muzyka

Marek Biliński - Wolne loty

wydarzenie |
Marek Biliński - Wolne loty

Nazywany często polskim J. M. Jarrem, prekursor muzyki elektronicznej w naszym kraju, Marek Biliński kontynuuje cykl reedycji swoich płyt.

Z okazji premiery "odświeżonej", trzeciej w bogatej dyskografii artysty, płyty winylowej zatytułowanej "Wolne loty" odbyły się spotkania i wspólne odsłuchy zarówno w Warszawie, jak i w Krakowie. Nasza redakcja miała przyjemność po raz kolejny patronować tej imprezie, która odbyła się w siedzibie Winylowa.pl.

Mimo, że to trzecia impreza z rzędu poświęcona twórczości Marka Bilińskiego, i to w krótkim odstępie czasu, to frekwencja ponownie dopisała. Ale to nie jest dziwne, gdyż artysta bardzo ciekawie opowiada podczas tych spotkań o kulisach powstawania każdej z jego płyt, naświetlając przy okazji realia czasów PRL i problemach z jakim zmagali się wtedy twórcy muzyki tacy jak on. Dużo czasu poświęca też na omówienie technikarium, a więc kwestiom sprzętowym, sposobie nagrywania itp. Rozmowa przeplatana jest odsłuchem konkretnych utworów, które również opatrzone są komentarzami Marka Bilińskiego.

Marek Biliński - Wolne loty

Pierwotnie "Wolne loty" ukazały się w roku 1986, a więc 34 lata temu, w zupełnie innej rzeczywistości politycznej, jak i technologicznej. Marek Biliński tak mówił o tej płycie podczas spotkania – "Płyta została odświeżona pod względem dźwięku i wyglądu, czyli okładki.

Marek Biliński - Wolne loty

Ta płyta jest najbardziej komercyjną z całej mojej dyskografii, gdyż zawiera utwory krótkie od 2 do 5 minut maksymalnie. Ale chodziło mi wówczas o stworzenie muzyki, która trafi pod strzechy w sensie łatwości jej przyjmowania. Jest więc rytm, jest melodia i jakiś pomysł. A ponieważ dwie pierwsze płyty były bardziej ambitne, więc pomyślałem sobie, że teraz zrobię coś lżejszego. Czy to jest lżejsze to inna sprawa, bo to oczywiście kwestia gustu, ale faktycznie bawiłem się wówczas rytmem melodyką, harmonią, wszystko to jest takie w pewnym sensie przewidywalne, ale takie miało być. Nie chciałem niczym zaskakiwać lecz stworzyć muzykę przyjemną do słuchania, przy której nie będzie można się zmęczyć, dlatego ta płyta jest lekka, łatwa i przyjemna, na ile się da.

Marek Biliński - Wolne loty

To była też płyta na której po raz pierwszy użyłem samplowanych dźwięków. Oczywiście na świecie już pojawiły się wówczas urządzenia stworzone do tego celu, czyli samplery, ale dla muzyków z Polski ich ceny były po prostu niebotyczne, bo 100 tys. dolarów wówczas to był dla nas kosmos nie do pojęcia! Nie chcąc jednak odstawać od reszty świata stworzyliśmy tu z nieżyjącym już genialnym elektronikiem Janem Grębeckim coś na wzór takiego samplera. Miałem wówczas dwie kamery pogłosowe, delay to się nazywało, na bazie których zbudował oryginalne urządzenie i dzięki niemu mogłem korzystać z samplowanych dźwięków. Na tej płycie to słychać.

Marek Biliński - Wolne loty

Jeśli chodzi o okładkę to wykonana została od początku, ale z zachowaniem pierwotnego wyglądu, więc różnice są doprawdy niewielkie, bo jeśli ma to być ta sama płyta, to nie ma sensu robić zupełnie innej obwoluty. Skupiłem się głównie na dźwięku, bo to było dla mnie najważniejsze. Chciałem bowiem przekazać pełne, bogate i przestrzenne brzmienie naprawiając jednocześnie to co wówczas wydawało mi się świetne, ale po latach już mniej. Generalnie zadowolony jestem z efektów jakie udało się osiągnąć przy dwóch poprzednich reedycjach i jak sądzę tej również po tym co dzisiaj słyszę na tym sprzęcie". A zestaw audio dostarczony przez firmę Nautilus przedstawiał się imponująco: gramofon Transrotor Dark Star Silver Shadow, przedwzmacniacz Phasemation EA200, wzmacniacz marki Octave Audio i kolumny Dynaudio Contour 60.

Marek Biliński - Wolne loty

Zapraszamy do posłuchania najpopularnijszych utworów z bogatej dyskografii Marka Bilińskiego, w tym płyty Wolne loty.

Foto: Marcin Jaśkaczek