s-e-r-v-e-r-a-d-s-3

hi-fi

Simaudio Moon 371

test |
Wzmacniacz streamujący - Simaudio Moon 371 Rekomendacja

Moon 371 to audiofilskie - spokojnie, wiem, co robię. Ten wzmacniacz gra z pewnością siebie, która nie potrzebuje żadnych trików, by przekonać do siebie słuchacza.

Seria North była dla kanadyjskiego Simaudio czymś w rodzaju pokazowego laboratorium – miejscem, gdzie firma mogła zaprezentować, na co ją stać w dziedzinie audio, jeśli nie musi specjalnie oglądać się na koszty. Nowa linia Compass to krok w innym kierunku: mniej ostentacyjny, ale wciąż wyraźnie "moonowski".

Jej premierowy model, wzmacniacz strumieniujący 371, nie zastępuje żadnego wcześniejszego urządzenia wprost, choć jego charakter i możliwości przynajmniej po części plasują go w miejscu, które dotąd zajmował 340i w wersji D3PX z serii Neo. Nie jest też chyba "ACE-em na sterydach", a raczej nowym rozdziałem w historii marki – próbą stworzenia urządzenia, które łączy nowoczesność, funkcjonalność i solidne inżynierskie rzemiosło w jednej, nieprzesadnie dużej, ale bardzo dopracowanej bryle.

Simaudio Moon 371

Moon 371 może być punktem wejścia do świata Simaudio, aczkolwiek określenie "entry-level" trochę tu nie pasuje – to bardziej pierwszy krok w stronę hi-endu. Wyceniony na niespełna 30 tys. złotych, zaprojektowany i wykonany w Kanadzie, korzysta z tych samych technologii, które napędzają topowe konstrukcje z serii North, a pod względem jakości wykonania i estetyki wcale nie próbuje udawać ubogiego krewnego. To raczej młodszy brat, który odziedziczył geny po najlepszych i nie zamierza ich marnować.

Budowa i funkcjonalność

Patrząc na Moona 371, trudno nie zauważyć "rodzinnego" podobieństwa do serii North. Zachowano podobne, choć nie identyczne łuki frontu, wyprofilowane "radiatory" (ścianki boczne) i charakterystyczne pokrętło, jednak całość ma bardziej kompaktowe proporcje, a dzięki temu nieco łagodniejszy wyraz.

Dominującym elementem ścianki przedniej jest duży, kolorowy wyświetlacz, który pokazuje zarówno wybrane źródło i poziom głośności, jak i okładki albumów oraz tytuł odtwarzanego utworu. Po jego bokach znalazły się przyciski w układzie pionowym (po lewej; Standby, Mute, dwukierunkowy Input, Setup i OK) oraz pokrętło głośności (po prawej; regulacja w krokach co 1,0dB w zakresie 0–30 i co 0,5dB w zakresie 30–80). Uzupełnieniem czołówki jest gniazdo słuchawkowe w standardzie 6,3mm i nadrukowana na akrylową taflę nazwa marki. Całość wygląda nowocześnie, acz bez przesady; to sprzęt, który mógłby stanąć w salonie minimalisty i nie razić nawet wtedy, gdy jest wyłączony.

Simaudio Moon 371

W podstawie wzmacniacza pojawiły się nowe, "trójkątne" nóżki z gumowatego tworzywa – detal, który może wydawać się błahy, ale w praktyce dodaje urządzeniu lekkości, a ponadto dobrze stabilizuje całą konstrukcję. Tylny panel to już czysta praktyka: komplet wejść analogowych i cyfrowych, w tym zbalansowane XLR-y, gniazda optyczne, koaksjalne, USB-C, a nawet HDMI z funkcją ARC umożliwiające współpracę z telewizorem. Nie zabrakło też wyjść pre-out, a także wejścia dla gramofonu z wkładką MM i MC (ze wzmocnieniem, odpowiednio, 40 i 60dB), dzięki czemu 371 może funkcjonować albo jako pełnoprawny system dla tych, którzy nie chcą mnożyć urządzeń w salonie, albo urządzenie "spinające" w całość zestaw złożony m.in. z odtwarzacza CD oraz gramofonu.

