s-e-r-v-e-r-a-d-s

hi-fi

Ayon Spirit III

test |
Ayon Spirit III

To już kolejna odmiana cenionego wzmacniacza austriackiej marki - jeszcze doskonalsza, mocniejsza i lepiej brzmiąca

Do ponownego wzrostu popularności wzmacniaczy lampowych przyczyniło się wiele firm, a jedną z nich jest właśnie austriacki Ayon. Pomysłowość szefa i konstruktora Gerharda Hirta przekłada się na nietuzinkowe konstrukcje, zyskujące coraz większe grono fanów, ceniących ponad wszystko urządzenia z żarzącymi się bańkami. Wiele testów i odsłuchów, jakie miałem okazję przeprowadzić, utwierdziło mnie w przekonaniu, że Ayon jest obecnie jednym z czołowych producentów urządzeń lampowych. Bogata oferta Austriaków zarówno wśród odtwarzaczy CD, jak i wzmacniaczy zapewnia spore możliwości pod względem wyboru komponentów do stworzenia wymarzonego w pełni lampowego systemu.

Ayon Audio słynie z tego, że co jakiś czas wypuszcza na rynek nowe lub udoskonalone wersje najpopularniejszych modeli swoich urządzeń. Wzmacniacz Spirit III zyskał wielu fanów nie tylko za sprawą atrakcyjnej ceny, ale przede wszystkim możliwości korzystania z dwóch trybów pracy, gwarantujących różne style brzmienia. To dla wielu miłośników lampowych amplifikacji jest dużą zaletą, ponieważ dzięki dwóm trybom pracy wzmacniacz ten można dopasować nie tylko do konkretnych zespołów głośnikowych, ale też do indywidualnych preferencji muzycznych. Można by rzec, że Spirit III jest jak dwa wzmacniacze w jednym. Ten wzmacniacz doczekał się właśnie kolejnej odmiany, którą udoskonalono pod kilkoma względami, zarówno konstrukcyjnie, jak i pod kątem estetyki oraz użytkowania. Pojawiło się wiele nowych elementów, ale zasadnicze zmiany objęły przede wszystkim lampy. W miejsce KT88, które można było zamienić również na KT120, tym razem zastosowano KT150 marki Tung-Sol. Poza tym na wejściu pracują podwójne triody pochodzące od tego samego producenta. Nowy Spirit III został jeszcze bardziej dopracowany w szczegółach, a niektóre zmiany widać już na zewnątrz.

Bardziej wydajny

Nowy Spirit III został potraktowany przez swojego konstruktora bardzo poważnie, zwłaszcza pod względem niższej podatności na awarię, ale też bardziej purystycznego podejścia do samego toru sygnałowego i wzmacniającego, co ma bezpośrednio przekładać się na jeszcze lepsze walory brzmieniowe. Najważniejszą jednak zmianą, zwłaszcza z punktu widzenia przyszłego użytkownika, jest właśnie fakt, że nowy Spirit III bazuje teraz na jeszcze wydajniejszych lampach KT150, gwarantujących wyższą o kilka watów moc, zarówno w trybie triody, jak i pentody. Spirit III z automatu stał się wydajniejszy prądowo, więc poszerzyło się grono kolumn, z którymi może współpracować. Wyższa moc ma też szczególny wpływ na brzmienie, o czym wspomnę w dalszej części recenzji.

Niezależnie od tego czy przyjdzie Wam ochota posłuchać muzyki w trybie triody, czy pentody ten nietuzinkowy wzmacniacz z pewnością nie dostanie zadyszki

