły się na siebie podobne cechy zarówno HiFIManów, jak i Questyle'a i nawet cieplej grający Lampizator tego nie zmienił. Podobnie rzecz się miała z góra pasma – czysta, transparentna, detaliczna, dźwięczna, z dobrą rozdzielczością, raczej eteryczna niż mocno dociążona, ale rozciągnięta do najwyższych rejestrów i pozbawiona wyostrzeń czy utwardzeń.

Gdybym miał wskazać słuchawki o najpodobniejszym charakterze, wymieniłbym Sennheisery HD800, choć HiFiMany wydają się nieco bardziej zrelaksowane i nieco, niedużo ale jednak, mniej bezlitosne dla nagrań. HD800, jeśli tylko przy realizacji nagrania popełniono jakieś błędy, pokazują je w bardzo wyrazisty sposób. HE 560 też pokażą, co jest nie tak z realizacją, ale zrobią to w mniej nachalny sposób, dając wybór słuchaczowi, czy chce na to zwrócić uwagę, czy może woli to zignorować i skupić się na muzyce jako takiej. Podobieństwo do HD800 oznacza również podobieństwo w klasie brzmienia – niemieckie słuchawki mają pewną przewagę, ale jest ona niewielka, znacznie mniejsza niż różnica w cenie. HiFiMany są w stanie pokazać i esencję muzyki z wieloma drobnymi subtelnościami, i dają dobry wgląd w sposób realizacji nagrania. Gdyby jeszcze tylko nieco bardziej dociążyły średnicę, byłbym w 100% zachwycony. A tak jestem zachwycony w 98%. Na pewno da się nieco nad tym popracować – nieco cieplej grający wzmacniacz, być może inne okablowanie (jakoś nawet ci topowi producenci słuchawek mają zwyczaj dawać do swoich produktów co najwyżej dobre kable, zamiast znakomitych i stąd wymiana może dużo wnieść). To jednak moje widzimisię, a podejrzewam, że wielu klientów będzie zadowolonych w 110% z tego zakupu. Dostaną bowiem jakość brzmienia zbliżoną do topowych słuchawek na rynku za zdecydowanie niższą cenę, a także słuchawki lżejsze i wygodniejsze od większości droższych modeli, które jeszcze na dodatek prezentują się najlepiej w całej dotychczasowej ofercie HiFiMana. Czegóż chcieć więcej?

HiFiMan HE-560

Podsumowanie

HE 560 wydają się swego rodzaju nowym otwarciem HiFiMana. Są mniejsze, lżejsze, ładniejsze i wygodniejsze od poprzedników. Inaczej zbudowane są również przetworniki, co przyczynia się i do niższej wagi, i do innego brzmienia. Czy to brzmienie lepsze od tego, co HiFiMan oferował do tej pory? Na pewno inne, skierowane chyba do nieco innej grupy odbiorców nastawionych na nieco bardziej analityczne granie. Jest to jednakże analityczność w dobrym tego słowa znaczeniu – detaliczność, transparentność, dobry wgląd w nagranie, umiejętność pokazania problemów w sposobie realizacji, ale jednocześnie granie zrelaksowane, niewysilone, dające dużą satysfakcję z obcowania z muzyką, nawet jeśli nie została ona idealnie zrealizowana/nagrana.

Werdykt: HiFiMan HE-560

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Wygląd, waga, lekkość oraz równy, gładki, spójny, detaliczny i precyzyjny dźwięk

Minusy: Najwyższy czas, by HiFiMan zmienił złącza w swoich słuchawkach – ich rozwiązanie do najszczęśliwszych na pewno nie należy

Ogółem: 560-ki grają nieco lżej, ale i barwniej, pozwalają i zagłębić się w nagranie, i czerpać wielką satysfakcję z obcowania z muzyką

Ocena ogólna:

PRODUKT
HiFiMan HE-560
RODZAJ
Słuchawki planarne
CENA
3.795 zł
WAGA
0,39 kg
DŁUGOŚĆ KABLA
3 m
DYSTRYBUCJA
Rafko
www.hifiman.rafo.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Przetworniki: magnetostatyczne
  • Konstrukcja obudowy: otwarta
  • Impedancja: 50Ω
  • Skuteczność: 90dB
  • Pasmo przenoszenia: 15–50.000Hz
  • Kabel połączeniowy: OCC 99,997