s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Naim Atom

test |
Naim Atom

Testujemy Naim Atom, jedno z najciekawszych urządzeń w aktualnej ofercie brytyjskiej firmy, które ma szansę na to, by stać się prawdziwym klasykiem.

Model Atom należy do innej serii niż Mu-so Qb – Uniti. W jej skład wchodzi kilka nowoczesnych urządzeń, przede wszystkim Star i Nova. Co ciekawe, każdy z tych kombajnów niejako zawiera w sobie Atoma. Stąd zapewne nazwa opisywanego tu urządzenia, wszak atom to podstawowy składnik (materii). Atom jest więc jak gdyby jądrem całej linii Uniti, warunkującym i organizującym sposób jej działania.

Ale nazwa ta ma również znaczenie bardziej metaforyczne, poprzez skojarzenie z określeniem atomowy, co można odnieść zarówno do łatwości wysterowania przez tego "grajka" kolumn głośnikowych, jak i jego brzmienia o niespotykanej wśród podobnych urządzeń energii i dynamice.

Wygląd, budowa i funkcjonalność

Atom wygląda supernowocześnie. Przede wszystkim jest bardzo zgrabny, więc znalezienie dla niego miejsca w mieszkaniu nie będzie żadnym problemem. Obudowę wykonano z grubych płyt szczotkowanego i anodowanego na czarno aluminium, wyciętych na obrabiarkach CNC, z kanciastymi radiatorami po bokach. Właściwie ciężko powiedzieć, co bardziej przyciąga oko – 5-calowy kolorowy wyświetlacz na minimalistycznym froncie czy podświetlona na biało wielka gała na górze. I jedno, i drugie robi znakomite wrażenie. Regulacja głośności jest precyzyjna i odbywa się płynnie, bez wyraźnego skoku. Jej poziom widać zarówno na wskazaniach wyświetlacza (skala od 0 do 100; duże cyfry), jak i na samym pokrętle w postaci podświetlanych segmentów (podobne są na pilocie zdalnego sterowania; aby się pokazały, wystarczy zbliżyć rękę, bo w pokrętło wbudowano czujnik).

Naim Atom

Na froncie umieszczono 3,5mm gniazdo słuchawkowe i gniazdo USB-A (po lewej stronie) oraz cztery przyciski w układzie pionowym – główny włącznik, play/stop, wejście i ulubione (z lewej). Tył nie jest przeładowany. Znalazło się tam tylko jedno wejście analogowe RCA i kilka cyfrowych: oprócz "koaksjala" są dwa "optyki" i kolejne złącze USB typu A. Zestaw gniazd uzupełnia wyjście RCA dla subwoofera/z przedwzmacniacza, przełącznik masy (Default/Floating) oraz pojedyncze gniazda głośnikowe, jak to zwykle u Naima akceptujące tylko wtyki bananowe/BFA. Warto dodać, że w ofercie jest także specjalna wersja Atoma wyposażona w wejście HDMI (testowane urządzenie miało w tym miejscu zaślepkę).

Po zdemontowaniu górnej płyty oczom ukazuje się wzorowo zagospodarowane wnętrze o architekturze piętrowej. Sporą jego część zajmuje toroid z oddzielnymi odczepami dla sekcji cyfrowej, analogowej i zasilającej. Na górnym laminacie znalazł się tor cyfrowy, w którego skład wchodzą m.in. przetwornik cyfrowo-analogowy PCM 1791 i 40-bitowy procesor sygnałowy DSP SHARC Analog Devices ADSP-21489, a także elementy karty sieciowej. Uwagę zwraca wbudowana w radiator antena Wi-Fi (2,4 i 5GHz 802.11b/g/n/ac).

O nowoczesności, a zarazem niezwykłej wszechstronności Atoma świadczy wsparcie dla protokołów UPnP i AriPlay, technologii Chromecast (Tidal, Spotify, Google Play Music, Qobuz, SoundCloud, Plex, Deezer i TuneIn Radio) i Bluetooth z obsługą kodeka aptX HD. Jakby tego było mało, Atom jest Roon Ready, co pozwala na sterowanie nim z poziomu tego właśnie programu. Oczywiście przewidziano także aplikacje na urządzenia mobilne. Gwoli ścisłości: nie o samo wsparcie dla wymienionych technologii tu chodzi, a o to, jak to wszystko działa. Krótko mówiąc, Naim odwalił kawał dobrej roboty, bo każde z rozwiązań działa BEZBŁĘDNIE. Nawet tak wymagające, jak streaming plików DSD przez Wi-Fi (bezprzewodowo wszystkie formaty plików są odtwarzane do częstotliwości próbkowania 384kHz). Co ważne, niczego nie trzeba tu dodatkowo konfigurować, co docenią zwłaszcza te osoby, które nie miały wcześniej ze streamerami do czynienia.

