s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Audiolab M-DAC mini

test |
Audiolab M-DAC mini

Testujemy niewielki przetwornik cyfrowo-analogowy Audiolab M-DAC mini oferujący nieprzeciętną funkcjonalność oraz przyjemnie docieplone i muzykalne brzmienie.

Serię M-DAC marki Audiolab wypada traktować całkiem serio, choć liczy raptem cztery urządzenia (na jesień tego roku zapowiedziano wprowadzenie kolejnego: M-DAC Nano). W tej chwili należy do niej wprowadzony w roku 2011 M-DAC, jego udoskonalony następca z 2016 roku, czyli M-DAC+, integra z DAC-iem i Bluetoothem M-ONE oraz (jeszcze) najmłodszy członek rodziny – opisywany tu M-DAC mini, który dołączył do oferty w roku ubiegłym.

Jak sama jego nazwa wskazuje, jest to mniejsza wersja przetwornika M-DAC, z czego można wnioskować, że mamy do czynienia z urządzeniem biurkowym, którego przeznaczeniem jest współpraca z komputerem, przede wszystkim laptopem. Okazuje się jednak, że uwzględniono także potrzeby posiadaczy smartfonów/tabletów, nie tylko poprzez aplikację technologii Bluetooth, ale również cyfrowe wejścia USB, zarówno dla urządzeń z Androidem, jak i iOS-em.

Budowa i funkcjonalność

Zaraz będzie, że głodnemu zawsze chleb na myśli, ale co mi tam – M-DAC mini wygląda jak piersiówka. Umieszczona centralnie na froncie niewielka gałka regulacji głośności/włącznik potęguje to wrażenie, a trzymany jedną ręką w pozycji pionowej, "daczek" prawie prosi, żeby sobie golnąć jednego dla kurażu... Niby taki mini, jednak gabaryt ma całkiem spory, w każdym razie jest znacznie większy niż testowane przeze mnie ostatnio czy to iFi Audio xDSD, czy Pro-Ject Pre Box S2 Digital. Dwa przywołane maluchy spokojnie mieszczą się w kieszeni, zaś Audiolab to bardziej zwierzę desktopowe niż mobilne. Owszem, przenieść się da, ale raczej w aktówce/torbie niż w kieszeni.

Audiolab M-DAC mini

Obudowę wykonano w całości z tworzywa w kolorze czarnym, od spodu podklejono czterema gumowymi stopkami, a od góry przyozdobiono "wyciśniętym" logo. Wspomniany już front uzupełniają wybierak źródła (wygląda jak główny włącznik; de facto jest wielofunkcyjny, bo jego 3-sekundowe naciśnięcie pozwala sprawdzić stan naładowania baterii, zaś 8-sekundowe – włączyć/wyłączyć ładowanie przez PC), pięć białych diod LED wskazujących źródło sygnału (migają, jeśli go nie ma) oraz stan naładowania baterii, dioda zasilania/ładowania akumulatora, a także 6,3mm gniazdo słuchawkowe. Tył, jak na "biurkowy" DAC/head-amp, jest całkiem wypasiony, znalazły się tam: wyjście analogowe RCA, wyjścia cyfrowe optyczne i elektryczne (koaksjalne), wejścia cyfrowe: optyczne, elektryczne, micro-USB-B (dla komputera PC/Mac oraz smartfona/tabletu z Androidem), USB-A dla urządzeń z iOS-em (można za jego pośrednictwem podładować smartfon z Androidem), a ponadto wejście DC 5V.

M-DAC mini nie jest cyzelatorem drobiazgów i detali, skupia się przede wszystkim na całych utworach

Do górnej części obudowy od wewnątrz przytwierdzono akumulator Li-ion o pojemności 5000mAh, który według producenta ma umożliwić pracę do mniej więcej 7 godzin. Tym samym mini przypomina przetworniki innej brytyjskiej marki – Chord Electronics. Można się zastanawiać, czy stosowanie baterii, której liczba cykli ładowania jest skończona, wobec czego prędzej czy później (zapewne to drugie) wyzionie ducha, w ogóle ma sens. Audiolab wskazuje główne korzyści: czysta, stabilna moc prądu stałego i uwolnienie od zniekształceń wprowadzanych przez zasilacze impulsowe bez potrzeby posiadania potężnego, kosztownego zasilacza sieciowego klasy audiofilskiej.

Wyjścia S/PDIF oznaczają, że M-DAC-a mini można podłączyć do innego przetwornika C/A, ale gra niekoniecznie musi być warta świeczki – w ten sposób prześlemy tylko sygnał do 192kHz – zwłaszcza że zintegrowany układ DAC to wysokiej jakości konwerter z 32-bitowej serii premium od ESS – ES9018K2M. Przez USB M-DAC mini obsługuje sygnały PCM do 32/384, a także DSD64, DSD128 i DSD256, co stanowi o jego wszechstronności.

Audiolab M-DAC mini

Warto dodać, że choć wyposażenie M-DAC-a mini jest skromne, to jednak nie zapominano o płycie ze sterownikami dla systemu Windows, zasilaczu, a także kablu USB-A→Micro-USB dla smartfonów/tabletów z Androidem.

