s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Klipsch Heresy III

test |
Klipsch Heresy III

Test kolumn podstawkowych Klipsch Heresy III pokazał, że idealnie nadają się do słuchania muzyki klasycznej, jak i jazzu

Seria Heritage, do której należą testowane kolumny, znajduje się na samym szczycie oferty wraz z najdroższymi i najbardziej zaawansowanymi konstrukcyjnie zespołami głośnikowymi Klipscha, m.in. z referencyjnymi modelami Klipschorn czy La Scala II. W ofercie tego amerykańskiego producenta znajdują się również bardzo nietypowe jak na obecne czasy kolumny głośnikowe, czego przykładem są chociażby testowane właśnie Heresy III, nawiązujące do konstrukcji z poprzedniej epoki. Pierwszy rzut oka na te charakterystyczne skrzynki i od razu cofamy się do lat 70. ubiegłego wieku. Nawet maskownice swoim wzorem nawiązują do lat minionych, które wiele osób wspomina z sentymentem. Te i inne detale sprawiają, że Heresy III dają nam możliwość rozsmakowania się w kolumnach głośnikowych, jakie niegdyś produkowano.

Można więc poczuć klimat tamtych lat, a idąc tym tropem i kupując Heresy III, pokusić się o jakąś starą amplifikację, ponieważ te amerykańskie zespoły głośnikowe cechują się wyjątkowo wysoką skutecznością na poziomie 99dB. Można je zatem napędzać lampami, nawet tymi najbardziej egzotycznymi sprzed lat, pracującymi w konfiguracji single-ended. Kolumny Heresy III może i wyglądają nieco staroświecko, ale za to parametry techniczne mają nadzwyczaj współczesne i to bardzo wyśrubowane. Wspomniana wcześniej skuteczność na poziomie 99db sprawia, że są niezwykle łatwe do wysterowania nawet dla wzmacniaczy niedysponujących zbyt wysokimi mocami. Heresy III to stara konstruktorska szkoła, zresztą podobnie jest w przypadku kolumn marki Spendor pochodzących z serii Classic, które nie tak dawno miałem okazję przetestować (recenzja w numerze 10/15). Spendor SP1/2R2 również posiadają trójdrożny układ głośnikowy oparty na dwóch przetwornikach z membranami kopułkowymi, więc są podobne do Heresy III, jednak w przeciwieństwie do amerykańskich kolumn są to podstawkowce i nie mają tubek zwiększających efektywność głośników.

Diabeł tkwi w szczegółach

Idę o zakład, że większość osób spoglądających na te kolumny powie, iż są one klasycznymi monitorami i należy je ustawić na jakiejś solidnej podstawce. Jest w tym dużo prawdy, bo Heresy III poza kilkoma detalami w zasadzie niczym się nie różnią od typowych monitorów. Jednak diabeł tkwi w szczegółach – po bliższych oględzinach okazuje się, że są one znacznie szersze niż większość monitorów dostępnych na rynku, a spowodowane to jest dużym przetwornikiem niskotonowym. Poza tym skrzynie spoczywają na specjalnych cokołach mających za zadanie odchylić kolumny do tyłu o kilka stopni, żeby główne linie promieniowania z głośników kopułkowych były mniej więcej na wysokość uszu słuchacza. Skrzynie są dosyć ciężkie i archaiczne, więc daleko im do smukłych, współczesnych obudów stosowanych obecnie w większości kolumn, ale mają swój nieodparty urok. Poza tym wśród wielu osób panuje przekonanie, że niegdyś produkowane kolumny, tak jak samochody, mają duszę i ten czar sprawia, że Heresy III z pewnością znajdą miejsce w niejednym pokoju. Skrzynki oczywiście pokryte są naturalnym fornirem, a dostępne są w trzech wersjach kolorystycznych.

