hi-fi

Hi-End Monachium 2019

wydarzenie |
niezdefiniowano - Hi-End Monachium 2019

Jak co roku do Monachium ściągnęli z całego świata miłośnicy dobrego brzmienia, a wśród nich liczna grupa przedstawicieli polskich producentów i dystrybutorów, jak również pasjonatów i dziennikarzy.

Jestem zwolennikiem tezy, w której świat, nawet ten audiofilski, uwielbia znaną z przyrody równowagę. Wielu z nas pamięta czasy, gdy pod koniec XX wieku urządzenia analogowe zostały niemal całkowicie zastąpione przez cyfrowe cudeńka będące synonimem nowoczesności i luksusu. Ale srebrna płyta swobodnie obracała się w kieszeniach coraz to lepszych odtwarzaczy przez zaledwie 30 lat, gdy okazało się, że muzykę można całkowicie oderwać od nośnika fizycznego i przenieść w niewidzialny świat chmur i streamingu. Gdy niedawno doszliśmy do granic możliwości jakości z cyfry, ktoś zauważył, że brzmienie, odłożonej na półkę płyty winylowej, jest znacznie bliższe temu, co kochają nasze uszy. Zatęskniliśmy ponownie za analogiem i dodatkowo, niektórzy z nas ustawili się w kolejce po doskonale ponoć brzmiące, studyjne taśmy-matki. Zmierzając do Monachium zastanawiałem się, jak dalece te trendy będą widoczne w ofertach producentów sprzętu na tegorocznym Hi-End Show.

Hala M.O.C. każdego roku wypełnia się tym, co producenci i dystrybutorzy trzymają często przed konsumentami w tajemnicy do ostatniej chwili. Obecnie nowinki technologiczne – jakkolwiek je rozumieć – nie wyznaczają kierunku rozwoju tej branży. Duża część audiofilów zatoczyła koło i chętnie wraca do brzmienia, które pamięta z czasów młodości. Wielu z nich wierzy, że dostarczyć je mogą tylko i wyłączenie urządzenia z epoki, ale nowoczesne audio żyje także swoim, cyfrowym życiem i od czasu do czasu te dwa światy spotykają się, próbując godzić z lekka zwaśnione strony sporu. Być może dlatego premiera najnowszego odtwarzacza CD Gryphon nie zrobiła na nikim tak wielkiego wrażenia.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Kolumny, które w tym roku skradły show całej wystawy – modułowe zestawy francuskiego producenta AudioNec.

To, co w audio nazywano niedawno renesansem analogu, czy modą na Vintage dla wielu miłośników doskonałego brzmienia jest obecnie punktem odniesienia, który bezlitośnie wyznacza referencyjną jakość. Przestały się liczyć trudne do jednoznacznego zdefiniowania analityczność i punktualność, a w brzmieniu zwracamy coraz częściej uwagę na przyjemność i naturalność – cechy równie trudne w opisaniu, ale bez wątpienia bliższe naszym sercom. To prawdopodobnie dlatego od kilku lat na wielu wystawowych stoiskach gramofon ustawiany jest obok streamera i odtwarzacza CD.

Nowa wojna formatów

Jeszcze niedawno audiofilskie prezentacje składały się głównie z porównań, które udowadniały wyższość formatu DSD nad PCM oraz studyjnych plików MQA nad tymi, które próbują dogonić je swoją jakością. Obecnie, wraz z renesansem analogu, zajmujemy się porównywaniem jakości tłoczeń płyt z epoki z ich współczesnymi kopiami. Aby nieco podnieść atmosferę tych dyskusji, niektóre wytwórnie np. Abbey Road przygotowało wydawnictwa z alternatywnymi wersjami utworów zespołów, które od wielu lat są ich biznesowymi lokomotywami. Zatem Lennon i Yoko Ono namawiają nas do zachwytu nad 10. take'm - ze studia, podczas próby utworu "Jealous Man". 

Relacja Hi-End Monachium 2019

Włoska elektronika Aqua Acoustic i kolumny Blumenhofer.

