s-e-r-v-e-r-a-d-s-3

hi-fi

Moon 600i v2

test |
Wzmacniacz zintegrowany - Moon 600i v2 Wybór Redakcji

Sprawdziliśmy, co potrafi Moon 600i v2 – prawie najlepsza integra w katalogu kanadyjskiego producenta Simaudio.

Kanadyjska marka Moon oferuje aktualnie pięć wzmacniaczy zintegrowanych, z których tylko dwa należą do flagowej serii Evolution: 700i v2 oraz 600i v2. Niżej pozycjonowana integra jest co prawda sporo tańsza od topowej, ale jej cena wciąż pozostaje bardzo hi-endowa. Jakby tego było mało, jest to "tylko" wzmacniacz, bez dodatków w postaci DAC-a, modułu streamującego, Bluetootha, phonostage'a, a nawet gniazda słuchawkowego.

To wymowny komunikat dla potencjalnego klienta: na tym poziomie cenowym i brzmieniowym kompromisy (a takim zawsze jest łączenie kilku urządzeń wewnątrz jednej obudowy) nie wchodzą w grę. Chcesz mieć brzmienie z najwyższej półki? Musisz zapłacić za każdy komponent z osobna.

Budowa i funkcjonalność

Design wzmacniacza jest typowo "moonowy", aczkolwiek od razu widać, że wskakujemy na wyższą półkę jakościową. Obudowa jest większa i głębsza niż w przypadku tańszych urządzeń kanadyjskiego producenta, a doczepione do frontu charakterystyczne "skrzydełka" są wykonane już nie z tworzywa, a z grubego aluminium. Mają też nieco inny kształt, są bardziej wydłużone i częściowo zachodzą na przednie "słupki" o podstawie trójkąta z wyoblonymi bokami/ściankami, również wykonane z aluminium. Identyczne umieszczono z tyłu, w sumie są więc cztery. Wkręca się w nie chromowane nóżki w kształcie stożków ze ściętymi wierzchołkami.

Moon 600i v2

Na etapie oględzin obudowy 600i v2 uwagę zwraca także duża aluminiowa tabliczka z wyciętym laserowo logo (fragment klucza wiolinowego) i napisem Moon umieszczona na górnej, stalowej pokrywie, a także poprzeczne żebra radiatorów, w których wywiercono otwory. Co ciekawe, "chłodnice" nie nagrzewają się bardziej niż góra czy spód wzmacniacza, tak więc w skutecznym odprowadzaniu ciepła uczestniczy cała obudowa.

Front urządzenia zdominowały dwa elementy: znakomity wyświetlacz punktowy barwy czerwonej o wzorowej czytelności oraz duża, aluminiowa, wygodna gałka regulacji głośności. Precyzyjny potencjometr M-eVOL2 to autorskie opracowanie Sim Audio. Regulacja jest elektroniczna, poruszamy się aż w 530 krokach, na początku skali (0–30) w liczbach całkowitych (decybelach), a potem (30–80) dodatkowo z ułamkiem dziesiętnym. Wolna rotacja pokrętła skutkuje krokami co 0,1dB, a szybka co 1dB. Regulację napięcia zrealizowano za pomocą drabinki rezystorowej, sterowaniem zajmują się kości przetworników cyfrowo-analogowych TI DAC8812, po jednej na kanał, jako że tor sygnałowy wzmacniacza jest zbalansowany. Producent określa minimalną żywotność swojego rozwiązania na, bagatela, milion rotacji.

Góra jest jedną z lepszych, jakie słyszałem, a jej największym atutem jest to, że nie stara się za wszelką cenę zwracać na siebie uwagi.

Na froncie znalazło się także kilka przycisków: Standby, Mute, Display (wyświetlacz można przygasić w trzech krokach albo wyłączyć), Bal (do precyzyjnego ustawienia balansu, od wartości 00 do aż 100 w każdym kanale), Input, Setup i OK. Menu jest całkiem rozbudowane, pozwala na zmianę wielu ustawień. Każdemu z pięciu wejść można np. zmienić nazwę, przypisać maksymalną głośność (nie mniejszą niż 40dB i nie większą niż 80dB), a także ustawić offset (korekcję czułości) w zakresie od -10dB do +10dB. Ponadto istnieje możliwość całkowitego wyłączenia każdego z wejść, jak również przekształcenia wybranego wejścia w przelotkę (bypass). Z ciekawszych opcji należy także wymienić możliwość ustawienia wyjścia Line Out jako "fixed" lub "variable" (to drugie przyda się, jeśli ktoś zamierza podłączyć do "sześćsetki" subwoofer albo korzystać tylko z sekcji przedwzmacniacza), a także wyłączenia czujki IR na froncie. Można nawet zmienić kod systemu zdalnego sterowania (domyślnie RC-5). Pomysł ten, z pozoru wyglądający na "zawracanie głowy", wcale nie jest taki niepraktyczny – z pewnością docenią go właściciele rozbudowanych instalacji z kilkoma wzmacniaczami. W tym miejscu wypada też wspomnieć o dołączonym do wzmacniacza solidnym, metalowym i ciężkim pilocie FRM-3 z czujnikiem ruchu, który, kiedy tylko weźmie się go do ręki, jaskrawo podświetla przyciski, ale też, co gorsza, zaczyna piszczeć - nie jest to głośne ani uciążliwe i ustaje zaraz po odłożeniu sterownika.

