Starsi fani płyt winylowych pamiętają być może, że na początku lat 80. ubiegłego wieku firma Pioneer miała w swojej ofercie gramofon PL-30. Była to zaawansowana konstrukcja manualna z napędem bezpośrednim i kwarcową stabilizacją obrotów, adresowana do użytkowników, którym nieobce były tajniki budowy i zasada działania maszyn analogowych. Nowy PL-30 to propozycja "z zupełnie innej beczki", bo skierowana do innego typu odbiorcy.

Budowa i obsługa

Napęd PL-30 jest oparty na pasku i silniku prądu stałego. Talerz to odlew aluminiowy; z tego samego materiału wykonano proste ramię o długości efektywnej 221,5mm. Gramofon wyposażono w dwuwarstwowe chassis z dolną stalową płytą o grubości 4mm, co dało solidne 5,6kg wagi całego urządzenia i jednocześnie zapewniło skuteczną ochronę przed wibracjami, które dodatkowo są wygaszane przez gumową matę o grubości 5mm nakładaną na talerz. Aby zmienić prędkość obrotów (33 1/3 albo 45rpm), należy skorzystać z przycisku znajdującego się po lewej stronie talerza. Z kolei po prawej umieszczono przełącznik, którym ustala się wielkość płyty (17 albo 30; aby odtwarzać płyty EP, na szpindel należy nałożyć adapter znajdujący się w zestawie).

Obsługa PL-30 jest w pełni zautomatyzowana, a to oznacza, że rozpoczęcie procedury odtwarzania sprowadza się do naciśnięcia przycisku Start. Ramię zostaje wówczas samoczynnie umieszczone nad pierwszymi rowkami płyty, a następnie na nią opuszczone. Po zakończeniu odtwarzania automatycznie powróci do pozycji wyjściowej (funkcja auto return), chyba że wcześniej zechcemy skorzystać z przycisku Stop. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpoczynać i kończyć odtwarzanie w sposób klasyczny, czyli dźwignią podnoszenia/opuszczania ramienia i jego manualnej obsługi (tylko tak można obsłużyć płyty 25cm).

gramofon Pioneer PL-30

Choć gramofon przygotowano w taki sposób, by użytkownik nie zawracał sobie głowy ustawianiem wkładki czy podłączaniem phono stage'a, to nie wystarczy go po prostu wypakować i podłączyć do wzmacniacza – aby cieszyć się dźwiękiem z "czarnego placka", trzeba wykonać kilka podstawowych czynności. Najpierw trzeba nałożyć talerz na szpindel, potem założyć pasek na rolkę silnika (w czym pomaga specjalna tasiemka), a następnie umieścić na talerzu gumową matę. Później do aluminiowej rurki ramienia przykręcamy headshell, do którego przymocowano wkładkę i pozbywamy się drucika unieruchamiającego ramię. Dalej ustawiamy balans ramienia (manipulując przeciwwagą), siłę nacisku igły (dla załączonej wkładki wynosi ona 3,5g) oraz antyskating (równy naciskowi igły, a więc w przypadku dołączonej wkładki 3,5). Na koniec pozostaje założyć akrylową pokrywę, ustawić znajdujący się z tyłu przełącznik equalizera w odpowiedniej pozycji (Line – jeśli chcemy skorzystać z wbudowanego stopnia korekcyjnego MM, Phono – jeśli dysponujemy zewnętrznym pre gramofonowym) i podłączyć interkonekt (zamocowany na stałe) do wzmacniacza oraz kabel zasilający do gramofonu.

Jakość dźwięku

Nic dziwnego, że w dobie "empetrójek" czarne krążki przeżywają swój renesans, skoro wystarczy posłuchać ulubionej muzyki nawet na gramofonie budżetowym, by zrozumieć, że mp3 to fałszywy prorok. Pioneer PL-30 jest tego doskonałym przykładem. Takiej przestrzeni, namacalności i pełni dźwięku nie zaoferuje żaden supergrajek plików skomprymowanych. Deck Pioneera jest jednak na tyle udaną konstrukcją, że może śmiało stawać w szranki z odtwarzaczami CD w porównywalnej, a nawet wyższej cenie. I w dalszym ciągu będzie oferował coś, czego "cedeki" za te pieniądze nie potrafią, a co wyłapuje się natychmiast: naturalność, zaskakującą wielkość obrazu muzycznego (poszczególnych instrumentów) i charakterystyczną energię, swobodę dynamiczną. A do tego zupełnie inną, bo "prawdziwą" górę pasma, nieskażoną cyfrowym nalotem, pokazującą aurę wokół instrumentów, ze zdecydowanie lepszą mikrodynamiką i bez problemu odsłaniającą najdrobniejsze detale. To właśnie te aspekty dźwięku decydują o tym, czy ma się wrażenie niemalże uczestniczenia w wydarzeniu muzycznym, czy przyglądania się mu z pewnej perspektywy. Fakt, że PL-30 daje namiastkę tego pierwszego, bardzo dobrze o nim świadczy. Tym bardziej, że nie jest to przecież konstrukcja wyszukana i że zarówno wkładka, jak i pre nie oferują wyrafinowania swoich droższych, bardziej zaawansowanych odpowiedników. Dołączona do gramofonu wkładka Audio Techniki (najprawdopodobniej AT3600L) to z pewnością solidny, ale zarazem podstawowy model MM, który faworyzuje nieco górę pasma, więc jej wymiana na lepszą powinna zaowocować bardziej wyrównanym balansem tonalnym. Najlepiej jednak zacząć od dobrego zewnętrznego phono stage'a – dzięki temu z pewnością uda się uzyskać jeszcze większą precyzję i lepsze nasycenie oraz plastyczność średnicy.

gramofon Pioneer PL-30

Podsumowanie

Pioneer PL-30 to ciekawa propozycja zarówno dla świeżo upieczonego fana winyli, posiadającego już jakąś kolekcję płyt i szukającego stosunkowo niedrogiego, w pełni wyposażonego i zautomatyzowanego gramofonu, jak i osoby, która dopiero chce spróbować, jak to jest, ale do tej pory bała się skomplikowanej obsługi gramofonu. Warto jednocześnie pamiętać, że propozycja Pioneera jest "rozwojowa" – dźwięk można stosunkowo łatwo udoskonalić, kupując lepszą wkładkę i phono stage.