hi-fi

Exposure XM5

test |
Wzmacniacz zintegrowany - Exposure XM5

Czy mały wzmacniacz może być wielki? Przetestowaliśmy integrę XM5 brytyjskiego Exposure'a.

Marka Exposure to – obok Naima, Cyrusa czy Cambridge Audio – jedna z tych, które zdefiniowały pojęcie brytyjskiego hi-fi. Firma, która powstała na początku lat 70. ubiegłego wieku, z dumą podkreśla, że jej produkty wciąż od początku do końca, tj. od projektu do finalnego produktu, są brytyjskie.

Aktualna oferta Exposure'a jest przejrzysta i logicznie uporządkowana. Tworzy ją pięć serii: 1010, 2010, 3010, 5010 i XM. Ostatnia z wymienionych wyróżnia się nie tylko nazwą, ale też wyglądem – sześć urządzeń wchodzących w jej skład ma szerokość o połowę mniejszą od typowych dla hi-fi gabarytów – niespełna 22cm. Takie zagranie można by nazwać lifestyle'owym, gdyby nie fakt, że design tych klocków jest jednak dość konserwatywny, typowy dla Exposure'a. Szkoda, że nie zdecydowano się na coś bardziej świeżego, nowoczesnego, bo kolejna taka okazja raczej prędko się nie nadarzy. Oczywiście nie ma powodu do lamentowania, jakość wykonania jest bardzo solidna, nie można też tym małym "pudełkom" odmówić pewnego wdzięku.

wzmacniacz zintegrowany Exposure XM5

Niejako wizytówką nowej linii jest integra XM5. Jeśli ktoś myśli o minimalistycznym systemie na bazie elektroniki Exposure'a, to najprawdopodobniej zacznie właśnie od niej. Na dobrą sprawę na wzmacniaczu można poprzestać, oczywiście przy założeniu, że źródłem będzie komputer.

Budowa

Tych, którzy zetknęli się już z urządzeniami Exposure'a, XM5 niczym (poza niestandardową szerokością) nie zaskoczy. Charakterystyczną czołówkę z grubego płata szczotkowanego aluminium można by nawet uznać za ładną, ale gniazda głośnikowe w plastikowych kołnierzach, zlicowane z tylną ścianką, akceptujące tylko banany (najlepiej BFA)/szpilki, powinny już dawno trafić do lamusa. Jak sensownie wyjaśnić ich obecność we wzmacniaczu produkowanym w XXI wieku? Zaczynam podejrzewać, że dawno, dawno temu ktoś z działu zaopatrzenia Exposure'a przez pomyłkę zamówił kilka kontenerów tych gniazd, w związku z czym będziemy je oglądać do końca naszych dni. Oczywiście trochę przesadzam, w końcu taki Naim też ma "swoje" gniazda głośnikowe, nie wspominając o DIN-ach, ale faktem jest, że takie "przywiązanie do tradycji" potrafi utrudnić życie, w tym wypadku posiadaczy kabli zakończonych widełkami.

Skoro już jesteśmy przy "zakrystii" XM5, to rzućmy okiem na umieszczone tam gniazda. Wejścia analogowe są tylko trzy, z czego jedno zarezerwowano dla gramofonu z wkładką MM. Wyjście pre-out pozwoli podłączyć końcówkę mocy (lub końcówki, np. XM9), albo subwoofer. Ważniejsze od analogowych wydają się umieszczone nad nimi wejścia cyfrowe, ale – uwaga – tu także Exposure poszedł własną ścieżką, bo zamiast klasycznych "koaksjali" mamy dwa SPDIF-y w standardzie BNC (75Ω). Dobrze, że chociaż "optyki" są typowe i obejdzie się bez adapterów.

wzmacniacz zintegrowany Exposure XM5

Żeby jednak nie było tak nudno, to naprzemienność tych gniazd, tzn. sposób ich ułożenia w takiej a nie innej kolejności (D1 – BNC, D2 – Toslink, D3 – BNC i D4 – Toslink), też jest cokolwiek dziwaczna i w przypadku wykorzystania wszystkich przyda się ściąga przyklejona w widocznym miejscu. Bodaj najważniejszym z gniazd cyfrowych jest USB typu B, które pozwoli podłączyć do "iks-em-piątki" komputer (w zestawie znajdziemy płytę ze sterownikami dla PC) i odtwarzać pliki hi-res, w tym DSD64. Wyposażenia panelu tylnego dopełniają bolec uziemienia dla gramofonu oraz gniazdo zasilające IEC.

