s-e-r-v-e-r-a-d-s

wszystkie

W TESTACH - ARRAY AUDIO M10

news |

Aktualnie kompletujemy materiały do kolejnego, grudniowego wydania naszego miesięcznika "Hi-Fi Choice & Home Cinema".

Aktualnie kompletujemy materiały do kolejnego, grudniowego wydania naszego miesięcznika "Hi-Fi Choice & Home Cinema". W związku wieloma pytaniami Czytelników odnośnie tego jakie urządzenia przetestujemy w najbliższym czasie postanowiliśmy uchylić rąbka tajemnicy i tą drogą poinformować nad czym aktualnie pracujemy.
W numerze 12/2011 powinien pojawić się test holenderskich monobloków Array Audio.
Jesteśmy pod wielkim wrażeniem tych konstrukcji, a zwłaszcza ich niesamowitego brzmienia zacierającego różnice w jego charakterze między lampą a tranzystorem?

Tranzystor jak lampa?
Jak wynika z wypowiedzi Willema van der Bruga, założeniem twórców marki Array Audio było stworzenie wzmacniaczy tranzystorowych, które... dorównają lampowym. Oczywiście mowa o głównych zaletach amplifikacji lampowej - trójwymiarowości sceny czy namacalności prezentacji. Założyciele tej firmy poświęcili wiele lat na żmudne badania i próby, które pozwoliły im krok po kroku zbliżyć się do spełnienia postawionych sobie na początku założeń. Nas, jako wielbicieli lampowego dźwięku wysokiej próby, doceniających oczywiście również klasę dobrych tranzystorów, takie podejście twórców wzmacniaczy Array musiało szczególnie zaintrygować. Większość wzmacniaczy, których ceny nie osiągają zawrotnych pułapów, niezależnie od tego co wzmacnia sygnał - tranzystor czy lampa - to swego rodzaju kompromis. Jeden i drugi rodzaj konstrukcji ma zestaw swoich zalet i wad - ogólnie rzecz biorąc, my wolimy ten oferowany przez udane konstrukcje z bańkami próżniowymi na pokładzie. To jednakże wcale nie znaczy, że nie przywitalibyśmy z otwartymi ramionami wzmacniacza łączącego w idealny sposób zalety obydwu rodzajów konstrukcji, eliminującego jednocześnie ich wady. Czy monobloki M10 są takimi właśnie urządzeniami?
Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w numerze grudniowym naszego miesięcznika, a na zaostrzenie apetytu polecamy jeszcze fragment wywiadu z założycielami firmy Array Audio, który w całości znajdzie się również w najbliższym numerze "Hi-Fi Choice & Home Cinema".



Willem van der Brug o firmie Array Audio
Firma powstała w 1995 r. Założyliśmy ją we dwóch - Chris van Liempd i ja, Willem van der Brug. Obaj byliśmy wówczas specjalistami zajmującymi się obróbką sygnałów w firmie Philips Medical Systems (jednej z trzech największych na świecie firm radiologicznych). Dysponowaliśmy więc ogromną wiedzą o obróbce sygnału i wydawało nam się, że daje nam ona podstawę do wyśmiania naszego znajomego, który kupił do swojego systemu audio wzmacniacz lampowy. Daliśmy się jednakże przekonać do odsłuchu i bardzo szybko drwiące uśmiechy zniknęły z naszych twarzy. Niemal od razu bowiem usłyszeliśmy różnicę między tym rzekomo niedoskonałym, ułomnym urządzeniem lampowym a naszymi tranzystorami o tak doskonałych parametrach potwierdzonych pomiarami. Wiele aspektów brzmienia lampy było po prostu lepszych - trójwymiarowa scena, namacalność przekazu, a nawet przejrzystość dźwięku. Byliśmy całkowicie zaskoczeni, nawet zszokowani. Ponieważ trudno nam było dalej zaprzeczać temu, co usłyszeliśmy na własne uszy, poświęciliśmy na badania kolejne 15 lat, próbując dojść do tego, jak zbudować wzmacniacz tranzystorowy, który zagra tak dobrze, jak lampowy, a może i lepiej. W czasie naszych badań wiele dowiedzieliśmy się na temat zakłóceń fazowych, a także jak korelacja między rozkładem spektralnym tych zakłóceń a sygnałem audio wpływa na pogorszenie sceny muzycznej, zmatowienie dźwięku, brak emocji, naturalnego ciepła i dynamiki w muzyce.
W końcu w 1997 r. stworzyliśmy wzmacniacz potrafiący budować piękną stereofoniczną scenę i zaczęliśmy go sprzedawać klientom. W roku 2000 "odkryliśmy" na nasze potrzeby problem tzw. zniekształceń pamięciowych (na nasze potrzeby, bo to oczywiście odkrycie francuskiej firmy Lavardin). W tym samym roku zaczęliśmy współpracę z A.J. van den Hulem, który miał okazję zapoznać się z naszymi produktami używanymi w studiach PolyDor do masteringu SACD (i zdążył już nawet zakupić do swojego prywatnego systemu nasze wzmacniacze). Panu v.d. Hulowi zależało na tym, żeby mógł sprzedawać nasze wzmacniacze na całym świecie pod swoją, wówczas już doskonale znaną marką - doszliśmy do porozumienia i przez dwa lata nasze produkty były brandowane nazwą van den Hul. Później odmienne wizje kierunków dalszego rozwoju firmy spowodowały zakończenie współpracy.
Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat nadal ciężko pracowaliśmy, uzyskując znaczące postępy w takich aspektach brzmienia naszych urządzeń, jak: poprawność tonalna, namacalność przekazu i trójwymiarowość sceny muzycznej. Dotychczasowe produkty były rozwinięciem naszych pierwszych projektów, zawierały więc sporo takich samych lub bardzo podobnych elementów. Dopiero nowy wzmacniacz S-10 zastał zaprojektowany niemal od zera (ok. 80% rozwiązań jest zupełnie nowych, porównując do naszych pierwszych produktów z 1997 r.). Stereofoniczna końcówka mocy S-10 to kolejny krok na drodze do minimalizacji wpływu średnioczęstotliwościowej modulacji termalnej oraz zakłóceń fazowych, co pozwala uzyskać brzmienie średnich tonów zbliżone do tego, co oferują wzmacniacze lampowe. Nasze monobloki M-10, które testujecie Państwo obecnie, są naszym zdaniem praktycznie rzecz biorąc nie do odróżnienia od wysokiej klasy wzmacniaczy lampowych?