s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Musical Fidelity M3scd

test
Musical Fidelity M3scd

Model M3scd prezentuje się nadzwyczaj atrakcyjnie, a dzięki przetwornikowi cyfrowo-analogowemu oferuje duże możliwości

W ponad 30-letniej historii firmy Musical Fidelity działo się wiele – w pewnym okresie jej właściciel Antony Michaelson, wielki miłośnik klarnetu, rozważał nawet jej zamknięcie. Zbyt częste zmiany w ofercie wynikające z poprawek konstrukcyjnych, a także brak konsekwencji w kreowaniu wyraźnego wizerunku marki mocno osłabiły silną niegdyś pozycję Musical Fidelity w oczach klientów. Jednak chude lata minęły, a jej właściciel pozbierał się z tego konstruktorskiego nieładu. Przypomina mi to historię czeskiego Xaviana – właściciel tej marki Roberto Barletta, również przez kilka ostatnich lat sporo eksperymentował, co chwilę zmieniając ofertę, aż skończyło się to powrotem do klasycznych konstrukcji, z produkcji których czeska marka niegdyś była znana.

Obecnie Musical Fidelity z siedzibą niedaleko stadionu Wembley ma przejrzysty katalog i ładnie uporządkowaną ofertę, w której każdy może znaleźć coś na własną kieszeń –większość produktów nie pochodzi z budżetowej półki cenowej (choć i takie też znalazły się w katalogu, np. kosztujący 1.345zł wzmacniacz zintegrowany V90-AMP), ale jeśli spojrzeć na cennik, to nie szokuje on zbytnio wygórowanymi kwotami, jak w przypadku innych producentów, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę topowe urządzenia np.wzmacniacz Nu-Vista 800 wyceniony na 49.995zł, zbudowany w oparciu o lampy nuwistorowe – miniaturowe i wyjątkowo trwałe, wyposażone w metalowe obudowy (efekt ostatniego starcia lamp z tranzystorami). Ponieważ owe lampy nie są już produkowane, wzmacniacz ten, mimo że wciąż jest oficjalnie dostępny, stał się nie lada gratką dla kolekcjonerów czy też miłośników Musical Fidelity w ogóle. Oferta tej brytyjskiej marki oparta jest obecnie na dopracowanych i znajdujących się w sprzedaży już od wielu lat urządzeniach, a testowany odtwarzacz M3scd należy do serii M3, w obrębie której znajduje się również wzmacniacz stereofoniczny M3si (cena 6.495zł) mający być idealnym uzupełnieniem dla wspomnianego CD. W ofercie znajdują się także wyżej pozycjonowane urządzenia, należące do serii M6 i M8.

Piękno plus minimalizm

M3scd prezentuje się urodziwie, przede wszystkim ze względu na piękny front wykonany z odlewanego aluminium. Niewielki, ale płytko osadzony, czytelny nawet z różnych kątów wyświetlacz oraz osobliwie zaprojektowana szuflada napędu CD wraz ze szczeliną (z daleka wygląda jak dodatkowy wyświetlacz) dodatkowo potęgują masywność frontu wyposażonego również w niewielkie, perfekcyjnie wykonane w detalach aluminiowe przyciski sterowania. Pozostałą część obudowy wykonano ze stalowych lakierowanych płyt, a te z kolei łączą się z górną stalową pokrywą. Tu i ówdzie zastosowano paski z elastomeru tłumiącego wibracje, a całą obudowę skonstruowano tak, aby minimalizować drgania i w ten sposób zapewnić bardziej komfortowe warunki pracy elektronice. Po zdemontowaniu pokrywy wielu osobom trudno będzie uwierzyć w ten widok, ale kosztujący ponad 6 tys. złotych odtwarzacz praktycznie w 50% jest w środku pusty. Sporo wolnej przestrzeni M3scd "zawdzięcza" technologii, jaką zastosowano przy jego produkcji. Ale zacznę od kilku najważniejszych faktów.