W dzisiejszych czasach zwykły meloman, ma szansę znaleźć się niezwykle blisko procesu twórczego, posłuchać, o czym w czasie sesji rozmawiał realizator z muzykiem lub wyłapać nagrany dźwięk upadającej przypadkiem łyżeczki. W nie do końca "czarnym tle" słychać szum taśmy, niedoskonałości nagrania, i prawdopodobnie celowo, niestarannie wyciszony metronom. W ocenie wielu osób płyty starsze są pod wieloma względami lepiej brzmiące, przyjemniejsze w odsłuchu i bliższe temu, co nazywamy analogiem. Jeśli dodamy do tego różnice, jaką wnoszą sobą nośniki oraz urządzenia, stajemy przed kolejnym, jakże ciekawym audiofilskim dylematem.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Kolumny Göbel, wzmacniacz firmy ENGSTROM... system wskazywany, jako jeden z najlepiej brzmiących w tym roku.

Osoby "słuchające sprzętu" praktycznie od zawsze kwestionowały tezy o jakości brzmienia poszczególnych nośników. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat powstawały coraz doskonalsze i lepiej działające urządzenia, a wiele z nich do dziś uchodzi za klasyczne. Dowodem na to są choćby szpulowe magnetofony Studer czy Telefunken. Potrafią one obecnie sporo kosztować, a o ich cenach przekonać się można, zaglądając w odpowiednie miejsca w internecie. Jeden z polskich muzyków i jednocześnie właściciel wydawnictwa AC Records, zaczyna właśnie sprzedawać nagrania będące kopiami taśm-matek. Prawie każdy, kto słuchał tego nośnika, wskaże bez trudu na różnice w brzmieniu. Okazuje się bowiem, że prawda kosztuje, ale także boli. Bez wątpienia brzmienie taśmy zabija wszystko, co do tej pory (złośliwi powiedzą - niepotrzebnie) wymyślono.

Nostalgia słono kosztuje

Klasyczna taśma analogowa, będąca najbliżej procesu produkcji muzyki, wnosi magię, którą reprodukcja nagrania na dowolnym innym nośniku potrafi zatracić. Powodem jest nie tylko zła wola osób odpowiedzialnych za nagranie. Warto mieć świadomość ograniczeń, jakie niesie ze sobą proces tłoczenia płyt winylowych oraz być może to, co najważniejsze: oczekiwania współczesnych słuchaczy. Dziś, gdy jakość nie jest ceniona jako najważniejsze dobro, znacznie istotniejsze są na przykład niska cena i dostępność – czyli dokładnie to, co zaprzecza audiofilskiemu podejściu do muzyki. Analog spełnia je w sposób idealny, gdyż niesie ze sobą niewygody, bo taśmę trzeba przewijać i dbać o warunki, w jakich jest przechowywana. Przy jakże archaicznej czynności, jaką jest nagrywanie, wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, a jedyną rzeczą, którą możemy przyspieszyć, jest przewijanie. Winylowa płyta lubi być prosta i czysta. Oba nośniki nie najlepiej radzą sobie ze zbyt częstym odtwarzaniem i chyba co najważniejsze: jednym słowem tam, gdzie zaczyna się analog, zaczynają się koszty...

Relacja Hi-End Monachium 2019

Firma STEIN LINE przygotowała prezentację topowych zestawów TopLine Bob XL,

Gramofony górą

Michael Fremer - jeden z najbardziej opiniotwórczych redaktorów audio - napisał niedawno Turntable Round Up. Wszystko wskazuje na to, że miał wiele racji. Na tegorocznej wystawie na większości stoisk, na których istotnym elementem była jakość, prezentowano gramofony. Sprzedawcy chętnie dawali możliwość odsłuchu materiału z analogowych płyt, pozwalali się jej obracać a zmianę strony traktowali jak swego rodzaju sacrum.

