Marka Fyne Audio pojawiła się na rynku stosunkowo niedawno, bo w roku 2017, ale już ich pierwsze kolumny sprawiały wrażenie dojrzałych konstrukcji, za którymi musiały stać osoby obeznane z tematem. I tak jest w istocie, bo tę firmę stworzyli ludzie bardzo dobrze znający temat kolumn głośnikowych, wcześniej przez lata związani z Tannoyem. To ważny trop, bo nie chodzi tu wyłącznie o biograficzną ciekawostkę, lecz o fakt, że do Fyne Audio trafili inżynierowie doświadczeni w projektowaniu zestawów opartych na współosiowych przetwornikach, którzy pracowali wcześniej nad spójnością fazową, kontrolą promieniowania i tym specyficznym sposobem budowania dźwięku, w którym scena nie jest rozsypana na osobne elementy, lecz układa się w stabilny obraz dźwiękowy.
Dlatego Fyne Audio od początku nie musiało nerwowo szukać własnej tożsamości. Marka miała ją właściwie wpisaną w swój start, a więc szkockie zaplecze, brytyjską szkołę myślenia o kolumnach i zespół konstruktorów, którzy doskonale rozumieli zarówno zalety, jak i ograniczenia klasycznych układów współosiowych. Różnica polegała na tym, że nie próbowano kontynuować cudzej historii pod nowym szyldem. Zamiast tego firma zaczęła rozwijać własne rozwiązania, oparte między innymi na przetwornikach IsoFlare, układzie BassTrax i charakterystycznym zawieszeniu FyneFlute. Wszystko to miało prowadzić do jednego celu: większej spójności, lepszego obrazowania i bardziej swobodnego zachowania kolumn w realnym pomieszczeniu odsłuchowym.
Najnowsze kolumny tego producenta F501S stanowią idealny przykład tej strategii, bo mimo relatywnie przystępnej ceny oferują dojrzałość brzmienia, kulturę pracy oraz techniczne wyrafinowanie, daleko wykraczające poza oczekiwania wobec kolumn z tej półki cenowej.
Fyne Audio F501S zaprojektowano z wyraźnym zamysłem stworzenia konstrukcji uniwersalnej, a jednocześnie ambitnej konstrukcyjnie. To kolumny zdolne odnaleźć się zarówno w repertuarze symfonicznym, kameralnym jazzie, jak i w bardziej energetycznych odmianach rocka czy elektroniki. Już pobieżny kontakt z nimi ujawnia, że producent poświęcił ogromną uwagę nie tylko samym przetwornikom, ale również kontroli rezonansów, charakterystyce rozpraszania fal oraz integracji poszczególnych zakresów pasma. Dzięki temu F501S nie próbują imponować przesadzoną efektownością czy sztucznie podkreśloną dynamiką. Ich siła tkwi raczej w równowadze pomiędzy muzykalnością, a analitycznością.
Budowa
Fyne Audio F501S bazują na smukłych, klasycznych prostopadłościennych obudowach wykonanych z grubych płyt MDF. W oczy rzuca się staranność spasowania i wysoka jakość wykończenia. Skrzynki prezentują się nowocześnie, a zarazem minimalistycznie. Jednak pod estetyczną powściągliwością kryje się zaawansowana architektura akustyczna, której nie sposób pominąć. Wewnętrzne usztywnienia rozmieszczono w sposób optymalny, a co za tym idzie, minimalizujący podbarwienia oraz redukujący wpływ pasożytniczych rezonansów na reprodukcję średnich tonów. Konstrukcja obudowy jest wyjątkowo solidna, co przekłada się na wysoki poziom czystości przekazu. Sercem konstrukcji pozostaje współosiowy przetwornik IsoFlare najnowszej generacji, będący znakiem rozpoznawczym Fyne Audio.
W jego centrum umieszczono magnezową kopułkę wysokotonową, współpracującą z precyzyjnie opracowanym falowodem, którego zadaniem jest optymalizacja charakterystyki kierunkowej oraz poprawa integracji fazowej z membraną średnio-niskotonową. Takie rozwiązanie skutkuje wyjątkowo jednorodnym promieniowaniem dźwięku i niemal punktowym obrazowaniem źródeł pozornych. Z kolei stożkowe membrany głośnika IsoFlare oraz przetwornika niskotonowego wykonano z wielowarstwowej masy papierowej wzmacnianej włóknami, co pozwoliło uzyskać bardzo korzystny kompromis pomiędzy sztywnością a naturalnym tłumieniem wewnętrznym. Głośnik współosiowy wspierany jest przez woofer odpowiedzialny za wzmocnienie najniższych partii pasma, dzięki czemu F501S potrafią wygenerować bas o imponującym wolumenie bez utraty szybkości oraz kontroli.
