hi-fi

Cambridge Audio Evo 150

test |
Wzmacniacz streamujący, DAC - Cambridge Audio Evo 150 Wybór Redakcji

Jak świętować, to tylko z Cambridge Audio! Przetestowaliśmy najnowszy wzmacniacz streamujący Evo 150...

W 2018 roku marka Cambridge Audio świętowała 50-lecie swego istnienia. Rocznicę tę uświetniła znakomitą serią Edge, w ramach której przedstawiono trzy flagowe urządzenia: wzmacniacz zintegrowany Edge A, wzmacniacz mocy Edge W oraz przedwzmacniacz streamujący Edge NQ. Dlaczego wspominam o tym przy okazji testu urządzenia, które do serii Edge nie należy? Otóż najnowszy wzmacniacz streamujący Evo 150 stanowi kontynuację obchodu półwiecza brytyjskiej firmy.

Tym razem głównym celem Cambridge Audio było już nie tyle pokazanie pełni swoich możliwości, ile takie ich przeobrażenie, by nowe urządzenia miały szansę trafić pod przysłowiowe strzechy (w ofercie oprócz Evo 150 jest także Evo 75 o nieco okrojonej funkcjonalności, a niebawem dołączą do nich kolejne, w miarę przystępne cenowo, elementy systemu). Jak tłumaczy sam producent, Evo oznacza ewolucję, przez którą rozumie transformację, ulepszenie i postęp. Wiele wskazuje więc na to, że urodzinowa impreza Cambridge'a dopiero się rozkręca.

Budowa

Evo 150 to bez wątpienia jedno z najładniejszych tego typu urządzeń na rynku. Moim zdaniem atrakcyjniejsze wzorniczo zarówno od Uniti Atom Naima, jak i M10 NAD-a – najpoważniejszych konkurentów Cambridge'a. Przy czym każde z tych urządzeń także ma coś, czego Evo 150 może im pozazdrościć: w przypadku Naima jest to niesamowite pokrętło głośności (choć Cambridge Audio także przygotowało coś specjalnego, zob. dalej), a w przypadku NAD-a możliwość wyświetlenia wychyłowych wskaźników. W kwestii designu zewnętrznego CA poszło jednak dalej niż Naim i NAD, oferując wymienne panele boczne, utrzymywane na bardzo mocnych magnesach (uwaga na palce!). Do wyboru są albo boczki drewniane (w stylu "vintage"), albo z materiału Richlite, którego głównym składnikiem jest ponoć papier pochodzący z recyklingu, z ciekawym geometrycznym deseniem (styl nowoczesny).

Cambridge Audio Evo 150

Czołówka Evo 150 wygląda znakomicie. Większą jej część zajmuje 6,8-calowy, kolorowy wyświetlacz LCD (pokazuje okładkę, tytuł utworu, nazwę wykonawcy, tytuł płyty, format, zegar, status połączenia sieciowego itd.), mniejszą zaś wspomniane już pokrętło, które Cambridge Audio opracowało już wcześniej, na potrzeby serii Edge (składa się z dwóch ruchomych części: ta o mniejszej średnicy służy do regulowania głośności, a ta o większej do wyboru źródła). W przypadku Evo pokrętło powiązano z wyświetlaczem, na którym kolejne wskazania (głośność/źródła) przesuwają się po okręgu.

Między wyświetlaczem i pokrętłem umieszczono w pionie przyciski, na pierwszy rzut oka niewidoczne, bo opisujące ich działanie ikony są podświetlane i widoczne dopiero po włączeniu. Od góry są to: Play/Pause, Skip (osobno do przodu i do tyłu), Info, Speaker output (A, B, A+B) oraz Standby/On. Pomiędzy dwoma ostatnimi umieszczono niewidoczny sensor IR, jako że do Evo 150 dołączono zgrabny i rzadkiej urody pilot zdalnego sterowania (aczkolwiek najwygodniej korzystać z aplikacji – zob. dalej). Dopełnienie frontu stanowi minijack słuchawkowy ulokowany po prawej stronie, obok pokrętła.