Pod obudową jest jeszcze ciekawiej. Konstrukcja jest uporządkowana i logiczna, a w jej centrum znalazły się dwa kluczowe dla kanadyjskiej marki rozwiązania: MDCA (Moon Distortion Cancelling Amplifier) oraz MHP (Moon Hybrid Power). Pierwsze to autorski układ wzmacniający, który redukuje zniekształcenia do poziomu, przy którym pomiary zaczynają przypominać bardziej wykres szumu tła niż pracy wzmacniacza. Nie jest to klasyczny "feedback", lecz system porównujący sygnał wejściowy z wyjściowym i wprowadzający korektę w czasie rzeczywistym – tyle, że poza właściwą ścieżką audio (a przy okazji także zmniejszający impedancję wyjściową i poprawiający współczynnik tłumienia). Dzięki temu nie wpływa on na barwę ani dynamikę, tylko usuwa błędy zanim zdążą się "utrwalić".

Simaudio Moon 371

Drugi z filarów, MHP, to zasilacz hybrydowy łączący cechy konstrukcji liniowej i impulsowej. Dotychczas stosowano go w takich topowych urządzeniach, jak 641, 761 i 861, więc w 371 stanowi kolejny etap rozwoju tej technologii, który można by określić jako "zejście pod strzechy". Jego zadaniem jest utrzymanie idealnej stabilności napięcia niezależnie od obciążenia i warunków w sieci elektrycznej – co brzmi może mało efektownie, dopóki nie uświadomimy sobie, że mowa o komponencie dostarczającym prąd do końcówek mocy mających pracować z pełną dynamiką. Inżynierowie Simaudio spędzili dwa lata, dopracowując ten układ do momentu, w którym potrafi on reagować równie szybko jak tradycyjny zasilacz liniowy, ale z mniejszymi stratami i mniejszą wrażliwością na zakłócenia.

Wszystko to przekłada się na konkretne parametry – 100W na kanał przy 8Ω i 200W przy 4Ω – choć sam producent zdaje się podchodzić do tej liczby z pewnym dystansem, traktując ją raczej jako "efekt uboczny" dobrze zaprojektowanej elektroniki niż powód do dumy. Obudowa ma może typowe dla Moona proporcje (43cm szerokości, 9cm wysokości), ale waży zaledwie 9kg, co w kontekście mocy i klasy AB jest wynikiem robiącym wrażenie.

Simaudio Moon 371

Jeśli chodzi o funkcje, to 371 jest jednym z najbardziej kompletnych urządzeń w swojej klasie. Wbudowana platforma MiND 2 pozwala korzystać z większości popularnych serwisów streamingowych, takich jak Tidal (Connect), Qobuz (Connect), Deezer czy Spotify (Connect), a także z lokalnych bibliotek muzycznych w sieci domowej. Urządzenie obsługuje pliki PCM do 32-bitów i 384kHz oraz DSD 64–256, więc raczej prędko się nie zestarzeje. Jest zgodne z Apple AirPlay i kompatybilne z Roonem (tak się szczęśliwie złożyło, że w trakcie testu ukończono certyfikację). Dla bardziej spontanicznych chwil pozostaje łączność Bluetooth – choć z wiadomych względów raczej jako opcja awaryjna niż główne źródło muzyki.

Być może właśnie to jest największą siłą tego wzmacniacza: zdolność do grania w sposób, który nie narzuca się, ale i nie pozostawia słuchacza obojętnym.

Całość wieńczy nowy, metalowy sterownik CRM-4 zaprojektowany specjalnie dla serii Compass – solidny, dobrze leżący w dłoni, z przemyślanym układem przycisków i przyjemnie intuicyjny (wreszcie pilot, który nie wygląda jak kalkulator!), który razem z aplikacją MOON MiND Controller stanowi spójne i wygodne centrum dowodzenia całym systemem, łącząc elegancję tradycyjnego sterowania z nowoczesną funkcjonalnością i szybkością obsługi.