Jakość brzmienia

Najważniejsza cecha M-DAC-a mini to niepospolita spójność, zwartość wszystkich zakresów pasma, a także wyróżniająca się czytelność dźwięku. Brzmienie jest z jednej strony barwne, delikatnie ocieplone, a przez to treściwe, bo nie brak w nim żadnego z istotnych składników, a z drugiej – rześkie oraz żywe. Szybkość nie jest dla przetwornika Audiolaba priorytetem, aczkolwiek timing ma całkiem przyzwoity, stąd też w takich nagraniach, jak np. "Luminol" Stevena Wilsona (FLAC, 24/96) należy oczekiwać szybkiego tempa i łatwego nadążania za jego zmianami. Przekonująco wypada też kontrast między subtelnymi, cichymi fragmentami a tymi ostrzejszymi, zdecydowanie bardziej dynamicznymi.

Charakterystyczną cechą mini jest również delikatne zaokrąglenie krawędzi dźwięków, co jak gdyby amortyzuje transjenty i delikatnie gasi skoczność melodii oraz drapieżne impulsy. Mimo to DAC oferuje brzmienie emocjonujące, trzymające w napięciu. Pomaga w tym na pewno całościowa klarowność brzmienia, dzięki której możliwe jest śledzenie poszczególnych elementów muzycznej faktury, co przychodzi z dużą swobodą, nie wymaga od słuchacza żadnego wysiłku.

Audiolab M-DAC mini

Barwy w całym paśmie można określić jako żywe, ale nie ostre. Stąd świeżość brzmienia, acz bez cienia szorstkości i natarczywości. Dolne podzakresy cechuje niezłe rozciągnięcie, dobra kontrola wybrzmień i zaskakująca (oczywiście in plus) soczystość. Jak na mój gust potęga brzmienia basu oraz jego energetyczność są wystarczające – w połączeniu ze słuchawkami Denona AH-D5200 i Sundarami od HiFiMAN-a niskich tonów absolutnie mi nie brakowało. Ilość informacji, ich bogactwo w całym paśmie jest – biorąc pod uwagę cenę testowanego urządzenia – bez zarzutu. Brzmienie czy to kontrabasu, czy skrzypiec, czy wreszcie wokali nie jest pozbawione szczegółów upiększających przekaz, czyniących go bardziej namacalnym, sugestywnym, jednak warto pamiętać, że M-DAC mini nie jest cyzelatorem drobiazgów i detali, skupia się przede wszystkim na całych utworach.

Ocena mini byłaby niepełna bez informacji na temat sceny i zjawisk przestrzennych. Sposób ich kreowania nie wzbudza większych zastrzeżeń. Ostrość i stabilność lokalizacji jest ponadprzeciętna, podobnie jak szerokość planu stereofonicznego. Odsłuch płyty Michela Godarda "Monteverdi: A Trace of Grace" ujawnił, że choć mini całkiem nieźle radzi sobie z reprodukcją głębi sceny oraz przekazem akustyki i artykułowaniem pogłosów, to jednak pod tym względem jakoś specjalnie nie błyszczy, tym bardziej że bezpośrednia konkurencja (Pro-Ject Pre Box S2 Digital) ma pod tym względem nieco więcej do powiedzenia.

Podsumowanie

M-DAC mini prezentuje muzykalny, przyjemnie ocieplony i czytelny dźwięk. Potrafi wydobyć z muzyki zarówno elementy subtelne i liryczne, jak i – z niewielkimi ograniczeniami – te bardziej agresywne, co zapewnia duży realizm przekazu. Zdecydowanie jest wart zainteresowania.

Werdykt: Audiolab M-DAC mini

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Solidna budowa, minimalistyczny wygląd i nieprzeciętna funkcjonalność. Muzykalne, delikatnie ocieplone i czytelne brzmienie

Minusy: Trochę duży jak na urządzenie mini. W rocku/metalu z niektórymi słuchawkami, np. AH-D5200 Denona, może brakować nieco tzw. pazura

Ogółem: Funkcjonalny DAC/head-amp oferujący nasycone, muzykalne, przyjemne brzmienie w łatwej do przełknięcia cenie

Ocena ogólna:

PRODUKT
Audiolab M-DAC mini
RODZAJ
DAC/Head-amp
CENA
1.399 zł
WAGA
b.d.
WYMIARY (S×W×G)
136×34×178 mm
DYSTRYBUCJA
Q21
www.q21.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • DAC: ESS Sabre32 Reference ES9018K2M
  • Obsługa sygnałów: S/PDIF PCM do 192kHz; USB PCM do 384kHz, DSD64, DSD128, DSD256
  • Wejścia cyfrowe: koaksjalne, optyczne, USB micro-B dla PC/Androida, USB-A dla iOS-a, Bluetooth
  • Wyjścia cyfrowe: koaksjalne, optyczne
  • Napięcie wyjściowe: 5Vrms ±0,1
  • Pasmo: 20Hz–20kHz (±0,2dB)
  • Stosunek S/N: 115dB (A ważone)
  • Akumulator: Li-ion DC 3,7V 5000mAh, czas pracy do 7godz.