Cambridge Audio Evo 150

Tył Evo 150 jest dość zatłoczony, co przy mniejszych niż standardowe rozmiarach obudowy wydaje się oczywiste, ale może też stwarzać pewien problem. Chodzi o gniazdo zasilania, które umieszczono bardzo blisko terminali głośnikowych dla kanału prawego, w związku z czym podłączenie lepszej sieciówki z typowym (czyli dużym) wtykiem w zasadzie wyklucza zastosowanie kabli głośnikowych zakończonych widłami, tym bardziej że terminale są podwójne (można zastosować bi-wiring, bi-amping z dodatkowym wzmacniaczem mocy, a nawet podłączyć do Evo dwa zestawy kolumn).

Zestaw złączy uzupełniają: 2,5mm microjack dedykowany dla transportu Evo (ma się pojawić jesienią tego roku), TV ARC (do podłączenia telewizora za pomocą kabla HDMI), USB-B dla komputera PC/Mac (można poprzestać na USB 1.0 24/96 lub zainstalować sterownik Class 2 USB audio dostępny na stronie CA), trójpozycyjny przełącznik masy, USB-A Media (dla pendrive'ow, dysków itp.), Ethernet, Triggery In/Out, port RS-232, wejście cyfrowe koaksjalne, dwa wejścia cyfrowe optyczne, wejścia liniowe na XLR-ach i złączach RCA, wejście phono dla gramofonu z wkładką MM (z uziemieniem dla tegoż), a ponadto wyjścia Sub-Out i Pre-out (na subwoofer i końcówkę mocy). Co prawda nie uwzględniono gniazd dla anten Wi-Fi i Bluetooth, ale Evo obie te technologie obsługuje (anteny ukryto wewnątrz obudowy).

Cambridge Audio Evo 150

Jak łatwo się domyślić, 150 watów mocy z tak niewielkiej konstrukcji udało się uzyskać dzięki wzmacniaczowi pracującemu w klasie D – wykorzystano moduły Hypex NCore i zasilacz impulsowy. Mózgiem systemu jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach i bodaj najlepsza obecnie platforma Cambridge'a StreamMagic, a jego sercem przetwornik cyfrowo-analogowy ESS Sabre ES9018K2M.

Funkcjonalność Evo 150 jest wzorowa. Obejmuje Chromecasta, Bluetooth (z kodekiem aptX HD), UPnP, AirPlay, Spotify Connect, TIDAL, Qobuz, Amazon Music, RoonReady, radio internetowe, obsługę plików PCM do 32bitów/384kHz i DSD256 (USB Audio Class 2) oraz MQA (Master Quality Authenticated).

Cambridge Audio Evo 150

Niezbędnym elementem związanym z obsługą streamera jest aplikacja Cambridge'a o nazwie StreamMagic. Co prawda, jak już wspomniałem, obsługę umożliwia zarówno pilot, jak i przyciski na panelu frontowym, ale tylko aplikacja pozwala na włączenie/wyłączenie konkretnych wejść i źródeł dźwięku, które następnie pojawiają się na wyświetlaczu oraz na ekranie smartfona. Warto dodać, że ustawienia Evo 150 są dostępne zarówno z poziomu aplikacji, jak i przeglądarki, i uwzględniają m.in. zarządzanie trybem gotowości (ECO albo Tryb gotowości sieci, w którym Evo można włączać za pomocą aplikacji), ustawienie automatycznego przechodzenia do stanu obniżonego poboru mocy, ustalenie jasności ekranu, wybór klasy USB audio oraz włączenie/wyłączenie regulacji barwy dźwięku (tony niskie i wysokie od -10 do +10, z wyjątkiem streamu plików DSD i przez Bluetooth).

Jakość brzmienia

Nie ma większego znaczenia, czy muzyki słuchamy z TIDAL-a, Roona czy transportu CD – w każdym wypadku Evo oferuje brzmienie świetnie ułożone, dopracowane od A do Z. Idę o zakład, że 95% użytkowników "stopięćdziesiątki" będzie chodziło uśmiechniętych od ucha do ucha. Pozostałe (najbardziej wybredne) 5% także doceni niesłychanie gładki, spójny, barwny, soczysty, a jednocześnie szczegółowy dźwięk, jaki inżynierom Cambridge'a udało się uzyskać w, bądź co bądź, ograniczonym budżecie. Pamiętajmy, że nie płacimy tylko za samo brzmienie; równie ważne jest "opakowanie" i obsługa de facto trzech urządzeń (wzmacniacz, streamer i DAC), a te są po prostu znakomite.