Przechodzimy do frontu. Gałka głośności po prawej stronie, z umieszczoną w niej diodą, działa płynnie, z lekkim oporem – dokładnie tak, jak trzeba. Z drugiej strony znalazł się włącznik (na górze obok logo znajduje się zintegrowana z nim dioda), a pośrodku dwa selektory źródeł i "szkiełko" dla pilota zdalnego sterowania. Osiem LED-ów sygnalizuje wybrane wejście (AV, AUX/PH, AUX2, D1–D4 i USB). We wzmacniaczu w kolorze czarnym "lampki" świecą na czerwono, a w srebrnym na niebiesko.

XM5 jest precyzyjny w rysowaniu konturów dźwięków, nie gasi transjentów, nie tłumi żywych barw.

Rzut oka do wnętrza oznacza małe déjà vu, ponieważ XM5 jest bardzo podobny do integry 2010S2. Mogłoby się wydawać, że wraz ze zmniejszeniem gabarytów producent sięgnął po moduły w klasie D, jednak XM5 to klasyczna konstrukcja pracująca w klasie AB, z zasilaczem liniowym, który oparto na solidnym 200VA transformatorze toroidalnym Noratela oraz dwóch kondensatorach filtrujących Kendeila o pojemności po 10.000µF/63V każdy (czyli identycznie jak w przypadku 2010S2).

W ścieżce sygnałowej pracują wysokiej jakości rezystory i kondensatory (złoto-czarne ELNA Silmic i czerwone WIMA), a w stopniu mocy bipolarne tranzystory Toshiby, które zapewniają solidne 60W RMS na kanał przy obciążeniu 8Ω. Wewnątrz nie ma radiatora (a w obudowie otworów wentylacyjnych), co oznacza, że – podobnie jak w przypadku "dużych" wzmacniaczy Exposure'a – tranzystory przykręcono do metalowej sztaby, a tę z kolei do spodu obudowy, która w ten sposób odprowadza ciepło. Za regulację głośności odpowiada audiofilski, zmotoryzowany granatowy ALPS. W części cyfrowej zastosowano przetwornik C/A Wolfsona WM8742. Moduł wejściowy USB zrealizowano na układzie XMOS.

wzmacniacz zintegrowany Exposure XM5

W zestawie oprócz wymienionej już płyty ze sterownikami znajdziemy plastikowy pilot HS-3, kabel zasilający i instrukcję obsługi.

Jakość dźwięku

Ci, którzy znają brzmienie wzmacniaczy Exposure'a, nie będą specjalnie zaskoczeni tym, co usłyszą po włączeniu XM5. W zasadzie mamy tu do czynienia z powtórzeniem wszystkich zalet integry 2010S2 (specjalnie na potrzeby testu skonfrontowałem obie te konstrukcje) i jednoczesnym wyeliminowaniem jego głównej "wady", tj. podania dźwięku w bardzo bezpośredni i na dłuższą metę nieco męczący sposób – "na twarz". XM5 nie skraca tak wyraźnie dystansu między dźwiękiem a słuchaczem. Jego brzmienie wydaje się mniej rozlane, lepiej skupione, bardziej "celne", tzn. trafiające w sedno muzyki.

Wspomniałem o zaletach – należy do nich zaliczyć przekonującą dynamikę w obu skalach (w makroskali rzecz jasna mającą swoje ograniczenia), ogólną żywość, energię i tzw. "chęć do grania". Choć wzmacniacz wcale nie wygląda na mocarza, potrafi nieźle przyłożyć basem – mięsistym, soczystym i namacalnym, lekko zaokrąglonym, miękkim oraz ciepłym. W przekazie nie brakuje ani uderzenia, ani dźwięczności, niskie składowe są dobrze wyartykułowane i odważnie wypełniają całą przydzieloną im przestrzeń.