Producent zastosował również charakterystyczny system BassTrax Tractrix Diffuser, stanowiący ciekawe rozwinięcie klasycznej koncepcji bas-refleksu. Tunel rezonansowy skierowano ku dołowi obudowy, gdzie współpracuje ze specjalnym stożkowym dyfuzorem rozpraszającym energię akustyczną równomiernie w zakresie 360 stopni. Rozwiązanie to znacząco ogranicza problem wzbudzania pomieszczenia i pozwala na bardziej swobodne ustawienie kolumn nawet w niekorzystnych warunkach akustycznych. Zwrotnicę opracowano z dużą dbałością o integralność fazową i minimalizację strat sygnału. Zastosowano komponenty wysokiej jakości, jak niskostratne cewki, precyzyjne rezystory oraz kondensatory polipropylenowe. Dzięki czemu udało się zachować transparentność sygnału doprowadzanego do poszczególnych głośników, co naturalnie przekłada się na jakość dźwięku.
Jakość dźwięku
Fyne Audio F501S już na samym wstępie sesji odsłuchowej ujawniły swoją najbardziej spektakularną cechę, a mianowicie fenomenalną stereofonię. Scena dźwiękowa budowana przez te kolumny imponuje nie tylko szerokością, ale przede wszystkim głębią oraz niezwykle sugestywnym różnicowaniem planów. Dźwięk odrywa się od obudów z niemal demonstracyjną łatwością, tworząc iluzję obcowania z pełnowymiarowym wydarzeniem muzycznym. Konstrukcja IsoFlare pozwala zachować wyjątkową spójność fazową, dzięki czemu lokalizacja instrumentów pozostaje stabilna nawet poza centralnym punktem odsłuchowym. Wręcz trudno uwierzyć, że kolumny w cenie poniżej 10 tysięcy złotych za parę, mogą zapewniać tak spektakularne wrażenia w stereo. Bardzo dobrze słychać to na "Amused to Death" Rogera Watersa, płycie niemal stworzonej do sprawdzania przestrzeni.
W utworze "The Ballad of Bill Hubbard" głosy, efekty i pogłosy pojawiają się szeroko, czasem daleko poza linią kolumn, ale Fyne Audio nie robią z tego sztuczki cyrkowej. Dźwięk potrafi pojawić się zaskakująco daleko z boku, a mimo to zachowuje logiczny związek z centrum sceny. Największe wrażenie robi nie sam fakt, że "coś słychać po bokach", lecz to, że cała ta przestrzenna układanka pozostaje stabilna i czytelna. Do sprawdzenia precyzji lokalizacji warto też sięgnąć po "Bubbles" Yosi Horikawy. To nagranie bywa trochę audiofilskim samograjem, ale jednocześnie świetnie pokazuje, czy kolumny potrafią utrzymać kontrolę nad wieloma drobnymi dźwiękami rozmieszczonymi w przestrzeni. F501S rysują tę trójwymiarową mapę z dużą swobodą. Dźwięki pojawiają się wysoko i nisko, bliżej i dalej, ale nie latają bez sensu po pokoju. Mają swoje punkty zaczepienia i naturalny ruch. Kolumny nie próbują wszystkiego powiększać, tylko pozwalają nagraniu oddychać. Efekt jest spektakularny!
W muzyce symfonicznej F501S kreują monumentalny, napowietrzony pejzaż akustyczny, znakomicie oddając skalę orkiestry oraz relacje przestrzenne pomiędzy sekcjami instrumentów. Z kolei jazz np. w wykonaniu Wyntona Marsalisa zyskuje intymność i namacalność. Kontrabas ma pożądaną masę i sprężystość, fortepian zachowuje harmoniczne bogactwo, a blachy perkusyjne wybrzmiewają z naturalną swobodą i subtelną metaliczną poświatą. Kolumny potrafią w niezwykle przekonujący sposób różnicować charakter nagrań, eksponując zarówno kunszt realizacyjny wybitnych produkcji, jak i ograniczenia słabszych nagrań.
Bas zasługuje na szczególne wyróżnienie - jest szybki, konturowy i dobrze kontrolowany, a przy tym potrafi zejść zaskakująco nisko.
Średnica okazuje się być jednym z najmocniejszych elementów charakterystyki F501S. Jest nasycona, gładka i bogata w mikrodynamikę, lecz jednocześnie wolna od przesadnego ocieplenia czy sztucznej eufonii. Wokale prezentowane są blisko słuchacza, z dobrą artykulacją oraz sugestywnie oddawaną fakturą głosu. Instrumenty smyczkowe brzmią aksamitnie, ale nie tracą odpowiedniej energii ataku, natomiast instrumenty dęte zachowują właściwą ekspresję oraz oddech.
Wysokie tony cechują się znakomitą rozdzielczością i szybkością reakcji. Magnezowa kopułka dostarcza dużej ilości informacji, lecz robi to w sposób wyrafinowany i kontrolowany.