Jakość brzmienia

To urządzenie od pierwszych minut daje do zrozumienia, że nie chodzi mu o efekciarstwo, lecz o kulturę dźwięku. Słychać tu DNA marki Moon, choć w nowej, dojrzalszej formie. To brzmienie wyraźnie spokrewnione z modelem 641, bardziej spójne, dojrzałe i harmonijne niż w starszych konstrukcjach z serii Neo. Zamiast błyskotliwej energii i natychmiastowego ataku mamy większy porządek, gęstość i pewność siebie.

Simaudio Moon 371

Bas od razu zwraca uwagę, nawet nie przez to, że jest potężny, lecz dlatego, że jest pełen treści. Ma zejście, masę i naturalny rytm, bez przesadnego dociążenia. Gdy wchodzi gitara basowa, to robi to z pewnością i płynnością, a nie z teatralnym hukiem. W średnicy z kolei słychać największą metamorfozę w stosunku do starszych modeli Moona. To pasmo jest nasycone, lekko ocieplone, ale nie zamglone; wokale brzmią namacalnie, a instrumenty akustyczne zachowują dźwięczność oraz organiczną miękkość, jakby zrezygnowano z cyfrowej ostrości na rzecz naturalności. Można odnieść wrażenie, że układ MDCA, odpowiedzialny za redukcję zniekształceń, nie tylko oczyszcza dźwięk z szumów, ale też pozwala mu swobodniej "oddychać" i sprawia, że staje się bardziej analogowy.

Góra pasma jest klarowna, a jednocześnie pozbawiona agresji. Zamiast iskry, która wypala się po kilku chwilach, 371 proponuje równomierne, subtelne światło oświetlające każdy detal z właściwej perspektywy. Gitara akustyczna czy smyczki potrafią zabłysnąć dźwięcznością, ale nigdy nie stają się ostre. Wybrzmienia są raczej delikatne, czasem aksamitne, nieprzesadnie długie. Co ciekawe, nawet przy dużych poziomach głośności dźwięk zachowuje spójność i kulturę. Nie ma wrażenia, że coś się rozjeżdża – na scenie panuje pedantyczny porządek.

Simaudio Moon 371

Jednym z największych atutów Moona 371 jest sposób, w jaki buduje przestrzeń. Scena nie jest spłaszczona między kolumnami, lecz rozwija się w głąb, tworząc rozległą i czytelną panoramę. Źródła pozorne są precyzyjnie zlokalizowane i mają całkiem realistyczną skalę. Głębia jest przy tym naturalna, a separacja instrumentów bardzo dobra, acz bez efektu chirurgicznego skalpela – nic tu nie jest "rozprute" na części, bo celem nie jest analiza, lecz spójność. Taki dźwięk wciąga w przedstawienie i nie ma nic wspólnego z wytężonym podążaniem za muzyką.

Wrażenie przestrzeni potęguje bogata paleta barw. Moon 371 potrafi malować dźwiękiem z niezwykłą swobodą – nie chodzi o feerię kolorów, tylko o subtelne różnice odcieni, które nadają muzyce naturalność. Fortepian ma głębię, a nie tylko kontur; gitara akustyczna rezonuje drewnem, a nie samymi strunami. To ten rodzaj prezentacji, w której można się zapomnieć, bo nic nie przeszkadza – nie ma krzykliwości ani suchości, nie ma też efektownych sztuczek mających ukryć jakieś braki.

Simaudio Moon 371

W porównaniu z wcześniejszymi konstrukcjami Simaudio, 371 wydaje się bardziej "ludzki". Nie próbuje imponować dynamiką ani wyczynową rozdzielczością. Zamiast tego stawia na muzykalność i płynność przekazu. Każdy gatunek brzmi zaskakująco naturalnie – czy to jazzowy kwartet, czy rockowe trio, urządzenie zawsze trzyma proporcje, nie faworyzując żadnego pasma. Być może właśnie to jest największą siłą tego wzmacniacza: zdolność do grania w sposób, który nie narzuca się, ale i nie pozostawia słuchacza obojętnym.