Zacznę od tego, co na zewnątrz, bo nawet tutaj widać pewne zmiany w odniesieniu do poprzednika. W stopniu wejściowym ponownie wykorzystano podwójne triody małej mocy 12AU7W dostarczane przez Tung-Sol - są one cenione wśród konstruktorów przede wszystkim za doskonałą jakość wykonania, a co za tym idzie stabilną pracę dzięki niezmiennym parametrom przez dłuższy czas. Tuż za podwójnymi triodami pracującymi na wejściu znalazły się cztery lampy 6SJ7 w wersji NOS pochodzące z rosyjskich zapasów wojskowych - ich cechą charakterystyczną są metalowe obudowy gwarantujące nie tylko lepszą ochronę przeciwzakłóceniową (stąd często były stosowane w odbiornikach radiowych), ale też wyższą stabilność termiczną ze względu na fakt, że metalowe obudowy szybciej odprowadzają nadmiar ciepła. W stopniu końcowym, tak jak wspomniałem na początku, znalazły się tym razem jeszcze wydajniejsze lampy KT150, mogące pracować zarówno jako triody, jak i pentody. W pierwszym trybie moc jest niższa, ale też ciut niższe są zniekształcenia i zupełnie inne jest brzmienie. Z kolei drugi tryb gwarantuje maksymalną moc rzędu 65 watów, dzięki czemu Spirit III jest mocniejszy aż o 25 watów w stosunku do trybu triodowym, dysponując tym samym większą elastycznością stopni końcowych. We wcześniejszych modelach przełącznik (w formie dwupozycyjnego pokrętła), którym to można było zmieniać tryb pracy, został tym razem zastąpiony przez niewielki przycisk znajdujący się na tylnym panelu. Podejrzewam, że ma to związek z niefrasobliwym zachowaniem wielu użytkowników bądź po prostu osób postronnych, zapominających o tym, że tryb pracy można zmieniać tylko wtedy, gdy wzmacniacz nie pracuje, a więc jest całkowicie wyłączony. Żeby zminimalizować ryzyko przypadkowej zmiany trybu podczas działania wzmacniacza, Gerhard Hirt zdecydował się na taki właśnie krok, eliminując ryzyko wystąpienia awarii na skutek bezmyślnego zachowania. Tradycyjnie już na górnym panelu oprócz lamp znalazły się również piękne chromowane kubki pełniące funkcję ekranów, pod którymi kryją się transformatory wyjściowe i sieciowy, zalane specjalną masą tłumiącą drgania. Z tyłu natomiast użyto wysokiej jakości gniazd RCA - łącznie są cztery wejścia, ale jedno z nich można przełączać w tryb normalny, gdzie sygnał biegnie standardowo do stopnia wejściowego przedwzmacniacza, bądź też tryb Direct, gdzie można podpiąć się bezpośrednio pod stopnie końcowe i na przykład użyć zewnętrznego przedwzmacniacza. Oprócz tego znalazło się jedno wyjście z przedwzmacniacza, dzięki czemu można wykorzystać zewnętrzną stereofoniczną końcówkę mocy, na przykład tranzystorową dużej mocy. Nie zabrakło też jednej pary wejść XLR. Zastosowano zupełnie inne terminale wyjściowe ze stopni końcowych - nowe mają nieprzewodzące nakrętki, dzięki czemu ryzyko przypadkowego zwarcia zostało zminimalizowane, poza tym dzięki gumowej dodatkowej podkładce zainstalowane kable wyposażone w widełkowe końcówki zdecydowanie pewniej się trzymają. Wnętrze naszpikowane jest elektroniką po same brzegi, ale szczególną uwagę zwracają elementy rozbudowanego układu autobiasu oraz obwodów ochronnych. Imponujące jest też zasilanie podzielone na kilka sekcji, z których każda dysponuje osobną baterią kondensatorów i tam, gdzie trzeba, stabilizowanymi stopniami.

Elementy bierne, jak to zawsze było u Ayona, są najwyższej jakości - kondensatory to duże propyleny zdolne tolerować znacznie wyższe napięcia, niż by tego wymagały poszczególne obwody, rezystory są ceramiczne, ale w miejscach szczególnie narażonych na wyższą temperaturę użyto dużych rezystorów w specjalnych metalowych obudowach tworzących radiatory szybciej odprowadzające ciepło. Obudowę wykonano z dbałością o staranne spasowanie wszystkich elementów i spoczywa ona na solidnych antywibracyjnych stopkach, które też nieco zmodyfikowano na potrzeby najnowszej wersji Spirita III. Więcej jest też kanałów chłodzących znajdujących się na obudowie. Z kolei spodnia aluminiowa płyta zapewnia jeszcze lepszą wentylację, ponieważ została praktycznie na całej powierzchni ponawiercana.

ayon-spitit-iii

Dwa style brzmienia

Można powiedzieć, że dzięki dwóm trybom pracy Spirit III zachowuje się tak naprawdę jak dwa różne wzmacniacze umieszczone w jednej obudowie. Oczywiście różnice w brzmieniu nie są skrajne, ale też na tyle odmienne, że bez problemu, nawet podczas ślepych testów, osoby postronne z pewnością byłyby w stanie rozróżnić zmiany w dźwięku typowe dla jednego i drugiego trybu pracy. Najważniejszy jest jednak fakt, że pod pewnymi względami, w porównaniu z poprzednim modelem, brzmienie zmieniło się na korzyść. Już na początku sesji odsłuchowej, zarówno w trybie triody, jak i pentody, moją uwagę zwrócił zakres niskich tonów - bas zrobił się nieco bardziej oleisty i gęsty, ale też zyskał na kontroli i konturowości. Najbardziej jednak podobała mi się jego sprężystość. Podczas odsłuchu albumu "Oh Yeach" Jana Hammera i tak samo zatytułowanego utworu z tego krążka do moich uszu docierał fantastycznie brzmiący bas. Fakt, jest on na tej płycie świetnie nagrany, ale słuchając tego utworu za pośrednictwem wielu wzmacniaczy, linia basowa nigdy tak nie przykuła mojej uwagi, jak podczas sesji odsłuchowej w towarzystwie tej austriackiej "lampy".