F501S unikają agresji czy nadmiernej ostrości, nawet podczas odsłuchu gorzej zrealizowanych nagrań. Góra pasma jest otwarta, świetlista i detaliczna, zachowując zarazem kulturę oraz płynność typową dla konstrukcji znacznie droższych. Szczegóły na poziomie mikro wyłaniają się z tła z imponującą swobodą, budując poczucie autentycznego kontaktu z akustyką pomieszczenia nagraniowego.
Bas zasługuje na szczególne wyróżnienie. Jest szybki, konturowy i kontrolowany, a przy tym potrafi zejść zaskakująco nisko. F501S nie próbują sztucznie pompować wyższego podzakresu basu w celu wywołania iluzji większej potęgi. Zamiast tego oferują reprodukcję opartą na dyscyplinie, różnicowaniu i bardzo dobrej odpowiedzi impulsowej. A System BassTrax skutecznie ogranicza problem dudnienia. Elektroniczne pulsacje w muzyce synth-popowej z repertuaru Covenant czy De/Vision mają odpowiednią masę i energię. Ciekawie zabrzmiał także "Angel" Massive Attack. Tu bas jest gęstszy, ciemniejszy i bardziej hipnotyczny, a jednocześnie wymaga od kolumn sporej odporności na przeciążenie. F501S nie próbowały zrobić z tego utworu spektaklu ponad własne możliwości. Bas był ciężki, pulsujący i dobrze osadzony, ale zachował kontrolę. Narastające napięcie utworu było bardzo dobrze oddane, a kolumny potrafiły utrzymać zarówno mroczny klimat, jak i rytmiczny szkielet nagrania. To dobry przykład ich "dojrzałości". Nie zawsze bowiem chodzi o to, żeby było "więcej basu", z czym spotykamy się często w tańszych kolumnach, ale ważniejsze jest to, żeby bas miał po prostu sens.
Do sprawdzenia niższego zakresu sięgnąłem także po "Royals" Lorde. To utwór pozornie prosty, ale jego niski, syntetyczny fundament potrafi obnażyć kolumny, które mają problem z kontrolą albo próbują nadrabiać objętością basu. F501S nie zeszły w rejony subwooferowego trzęsienia ścian, bo nie o to tu chodzi, ale pokazały dół wystarczająco głęboko i przede wszystkim czysto. Bas miał puls i nie zamazywał pustej przestrzeni wokół wokalu. Dzięki temu nagranie zachowało swój minimalistyczny charakter, gdzie każde niskie uderzenie ma duże znaczenie. Natomiast w muzyce jazzowej Patricii Barber kontrabas czy stopa perkusyjna pozostawały zawsze zwarte i dobrze zdefiniowane. Świetnie wypadł np. utwór "Use Me" z albumu "Companion" tej artystki. To nagranie ma wyraźny groove i potrafi pokazać, czy kolumny umieją nie tylko zejść nisko, ale też utrzymać sprężystość sekcji rytmicznej. F501S zagrały ten utwór z bardzo dobrą motoryką. Kontrabas miał masę i drewno, perkusja trzymała tempo, a całość delikatnie kołysała. Na uwagę zasługuje również dynamika w skali makro. F501S potrafią błyskawicznie przechodzić od subtelnych niuansów do gwałtownych impulsów, nie tracąc przy tym kontroli ani spójności tonalnej.
Ostatecznie największą zaletą Fyne Audio F501S jest to, że przy całej swojej przestrzenności, dynamice i dobrze prowadzonym basie pozostają kolumnami zwyczajnie przyjemnymi w codziennym słuchaniu. Nie zamykają się w jednym repertuarze, nie narzucają muzyce przesadnie własnego charakteru i potrafią dać dużo satysfakcji zarówno w jazzie, elektronice, rocku, jak i większych składach symfonicznych.
Podsumowanie
Fyne Audio F501S należą do konstrukcji imponujących precyzją brzmienia oraz konsekwencją projektową. Łączą w sobie spektakularną stereofonię i punktową precyzję obrazowania z kulturą tonalną, pozwalając słuchać muzyki godzinami bez śladu znużenia. Fyne Audio oferują dźwięk detaliczny, dynamiczny i przestrzenny, zachowując jednocześnie naturalność oraz organiczną płynność przekazu. Ich największym atutem pozostaje umiejętność budowania realistycznej sceny dźwiękowej oraz wyjątkowa spójność wynikająca z zastosowania współosiowego układu IsoFlare. To kolumny, które nie epatują efekciarstwem, lecz stopniowo ujawniają swoje walory podczas dłuższego kontaktu, nagradzając słuchacza dojrzałym, wyrafinowanym i niezwykle angażującym brzmieniem. Biorąc to wszystko pod uwagę i oceniając przez pryzmat ceny tych kolumn, rekomendacja jest zwykłą formalnością.