s-e-r-v-e-r-a-d-s

muzyka

Nathan East - Reverence

recenzja
Nathan East - Reverence

Płyta, na której w sposób niezwykle naturalny autorski materiał przeplata się z klasykami danych gatunków

O muzyce:

Rozhulał się nam basista formacji Fourplay, współkompozytor przeboju Phila Collinsa i Philipa Baileya "Easy Lover" czy wreszcie ten, który nagrał linię basu w megahicie "Get Lucky" duetu Daft Punk. Po świetnie przyjętym solowym debiucie "East" (w wieku 59 lat), akustycznej płycie "The New Cool" nagranej w duecie z pianistą Bobem Jamesem przyszedł czas na drugie solowe dzieło "Reverence". Skoro sprawdziła się formuła z pierwszej płyty, to dlaczego jej nie kontynuować – zapewne pomyślał Nathan – i nagrał "wypisz wymaluj" podobną płytę, która w kapitalny sposób łączy R'n'B, jazz, soul i pop. W sposób niezwykle naturalny autorski materiał przeplata się z klasykami danych gatunków. Podobnie jak na debiucie, nie zabrakło też gwiazdorskiej obsady. Czy można chcieć więcej? Obawiam się, że w tym roku nie pojawi się zbyt wiele płyt dorównujących poziomem "Reverence".

Na pierwszy ogień poszedł wprawiający w doskonały nastrój klasyk zespołu Earth Wind & Fire "Love's Holiday", który w oryginale znalazł się na płycie "All'n'All" wydanej 40 lat temu. Ducha tamtych czasów świetnie podkreśla charakterystyczny tenor Philipa Baileya. Autorski "Lifecycle" uświadamia nam, z jakiego formatu artystą mamy do czynienia, dotyczy to zarówno wirtuozerii w grze na basie, jak i umiejętności pisania muzyki, która dosłownie płynie i ma świetny groove. Melodyjny i trochę zadumany "Elevante" (kompozycja gitarzysty Chucka Loeba) najbardziej wpisuje się w konwencję kwartetu Fourplay, z charakterystycznymi wokalizami Nathana Easta. Prawdziwy wulkan energii zapewni nam "Serpentine Fire", kolejny hit z repertuaru Earth Wind & Fire. Mamy tu potężną podstawę basową (gościnnie zagrał Verdine White), na której pięknie pulsują dęciaki, a wokalu użyczają obok chórku Nathan East i Philip Bailey. Dla wzmocnienia efektu mamy jeszcze Phila Collinsa na perkusji, a na gitarze... Erica Claptona. Trudno wymarzyć sobie lepszą ekipę. Po tym funkowym szaleństwie następuje chwila wytchnienia i całkowita zmiana nastroju. Balladę Randy'ego Newmana, znaną choćby w wersji Chantal Kreviazuk, "Feels Like Home" zaśpiewała w stylu gospel Yolanda Adams. Warto posłuchać i nauczyć się, jak budować napięcie i dojście do kulminacji w piosence (przy okazji brawa dla towarzyszącego chóru).

Kolejny klasyk w zestawie to "Higher Ground" Steviego Wondera, niemal tak popularny, jak "Superstition". A że kwartet Fourplay nagrał ten utwór jakiś czas temu, sięgnąłem do niego w celach porównawczych. Obie wersje udane, ale zupełnie inne, wariant Nathana Easta ma pazur i bardzo mocną podstawę rytmiczną, co stanowi spory kontrast dla delikatnego opracowania Fourplay z wyeksponowanymi wokalami członków zespołu Take 6. Młodziutka i zdolna Kanadyjka Nikki Yanofsky zaśpiewała temat Easta "The Mood I'm In", nawiązujący do najlepszych lat epoki swingu. 16-letni syn Nathana, Noah, jest coraz sprawniejszym pianistą, co słychać w słynnym standardzie "Over The Rainbow" zagranym w duecie z ojcem (na debiucie zagrali razem "Yesterday" The Beatles). Końcówka płyty to autorski "Shadows", latynoamerykański "Pasan" z gościnnym udziałem Huberta Lawsa na flecie i Rafaela Padilli na przeszkadzajkach. Znakomity wokalista soulowy Rubben Studdard daje popis swoich możliwości w kompozycji Howarda McCrary'ego "Why Not This Sunday". Na finał dostajemy urokliwą miniaturkę "Until We Meet Again". Nathan East nagrał bardzo dobrą płytę, pokazując kierunek, w jakim powinien rozwijać się smooth jazz czy raczej contemporary jazz. ★ ★ ★ ★ ½

O dźwięku:

To nie jest produkcja – to superprodukcja. Środków, tak jak przy debiucie, nie żałowano. Zadbał o to współproducent Chris Gero, który jednocześnie jest jednym z szefów Yamahy. Nie dziwi więc ilość zaproszonych muzyków, orkiestry i dbałość o detale. Nie pamiętam zbyt wielu projektów okołojazzowych w ostatnich latach, które zrealizowano z podobnym rozmachem. Przyczyn zapewne jest kilka, ale ten najważniejszy to oszczędności wytwórni fonograficznych i oczywiście spadek sprzedaży płyt. Tym bardziej cieszy inwestycja w tego typu muzykę i to, że otrzymał ją jeden z najwszechstronniejszych basistów na świecie. A może nie tylko basistów, a po prostu muzyków na świecie? Coraz częściej skłaniam się ku tej drugiej opcji. "Reverence" jest trochę jak kontynuacja "Back On The Block" czy "Q's Jook Joint" Quincy Jonesa. Skoro ten ostatni od wielu lat milczy, to warto sięgnąć po projekty Nathana Easta. Nagrania zrealizowano w kilku studiach, ale dźwięk jest spójny i zrównoważony. Jest w nim moc i potęga. Pięknie wyeksponowano sekcję rytmiczną. Głębią basu, a szczególnie kontrabasu można się zachwycać bez końca. ★ ★ ★ ★ ½

Wykonawca
Nathan East
Album
Reverence
Wytwórnia
Yamaha Entertainment Group
Dostarczył
Warner Music
Format
CD
album