Naim Atom

Mimo to nie wszystko w Atomie mi odpowiada. Jako już całkiem "oblatany" w temacie streamingu użytkownik, chciałbym wprowadzić pewne usprawnienia. Normalnie pewnie dałbym sobie spokój z listą pobożnych życzeń, biorąc za dobrą monetę to, co dała fabryka z Salisbury, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że urządzenie Naima ma potencjał, którego nie udało się do końca wykorzystać. Poniższe spostrzeżenia proszę więc potraktować jako wnikliwe, acz życzliwe, świadczące o mojej przychylności, uwagi. Przede wszystkim wygląda na to, że bez zainstalowanej aplikacji (na smartfonie lub tablecie z iOS-em albo Androidem, przy czym na tym pierwszym działa stabilniej, np. manualna regulacja głośności na dolnym pasku jest precyzyjniejsza) nie można odtwarzać plików z dysków sieciowych. Rozumiem, że jakieś 99% użytkowników Atoma będzie korzystało ze smartfona, ale fakt, że nie można uruchomić serwerów z poziomu ekranu głównego uznaję za poważne przeoczenie. Tym bardziej, że wśród ikon na stronie głównej znalazła się "gwiazdka" oznaczająca skrót do ulubionych stacji radiowych.

Przecież jakieś 15cm od niej na froncie znajduje się fizyczny przycisk oznaczony w taki sam sposób, pełniący dokładnie taką samą funkcję. Mało tego, na pilocie też jest taki sam przycisk. Jeśli chcę szybko przejść do listy ulubionych stacji radiowych, używam w pierwszej kolejności pilota, ewentualnie podchodzę do Atoma i naciskam do skutku (bo każde naciśnięcie oznacza skok do kolejnej stacji, co nota bene nie jest zbyt wygodne) przycisk z gwiazdką na froncie urządzenia, a nie nawiguję w tym celu po menu z ikonami. W ogóle uważam, że skoro ekran główny mieści tylko osiem ikon, to powinien być konfigurowalny przez użytkownika. Gdybym miał taką możliwość, to ikonkę gwiazdki od razu zastąpiłbym ikoną Serwery, a Spotify ustąpiłoby miejsca Tidalowi (Tidal to kolejna opcja dostępna z menu aplikacji mobilnej). Z wejściem sytuacja wygląda tak samo, jak z ulubionymi. Jest taka ikona, a obok niej przycisk fizyczny. Po naciśnięciu tego przycisku/wejścia do ustawień przez ikonę poruszamy się między następującymi dostępnymi wejściami audio: Analogue 1, Digital 1, Digital 2, Digital 3, Radio internetowe i Bluetooth. Serwerów ani widu, ani słychu...

Naim Atom

Osobiście nie widzę sensu dublowania ikon i przycisków fizycznych. Bez wątpienia wygodniejsze są te pierwsze, bo można np. słuchać muzyki z NAS-a i poruszać się po menu bez przerywania odtwarzania (jeśli w takiej samej sytuacji naciśniemy fizyczny przycisk "ulubione" umieszczony na czołówce, to połączenie z dyskiem sieciowym zostanie przerwane, a Atom odtworzy muzykę z wybranej stacji). Jeśli o mnie chodzi, to trzy przyciski umieszczone pod głównym włącznikiem są zbędne (chyba że istnieje jakaś magiczna kombinacja tychże, o której jednak instrukcja nie wspomina). Trochę też żal, że pokrętło nie wygląda tak samo jak w Mu-so Qb, czyli nie jest de facto dotykowym centrum kontroli, wtedy guziki na froncie w ogóle nie byłyby nikomu potrzebne. À propos głównego włącznika – możemy nim włączyć dwa tryby standby, płytki i głęboki (przez, odpowiednio, krótkie i dłuższe naciśnięcie).