kolumny Klipsch Heresey III

Jako budulca użyto płyt MDF, jednak nie wszystkie ścianki są wykonane z tego materiału, bo zarówno przednią, jak i tylną wykonano już ze sklejki brzozowej i pokryto dosyć grubą warstwą czarnego lakieru strukturalnego. Wewnątrz nie zastosowano typowych usztywnień w postaci wieńców łączących poszczególne ścianki, ale w pewnych miejscach powklejane są drewniane klocki w celu optymalnego zestrojenia skrzyń. Tutaj również kłania się stara szkoła strojenia i Klipsch, podobnie jak Spendor, poszedł w zupełnie innym kierunku niż obecnie panujące tendencje. Skrzynie mają też "grać", a więc wibrować w pewnym zakresie, zachowując się jak pudło rezonansowe np. gitary akustycznej czy wiolonczeli. Widać też, że Klipsch hołduje zasadzie najbardziej efektywnego wykorzystania energii pochodzącej od głośników, bowiem nie stosuje (tak jak Spendor) mat bitumicznych, które zawsze w pewnym stopniu pochłaniają część energii. W Spendorach konstruktorzy wykorzystali oczywiście maty bitumiczne do optymalnego i precyzyjnego zestrojenia skrzynek, natomiast Klipsch postanowił nie korzystać z tego materiału z wiadomego powodu.

Chodzi o maksymalne wykorzystanie efektywności przetwornika niskotonowego pracującego w komorze tworzonej właśnie przez obudowę. Ten przetwornik musi osiągać wysoką skuteczność, aby dotrzymać kroku obydwu głośnikom tubowym, więc każdy materiał pochłaniający może przyczyniać się nawet do niewielkiej utraty energii. Dlatego rozwiązanie Klipscha wcale mnie nie dziwi. Jedynym materiałem tłumiącym skrzynkę jest gąbka wyściełająca wszystkie boczne ścianki – przednia i tylna nie są tłumione jakimkolwiek ustrojem akustycznym. Skrzynia jest zamknięta, więc Heresy III można ustawiać blisko ścian bez obaw o silne interakcje z pomieszczeniem w paśmie basu. W pewnym sensie konfiguracja blisko ścian sprawia, że te kolumny zachowują się lepiej niż większość współczesnych konstrukcji, właśnie ze względu na swą specyfikę i zastosowane technologie. Zamknięte skrzynie są bardzo przyjazne w ustawianiu, co powinno ucieszyć osoby, które z wielu względów nie chcą wysuwać kolumn zbytnio w kierunku środka pokoju. No i w przypadku Heresy III podstawki stają się zbędne. Trio głośnikowe również prezentuje się jak wysmakowany klasyk z minionej epoki.

Dla mnie osobiście analiza ich budowy okazała się sentymentalną podróżą do czasów minionych, kiedy rządziły prostokątne obudowy obowiązkowo wyposażone w maskownice, kryjące niezbyt urodziwe fronty. Wystarczy spojrzeć na sporych rozmiarów głośnik niskotonowy – to istny klasyk! Płócienne górne zawieszenie nasączone substancją tłumiącą, celulozowa membrana z dużą nakładką w centrum i licznymi subtelnymi wybrzuszeniami na obwodzie. Klipsch udowadnia, że nie potrzeba też olbrzymiego magnesu, żeby głośnik uzyskiwał wysoką skuteczność, bo ten napędzający cewkę głośnika niskotonowego jest raczej przeciętnych rozmiarów. Z kolei kosz jest tłoczony z blachy i polakierowany piecowo. Spore wrażenie robi też przetwornik średniotonowy, ponieważ jego tubka jest tak długa, że sięga on praktycznie tylnej ścianki wewnątrz skrzyni. Długa tubka zwieńczona jest oczywiście tytanową kopułką wraz z układem magnetycznym. Wysokie tony również odtwarza tytanowa kopułka, ale ze względu na chęć uzyskania jak najlepszych charakterystyk w zakresie najwyższych częstotliwości jest ona dużo mniejsza i też lżejsza. Filtry w zwrotnicy oparto na dobrej jakości polipropylenowych kondensatorach, cewkach rdzeniowych oraz rezystorach ceramicznych o sporej mocy.

