s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

KEF Q-750

test
KEF Q-750

Testujemy w miarę przystępne kolumny podłogowe KEF Q-750 wyposażone w głośniki z opatentowaną technologią Uni-Q

Założony w latach 60. KEF to jedna ze znanych brytyjskich firm hi-fi z tradycjami sięgającymi (późnego) Winstona Churchilla. Lepiej zorientowanym w branży audio znana jest głównie z tego, że jako pierwsza wprowadziła na rynek głośniki z membranami z tworzyw sztucznych. Pomimo burzliwej historii, zwłaszcza zmian własnościowych, przetrwała na trudnym rynku jako marka, oferując wciąż popularne wśród audiofilów i melomanów zestawy głośnikowe. KEF zasłynął także jako pomysłodawca wielu patentów w dziedzinie audio, a także jako firma, która zawsze przodowała w dziedzinie nowoczesnych technik projektowania i wytwarzania. Od lat charakterystyczną cechą i własnym rozwiązaniem KEF-a jest opracowany w 1988 roku zespół Uni-Q, złożony z głośnika średniotonowego o stosunkowo dużej średnicy membrany, z zainstalowaną centralnie niezależnie napędzaną kopułką wysokotonową. Główną zaletą takiego rozwiązania jest maksymalna spójność czasowa wysyłanych sygnałów. Testowane kolumny są również wyposażone w taki głośnik.

Produkty KEF-a tworzą obecnie aż cztery serie w podstawowej części oferty (seria Q jest drugą od dołu i pierwszą wyposażoną w Uni-Q) plus trzy serie flagowe (złożone z jednego, maksimum dwóch modeli każda). Oprócz tego produkowane są głośniki przeznaczone dla kina domowego, instalacyjne, bezprzewodowe oraz słuchawki. Przy okazji warto wspomnieć, że kilka miesięcy temu miałem okazję przetestować kolumny podstawkowe z serii flagowej, aktywne monitory LS-50, wyposażone w głośnik Uni-Q w najwyższej specyfikacji – test w numerze 4/17.

Kolumny KEF Q-750 stanowią już ósmą generację linii Q i weszły na rynek w 2017 roku. Nasza recenzja jest najprawdopodobniej pierwszą opinią o tym modelu w Polsce. Q-750 to średniej wielkości kolumny podłogowe, wyposażone (przynajmniej z pozoru) w aż cztery jednakowe przetworniki na przedniej ścianie. Szybko okazuje się, że pozory jak zwykle mylą, bowiem najwyższy głośnik to w rzeczywistości wysoko-średniotonowa jednostka Uni-Q, drugi z kolei to głośnik niskotonowy, natomiast poniżej pracują dwie identycznej wielkości i z zewnątrz nieodróżnialne od niskotonowca membrany bierne. Kolumna KEF-a pozbawiona jest za to bas-refleksu, co prawdopodobnie powinno zaowocować dobrze pozbieranym basem i ułatwić jej pracę w mniejszych pomieszczeniach. Czy to przypuszczenie jest słuszne, okaże się później, podczas części odsłuchowej testu.

kolumny KEF Q-750

Budowa

Przy wysokości niecałego metra (razem z cokołem na kolcach) "siedemsetpięćdziesiątki" są podłogowcami średniej wielkości i powinny bez problemu zmieścić się w każdym pomieszczeniu odsłuchowym o powierzchni powyżej kilkunastu metrów kwadratowych. Nieco gorzej może być z dopasowaniem wzorniczym, bowiem producent zdecydował się na wzornictwo industrialne, na skutek czego kolumny dostępne są tylko w kolorze czarnym lub białym, z powierzchnią pokrytą okleiną naśladującą drapane aluminium. Tutaj wskazane są raczej wnętrza nowoczesne, o stonowanej kolorystyce. Wygląd "750", jakkolwiek nieco przemysłowy, nie jest jeszcze bardzo kontrowersyjny, zwłaszcza jeśli porównać go z flagowym Muonem, który wygląda, jakby ktoś wylał betoniarkę płynnego aluminium.