Clou brzmienia Evo 150 jest średnica, która dosłownie wciąga słuchacza barwami, gęstością, miękkością i gładkością.

Czy czegoś w tej prezentacji brakuje? Moim zdaniem przydałoby się lepsze różnicowanie nagrań, ale dla wspomnianej większości nie będzie to pewnie miało większego (albo wręcz żadnego) znaczenia, ponieważ... wszystko na Evo 150 brzmi albo dobrze, albo bardzo dobrze. Innymi słowy, Evo nie zmusza nikogo do odstawienia w kąt połowy muzycznej biblioteki/płytoteki. Większość tych nagrań, które na wypasionym sprzęcie brzmi płasko, sucho i nieciekawie, na Evo 150 jakby dostaje nowe życie. Nawet taka "realizacyjna nędza", jak "The Joshua Tree" U2 (FLAC 16/44,1) staje się na Cambridge'u "słuchable". Z drugiej strony realizacje wybitne nie robią aż takiego wrażenia. Brzmią bardzo dobrze, ale szczęka nie opada – w przekazie brakuje lepszej rozdzielczości, bardziej przekonujących, trójwymiarowych źródeł pozornych/instrumentów i skoczniejszej dynamiki (typowych dla źródeł hi-endowych). Te "niedobory" są jednak bardzo łatwe do zaakceptowania w przypadku urządzenia all-in-one za niespełna 12kzł.

Cambridge Audio Evo 150

Przejdźmy do opisu poszczególnych części pasma. Bas Evo 150 ma całkiem spory gabaryt (na monitorach ATC SCM 7 było go zauważalnie więcej niż z innymi, nie tylko porównywalnymi cenowo wzmacniaczami). Zaokrąglone krawędzie i subiektywne powiększenie sprawiają, że niskie składowe ani na chwilę nie dają o sobie zapomnieć. Na szczęście nie sprawiają wrażenia rozmytych i nie spowalniają przekazu, choć nie powiedziałbym także, że są szczególnie szybkie, impulsywne czy wartkie rytmicznie. Akurat to, że dynamika nie jest tu spektakularna, nie przynosi Cambridge'owi ujmy – to wynik konkretnych wyborów, postawienia na soczystość brzmienia i gładkość, których nie da się tak łatwo pogodzić z dużą dynamiką i zjawiskowymi kontrastami. Niemniej należy to wyraźnie podkreślić: Evo brzmi przede wszystkim relaksująco, preferuje zrównoważony przekaz, nie zaskakuje erupcjami dynamiki, szybkimi transjentami czy niespotykanym drive'em.

Bas "stopięćdziesiątki" świetnie pasuje zwłaszcza do niewielkich monitorów – w informacji producenta o tym, że w drugiej połowie roku do nowej elektroniki mają dołączyć Evo S – dwudrożne monitory bas-refleks o efektywności 88dB, impedancji 8Ω i paśmie przenoszenia od 50Hz do 40kHz – nie ma przypadku. Jeśli komuś zabraknie cierpliwości i chciałby od razu dobrać do Evo 150 kolumny, a na dodatek byłby skłonny nieco zaszaleć, to sugeruję wypróbować połączenie z... 705-kami Signature B&W. To mniej więcej drugie tyle, ile trzeba wydać na Evo, ale razem powinno to zagrać znakomicie. A nawet jeśli tylko bardzo dobrze, to resztę taki zestaw "dowygląda", bo trudno będzie kupić w tej cenie coś bardziej cieszącego oko (do połączenia użyłbym kabli Tellurium Q Black II Speaker). Reasumując, do pełni szczęścia brakuje tu chyba tylko funkcji Dirac Live, która pozwoliłaby dostroić niskie częstotliwości do akustyki pomieszczenia odsłuchowego (wspominam o tym dlatego, że Diraca zaimplementowano w M10 NAD-a). Ponieważ jednak coraz więcej producentów uwzględnia to rozwiązanie (ostatnio np. Arcam), to być może i Cambridge da się w końcu skusić i w przyszłości zobaczymy/usłyszymy urządzenia CA z tą niezwykle przydatną funkcją.