W tym pierwszym uruchomienie aplikacji na smartfonie automatycznie wybudza Atoma, co jest bardzo wygodne; w przypadku tego drugiego następuje pełny rozruch urządzenia. Szkoda jednak, że w trybie gotowości nie można np. wyświetlać na ekranie zegara (który, nawiasem mówiąc, wygląda świetnie, chociaż nie wyświetla godzin w formacie 24-godzinnym, co też należałoby poprawić). Wyświetlacz domyślnie pokazuje okładkę odtwarzanej płyty, wystarczy jednak machnąć ręką przed frontem (wbudowany czujnik) albo wywołać pilotem radiowym odpowiednią komendę, by pojawiły się dokładniejsze informacje (tytuł, czas itp.). Zabrakło tu moim zdaniem możliwości wygaszenia okładki (w niskiej rozdzielczości wygląda źle) albo ustawienia na stałe miniaturki okładki wraz z dokładniejszymi informacjami (czyli tego ekranu, który po chwili automatycznie wraca do widoku okładki). Chętnie zobaczyłbym również możliwość całkowitego wyłączenia podświetlenia logo Naima i pierścienia wokół pokrętła (można go tylko przyciemnić w kilku krokach).

A skoro już padło określenie high-end... Cóż, Atom bez wątpienia puka do jego bram, co samo w sobie jest szokujące

No, dość już tego narzekania! Dla osób zaczynających przygodę ze streamingiem moje uwagi i tak nie będą miały większego znaczenia. Tym bardziej, że Atom w akcji sprawia prawdziwą frajdę.

Jakość brzmienia

40 watów? Wolne żarty. Wrażenie jest takie, jakby Atom dał radę z kopyta pociągnąć bryczkę z Palenicy do Morskiego Oka. Z monitorami ATC, które wciągają prąd jak, nomen omen, koń dropsy, mały Naim robił, co chciał, przebijając pod tym względem nawet "dzielonkę" Roksana Caspiana w trybie bi-ampingu. Szok, niedowierzanie, miliony pytań bez odpowiedzi... Za "10 koła" taka moc z urządzenia all-in-one? Czy w takim razie inni producenci podający w tabelce z danymi technicznymi moc 80 albo i 100 watów robią nas w, nomen omen po raz drugi, konia? Słynne "naimowskie waty" to nie bajka lecz fakt. To raz.

Dwa to samo brzmienie. Nie znalazłem w nim słabych punktów. Kontrola dźwięków w całym paśmie jest znakomita, nie tylko na tle innych urządzeń typu wszystko-w-jednym, ale w ogóle! Można co najwyżej dyskutować nad tym, czy taka neutralność, albo też pewna "surowość", brzmieniowy puryzm, na jaki zdecydował się Naim, komuś przypadnie do gustu, czy nie. Z łatwością mogę wyobrazić sobie urządzenie grające pełniej, miękko zaokrąglające kontury, a przez to przyjemniejsze w odbiorze, ale z drugiej strony ta "twardość" Atoma podkreśla niezwykłą wyrazistość i krzepkość brzmienia, co robi imponujące wrażenie.

Naim Atom

Od razu uwagę zwracają też dwie inne rzeczy: znakomita stereofonia i przekonujące kreowanie zjawisk przestrzennych. Dźwięki swobodnie wykraczają poza kolumny, a pogłosy towarzyszące instrumentom dętym czy perkusyjnym są przekazywane w bardzo konkretny, namacalny sposób. Wespół z wyeksponowaniem akustyki konkretnego pomieszczenia idzie precyzyjna lokalizacja źródeł pozornych i selektywna prezentacja instrumentów, co na takich albumach, jak "Monteverdi – A Trace of Grace" Michela Godarda (FLAC 16/44,1) daje poczucie wiarygodnego usadowienia muzyków na scenie (nagranie zrealizowano w średniowiecznym klasztorze).

Atom to szalejący, acz w pełni kontrolowany żywioł. Dynamika jego brzmienia, zwłaszcza ta w skali makro, jest zaskakująca. To zawsze był mocny punkt konstrukcji Naima, ale w tym wypadku robi jeszcze większe wrażenie, bo wydaje się, że takie chucherko nie ma prawa aż tak – językowych purystów przepraszam za to określenie – zapierdzielać. Mamy tu połączenie żywej i skocznej rytmiki, niezłe wypełnienie, a do tego otwartość i swobodę, które "za uszy" wciągają w odsłuchy.