Moon 600i v2

Tył wzmacniacza odzwierciedla budowę dual mono. Najważniejsze gniazda prezentują wysoką jakość – od pojedynczych głośnikowych terminali WBT po indywidualnie wkręcane i izolowane, złocone RCA. Obok jednego wyjścia RCA mamy cztery wejścia w takim standardzie, a także (teoretycznie najlepsze, biorąc pod uwagę zbalansowany tor sygnałowy) jedno XLR – wszystko czytelnie rozdzielone na prawą i lewą stronę/kanał. Całości złączy dopełniają zasilający trójbolcowy IEC z umieszczonym obok głównym włącznikiem i gniazdem 3-amperowego bezpiecznika, jak również RS232, 12V wyjście triggera, wejście dla zewnętrznego czujnika podczerwieni oraz wejście i wyjście firmowej magistrali SimLink.

Pora na rzut oka do wnętrza, gdzie dominuje montaż przewlekany i panuje wzorowy porządek. Stopnie końcowe z wykonanymi na zamówienie tranzystorami bipolarnymi, a także część zasilacza z baterią głównych kondensatorów marki Nippon ChemiCon (po cztery na kanał) o pojemności 10.000µF każdy (w sumie mamy więc 80.000µF pojemności głównej plus 5x2.200µF i 4x470µF) wygląda znajomo – na podobnym rozwiązaniu bazuje końcówka mocy 330A. Nawet moc wyjściowa wygląda tak samo: 125W na kanał przy obciążeniu 8Ω i 250W przy 4Ω, podobnie jak pierwsze 5W dostarczane w klasie A. Tyle że 600i v2 wykorzystuje nie jeden, a dwa ogromne 400VA transformatory toroidalne amerykańskiej firmy Avel Lindberg, co daje topologię pełnego dual mono. Z tyłu urządzenia nad głównym laminatem umieszczono płytkę przedwzmacniacza z miedzianymi ścieżkami. Znalazły się na niej m.in. wspomniane przetworniki DAC8812 i przekaźniki włączające poszczególne wejścia.

Moon 600i v2

Jakość brzmienia

Moon 600i v2 swoją robotę wykonuje szybko, perfekcyjnie i czysto, zachowując się przy tym wyjątkowo naturalnie, bez jakichkolwiek usztywnień. Największe wrażenie robi właśnie jego swoboda, a ponadto doskonałe, bo niewidoczne "zszycie" poszczególnych części pasma. Brzmienie tej integry jest w zasadzie nierozbieralne, to jakby homogeniczne continuum, gładki skalny monolit, którego nie sposób "ugryźć". O każdym z zakresów można mówić wyłącznie w samych superlatywach.

Góra jest jedną z lepszych, jakie słyszałem, a jej największym atutem jest to, że nie stara się za wszelką cenę zwracać na siebie uwagi. Mimo to nie sposób jej ignorować. Jej gładkość, naturalność i barwa są wzorowe. Perkusyjne talerze mają świetną rozdzielczość i zróżnicowanie, ale prawie nigdy (wyjątkiem są np. płyty perkusistów – liderów) nie przyciągają uwagi bardziej niż inne instrumenty. Jeśli towarzyszą np. gitarze elektrycznej (jak w nagraniach Pata Metheny'ego), to właśnie ona jest pierwszoplanowa i "generuje" więcej dźwięków wysokotonowych. Na zdecydowanej większości płyt z różnego rodzaju muzyką perkusja nie dominuje, a asystuje pozostałym instrumentom, a wzmacniacz Moona pokazuje to w tak "żywy" i namacalny sposób, że niemal widać przesuwające się na konsoli studyjnej suwaki – gitara albo fortepian zamieniają się miejscami, przyciągając uwagę słuchacza, a perkusja i bas, choć cały czas są obecne i aktywne, to jednak zwykle organizują rytm z "tylnego siedzenia".

Moon 600i v2

Bas jest równie spektakularny. W porównaniu z testowaną przeze mnie ostatnio końcówką 330A (i preampem 390) jest ustawiony niżej, ale zarówno jego barwa, jak i kontrola są lepsze. Balans zestawu dzielonego jest bardziej odchylony w kierunku ocieplenia, a jego bas obfitszy. Integra jest moim zdaniem bardziej neutralna. Ma też większy oddech i lepszą przejrzystość. Na "sześćsetce" świetnie brzmi perkusyjna centrala – jest i obfita, i twarda – oraz tomy, które mają świetną głębię i szybkość. Przy cichym słuchaniu może się wydawać, że bas ma miękki charakter, ale wystarczy podkręcić poziom głośności, by usłyszeć, że jego kontrola jest wzorowa. To granie bardzo spójne, kolorowe, dynamiczne i z charakterem.

