Model M10 marki NAD dorósł do trzeciej odsłony w sposób na tyle spokojny, że na pierwszy rzut oka można wziąć go za V2. Konstruktorzy nie przebudowali urządzenia, tylko uporządkowali kilka elementów, uwzględniając doświadczenia z poprzednią wersją i bieżące realia rynku. Zachowano sprawdzoną formę aluminiowo-szklanej bryły, ale wewnątrz zaszły zmiany – o charakterze bardziej praktycznym niż widowiskowym. Pojawiło się wejście gramofonowe MM, które zastąpiło jedno z dotychczasowych wejść liniowych.
Usunięto przełącznik umożliwiający zmostkowanie końcówek mocy, co jasno pokazuje, że producent skupił się na użytkowaniu wzmacniacza w konfiguracji stereo. Nowy jest również pilot, tym razem zunifikowany z tym, który znajdziemy w C700 V2 – to decyzja pragmatyczna, a nie projektowa. Najważniejsza korekta kryje się jednak w środku: zastosowanie nowego przetwornika ESS Sabre nadaje M10 V3 nieco inny charakter niż ten znany z poprzednika. Wszystkie te elementy razem tworzą urządzenie, które nie próbuje imponować listą fajerwerków, lecz pokazuje, że w tej klasie dojrzewanie konstrukcji bywa równie ważne jak spektakularna premiera.
Budowa i funkcjonalność
Projekt aluminiowej obudowy z charakterystycznym szklanym wykończeniem nadal wygląda świeżo. Górny panel wykonano z hartowanego szkła osadzonego na masywnej, podklejonej aluminiowej płycie, pełniącej jednocześnie funkcję konstrukcyjną i estetyczną. Z przodu zostawiono duży czytelny wyświetlacz dotykowy, co oznacza dotychczasowy sposób prezentacji informacji: podczas streamingu widać okładkę i tytuł utworu, a przy źródłach zewnętrznych można włączyć widok wskaźników wychyłowych – "analogowych" albo cyfrowych. Wygląda to wszystko znajomo, ale właśnie o to chodziło, bo przecież "fał-trójka" nie powstała od nowa.
Więcej zmian widać z tyłu. Z pozoru układ gniazd powtarza rozwiązania z V2, jednak bliższe oględziny ujawniają pewne różnice. Zamiast dwóch analogowych wejść liniowych jest jedno, bo drugie przekształcono w wejście gramofonowe MM. To decyzja zrozumiała: coraz więcej użytkowników chce podłączyć gramofon bez dodatkowych phonostage'ów. W urządzeniu do codziennego użytku taki krok ma zdecydowanie większy sens niż drugie gniazdo liniowe. Z kolei przełącznik umożliwiający zmostkowanie końcówek mocy po prostu zniknął – producent chyba słusznie założył, że M10 V3 nie będzie wykorzystywany do podobnych eksperymentów i pozostanie wzmacniaczem stereo niezależnie od konfiguracji systemu.
Sekcja cyfrowa jest rozbudowana tak, jak w poprzedniej generacji: mamy "optyka", "koaksjala", HDMI eARC, port sieciowy LAN i Wi-Fi oraz USB-A do odtwarzania plików z pamięci zewnętrznych. Nadal można korzystać z dwóch wyjść na subwoofery i klasycznego wyjścia pre-out. Terminale głośnikowe się nie zmieniły – są solidne, wygodne i spokojnie mieszczą nawet większe wtyki.
Wewnątrz konstrukcja również przypomina tę z V2, z piętrowym układem płytek i radiatorami wkomponowanymi w boczne ściany obudowy. W M10 V3 zastosowano jednak nowy przetwornik ESS Technology Sabre ES9039. Reszta toru pozostała zbliżona koncepcyjnie, choć producent oczywiście mógł wprowadzić pomniejsze usprawnienia, niewidoczne na pierwszy rzut oka. Wzmacniacz wciąż korzysta z dopracowanej konfiguracji bazującej na architekturze Hybrid Digital nCore, a menu pozwala monitorować temperaturę końcówek mocy i korzystać z zabezpieczeń termicznych, które w praktyce działają niewidocznie i bezobsługowo.