Z technicznego punktu widzenia KEF-y są kolumnami trójdrożnymi ze wszystkimi głośnikami wykonanymi ze stopu aluminiowego. Przetworniki mają po 165mm średnicy (wysokotonowy to 2,5cm kopułka). Specyfikacja podaje wprawdzie, że są to kolumny dwuipółdrożne, ale nie podano częstotliwości podziału, ograniczając się do informacji, że drugi aktywny głośnik to jednostka przetwarzająca niskie tony. Można przypuszczać, że w takiej sytuacji Uni-Q pracuje jako średnio-niskotonowiec. Membrany bierne to typowe głośniki niskotonowe pozbawione jednak układów magnetycznych. Impedancja podawana jest jako ośmioomowa, jednak minimum na poziomie 3,5Ω każe określić je jako głośnik typowo 4Ω. Podczas testu selektor impedancji obciążenia w Lebenie ustawiony był na wartość 4Ω.

750-ki mają ładne niskie zejście, które świetnie służy np. kontrabasowi w zespołach jazzowych czy muzyce rozrywkowej z podrasowaną perkusją, a przy tym ich niskie tony są dobrze kontrolowane

Skoro już doszedłem do amplifikacji, to dla uściślenia podam, że kolumny pracowały ze wzmacniaczem Leben LS-600 na lampach EL-34B, źródło stanowił Pioneer PD-75 z przetwornikiem cyfrowym TentLab b-DAC, okablowanie to przewód cyfrowy Black Cat Silverstar, interkonekty Wireworld Equinox 7, zaś głośnikowe to kable Elsdon-Wonfor Audio LS-XXV. Zasilanie zapewniał filtr sieciowy Enerr AC Point One z profesjonalnymi przewodami Vovox.

Ponowne spotkanie z kolumnami KEF było miłą niespodzianką. Gdy spotykam się z najpopularniejszą linią popularnej marki, to oczekuję dźwięku... cóż, raczej popularnego. Takiego, przy którym dość pospolite harmonie taneczno-rozrywkowe zabrzmią dobrze, albo takiego, który dopali niskimi tonami koncert z jakiegoś stadionu. Spodziewałem się jakiegoś Zg-ileś, w ostateczności niejakiego Zeusa (były kiedyś takie kolumny, strasznie grzmotowate zgodnie z nazwą). Otóż granie nowych kolumn z głośnikiem Uni-Q stanowiło Jedno-Wielkie-Nic-Z-Tych-Rzeczy. Powiem szczerze, że gdybym dzisiaj wybierał swoje pierwsze kolumny, to pewnie wybór padłby na nowe KEF-y, a że było to dawno temu, wybrałem nieprodukowane już AE-109, z których miałem dużo radości, ale jeśli ówczesne dwa tysiące odpowiadają współczesnym pięciu (co jest możliwe), to KEF byłby bardzo mocnym kandydatem. Te nowe kolumny grają naprawdę dobrze. Jedna z lepszych symulacji pełnopasmowego dźwięku, jakie od dawna zdarzyło mi się słyszeć!

kolumny KEF Q-750

KEF Q-750 to całkiem spore kolumny, w katalogu jest tylko jedna większa podłogówka. W moim pokoju (25m) sprawdziły się idealnie, przypuszczam, że pokoje pomiędzy 20 a 30m będą dla nich odpowiednie. Skoro zaczyna się rozmowa o mieszczeniu się z dźwiękiem, staje się oczywiste, że chodzi o bas. Jestem uczulony na złą jakość tego podzakresu, podczas wystaw Audio Show często chodziłem jak struty, bo tam co roku można usłyszeć najwięcej najgorszych niskich tonów w całej naszej Trzeciej Republice. Dobrze zestroić głośniki niskotonowe, zwrotnice i obudowę (oraz pomieszczenie) jest trudno i w wielu konstrukcjach autorzy odpuszczają poprawność na rzecz subiektywnie odczuwanej potęgi. Efektem zbyt często jest muczenie i ciągnięcie się, jak przy zganianiu stada z pastwiska. Ale przejdźmy do pointy, bo wstęp staje się przydługi. Otóż w KEF-ie tego nie ma!

Jak to gra?

750-ki mają ładne niskie zejście, które świetnie służy np. kontrabasowi w zespołach jazzowych czy muzyce rozrywkowej z podrasowaną perkusją, a przy tym ich niskie tony są dobrze kontrolowane. Moje Spendory w basie nie rozpieszczają ilością, ale i tak jest jak należy trzymany za pysk. W KEF-ach jest więcej membran i więcej basu, ale jest on trzymany za dziób również. Brawo, to lubię. Słuchając tych kolumn, ma się miłe odczucie obcowania z pełnym dźwiękiem i niezależnie od tego, na ile jest to dźwięk "robiony" dodatkowymi membranami i wyższym basem, jest on robiony dobrze. Naprawdę fajna rzecz. Nie ma tu jakiegoś niesłychanego zróżnicowania barwowego i zwinności niskich tonów rodem z Guarneri Homage, jest lekkie pogrubienie strun kontrabasu, ale to w końcu niezbyt drogie podłogówki.