Średnicę najlepiej przetestować na wokalach. A te w "wykonaniu" integry Moona są nadzwyczaj prawdziwe, naturalne. Wystarczy posłuchać początku nowej płyty Marii Farantouri "Beyond The Borders" (FLAC 24/96). Świetnie udało się tu zachować balans między emocjami i precyzją. Z jednej strony można bez problemu skupić się na ekspresji, z drugiej – głos jest superdokładny, ale w sposób naturalny, a nie kliniczny. 600i v2 to nie biały fartuch z kompletem długopisów w kieszonce – to autentyczność muzycznego wydarzenia, możliwie wysoka zgodność z jego prawdziwym charakterem.

Kolejny niepospolity aspekt brzmienia integry Moona to szybkość i dynamika. Aby je w pełni docenić, znowu trzeba zagrać stosunkowo głośno. Transjenty w przekazie Moona wydają się wolne od kompresji, a jednocześnie nie demolują spójności brzmienia – to jakby połączyć ogień i wodę. Brzmienie jest szybkie, zrywne, ale nie przesadnie "podgazowane", 600i v2 nigdy nie proponuje jazdy bez trzymanki, panuje nad każdym pojedynczym dźwiękiem i nad wszystkimi razem.

Moon 600i v2

Scena, rozplanowanie poszczególnych instrumentów, odległości pomiędzy nimi to bajka. W tej układance wszystko do siebie pasuje. Źródła pozorne na płycie "We Get Request" tria Oscara Petersona dosłownie teleportowały się do pokoju odsłuchowego. Perkusja z przodu, z lewej strony, kontrabas z prawej, nieco głębiej, a środek zajął fortepian. Ich namacalność była pierwszorzędna, a podkreślały ją wszystkie odgłosy muzyków, nucenie, podśpiewywanie pod nosem, głośne westchnienia. Idę o zakład, że gdyby któryś z muzyków skrobał paznokciem po rajstopach, wzmacniacz Moona też by to pokazał. A skoro już o tym mowa, to wypadałoby się porządnie skrobnąć po kieszeni...

Warto wiedzieć

Simaudio zaprojektowało system podstawek o nazwie Moon Bridge, które umożliwiają stawianie komponentów serii Evolution jeden na drugim. "Mostki" są wykonane z aluminium, zaś ich podkładki z elastomeru, co zapobiega zarysowaniom. Przede wszystkim jednak zadaniem podstawek jest kontrola wibracji. Moon Bridge kierują wibracje i rezonans z dala od czułych obwodów urządzeń, skutecznie rozpraszając niepożądane drgania. Zdaniem producenta skutkuje to poprawą dokładności brzmienia oraz jego przejrzystości i to w większym stopniu niż w przypadku tradycyjnych rozwiązań wykorzystujących półki.

Podstawki powstają w fabryce Simaudio. Do ich wykonania producent wykorzystuje maszyny CNC pozwalające na obróbkę z precyzją sięgającą 0,001 cala. Moon Bridge dostarczane są w zestawach po cztery sztuki.

Podsumowanie

Naturalność i spójność brzmienia tego wzmacniacza są zachwycające. Gorąca rekomendacja!

Werdykt: Moon 600i v2

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Ultrasolidna budowa, wysokiej jakości elementy, zabójczy wygląd. Znakomicie zrównoważone i spójne brzmienie.

Minusy: Brzęczący pilot przy tej cenie wzmacniacza to jednak lekkie nieporozumienie.

Ogółem: Wyborna integra dla dojrzałych audiofilów.

Ocena ogólna:

PRODUKT
Moon 600i v2
RODZAJ
Wzmacniacz zintegrowany
CENA
39.990 zł
WAGA
21 kg
WYMIARY (S×W×G)
476×102×460 mm
DYSTRYBUCJA
Audio Center Poland
www.audiocenter.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Moc wyjściowa: 125W/8Ω, 250W/4Ω na kanał
  • Czułość wejściowa: 490mV – 6,0V RMS
  • Impedancja wejściowa: 23.700Ω
  • Wejścia (RCA/XLR): 4 pary/1 para
  • Gain: 37dB
  • Pasmo przenoszenia (pełny zakres): 10Hz–100kHz (+0/-0,1dB)
  • Przesłuch przy 1 kHz: -100dB
  • THD: 0,015% (20Hz–20kHz @ 1W), 0,04% (20Hz–20kHz @ 125W)
  • Zniekształcenie intermodulacyjne: 0,02%
  • Obsługa: pilot
  • Dostępne wykończenie: czarne, srebrne, czarno-srebrne