Cambridge Audio Evo 150

Wracając do Evo 150: clou jego brzmienia jest średnica, która dosłownie wciąga słuchacza barwami, gęstością, miękkością i głębią. To tu kryje się najwięcej informacji podanych ze smakiem, odrobiną ciepła i "zagęszczaczem", który wydobywa z tarapatów słabsze nagrania. O takim brzmieniu mówi się, że jest muzykalne, że można go słuchać godzinami. Średnica, zwłaszcza z niektórymi nagraniami wokalnymi (np. Kings of Convenience "Peace or Love"; FLAC 24/96), bywa uprzywilejowana: głosy pojawiają się na pierwszym planie, są pełne, mięsiste, chciałoby się powiedzieć żywe, namacalne. Słychać to nawet w głosach spikerów w "Dwójce" Polskiego Radia (z "cienkim" bitrate'em 192kbps).

W sposób wyjątkowy udało się tu także połączyć średnicę z górą. Na przełomie tych zakresów Evo 150 demonstruje wzorową spójność i brak agresji. To dlatego jego brzmienie jest tak opanowane, gładkie, a nawet, do pewnego stopnia, dystyngowane. Świetnie sprawdza się to zwłaszcza w repertuarze akustycznym, czego przykładem może być praktycznie dowolna produkcja ECM-u (spora część katalogu tej wytwórni jest dostępna w TIDAL-u, w tym nagrania zakodowane w MQA, z którymi Evo 150 radzi sobie doskonale; aby Evo 150 dekodował MQA, jako źródło należy wybrać TIDAL Connect).

Najwyższa część pasma jest całkowicie pozbawiona chropowatości, czysta, gładka jak aksamit, naturalna, a jednocześnie na tyle wyrazista, że przykucie uwagi słuchacza przychodzi jej bardzo łatwo. Wciągająca i dojrzała, jest kolejnym potwierdzeniem tego, że mamy do czynienia z urządzeniem dającym rzadko spotykaną radość obcowania z muzyką.

Podsumowanie

Evo 150 wygląda i brzmi rewelacyjnie. To znakomicie wykonane urządzenie będzie idealnym kompanem zwłaszcza do długich, relaksujących odsłuchów.

Werdykt: Cambridge Audio Evo 150

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Tylko na niego popatrzcie: Evo 150 to piękny i funkcjonalny kawałek technologii. Oferuje także kawał świetnego, soczystego, barwnego i gładkiego brzmienia.

Minusy: Do pełni szczęścia brakuje tylko lepszego różnicowania nagrań i funkcji Dirac Live.

Ogółem: Prawdziwy samograj – dosłownie i w przenośni.

Ocena ogólna:

PRODUKT
Cambridge Audio Evo 150
RODZAJ
Wzmacniacz streamujący/DAC
CENA
11.999 zł
WAGA
5,2 kg
WYMIARY (S×W×G)
305×305×90 mm
DYSTRYBUCJA
Audio Center Poland
www.audiocenter.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Nominalna moc wyjściowa: 150W/8Ω
  • DAC ESS Sabre ES9018K2M
  • Pasmo przenoszenia: 20Hz–20kHz (+0/-3dB)
  • Wejścia analogowe: 1x RCA, 1x XLR, 1x MM
  • Wejścia cyfrowe: 2x TOSLINK optyczne (16/24 bity, 32–96kHz PCM), 1x S/PDIF koaksjalne (16/24 bity, 32–192kHz PCM), 1x TV ARC, USB Audio: Class 1 do 24 bitów, 96kHz (asynchronicznie) | Class 2 do 32 bitów 384kHz (asynchronicznie) oraz DSD do DSD256, Bluetooth 4.2 A2DP/AVRCP obsługujący SBC, aptX oraz aptX HD (24 bity, 48 kHz)
  • Kompatybilny z UPnP, USB media, Airplay 2, Chromecast, Internet Radio, Spotify Connect, TIDAL, Qobuz, Roon Ready
  • Obsługiwane formaty audio: ALAC, WAV, FLAC, AIFF, DSD (x256), WMA, MP3, AAC, HE AAC AAC+, OGG Vorbis
  • Łącza internetowe: Ethernet IEEE 802.3, 10 Base-T lub 100 Base-T, Wi-Fi Dual Band 2,4/5 GHz
  • Maksymalny pobór mocy: 700W
  • Pobór mocy w trybie standby: <0,5W