Pod względem obsługi muzyki z sieci M10 V3 pozostaje urządzeniem w pełni zanurzonym w ekosystemie BluOS, co oznacza szeroki dostęp do platform streamingowych oraz bardzo solidną kompatybilność plikową. Oprócz najpopularniejszych serwisów strumieniowych można korzystać z rozbudowanej oferty stacji internetowych – od TuneIn i iHeartRadio przez Calm Radio po Radio Paradise. Łączność bezprzewodowa obejmuje dwukierunkowy Bluetooth z kodekiem aptX HD, więc strumieniowanie z telefonu albo sparowanie słuchawek nie wymaga żadnych przygotowań. BluOS natywnie obsługuje pliki MP3, AAC, WMA, OGG, WMA-L, ALAC, OPUS, MQA, FLAC, WAV i AIFF, a dodatkowo, za pośrednictwem aplikacji komputerowej, umożliwia odtwarzanie DSD. W praktyce trudno znaleźć materiał, którego M10 V3 nie byłby w stanie przyjąć – to system stworzony do grania "czegokolwiek, skądkolwiek", bez konieczności żonglowania formatami.
Jednym z najważniejszych narzędzi w arsenale M10 pozostaje Dirac Live. W standardzie otrzymujemy licencję Dirac Live Limited, działającą w zakresie do 500Hz, co pozwala skorygować najbardziej problematyczne z punktu widzenia pokoju pasmo – czyli niskie i częściowo średnie częstotliwości, gdzie akustyka pomieszczenia potrafi płatać największe figle. Producent zapowiada, że po jednej z przyszłych aktualizacji oprogramowania będzie można dokupić Dirac Live Full Frequency oraz Dirac Live Bass Control, czyli pełnowymiarowe narzędzia korygujące cały zakres i oferujące zaawansowaną kontrolę nad pracą subwooferów. To podejście etapowe, ale dzięki temu M10 V3 od startu zapewnia realną poprawę akustyczną, a jednocześnie pozostawia opcję dalszego rozbudowania możliwości systemu.
Nowy pilot, identyczny z tym stosowanym w C700 V2, zastępuje bardziej wyszukany wizualnie sterownik z V2, a charakter tej zmiany jest oczywisty: ujednolicenie obsługi w całej rodzinie urządzeń (a więc pewnie także zredukowanie kosztów), a nie pokaz designu.
Jakość dźwięku
M10 V3 od pierwszych chwil daje jasno do zrozumienia, że nie chodzi mu o subtelne wprowadzanie słuchacza w nastrój. Oferuje brzmienie szybkie, zdecydowane i bezpośrednie, z wyraźnym naciskiem na energię oraz tempo. Reaguje natychmiast, podając impulsy nie tyle z rozmachem, ile ze wzorowym timingiem. Muzyka "rusza z miejsca" jakby ktoś zdjął jej blokadę prędkości – i robi to właściwie niezależnie od gatunku. Rockowe nagrania nabierają sprężystości i aż się proszą o przytupywanie stopą. Bardziej złożone struktury nie tracą czytelności, tylko zachęcają do skupienia się na tym, co dzieje się "pomiędzy". Selektywność brzmienia NAD-a jest nieprzeciętna.
To bas, który działa jak napęd, a jednocześnie nie dominuje nad resztą pasma.
Podstawą tego charakteru jest bas. Głęboki, dobrze kontrolowany i zróżnicowany, z wyraźnie rysowanymi konturami. Nie ma tu mowy o jednolitej, rozlanej masie – każdy dźwięk ma swój wyraźny kształt i czas trwania. Niskie tony nie próbują symulować subwoofera tam, gdzie go nie ma, tylko pracują dokładnie w takim zakresie, w jakim powinny. To bas, który działa jak napęd, a jednocześnie nie dominuje nad resztą pasma. Dzięki temu rytm pozostaje czytelny i spójny nawet przy głośniejszym słuchaniu.
