muzyka

Marcin Oleś o płycie Alone Together

wywiad |
Marcin Oleś o płycie Alone Together

Marcin & Bartłomiej Oleś Duo nagrali kolejny, czwarty w ich dorobku, album "Alone Together", który jest inny od wszystkich dotychczasowych.

Album "Alone Together" to swego rodzaju eksperyment muzyczny. Polega on na tym, że wydawnictwo sygnowane Marcin & Bartłomiej Oleś Duo wcale nie jest duetem, jak było dotychczas, lecz każdy z braci de facto nagrał własną płytę. 15 grudnia 2019 miała miejsce premiera wersji CD, ale wciąż czekamy na wydanie winylowe lecz cały proces odsuwa się w czasie nie tylko z powodu epidemii, ale z uwagi na dbałość o możliwie najwyższą jakość tłoczenia, a z tym są pewne problemy. Marcin Oleś, jak zapewne niektórym wiadomo, jest zdeklarowanym audiofilem, więc na kiepską jakość nie ma z jego strony zgody. Ponadto postanowił się przekonać, czy użyty w czasie sesji nagraniowej wysokiej jakości sprzęt audio, wpłynie w znaczący sposób na brzmienie nagrania.

Mieliśmy okazję porozmawiać z Marcinem Olesiem i oto co nam powiedział:

HFC: Nagraliście z bratem kolejną "solową" płytę. Każdy kto po nią sięgnął wie, że jest to nagranie, którego nie można porównać z niczym, co do tej pory powstało z Waszym udziałem. Wiem też, że było trochę perypetii z tym wydawnictwem...

Marcin Oleś: Ten album jest o tyle nietypowy, o ile nietypowy jest charakter naszego projektu Oleś Duo. Kiedy powoływaliśmy go do życia ponad 10 lat temu, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że uda nam się nagrać cztery oryginalne i różniące się stylistycznie albumy. Ten ostatni nosi tytuł "Alone Together" i jest swego rodzaju artystycznym wyzwaniem plus przewrotnym odczytaniem koncepcji duetu, jako formuły wykonawczej. Otóż bowiem, jak sam tytuł sugeruje to duet, który nigdy się nie spotyka, który ukazuje nasz indywidualny wkład w tworzoną wspólnie muzykę. Zamiast, jak zawsze, pokazywać co można zrobić razem, my na tej płycie pokazujemy, co można zrobić osobno. Nomen omen, dwie strony tego samego medalu. W związku z dwudziestoleciem naszej działalności artystycznej Bartek zaproponował, abyśmy nagrali muzykę wyłącznie na winyl i aby każda jego strona zawierała nasze solowe recitale. Ale finalnie album ukazał się w wersji CD, zawierając dwa oddzielne dyski, ponieważ chcieliśmy uniknąć narzucania słuchaczom, którego instrumentu ma on najpierw wysłuchać. W przypadku planowanego winylu ustaliliśmy, że strony płyty nie są oznaczone standardowo A i B, lecz sygnowane są od naszych imion jako B i M.

HFC: Skupię się zatem na stronie M. Nagrywanie kontrabasu solo to chyba duże wyzwanie. Ponieważ płyta - przynajmniej w Twojej głowie - miała spełniać bardzo wysokie standardy jakościowe, musiałeś na coś położyć nacisk, a z czegoś zrezygnować... a może udało się tam zmieścić absolutnie wszystko, czego oczekiwałeś?

Marcin Oleś o płycie Alone Together

Marcin Oleś: Jak to często bywa przy oryginalnych i nietypowych projektach, po drodze pojawiło się sporo niespodzianek i problemów technicznych. Otóż, wartością dodaną tego albumu jest fakt, iż został nagrany ze sporym wsparciem audiofilskiego sprzętu, co wyśrubowało jakość nagrania, ale sprawiło, iż każdy kolejny etap postprodukcji był związany z wytyczaniem nowych standardów działania i pracy, a to zawsze wymaga czasu i nauki. Zawsze przywiązujemy wagę do jakości nagrania naszych albumów, ale tym razem chcieliśmy sprawdzić, czy użycie sprzętu z kategorii hi-end może pomóc tę jakość jeszcze wywindować. Przy sporym wsparciu środowiska audiofilskiego i producentów audio, m.in. Sveda Audio, Haiku Audio, udało nam się tę chęć urzeczywistnić.

Każdy kolejny etap postprodukcji był związany z wytyczaniem nowych standardów działania i pracy, a to zawsze wymaga czasu i nauki.

Głównym założeniem, czy też koncepcją tego nagrania, jeśli chodzi o jego brzmieniową aurę, było przybliżenie słuchacza do instrumentu, na tyle blisko, aby mógł on usłyszeć go niemalże z mojej perspektywy. Koncepcja nagrania perkusji była podobna, ale chcieliśmy też, aby pojawiła się zarówno bliskość, jak i ciężar, którym dysponują bębny. Chodziło także o pokazanie odmiennej gęstości tych instrumentów, dlatego brzmienie perkusji jest szerokie i gęste, a kontrabas ujęty blisko i bez dodawania sztucznej gęstości. Ponieważ to solowe recitale, zależało nam także nad wiernym oddaniem drugiego planu, czyli brzmienia sali i tego, jak instrumenty z nią reagują.

Marcin Oleś o płycie Alone Together

HFC: Czy trudno jest nagrać kontrabas solo? Pytam, bo masz gramofon, lubisz słuchać płyt i doskonale wiesz, ile muzyki brakuje na płytach w stosunku do tego, co możesz wyczarować z instrumentu na żywo. Będąc na Waszych koncertach wiem, że nagrania czasami pokazują więcej, niż można usłyszeć z żywego instrumentu. Gdzie zatem jest prawda?

Marcin Oleś: Koncert to dla słuchacza zupełnie inne doświadczenie akustyczne, niż dobrej jakości nagranie studyjne, dlatego moim zdaniem należy te dwa byty rozpatrywać oddzielnie. Można powiedzieć, że to dwie prawdy, jakby dwie strony tego samego medalu. Szerokie koncertowe ujęcia dźwięku, wpływ nagłośnienia i środowisko/warunki akustyczne sal, w których koncert ma miejsce, oddalają słuchacza od precyzji i detalu, ale właśnie to sprzyja spektaklowi i nie dopuszcza do rozpraszania uwagi. Na nagraniu studyjnym można pokusić się o zaprezentowanie dźwięku takiego, jakie muzyk ma i jakie słyszy w głowie. Można przysunąć się znacznie bliżej instrumentu, oddać jego naskórkowość i oddech, można słuchacza postawić dosłownie obok instrumentu. Oczywiście, to jedna z koncepcji, ale można powiedzieć, iż bliska nam i naszemu rozumieniu dźwięku i tego, co chcielibyśmy opowiedzieć naszym brzmieniem. Tu jednak pojawia się następny wątek, bowiem dla jednych nagrań ta bliskość i detal są wskazane, ale już dla innych, niekoniecznie. Trzeba wiedzieć jakim dźwiękiem nagrać dany projekt i to oczywiście czyni tę działalność tak interesującą. Czy trudno nagrać kontrabas solo? Jeśli się wie, co i jak się chce nagrać, to nie.