odtwarzacz cd Musical Fidelity M3scd

Transport CD dostarczyła firma Sony, a oprogramowanie wraz z elektroniką sterującą Blue Tiger pochodzi od Stream Unlimited, a więc już na samym wstępie widać dbałość o wysoką jakość podzespołów. Naturalnie serwo sterujące pracą napędu CD znajduje się na osobnej płytce drukowanej. Do minimalizacji elektroniki, o której już wcześniej wspomniałem, przyczynił się również impulsowy układ zasilający – na wejściu do zasilacza znalazł się dosyć rozbudowany filtr przeciwzakłóceniowy, a tuż przed przetwornicą (transformatorem) i prostownikiem duży kondensator marki Jamicon. Tej samej firmy kondensatory elektrolityczne zastosowano w sekcjach filtrów napięć wyjściowych, w tym niektóre gałęzie są stabilizowane. Zarówno zasilacz, jak i pozostałą elektronikę wraz z sekcją analogową i cyfrową ulokowano na jednej podłużnej płytce drukowanej, znajdującej się w bezpośrednim sąsiedztwie gniazd, tuż po drugiej stronie tylnego panelu. W obrębie tej płytki rządzi montaż w technologii SMD – mamy tutaj spore ilości kondensatorów i tranzystorów wielkości główki od szpilki, w towarzystwie których znalazły się między innymi układy scalone przetwornika cyfrowo-analogowego Burr-Brown PCM1796, wzmacniaczy operacyjnych OPA1654 produkcji Texas Instruments charakteryzujących się niskimi zniekształceniami i szumami oraz konwertera częstotliwości próbkowania Burr Brown SRC43921 zmieniającego wszystkie sygnały wejściowe w domenie cyfrowej do postaci 24-bit/192kHz dostępnej na wyjściu.

Tak naprawdę dopiero za wzmacniaczami operacyjnymi znalazły się po dwie pary klasycznych kondensatorów elektrolitycznych, a tuż za nimi hermetyczne przekaźniki. Musical Fidelity M3scd jest nie tylko odtwarzaczem CD, ale pełni również funkcję pełnoprawnego DAC-a, co widać po gniazdach cyfrowych, w obszarze których znalazły się trzy wejścia: USB, optyczne i koaksjalne, z taką różnicą, że pierwsze dwa obsługują sygnały do 24-bit/96kHz, a ostatnie sygnał do 24-bit/192kHz. Nie zabrakło również wejścia i wyjścia typu Trigger: wejście przyjmuje stałe napięcie sterowania w zakresie 4,5–15V, natomiast na wyjściu otrzymujemy napięcie stałe o wartości 12V. Naturalnie do odtwarzacza dołączono ergonomiczny pilot zdalnego sterowania.

Ujmująca czystość dźwięku

Ten brytyjski odtwarzacz CD urzekł mnie jedną zasadniczą cechą, a mianowicie klarownością dźwięku w całym paśmie. Ale szczególnie duże wrażenie robi ta czystość brzmienia w zakresie wysokich tonów. Słuchając kilku jazzowych kompozycji, doszedłem do wniosku, że M3scd jest jednym z niewielu odtwarzaczy w tej cenie, jakie dorównują klarownością przekazu znacznie droższym konstrukcjom. Znany mi na pamięć album "Merry Go Round" Freddy'ego Cole'a zabrzmiał czyściutko, bez najmniejszych przybrudzeń – można odnieść wrażenie, że każdy szczegół, detal i niuans jest przekazywany do naszych uszu priorytetowo. W tym przypadku i w odniesieniu do urządzeń ze średniej półki cenowej cyfrowa technika góruje nad analogową. Żeby uzyskać podobną klarowność przekazu z czarnej płyty, trzeba liczyć się z naprawdę sporymi inwestycjami związanymi nie tylko z gramofonem, ale też samym przedwzmacniaczem. Jeśli jednak ktoś ceni sobie przede wszystkim takie aspekty brzmienia, jak właśnie rozdzielczość, czystość przekazu, neutralność i dynamika, to może się okazać, że M3scd zaspokoi te potrzeby z nawiązką, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego cenę.

Musical Fidelity odtwarzał wspomniany wcześniej album bardzo precyzyjnie. Z drugiej strony nie miałem prawa narzekać na zbytni chłód czy też cyfrową syntetyczność, pozbawiającą ducha dźwięk takich instrumentów, jak trąbka czy instrumenty klawiszowe. Owszem, M3scd brzmi neutralnie i niczego nie ociepla, nie zmiękcza, ale też nie schładza nadmiernie i nie utwardza dźwięku, zawsze stojąc gdzieś pośrodku. To spora zaleta, ponieważ ktoś, kto chce kupić dobrej klasy system stereo, może brać ten odtwarzacz w ciemno. Tak neutralnie brzmiąca konstrukcja daje spore możliwości, ponieważ to, w jaką stronę będziemy chcieli iść z brzmieniem, będzie już w dużej mierze zależało od wzmacniacza i przede wszystkim kolumn. Podczas testu posłużyłem się kilkoma zestawieniami i muszę przyznać, że byłem pozytywnie zdumiony walorami brzmieniowymi tego brytyjskiego CD. Łącząc ten odtwarzacz z systemem bazującym na wzmacniaczu Hegel H80, udało mi się uzyskać niesamowitą transparentność i naturalność brzmienia popartą wiernością przekazu na wysokim poziomie. Potem wszystko już zależało od samych kolumn. I tak, podpinając jako ostatnie ogniwo francuskie monitory Triangle Theta, osiągnąłem ponadprzeciętnie otwarty, detaliczny i przede wszystkim obłędnie szczegółowy dźwięk.