Średnica jest bardzo konkretna, ma żywe "usposobienie". XM5 jest precyzyjny w rysowaniu konturów dźwięków, nie gasi transjentów, nie tłumi żywych barw. Dzięki temu trąbka jest naturalnie metaliczna i ostra, fortepian nośny i pełen energii, skrzypce mają dobitną barwę, a saksofon brzmi ofensywnie, wręcz bojowo. Exposure się nie czai – jest stanowczy i zdecydowany, pełen temperamentu wali prosto z mostu.

wzmacniacz zintegrowany Exposure XM5

Góra pasma także nie owija w bawełnę – talerze ładnie wybrzmiewają, choć sposób podania sopranów przez XM5 ma niewiele wspólnego z wysublimowaniem, delikatnością czy eterycznością. Wysokie tony sprawiają wrażenie, jakby poddano je procesowi hartowania – są twarde, czasami szorstkawe, jakby nieco zbyt formalne. Przez cały czas zachowują jednak czystość i komunikatywność, są detaliczne i świeże.

Uzupełnieniem prezentacji oferowanej przez XM5 jest wzorowa stereofonia, bardzo dobra szerokość sceny (test z "Passport Control" Jana Banga zaliczony na piątkę z minusem) i głębia obecna tylko na drugim planie – tu przydałoby się jednak więcej oddechu i odważniejszego wejścia "w trzeci wymiar".

Podsumowanie

Jest postęp w stosunku do 2010S2 – zarówno jeśli chodzi o możliwości, jak i brzmienie. Dla szukających kompaktowego, prawie "wszystkomającego" wzmacniacza o brzmieniu żywym i bezpośrednim XM5 może być cennym zakupem.

Werdykt: Exposure XM5

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Kompaktowe rozmiary, więcej niż przyzwoita funkcjonalność. Brzmienie bezpośrednie, żywe i dynamiczne.

Minusy: Brakuje gniazda słuchawkowego i Bluetooth. Osobliwe gniazda głośnikowe, a SPDIF-y tylko w standardzie BNC. Głębia sceny dźwiękowej we wzmacniaczu z tej półki cenowej powinna być lepsza.

Ogółem: Nie oceniajcie go po wyglądzie, bo potrafi znacznie więcej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Ocena ogólna:

PRODUKT
Exposure XM5
RODZAJ
Wzmacniacz zintegrowany
CENA
6.490 zł
WAGA
5 kg
WYMIARY (S×W×G)
89×218×363 mm
DYSTRYBUCJA
Rafko Dystrybucja
rafko.com/pl/exposure
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Maksymalna moc wyjściowa (1kHz): 60W na kanał RMS (8Ω)
  • Całkowite zniekształcenia harmoniczne: <0,01% przy 1kHz i pełnej mocy znamionowej
  • Pasmo przenoszenia: 20Hz–20kHz (+/-0,5dB)
  • Separacja kanałów: 20Hz–20kHz >60dB przy 1kHz
  • Pobór mocy: 200W przy pełnym wysterowaniu 2 kanałów i 8Ω obciążeniu
  • Wejście DIRECT AV ze stałym wzmocnieniem: 450mV przy 1kHz >12kΩ S/N >100dB
  • Wejście AUX/PH dla wkładek MM: 2,5mV przy 1kHz i rezystancji 47kΩ S/N 70dB
  • Wejście liniowe AUX2: 350mV przy 1kHz >14kΩ S/N >100dB
  • Wejścia cyfrowe: 2x SPDIF w standardzie BNC (75Ω) dla sygnałów PCM do 24bit/192kHz
  • Wejścia cyfrowe: 2x optyczne (Toslink) dla sygnałów PCM do 24bit/192kHz
  • Wejście USB typu B dla sygnałów PCM do 24bit/192kHz oraz DSD64 (2,8224MHz)