Spójność i odpowiedź impulsowa

W pewnym sensie wiedziałem, czego można spodziewać się po Heresy III chociażby w związku z faktem, że wyposażono je w aż dwa tubowe przetworniki, pokrywające pasmo w zakresie średnich i wysokich tonów. W taką głośnikową konfigurację wyposażone są również inne drogie kolumny marki Klipsch, a mianowicie Klipschorn, pochodzące z serii Heritage, do jakiej należą Heresy III. Taki układ głośnikowy wielu fanom audio może być również znany z kolumn marki JBL modelu K2 S9900. Heresy III ujęły mnie obłędną spójnością dźwięku, której właściwie się nie spodziewałem po tego typu konstrukcji, bowiem zestroić dwie tuby w zakresie średnich i wysokich tonów jest wielką sztuką, a w przeszłości niewielu producentom się to udawało. Z drugiej strony to właśnie Klipsch obok JBL jest największym specjalistą w produkcji kolumn opartych na przetwornikach tubowych, więc wysoka jakość brzmienia, z jaką można mieć w przypadku Heresy III do czynienia, nikogo nie powinna dziwić. Ja jednak zawsze podchodzę do tego typu rozwiązań z dystansem i jeśli nie zostanę jakoś pozytywnie zaskoczony, szybko o nich zapominam, jak również o samych kolumnach. Ale w przypadku Heresy III z pewnością tak się nie stanie, bo te kolumny na bardzo długo pozostaną w mojej pamięci, właśnie ze względu na obłędną spójność brzmienia. Te podłogowe kolumny wyglądające jak mocno przerośnięte monitory brzmią tak, jakby były wyposażone w jeden doskonały przetwornik szerokopasmowy, idealnie przenoszący pełny, słyszalny przez ludzkie ucho zakres częstotliwości.

kolumny Klipsch Heresey III

Podczas odsłuchu "Merry Go Round" w wykonaniu Freddy'ego Cole'a z Heresy III sączył się dźwięk o estetyce, o jaką trudno byłoby posądzić kolumny wyposażone w takie właśnie trio głośnikowe – perfekcyjna symbioza między poszczególnymi głośnikami sprawiała, że do moich uszu docierał dźwięk kompletny, w którym niczego nie brakowało. Pod tym względem Klipsch okazał się nawet lepszy od Spendora. Do tego płyta ta zabrzmiała naturalnie i bez nadmiernej ostrości. Oczywiście zdarza się, że tubki brzmią bardziej ofensywnie od przykładowo miękkich jedwabnych kopułek, ale jest to też swego rodzaju stereotyp. Zdarzało mi się słyszeć nieprzyjemnie i agresywnie brzmiące kopułki, ale też miło i dźwięcznie grające głośniki tubowe. Reguły więc nie ma, ale zawsze przed zakupem jakichkolwiek kolumn radziłbym odsłuch, żeby ocenić, czy taki właśnie dźwięk nam pasuje. Prawdę mówiąc, już od pierwszych chwil odsłuchu zakochałem się w Heresy III właśnie ze względu na to, jakie są spójne. Absolutnie nie słychać w nich dominacji brzmienia jednego głośnika nad innymi. Obydwie tuby zostały idealnie zestrojone z dużym stożkiem niskotonowym nie tylko pod względem efektywności, ale również barwy, co jest doprawdy rzadkością. A tutaj okazuje się, że tytan w połączeniu z celulozą potrafi zagrać perfekcyjnie i w tych kolumnach jest to wręcz urzekające! Wracając do jazzu w wykonaniu zespołu towarzyszącego Freddy'emu Cole'owi, to muszę przyznać, że szczególnie ujęło mnie na tej płycie brzmienie instrumentów dętych. Trąbka miała w sobie żar, blask i dźwięczność, o jaką można by posądzić znacznie droższe zespoły głośnikowe. O odsłuchu "Kind Of Blue" Milesa Davisa już nawet nie wspomnę.