odtwarzacz cd Musical Fidelity M3scd

Z kolei z monitorami Dynaudio Contour S 1.4 LE otrzymałem solidną dawkę gęstego brzmienia z potężnym basem masującym trzewia – swoją drogą to zestawienie okazało się bardzo imponujące podczas odsłuchu dużych składów symfonicznych, właśnie ze względu na masywność dźwięku. M3scd mimo cyfrowej dokładności i czystości okazuje się urządzeniem, które z równie wielkim zaangażowaniem podchodzi do reprodukcji barwy poszczególnych instrumentów. Słuchając właśnie kompozycji jazzowych i klasyki, ale też muzyki instrumentalnej, doszedłem do wniosku, że w dźwięku klarnetu, trąbki czy skrzypiec niczego mi nie brakowało, głównie ze względu na wystarczająco nasycony i plastyczny przekaz. Z drugiej strony ze względu na ową neutralność miłośnicy lampowych CD mogą nieco kręcić nosem, ale muszę podkreślić, że większy wpływ na uzyskanie lampowego charakteru brzmienia będzie miał wzmacniacz, więc jeśli M3scd połączymy z konstrukcją bazującą na żarzących się bańkach, możemy osiągnąć satysfakcjonujące pod tym względem efekty. Podczas kilku sesji odsłuchowych, jakie odbyłem w towarzystwie M3scd, jednym z ciekawszych zestawień okazała się właśnie konfiguracja ze wzmacniaczem Leben CS300F i kolumnami Triangle Theta. Efekt, jaki mi się udało uzyskać, z pewnością przypadłby do gustu wielu miłośnikom lampowego brzmienia – lekko ocieplona barwa w zakresie wysokich tonów i średnicy oraz nieco zmiękczony bas sprawiły, że nawet agresywna hardrockowa muzyka czy pewne odmiany metalu zabrzmiały w bardziej przyswajalny sposób.

Natomiast to zestawienie z pewnością sprawiłoby wiele przyjemności osobom ponad wszystko miłującym jazz czy klasykę. Wokal Diany Krall brzmiał wręcz promieniście, a instrumenty towarzyszące miały w sobie sporo energii, nie wspominając już o bezbłędnie poprowadzonej rytmice. Leben świetnie dogadał się z francuskimi monitorami, natomiast Musical Fidelity dostarczał nieskażony sygnał o idealnej wręcz czystości, dzięki czemu CS300F dostawał ponadprzeciętną ilość informacji. Jedną z ważniejszych funkcji testowanego CD jest to, że można wykorzystać go jako DAC-a, doprowadzając z zewnątrz cyfrowy sygnał, na przykład z innego transportu CD lub też z komputera za pośrednictwem wejścia USB. Brzmienie, jakie udało mi się uzyskać z połączenia ze stacjonarnym komputerem, miało w sobie podobne cechy jak to czytane z krążków CD, a więc znowu pojawiała się uderzająca czystość dźwięku z plików FLAC i WAV oraz fenomenalna rytmika. Z kolei wykorzystując w roli zewnętrznego napędu tani odtwarzacz Blu-ray i łącząc go z M3scd za pośrednictwem złącza optycznego, przekonałem się, że cyfrowa ścieżka wraz z analogowymi obwodami wyjściowymi zostały w tym odtwarzaczu niemal perfekcyjnie zgrane – muzyka odtwarzana z takich płyt, jak "The Dark Side Of The Moon" Pink Floyd czy też "Host" Paradise Lost brzmiały namacalnie, z dużą ilością informacji, ale przede wszystkim detalicznie.

Warto wiedzieć

W odtwarzaczu M3scd marki Musical Fidelity zastosowano na szeroką skalę montaż podzespołów elektronicznych w technologii SMD, zarówno w sekcji cyfrowej, jak i analogowej. Podstawową zaletą tej technologii jest szybkość montażu i niskie koszty produkcji dzięki automatyzacji procesu produkcyjnego. Poza tym dzięki miniaturowym rozmiarom poszczególnych elementów, takich jak rezystory czy kondensatory, można stosować ich montaż o znacznie większej gęstości niż w przypadku elementów o tradycyjnych rozmiarach. Jednak z punktu widzenia jakości dźwięku ta technologia cechuje się przede wszystkim małą impedancją połączeń (głównie w wyniku skrócenia odległości między poszczególnymi elementami, takimi jak kondensatory, rezystory czy układy scalone), co ma wpływ na lepsze właściwości przewodzenia przy wysokich częstotliwościach.