Niektórzy mogą uznać, że w porównaniu z poprzednimi modelami brakuje tu trochę temperamentu – i faktycznie, 371 nie jest typem zawodnika, który biegnie do przodu na oślep. Raczej idzie równym krokiem, trzymając tempo z godnością. Zamiast chwilowego pokazu siły zaprasza na długie, przyjemne, relaksujące odsłuchy. Można przy nim pracować, czytać, albo po prostu zamknąć oczy i pozwolić, żeby muzyka płynęła z głośników. Najlepszym dowodem na to, że inżynierowie Simaudio doskonale wiedzieli, co robią, będzie moment, w którym zorientujemy się, że płyta właśnie dobiegła końca, a my nie pominęliśmy ani jednego utworu.

Podsumowanie

Moon 371 brzmi tak, jakby chciał przypomnieć, że dobre audio nie musi wybierać między emocją a precyzją. Znakomicie buduje scenę – nie w postaci płaskiego obrazu, lecz niemal trójwymiarowej, pełnej życia przestrzeni, w której poszczególne źródła nabierają realnych kształtów. Muzycy nie są jedynie punktami na planie – stoją, poruszają się, oddychają. Może nie jest to brzmienie, które próbuje zrobić na słuchaczu wrażenie w pierwszej minucie, ale za to z każdym kolejnym utworem wciąga coraz bardziej. Czaruje barwą, naturalnością i sposobem, w jaki łączy analityczność z muzykalnością. Dzięki temu muzyka, co wcale nie jest takie częste, jest naprawdę ważniejsza od sprzętu. Rekomendacja!

Werdykt: Simaudio Moon 371

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Rzadkie połączenie hi-endowej urody z funkcjonalnością bliską ideału. Dojrzałe, barwne i spójne brzmienie z doskonałym "wyczuciem przestrzeni". Świetna równowaga między emocjonalnością a precyzją przekazu.

Minusy: Nie miałbym nic przeciwko odrobinę lepszej "zrywności dynamicznej".

Ogółem: 371 to wzmacniacz, który gra z klasą i bez pośpiechu, stawiając muzykę na pierwszym miejscu.

Ocena ogólna:

PRODUKT
Simaudio Moon 371
RODZAJ
Wzmacniacz streamujący
CENA
29.990zł9kg
WAGA
9kg
WYMIARY (S×W×G)
429*87*385mm
DYSTRYBUCJA
Audio Center Poland
www.audiocenter.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Wejścia cyfrowe: HDMI ARC, optyczne (TOSLINK), koaksjalne (RCA), USB-C HOST
  • Wejścia analogowe: GND, Phono (MM/MC), single-ended (RCA), XLR
  • Wyjścia: RCA (variable), głośnikowe pojedyncze, słuchawkowe 6,3mm, 12V TRIG OUT,
  • Sieć: RJ-45 x2
  • Moc wyjściowa: 100W/8Ω, 200W/4Ω na kanał
  • Czułość wejściowa: 0,3–4V
  • Impedancja wejściowa: 9,5kΩ
  • Gain: 40dB
  • Pasmo przenoszenia (pełny zakres): 5Hz–100kHz (+0dB/-3dB)
  • Całkowite zniekształcenia harmoniczne + szumy (przy 1W): 0,009%
  • Całkowite zniekształcenia harmoniczne + szumy (przy 100W): 0,003%
  • Zniekształcenia intermodulacyjne: 0,005%
  • Stosunek sygnału do szumu: 108dB
  • Przesłuch przy 1kHz: -108dB
  • Współczynnik tłumienia: 425
  • Pobór mocy: stan bezczynności 30W, stan gotowości z pełnym poborem mocy 28W, stan gotowości z niskim poborem mocy 6W
  • Obsługa: pilot, aplikacja MiND Controller
  • Dostępne wykończenie: czarne, czarno-srebrne