Niskie tony odtwarzane były szybko, klarownie i przede wszystkim sprężyście, idealnie harmonizując pod tym względem z narzucanym przez autora tej płyty ciężarem w zakresie basu. Gitara basowa miała w sobie to coś, co pozwalało mi cieszyć się z jej brzmienia, jak nigdy wcześniej. Te wszystkie wyżej wymienione cechy i charakter niskich tonów stanowią teraz o sile tego lampowego wzmacniacza. Co ciekawe, ta znakomita jakość dostępna była niezależnie od trybu pracy, co nie było tak oczywiste, jeśli wziąć pod uwagę brzmienie wcześniejszego modelu. Tam tryb triody nieco zwalniał wzmacniacz w basie i nie miał takiego ataku. Naturalnie miało to swój urok, bo wzmacniacz wydawał się też bardziej relaksujący i tam też niskie tony pasowały do ogólnego charakteru, jaki Spirit III prezentował w całym paśmie. Natomiast w przypadku najnowszego modelu wyraźnie słychać, że te kilka watów mocy więcej, ale też wydajność prądowa zrobiły swoje i teraz Spirit III równie energicznie brzmi w tym teoretycznie słabszym trybie.

Jakie są zatem zasadnicze różnice między obydwoma trybami? Łatwo można się o tym przekonać, słuchając na przykład klasyki. Moim zdaniem to właśnie tryb pentodowy zdecydowanie lepiej sprawdza się z tym gatunkiem, natomiast z małymi składami jazzowymi i muzyką kameralną, gdzie ważniejsza od rzetelnego przekazu przestrzeni jest jednak barwa, dzięki której budowany jest pożądany klimat - Spirit III lepiej zabrzmi w trybie triodowym. Podczas słuchania dużych składów symfonicznych ważna jest lokalizacja i zróżnicowanie wielkości poszczególnych instrumentów na dalszych i bliższych planach. Tryb pentodowy nam to gwarantuje, stwarzając tym samym bardzo dobre warunki do słuchania tego typu muzyki, w której zagęszczenie instrumentów jest spore i w której bardziej wytrawni miłośnicy klasyki lubią też śledzić ich położenie, zwracając przy tym właśnie uwagę na precyzję w ich prawidłowym umiejscowieniu. Naturalnie wiele będzie tutaj zależało od samych zespołów głośnikowych, ale prawda jest taka, że nawet z tymi kolumnami o wysokiej skuteczności różnica między obydwoma trybami będzie tak samo słyszalna. Ale przecież o to właśnie chodzi, żeby miłośnicy lampowych konstrukcji mieli asa w rękawie i wtedy gdy dojdzie do degustacji muzyki klasycznej, mogli za jednym naciśnięciem guzika uruchomić dopalacz w postaci trybu pentody. Przestrzeń wówczas zyskuje na swobodzie, brzmienie staje się obszerniejsze i bardziej "techniczne", pozwalając wnikać słuchaczowi w najbardziej skomplikowane i złożone warstwy dźwiękowe, jakich przecież nie brak w klasyce, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z dużymi składami instrumentalnymi.

Z kolei jeśli przyjdzie Wam ochota na słuchanie Diany Krall, Freddy'ego Cole'a lub Cassandry Wilson, to znacznie lepszy okaże się tryb triodowy. Wokale pod względem barwy brzmią plastyczniej i są bogatsze w alikwoty, zresztą tak samo jak instrumenty towarzyszące, np. smyczki czy trąbka, a nawet fortepian. Muzyka kameralna i wokalna ma to do siebie, że nie wymaga aż tak dużej uwagi od wzmacniacza w zakresie przestrzenności. Przynajmniej nie takiej, kiedy słuchamy akurat klasyki czy rocka z dużą ilością instrumentów. Więc tryb triodowy z tym jeszcze większym lampowym namaszczeniem sprawi, że taka muzyka sporo zyska na przekazie. Spirit III dzięki tym dwóm trybom pracy stał się chyba jednym z najbardziej uniwersalnych lampowych wzmacniaczy na rynku w swojej grupie cenowej. Użytkownik dysponuje przecież amplifikacją prezentującą dwa odmienne style grania, dzięki którym w zależności od gatunku odtwarzanej muzyki oraz osobistych preferencji może doświadczyć różnego dźwięku, bazując na tych samych zespołach głośnikowych. Obydwa tryby łączy natomiast jedno - piękny i kwiecisty przekaz typowy dla lampowych amplifikacji.