Takiego brzmienia nie powstydziłyby się kolumny z najwyższego przedziału cenowego. Barwa okazała się idealna i spójna w pełnym paśmie. Jeśli po raz pierwszy usłyszycie Heresy III, to z pewnością Waszą uwagę zwróci najpierw fantastyczna synergia brzmienia. W takich chwilach słuchacz nie skupia się na poszczególnych składnikach dźwięku i nie zastanawia się nad wysokimi tonami czy też basem, ale chłonie brzmienie jako całość, słucha instrumentów, a nie poszczególnych głośników czy zakresów reprodukowanych przez nie. Do tego muszę dodać, że moje początkowe obawy o stereofonię równie szybko zostały rozwiane. Wydawało mi się, że ze względu na fakt, iż kolumny są niewysokie i stoją na podłodze, stereofonia zostanie zaprezentowana niżej, i Freddy'ego Cole'a wraz z zespołem towarzyszącym będę widział jako knypka z orkiestrą składającą się z krasnali, a dźwięk będzie dobiegał do mnie niemal z poziomu podłogi. Ale nic takiego nie miało miejsca, bo wysokość sceny i jej usytułowani w pionie, jak i poziomie były jak najbardziej prawidłowe. Dźwięk całkowicie odrywał się od kolumn i dryfował gdzieś ponad nie, co robi szczególnie duże wrażenie, bo przecież kolumny nie są zbyt wysokie, ale za to dźwięk docierający do miejsca odsłuchowego jest mniej więcej na wysokości uszu, właśnie dzięki odchyleniu kolumny o kilka stopni do tyłu.

Źródła pozorne kreślone są z chirurgiczną precyzją, wycięte laserowym skalpelem o fenomenalnej wręcz ostrości. Jeśli mielibyście możliwość posłuchania za pośrednictwem Heresy III "Libera Me" Larsa Danielssona z wydania na SACD, to zrozumiecie, co mam na myśli. Nawet w utworach o dosyć obfitym zagęszczeniu, zwłaszcza najdrobniejszymi detalami, słyszałem wszystko. A było to podane jak na tacy, każdy nawet najmniejszy szczegół w przestrzeni nie umknął tym nietypowym kolumnom. Podobnie było z brzmieniem klawesynu, bo ten mienił się bogactwem barw i miałem wrażenie, jakby każda pociągnięta struna była odczuwalna jak subtelne dotknięcie szpilką. Heresy III pokazały, że są niemal doskonałe pod kątem dynamiki w skali mikro. Owszem, w skali makro też nie było źle, kiedy słuchałem dużego składu symfonicznego, gdy Hegel H80 pompował w te trójdrożne kolumny spore dawki prądu przy bardzo wysokich poziomach głośności. Heresy III nie schodzą aż tak nisko, jak inne, znacznie większe kolumny podłogowe, ale też nie odczułem jakichś wyraźnych braków w reprodukcji zakresu niskotonowego. Po prostu bas charakteryzował się doskonałą odpowiedzią impulsową i piękną, złożoną barwą, a więc atrybutami typowymi dla dobrze zestrojonych konstrukcji zamkniętych.