Kolekcje płyt, ich jakość oraz wiek zostały podniesione do takiej właśnie rangi. Oczywiście wiemy, jak łatwo tu o nadużycia. Nie każdy bowiem potrafi rozpoznać prawdziwe analogowe nagranie od marnej kopii lub próby nazwania analogiem czegoś, co nim w 100% nie jest. Prawa rynku są bezlitosne, a producenci, korzystając z różnego rodzaju argumentacji, przekonują nas o wyższości cyfrowo-analogowego materiału, dążąc często do sprzedania winylowej płyty z materiałem, który w wielu przypadkach brzmi niczym płyta CD. Usłyszeć można nawet często opinie o zaletach tej decyzji i celowym działaniu producenta... Otwartym pozostawiamy pytanie, czy to dobra praktyka...

Relacja Hi-End Monachium 2019

Kondycjoner STROMTANK na stoisku Marten i Jorma Design.

Może zatem słuszną byłaby decyzja, opisywania analogowych płyt i taśm, jak niegdyś oznaczano wczesne płyty CD. Opis "AAD" był jednoznaczny: źródłem było nagranie analogowe, które w taki sam sposób zmiksowano dla potrzeb cyfrowego zapisu. Teraz być może winylowe płyty powinny nosić opis DDA. Cyfrowa rejestracja, uzupełniona miksem i masteringiem (oczywiście komputerowym), kończy się tylko tłoczeniem płyty, która odtwarzana jest na tradycyjnym gramofonie... a i to nie zawsze, bo wiele osób kupuje płyty tylko po to, by mieć na nich odpowiednio duży podpis artysty.

Czy era cyfrowa się kończy?
 Kilka dni po monachijskiej wystawie światek audio obiegła wieść o zmianach życiowych planów osoby, która jak mało kto kojarzy się z jedną marką. Ken Ishiwata pozostawia markę Marantz w dobrych rękach, ale plotka głosi, że chce pracować na własny rachunek. Ponad 40 lat z jedną marką pozwoliło mu zebrać doświadczenia, a nam wspomnienia urządzeń, które w kręgach kolekcjonerów uchodzą za perełki światowego audio.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Jedna z monachijskich premier: wyprodukowany w kooperacji z firmą Ballifinger.

Sygnowane jego inicjałami odtwarzacze stać jeszcze będą na półkach przez wiele lat... a może nawet i działać – bo słychać coraz częściej głosy o nadchodzącym renesansie płyty CD. Brzmi jak nonsens, ale na jednym ze stoisk można było kupić w tym roku ten właśnie nośnik z plikami w formacie MQA.

Ken Ishiwata wpisał się w historię audio jak mało kto. Miał to szczęście, że uczestniczył osobiście we wszystkich ważnych dla audio momentach: wprowadzał autorskie poprawki do brzmienia pierwszych odtwarzaczy CD, przyglądał się rewolucji straemingu, a w ubiegłym roku pokazał swój jubileuszowy odtwarzacz CD z serii Ruby – trochę na przekór modzie, która próbuje ten format pogrzebać w otchłani zapomnienia. Baczni obserwatorzy rynku audio dostrzegli zapewne, że format CD wcale nie wybiera się na emeryturę. Wiele autorytetów wskazuje, że jest to nadal najdoskonalsza forma cyfrowego zapisu. Kilka firm wciąż produkuje mechanikę dla odtwarzaczy CD i oprócz pochodzącego od Esoteric VRDS-a czy Marantza na horyzoncie pojawia się nowy mechanizm Pro-Ject. Produkowane nadal klasyczne konstrukcje firmy Acupphase, czy pokazany premierowo w tym roku odtwarzacz marki Gryphon, próbują jakoś stabilizować pozycję CD na rynku, ale jego dni są raczej przesądzone.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Pokój firmy EAR Yoshino – Tim Paravincini od wielu lat buduje, ale także modyfikuje i ulepsza urządzenia innych firm, nie proponując żadnej nowej konstrukcji).