Szybko przelatując przez resztę pasma: średnie tony są dobre, ta najważniejsza membrana głośnika koncentrycznego robi swoje. Nie daje ocieplenia (obowiązujący przez lata polipropylen!), dźwięk jest neutralny i co najwyżej ciut mało barwny w porównaniu z legendami BBC. Jednak instrumenty akustyczne potrafią zagrać wciągająco – o ile coś takiego zawarto na płycie. Jak nie, to zapomnijmy o "magii średnicy" i emocjach. I tak płyta Stockholm Guitar Trio (Opus3), która od zawsze wydawała mi się nudna jak śledź na słodko, ponownie okazała się właśnie taka – nudna. KEF nie dopalił, nie dogrzał, a atrakcyjny bas "siedemsetpięćdziesiątek" nie mógł podnieść temperatury emocji, bo ich na tej płycie praktycznie nie ma. Po tym nagraniu medytacyjne wykonanie "Wariacji Goldbergowskich" w nagraniu Glenna Goulda z 1981 roku było jak film Hitchcocka. Co dowodzi, że jednak można. Tutaj też zaznaczyła się inna cecha tych zastawów: mamrotanie Goulda było mniej słyszalne niż zazwyczaj i jego źródło było bardziej oddalone (w stosunku do lokalizacji fortepianu). Zrodziło to pewne podejrzenia co do wysokich tonów, które w toku dalszych odsłuchów musiałem zweryfikować.

kolumny KEF Q-750

Następnie włączona bardzo "słuchable" płyta nowego tria Chicka Corei ("Past, Present and Future") wypadła bardzo dobrze i wciągająco. Było trochę emocji, akurat tyle, żeby nie chciało się ruszyć z fotela. Puściłem ją zresztą parę razy w ciągu kilku dni, dla czystej przyjemności zarówno uważnego słuchania, jak i do grania w tle. Czy wspominałem już, że na tych kolumnach dobrze wypada bas i perkusja? No więc wypada.

Zupełna odmiana klimatu wiązała się z płytą z muzyką Praetoriusa "Dances for Terpsychore" (Regis). To nagranie, jako obfitujące w tony średnie i wysokie, natomiast raczej nie eksponujące niskiego basu, powinno powiedzieć więcej o możliwościach KEF-ów w wyższych zakresach. Dźwięk kolumn był tym razem średnio szybki i ustępował najlepszym pod względem sugestywności i wrażenia uczestnictwa w spektaklu. Było natomiast dobrze i równo. Wiadomo, co się dostaje za swoje pieniądze. Close, but no cigar. Chyba nie ma w tym nic dziwnego?

Dotychczasowy odsłuch odbywałem na kolumnach skierowanych na wprost, jest to pozycja, w której wiele angielskich kolumn daje najlepszy efekt. Teraz postanowiłem poprawić szanse wysokich tonów i skierować kolumny bezpośrednio na słuchacza. Okazało się, że takie ustawienie zwiększa nieco poziom wysokich i raczej takie bym rekomendował. Stereofonia natomiast była bardzo dobra i wyraźna w obu ustawieniach, co zapewne jest związane z budową sekcji średnio-wysokotonowej. Ogólne wrażenia z odsłuchu wymagającej wiele od kolumn muzyki Praetoriusa są takie, że faktycznie, wysokie tony są nieco cofnięte w stosunku do reszty pasma, kolumny ustępują pod tym względem Spendorom, nie mówiąc już o zjawiskowych wysokich z głośników wstęgowych moich dawnych kolumn Avcon. Jednak wciąż jest to dobry poziom, właściwy dla swojej ceny, odbierać to należy jako charakter głośników, które starają się uniknąć agresywności. Wysokie tony na czwórkę.