Warto wiedzieć

Model Spirit III jest bardzo starannie spakowany i jak każdy wzmacniacz oferowany przez Ayon Audio posiada komplet selekcjonowanych lamp. Każda lampa do każdego modelu dobierana jest indywidualnie, nawet pod względem pracy w poszczególnych stopniach - są mierzone i parowane tak, żeby uzyskać maksymalną równowagę między obydwoma kanałami obsługiwanymi przez wzmacniacz. Model Spirit III posiada cztery lampy pracujące w stopniu końcowym oraz kilka mniejszych - wszystkie zapakowane są w specjalnie oznaczone pudełka. Po wyjęciu wzmacniacza i przystąpieniu do montażu lamp należy zwrócić uwagę na ich właściwie rozmieszczenie. Instrukcja obsługi posiada czytelną grafikę ilustrującą właściwe rozplanowanie lamp. Co ciekawe, wyniki pomiarów dla każdej z nich zostały skrzętnie zapisane na ich opakowaniach, więc przyszły użytkownik poszukując zamienników czy też zaopatrując się w oryginały, będzie wiedział, jakie konkretne parametry powinny mieć lampy pracujące w poszczególnych stopniach.

Podsumowanie

Kolejna odsłona modelu Spirit III niesie ze sobą miłą niespodziankę w postaci jeszcze lepiej brzmiącego basu - ten osiąga wręcz referencyjny poziom, biorąc pod uwagę cenę urządzenia. Z kolei niezależnie od tego czy przyjdzie Wam ochota posłuchać muzyki w trybie triody, czy pentody ten nietuzinkowy wzmacniacz z pewnością nie dostanie zadyszki. Oprócz tej najważniejszej zmiany, a więc wymiany lamp na KT150 w stopniu końcowym, Gerhard Hirt zadbał o kilka detali na zewnątrz - wzmacniacz prezentuje się równie atrakcyjnie jak jego poprzednia wersja. Przeniesiono przełącznik trybu pracy na tylną ściankę, co moim zdaniem powinno mieć już miejsce we wcześniejszych modelach, poza tym zastosowano nowe gniazda WBT w obrębie terminali wyjściowych ze stopni końcowych, gwarantujące bardzo dobre trzymanie kabli zakończonych widełkami i, co ważniejsze, niemetalowe z zewnątrz, więc ryzyko przypadkowego zwarcia praktycznie nie istnieje. Spirit III ma dwie twarze i to w nim jest najlepsze, bo tak naprawdę każdy z Was może na nowo odkrywać swoją ulubioną muzykę i przeprowadzać eksperymenty, który tryb z danym gatunkiem sprawuje się lepiej i przy którym będziecie pozostawać na dłużej.

Werdykt: Ayon Spirit III

  • Jakość dźwięku

  • Jakość / Cena

  • Wykonanie

  • Możliwości

Plusy: Nowe lampy, dwa różne tryby pracy gwarantujące odmienne brzmienie, wysteruje kolumny nawet o przeciętnej efektywności.

Minusy: Wymagana jest spora delikatność w jego użytkowaniu, bo lampy nie są zabezpieczone

Ogółem: Jeden z najbardziej uniwersalnych wzmacniaczy lampowych w swojej klasie. Dwa tryby pracy pozwalają na eksperymenty z brzmieniem

Ocena ogólna:

PRODUKT
Ayon Spirit III
RODZAJ
Wzmacniacz lampowy
CENA
19.900 zł
WAGA
32 kg
WYMIARY
(SxWxG) 480x250x370 mm
DYSTRYBUCJA
Eter Audio, www.ayonaudio.pl
NAJWAŻNIEJSZE CECHY
  • Moc: 2x40W (tryb triody); 2x65W (tryb pentody)
  • Sekwencja startowa soft-start przedłużająca żywotność lamp
  • Ultrakrótka ścieżka sygnału
  • Wysokiej jakości elementy bierne w sekcji zasilającej i sygnałowej
  • Doskonale tłumione i ekranowane niskoszumne transformatory
  • Polepszony układ zabezpieczający lampy i elektronikę
  • Automatyczny układ regulacji biasu (dostępny jest też ręczny)
  • Nowe transformatory cechujące się jeszcze niższymi szumami
  • Oddzielne układy zasilające na każdym etapie wzmocnienia sygnału
  • Zwiększona pojemność magazynująca prąd
  • Układ automatycznego biasu lamp końcowych
  • Szerokopasmowe transformatory wyjściowe
  • Niskoimpedancyjne audiofilskie kondensatory