Poza tym panuje opinia, że elementy typowe dla technologii SMD z racji swych niewielkich gabarytów lepiej znoszą wibracje i drgania. Z kolei ta technologia nie jest tak opłacalna w przypadku krótkich serii. Poza tym sama technika montażu, jak i jej poszczególne etapy muszą być ściśle kontrolowane i przede wszystkim dobrze opracowane, aby uniknąć naprężeń mechanicznych powstających podczas zastygania spoin lutowniczych, a mogących w przyszłości powodować lokalne pęknięcia połączeń w niesprzyjających warunkach, w wyniku pracy przy niskiej temperaturze otoczenia czy też nadmiernych wibracji.

Podsumowanie

Ten brytyjski odtwarzacz należy do urządzeń ze średniej półki cenowej, ale zarówno pod względem wizualnym (przedni panel prezentuje się znakomicie), jak i brzmieniowym nawiązuje do znacznie droższych konstrukcji. Fenomenalna czystość dźwięku robi spore wrażenie, ale daje też szerokie pole manewru w dowolnym konfigurowaniu konkretnych zestawień stereo. M3scd należy więc potraktować jak cyfrowe źródło gwarantujące nieskazitelny i niemal idealnie zrównoważony w proporcjach dźwięk, natomiast to, jaki ostatecznie uzyskamy kształt brzmienia, w dużej mierze będzie zależało od pozostałych komponentów wchodzących w skład zestawienia stereofonicznego. Jak wiadomo, największy wpływ na dźwięk mają kolumny, potem wzmacniacz, a na końcu tej hierarchii znajduje się CD.

odtwarzacz cd Musical Fidelity M3scd

Jeśli jednak spojrzymy na to z drugiej strony, to okaże się, że stosując kiepskie źródło, można w zasadzie już na początku zepsuć brzmienie i nawet dobry wzmacniacz czy ponadprzeciętnie dobrze brzmiące kolumny niczego tutaj nie poprawią. Tak więc nie należy bagatelizować jakości dźwięku już na etapie poszukiwania cyfrowego źródła. Sporą zaletą testowanego odtwarzacza jest również fakt, że dzięki szerokiej gamie wejść cyfrowych możemy wykorzystać go jako pełnoprawny DAC. Moim zdaniem w takim zestawieniu M3scd sprawuje się na poziomie, jaki można uzyskać z autonomicznego przetwornika w kwocie mniej więcej 2 tys. złotych, a więc z pewnością jest to duży plus, ponieważ wykorzystując laptopa czy też stacjonarny komputer, można uzyskać satysfakcjonującą jakość brzmienia. Zaopatrując się w ten odtwarzacz, dostajemy swego rodzaju bonus, znacznie poszerzający możliwości całego stereofonicznego systemu w szerszym wykorzystaniu różnorakich cyfrowych źródeł sygnału.

Werdykt: Musical Fidelity M3scd

  • Jakość dźwięku

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Jakość / Cena

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Wykonanie

    ★ ★ ★ ★ ★
  • Możliwości

    ★ ★ ★ ★ ★

Plusy: Niesamowita klarowność brzmienia. Bardzo dobrze sprawdza się w roli zewnętrznego DAC-a

Minusy: Dla wielu osób może wydać się nadgorliwy i zbyt neutralny

Ogółem: Oferuje niezwykle precyzyjne brzmienie. Dzięki temu w wielu systemach sprawdzi się jako jednostka, wokół której będzie budowany systemu stereo

Ocena ogólna:

★ ★ ★ ★ ★
PRODUKT
Musical Fidelity M3scd
RODZAJ
Odtwarzacz CD
CENA
6.495 zł
WAGA
6,05 kg
WYMIARY
(SxWxG) 440x100x380 mm
DYSTRYBUCJA
Rafko Dystrybucja
www.musicalfidelity.rafko.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz–20kHz (-0,2dB)
  • Separacja kanałów: 105dB
  • Przetwornik cyfrowo-analogowy: Burr-Brown PCM1796 24-bit/192kHz Delta-Sigma dual differential 8xover-sampling
  • Stosunek sygnał/szum: 117dB
  • Całkowite zniekształcenia harmoniczne: 0,003% (1kHz)
  • Zużycie energii: 20W (max), 0,5W (tryb czuwania)
  • Wyjścia cyfrowe: optyczne, koaksjalne
  • Wejścia cyfrowe: koaksjalne, optyczne, USB
  • Wyjścia analogowe: jedna para stereo RCA
  • Impedancja wyjścia: 50Ω
  • Napięcie wyjściowe: 2,2V