Przeciwny skraj pasma także jest jednym z mocniejszych punktów tego wzmacniacza. Wysokie tony są klarowne, bogate w informacje i dobrze zróżnicowane, ale nie wpadają w natarczywość. Szczegóły pojawiają się naturalnie, bez efektu sztucznego podkręcania czy rozjaśniania przekazu. Talerze perkusji, drobne elementy instrumentów akustycznych czy niuanse w bardziej egzotycznych aranżacjach są czytelne i łatwe do śledzenia, co przekłada się na wrażenie porządku i kontroli. To brzmienie, które nie zmusza do wysiłku, a jednocześnie nie pozwala się nudzić.
Średnica pozostaje bardziej zdystansowana niż skrajne pasma. Nie próbuje przejmować roli głównego bohatera i nie jest przesadnie eksponowana, ale też niczego nie maskuje. Jej charakter można określić jako neutralny i uporządkowany – nie epatuje plastycznością ani nie wychodzi przed szereg, konsekwentnie trzymając "przy sobie" pozostałe części pasma. W praktyce oznacza to dobrą równowagę tonalną i brak wrażenia, że któryś zakres czy podzakres próbuje grać "głośniej" od pozostałych.
Szczegółowość i dobra kontrola pasma przekładają się bezpośrednio na stereofonię. Scena w nagraniach studyjnych jest precyzyjnie osadzona pomiędzy głośnikami, z lekkim wysunięciem w stronę słuchacza, natomiast realizacje koncertowe potrafią zbudować wyraźną głębię i szerokość wykraczającą poza fizyczny rozstaw kolumn. Separacja instrumentów pozostaje czytelna nawet w skomplikowanych aranżacjach, a orientacja w przestrzeni nie sprawia problemu, no chyba że ktoś ma w zwyczaju zamykać oczy i udawać realizatora dźwięku – wtedy można się zagapić.
Na uwagę zasługuje również zachowanie M10 V3 na wejściach analogowych, gdzie sygnał jest praktycznie od razu cyfryzowany. Brzmienie pozostaje równe i uporządkowane, bez tendencji do wyostrzania krawędzi czy nadmiernego eksponowania detali. W tym aspekcie "dziesiątka" wypada wyraźnie spójniej i naturalniej niż C700 V2, zachowując lepszą równowagę tonalną i większy spokój przekazu.
Podsumowanie
NAD M10 V3 jest przykładem dojrzałego rozwinięcia znanej koncepcji, w którym zamiast efektownych gestów postawiono na dopracowanie szczegółów mających realne znaczenie w codziennym użytkowaniu. Zmiany względem poprzedniej wersji nie mają charakteru rewolucyjnego, ale są konsekwentne i logiczne – od korekt funkcjonalnych przez ujednolicenie obsługi po bardziej uporządkowany charakter brzmienia. To urządzenie, które gra dynamicznie, z mocnym, dobrze kontrolowanym basem i bardzo dobrą spójnością całego pasma, a jednocześnie nie męczy nawet przy dłuższych odsłuchach.
Na tle wcześniejszych konstrukcji NAD-a, w tym także C700 V2, M10 V3 wyróżnia się lepszą równowagą tonalną na wejściach analogowych, gdzie zachowuje kulturę i naturalność bez tendencji do wyostrzania przekazu. System BluOS zapewnia szeroki dostęp do serwisów streamingowych i plików w praktycznie dowolnym formacie, a obecność Dirac Live w wersji podstawowej pozwala już na sensowną korekcję akustyki pomieszczenia, z możliwością dalszej rozbudowy po aktualizacji oprogramowania.