Jakieś wady, jeśli chodzi o jakość dźwięku? Pewna bezkompromisowość Atoma, o której wspomniałem wcześniej, powoduje, że kiepsko nagrane płyty brzmią tak sobie. Ale to raczej nie jest wina Atoma. Brzmieniowy puryzm przejawia się tu w rzetelnym i precyzyjnym ustawieniu równowagi tonalnej "na zero", bez tendencji do ocieplania czy dosładzania przekazu. Z drugiej strony nagrania stricte audiofilskie, jak np. "Shimmering" Jason Roebke Quartet (DSD128; nagrywano na 8-ścieżkowego Studera, bez kompresji, limiterów itp., przy użyciu mikrofonów lampowych, a następnie przetransferowano to do domeny cyfrowej, wykorzystując konwerter Merging Technologies HAPI), powalają dynamiką, plastycznością brzmienia i przestrzenią (wibrafon!).

Naim Atom

Niezwykłość małego "grajka" Naima przejawia się także w praktycznie high-endowej transparentności i neutralności, dzięki czemu nie ma żadnych problemów z odróżnieniem brzmienia podobnych instrumentów, jak marimba i wibrafon (np. u utworze "Jesteś powietrzem" Krystyny Stańko z płyty "Kropla słowa"; FLAC 16/44,1) czy gitara akustyczna i barytonowa (Pat Metheny "Is This America? (katrina 2005)"; FLAC 16/44,1). A skoro już padło określenie high-end... Cóż, Atom bez wątpienia puka do jego bram, co samo w sobie jest szokujące.

Podsumowanie

Nie widzę najmniejszego sensu w budowaniu systemu za mniej więcej 10 tys. złotych, który brzmieniem, możliwościami tudzież funkcjonalnością (o wyglądzie nie wspominając) miałby dorównać Atomowi. Jak dla mnie to prawdziwe objawienie wśród urządzeń typu all-in-one.

Werdykt: Naim Atom

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Wystarczy na niego popatrzeć – małe dzieło sztuki high-tech. Bezbłędne działanie wszystkich wykorzystanych technologii/rozwiązań. Brzmieniowo to zdecydowanie wysoka półka

Minusy: Organizacja strony głównej (niepotrzebne dublowanie przycisków fizycznych na froncie i pilocie) wymaga ponownego przemyślenia. Bez aplikacji na urządzeniu mobilnym nie można odtwarzać muzyki z dysków sieciowych

Ogółem: Jedno z najciekawszych urządzeń w aktualnej ofercie Naima, które ma szansę na to, by stać się prawdziwym klasykiem

Ocena ogólna:

PRODUKT
Naim Atom
RODZAJ
Strumieniowy system muzyczny
CENA
10.499 zł
WAGA
7 kg
WYMIARY (S×W×G)
245×95×265 mm
DYSTRYBUCJA
FNCE S.A.
www.fnce.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Moc wzmacniacza: 2x40W/8Ω
  • Wejścia audio: 2x optyczne TOSLink, 1x koaksjalne RCA, 1x analogowe RCA, 2x USB typu A (przód i tył)
  • Wyjścia audio: 1x gniazda głośnikowe, 1x wyjście RCA dla subwoofera/z przedwzmacniacza, 1x słuchawkowe minijack 3,5mm
  • Strumieniowanie: Google Cast, Apple Airplay, Tidal, Spotify Connect, Bluetooth (AptX HD), radio internetowe, UPnP (strumieniowanie w wysokiej rozdzielczości), Ethernet (10/100/1000Mbps), Wi-Fi (802.11b/g/n/ac poprzez wewnętrzną antenę)
  • UPnP: może działać jako serwer nawet dla 6 odtwarzaczy sieciowych, sterowanie za pomocą aplikacji Naim
  • Możliwość odtwarzania, przechowywania bądź wysyłania do innych urządzeń nawet do 20 tys. utworów z lokalnego dysku USB
  • Odtwarzane formaty: WAV, FLAC i AIFF, ALAC, MP3, AAC, OGG i WMA, DSD
  • Aplikacja Naim dla iOS oraz Androida
  • 5-calowy kolorowy wyświetlacz LCD oraz pokrętło regulacji głośności z czujnikiem zbliżeniowym
  • Synchronizacja odtwarzania muzyki nawet na 6 odtwarzaczach Uniti lub innych streamerach Naima, sterowanie za pomocą aplikacji Naim
  • Akcesoria: pilot, kabel zasilający Power-Line Lite, ściereczka do czyszczenia i skrócona instrukcja obsługi