Pod projektem tego ostatniego podpisał się twórca marki Gryphon Flemming Erik Rasmussen, który podobnie jak wspomniany Ken Ishiwata należy do grona osób bardzo zasłużonych dla audio. CD odegrało niezwykle ważną rolę w historii audio, bo przecież pokazana w 1982 roku płyta CD była pomostem, który połączył świat analogu z cyfrą, która nieuchronnie przyczynia się do powolnej śmierci srebrnych płyt. Tu w pewnym sensie można postawić znak równości, bo analogowe, czarne krążki, będą wkrótce tak samo ekskluzywne, jak dobrze nagrane płyty CD. Jakość nagrań na obu formatach docenią tylko ich najwięksi miłośnicy.

Starzy mistrzowie odchodzą...

Tak, starzy mistrzowie powoli ustępują, ale jest już pewne, że nie pozostawią po sobie pustki, gdyż mają godnych następców. I to być może niebawem oni zajmą miejsca osób, które już za życia stały się legendami? Jedną z takich postaci jest Amerykanin John DeVore. Jego osobisty stosunek do małp naczelnych stał się powodem, dla których budowane przez siebie zestawy głośnikowe nazwał Gibbon i Orangutan. Pomimo że jego kolumny są nieco kontrowersyjne z wyglądu, to wnoszą brzmienie przypominające najlepsze czasy konstrukcji o wysokiej skuteczności. To dla nich najlepszymi partnerami są wzmacniacze z magiczną triodą 300B i systemy analogowe, których właściciele zajmują się głównie udowadnianiem wyższości lampy nad tranzystorem.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Zestaw tubowy AVATON greckiej firmy Tuneaudio.

John jest Amerykaninem, ale już od wielu lat świat audio spogląda z zaciekawianiem na Daleki Wschód. To właśnie tam prawdopodobnie mieszkają najbogatsi audiofile, a ze względu na populację, może ich być tam najwięcej. To oni każdego roku w Monachium, otwierają dla zwiedzających jedną z najciekawszych sal.

Audio ekstremalne

Tubowe zestawy kinowe, kolumny pokryte kurzem i wspomnieniami, a na dodatek z trudem mieszczące się w nawet w dość dużym, jeśli nie największym, pokoju wystawowym... Dawniej muzyka, grana na żywo nie wymagała nagłośnienia, rozbrzmiewała w salach koncertowych, słuchano jej też w kinie. I aż dziw bierze, że systemy z lat 30. XX wieku tak doskonale radzą sobie ze współczesnymi oczekiwaniami audiofilów. Zazwyczaj wypełniona słuchaczami sala, pękała w szwach od muzyki. Dźwięk wypełniał dosłownie każdy centymetr sześcienny pomieszczenia, a wrażenie z odsłuchu było jedynym w swoim rodzaju. Warto tego doświadczyć, bo jest to jedno z nielicznych ogólnodostępnych miejsc w Europie, gdzie raz do roku można obcować z urządzeniami tego typu.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Living Voice dla wielu Himalaje High-Endu.

Współcześni konstruktorzy nawiązujący do tradycji, tworzą czasami zestawy, przy odsłuchu których może pojawić się gęsia skórka. Gdy tylko zaczynamy odczuwać to niepokojące swędzenie, robimy finansowy rachunek sumienia i oceniamy pobieżnie nasze finansowe możliwości.

Drogie hobby

O cenach sprzętu audio opowiadać można legendy, złośliwi twierdzą, że może on kosztować tak dużo, jak są w stanie za niego zapłacić potencjalni klienci. I pomimo że wielokrotnie "tanio nie jest", to jednak bardzo często cena jest odwzorowaniem jakości. W Monachium nie brakowało systemów i urządzeń wybitnych. Ktoś kto wracając stamtąd twierdzi, że nic nie grało – zmarnował czas. Pozostaje jednak wciąż pytanie, co to znaczy, że system jest referencyjny?