Bardzo dobre wrażenie zrobiły nagrania z wytwórni Naim, mam na myśli sampler "The hi-fi collection 2". "Tarantella" A. Forcione zabrzmiała sugestywnie, wciągająco, z hipnotycznym niemal rytmem, można było tego słuchać długo i z przyjemnością. Praktycznie na każdym utworze potwierdzała się zdolność KEF-ów do oddawania rytmu muzyki, te zestawy poradzą sobie w każdym repertuarze, ale przy muzyce rytmicznej pokażą pazur. Przy okazji: saksofon był przejmujący. Ta średnica z głośników koncentrycznych jest naprawdę dobrej klasy. Jest więcej życia w tej muzyce, niż się wydawało przy nagraniach muzyki renesansowej.

kolumny KEF Q-750

Warto jeszcze wspomnieć, że głośniki te są na tyle dobre, że wyraźnie różnicują jakość słuchanego materiału. Nagrania Naima, płyta testowa JMlaba, wydane na złocie organy w wykonaniu Bokszczanina (ale ryknęło!) – te nagrania KEF-y docenią. Natomiast shit in – shit out. Jak jest słabo, to raczej będzie słabo, KEF-y nie grają wszystkiego na jedno kopyto, tylko tak, jak jest nagrane. Czy to niedobrze? Skądże. Miałem kiedyś głośniki, które wszystko grały podobnie. Nazywały się Zg-15 i było to 30 lat temu. Nie chciałbym wrócić do tamtego okresu. Potem miałem głośniki, które wszystko grały basem. Nie, dziękuję! KEF Q-750 to uczciwe przetworniki, które grają muzykę, a nie same siebie.

Recenzowane zestawy ustępują najlepszym pod względem oddania pogłosów, powietrznej atmosfery nagrania, za co odpowiadają głównie wysokie tony. Przekaz jest w tym zakresie nieco uspokojony (ale nie podgrzany czy coś w tym rodzaju). Po prostu nie kłuje, ale za to też nie błyszczy. Co ciekawe, nie odbywa się to kosztem stereofonii, która jest bardzo dobra, źródła pozorne mają swoje miejsce, a scena jest szeroka i głęboka. Tutaj Uni-Q pokazuje swoje tradycyjne zalety, które klienci firmy od lat doceniają. Z kolei rytmika, rozciągnięcie pasma i koherentność są pierwsza klasa, to są dobre, całościowe głośniki dla melomana i konesera z nie za grubym portfelem. Można je spokojnie polecać do pomieszczeń takich, jak moje lub nieco większych i do dowolnej elektroniki, z tym, że lampy typu 2A3 lub 300B nie są raczej wskazane. Kolumny stanowią średnie obciążenie dla wzmacniacza (moje Spendory są obciążeniem łatwym i różnica we wzmocnieniu była widoczna). Dajcie im dobry wzmacniacz w cenie kolumn lub wyższej, o barwnej średnicy i dobrych, przejrzystych wysokich tonach, a będzie to związek na lata. Co do mnie, polubiłem KEF-y, mam nadzieję, że z wzajemnością.

Werdykt: KEF Q-750

  • Jakość dźwięku

    ★ ★ ★ ★ ½
  • Jakość / Cena

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Wykonanie

    ★ ★ ★ ★
  • Wysterowanie

    ★ ★ ★ ★ ½

Plusy: Wszechstronne, starannie zaprojektowane kolumny. Dobry dźwięk, bardzo dobra dynamika

Minusy: Trochę smutne wzornictwo

Ogółem: Pewniaki! Rytmika, rozciągnięcie pasma i koherentność są na wysokim poziomie. Te kolumny zasługują na sukces

Ocena ogólna:

★ ★ ★ ★ ½
PRODUKT
KEF Q-750
RODZAJ
Kolumny podłogowe
CENA
5.500 zł (para)
WAGA
WYMIARY (SxWxG)
923x210x306 mm
977x323x310 mm (z cokołem)
DYSTRYBUCJA
GP Acoustics GmbH
www.kef.com
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Przetworniki: 165mm średniotonowy aluminium Uni-Q, 25mm wentylowana kopułka aluminiowa wysokotonowa, 165mm niskotonowy aluminium, 2x 165mm aluminiowe membrany bierne
  • Pasmo przenoszenia: 48Hz–28kHz (±3dB)
  • Podział zwrotnicy: 2,5kHz
  • Maksymalne ciśnienie akustyczne: 111dB
  • Zalecana moc wzmacniacza: 15–150W
  • Czułość: 88dB
  • Impedancja nominalna: 8Ω (min. 3,8Ω)