Warto wiedzieć

Heresy III należą do kolumn wyposażonych w trójdrożny układ głośnikowy i mimo że nawiązują do konstrukcji z lat 70., nie są to typowe trójdrożne klasyki składające się m.in. z głośnika stożkowego odtwarzającego tony średnie, bo ten jest tubowy. W Heresy III ze względu na użyte głośniki zastosowano też podział pasma przy rzadko spotykanych wartościach częstotliwości. Głośnik niskotonowy tak naprawdę zahacza już o pasmo średnich tonów, bo pracuje do 850Hz. Z kolei tytanowa kopułka średniotonowa pracuje od 850Hz do 5000Hz, więc przenosi spory zakres częstotliwości, ale ze względu na fakt, że odtwarzaniem dolnych rejonów średnich tonów zajmuje się wspomniany stożek niskotonowy, nie jest nadmiernie obciążona mocą, jaką musi przecież przenieść w całym obsługiwanym przez siebie paśmie. Naturalnie powyżej 5.000Hz działa już tylko druga, ale mniejsza tytanowa kopułka. Jest to typowy przetwornik wysokotonowy o zasięgu do 20kHz. Zarówno przetwornik średniotonowy, jak i wysokotonowy wyposażono w tuby zwiększające ich skuteczność. Układ głośnikowy, jaki zastosował Klipsch w kolumnach Heresy III, został stworzony pod kątem uzyskania jak najwyższej skuteczności dzięki zastosowaniu dwóch przetworników tubowych odtwarzających średnie i wysokie tony. Jeśli zatem porównamy większość trójdrożnych klasyków opartych na typowym stożku średniotonowym z kolumnami Heresy III, to okaże się, że osiągają one znacznie niższą skuteczność niż te amerykańskie konstrukcje tubowe.

kolumny Klipsch Heresey III

Podsumowanie

Heresy III łączyłem zarówno z Heglem H80, jak i wzmacniaczem lampowym single-ended o mocy zaledwie kilku watów, skonstruowanym przez mojego znajomego. Jako źródła używałem naprzemiennie odtwarzacza CD-07s marki Ayon z oddzielnym przetwornikiem wyposażonym w asynchroniczne wejście USB, dzięki czemu mogłem odtwarzać muzykę z komputera zarówno z plików, jak i serwisu streamingowego Tidal. Brzmienie w obydwu przypadkach cechowało się mnóstwem informacji, podanych jednak w wyjątkowo wyrafinowanym stylu, co może być sporym zaskoczeniem, zwłaszcza dla osób krytykujących kolumny wyposażone w tubowe przetworniki. Heresy III, mimo że są nietypowe i często mogą być mylone z monitorami, w pewnym sensie łączą wiele zalet zarówno jednych, jak i drugich konstrukcji, a do tego są wyjątkowo łatwe w ustawieniu i napędzaniu. Jeśli więc przykładacie sporą uwagę do efektywności kolumn, a do tego uwielbiacie rozłożystą, ale jednocześnie bardzo precyzyjną scenę dźwiękową oraz ponad wszystko cenicie sobie spójność brzmienia i dynamikę najwyższej próby, to koniecznie posłuchajcie Heresy III, bo może się okazać, że to będzie koniec Waszych poszukiwań idealnych kolumn, czego Wam serdecznie życzę.

Werdykt: Klipsch Heresy III

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Fenomenalna spójność brzmienia. Doskonale kontrolowany i zróżnicowany bas. Stereofonia o wielkiej precyzji i rozpiętości

Minusy: Kontrowersyjna stylistyka nie każdemu przypadnie do gustu

Ogółem: Spójny, dynamiczny dźwięk z precyzyjną stereofonią może okazać się idealny zarówno dla miłośników muzyki klasycznej, jak i jazzu

Ocena ogólna:

PRODUKT
Klipsch Heresy III
RODZAJ
Kolumny podłogowe
CENA
10.000 zł (para)
WAGA
20 kg (szt.)
WYMIARY
(SxWxG) 397x605x336 mm
DYSTRYBUCJA
E.I.C. Sp. z o.o.
www.klipschloudspeakers.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Pasmo przenoszenia: 58Hz–20kHz
  • Skuteczność/impedancja: 99dB/8Ω
  • Maksymalny poziom akustyczny: 116dB
  • Moc ciągła: 100W, 400W (szczytowa)
  • 304mm głośnik niskotonowy z celulozową membraną
  • 44,5mm głośnik średniotonowy z tytanową kopułką
  • 25,4mm tytanowa kopułka wysokotonowa
  • Trójdrożna konstrukcja
  • Podział częstotliwości: 850Hz; 5kHz
  • Obudowa zamknięta wykonana z MDF, pokryta naturalnym fornirem
  • Dostępne opcje kolorystyczne: czarny, wiśnia, orzech