Spostrzeżenie, że topowe systemy nie mieszczą się w małych salach, jest jak najbardziej zasadne. To zazwyczaj wyczynowe konstrukcje, w których każdy szczegół ma znaczenie. Dobór poszczególnych elementów nie jest tu dziełem przypadku, a ostateczne brzmienie to owoc ciężkiej pracy.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Chyba śmiało można napisać "zabytkowe" kinowe zestawy nagłośnieniowe firmy Western Electric.

W recenzenckich opisach jest, lub była moda, na stosowanie metafory porównującej brzmienie audio do muzyki granej na żywo. Każdy kto odwiedził operę lub spędził nieco czasu w filharmonii, wie że dobry sprzęt zagra "lepiej" niż instrumenty na żywo. To "lepiej" jest od zawsze tematem audiofilskiego wyścigu. Wiele osób ceni brzmienie solidnie dosycone, z podkreśloną dynamiką i rozbudowaną holografią i przestrzenią wykraczającą poza ściany dowolnego pokoju. Inną grupą są ci, którzy oczekują od muzyki nie nachalności, zrównoważenia i spokoju, jeszcze inna pragnie mieć urządzenia ładne, wygodne i mieszczące się w kieszeni sportowych spodni.

Dźwięk idealny za wszelką cenę

Są jednak tacy, którzy nie oprą się pokusie zbudowania idealnego systemu i to bez względu na koszty. Audiofilskie legendy opisują Japończyka, który postawił sobie prywatny słup z dedykowanym do audio transformatorem. Na wszystkowiedzącym Facebooku bez trudu znajdziemy też zdjęcia pewnego Włocha, który zaadoptował piwnicę domu, by stworzyć miejsce dla linii transmisyjnej swoich głośników. Potrafimy już regulować obroty z dokładnością szwajcarskiego zegarka, a streaming przekonać do pokonania każdej granicy zdrowego rozsądku. W czasach, gdy wzmacniacze nie generują praktycznie żadnych zniekształceń, a urządzenia lampowe wręcz przeciwnie - dokładnie policzoną ilość harmonicznych, którą lubią nasze uszy, wydaje się, że w audio nie pozostało już nic do ulepszenia.

Relacja Hi-End Monachium 2019

Ramię i gramofon Frank Schröder.

Nadzieją może okazać się jednak analog. Okazuje się bowiem, że poczciwy gramofon można skonstruować jeszcze precyzyjniej, winylową płytę nagrać jeszcze lepiej, a naturalny szum taśmy zacząć tytułować szlachetnym dźwiękiem wspaniałych nagrań z epoki, gdy muzycy nagrywali "naprawdę". Gdy pod koniec ubiegłego stulecia zaczęto mówić o zmierzchu techniki analogowej, nikt chyba nie spodziewał się, że po zaledwie 40 latach, ponownie będziemy przekładać winylową płytę, by posłuchać, co zostało nagrane na jej drugiej stronie.

Zamknij oczy, włącz muzykę

Niezależnie od tego, co jest źródłem naszych audiofilskich zachwytów, dla wielu osób najważniejszym pozostaje nadal muzyka. Umiejętny dobór urządzeń w jakiejś mierze jest w stanie zniwelować różnice pomiędzy zapisem cyfrowym i analogowym. Rosnąca świadomość tych różnic powinna cieszyć, bo jest miarą naszej edukacji, a bogata oferta pozwala dobrać system do finansowych możliwości, oczekiwań, a nawet muzyki, którą preferujemy.

Przyglądając się niektórym konstrukcjom, łatwo dojść do wniosku, że nie warto już skupiać się na wyglądzie. Powierzchowność może być równie złudna, jak dobrze położony lakier na 20-letnim, zabytkowym już i oczywiści "kręconym" Alfa Romeo. Problemem jest niestety to, że w audio lubimy być uwodzeni. Urzeka nas wyimaginowany świat dźwięków, realizacji i efektów, których na próżno szukać w rzeczywistości. Za te złudzenia właśnie płacimy, a wielu z nas wierzy, że są to pieniądze doskonale zainwestowane.

Foto: Lech Spaszewski