Firma WK Audio to polski producent oferujący wysokiej klasy kable audio. Pomysł na firmę powstał w głowie architekta, audiofila i melomana, pana Witolda Kamińskiego. Dziś marka znana jest właściwie wyłącznie z kabli przeznaczonych do systemów audio, ale jej pierwszym produktem, wprowadzonym na rynek w 2018 roku, była platforma antywibracyjna o nazwie Pure. Do powstania kabli audio pośrednio przyczyniła się pandemia COVID-19. Podobnie jak wielu innych ludzi, pan Kamiński miał wtedy nieco więcej wolnego czasu i zdecydował się go poświecić na opracowanie własnych kabli.
W pierwszej kolejności powstał kabel zasilający TheOne, który otrzymał wyróżnienie "Best Product 2018" przez magazyn High Fidelity. Nieco później dołączyły do niego kolejne rodzaje kabli. Obecnie oferta podzielona jest na trzy linie: topową TheRed, środkową TheRay i w końcu najniższą o nazwie TheOne (jakiś czas temu oferowana była również seria TheAir). Każda z tych serii obejmuje kable zasilające i głośnikowe oraz analogowe interkonekty. Dodatkowo, w topowej serii TheRed znajdziecie Państwo interkonekty cyfrowe.
Polski producent należy do tych, którzy właściwie nie budują legendy marki w oparciu o opowieści o kosmicznych materiałach, czy technologiach. Niewiele więc, jeśli cokolwiek, wiemy o geometrii kabli WK Audio, zastosowanych przewodnikach, ekranowaniu, itd. Założenie jest bowiem proste - pan Kamiński do wszystkich rozwiązań doszedł sam, a materiały zastosowane w kablach zostały dobrane w żmudnym procesie selekcji obejmującym sukcesy i porażki.
Dlaczego więc miałby udostępniać wszystkim receptę na samodzielną budowę kabli, na które on sam długo i ciężko pracował? Dla mnie takie podejście ma sens, a szef WK Audio nie jest w nim bynajmniej odosobniony. Przykładem, który zawsze pierwszy przychodzi mi na myśl, jest brytyjskie Tellurium Q, którego szef, Geoff Merrigan, podobnie stawia sprawę. Tak naprawdę rzecz przecież w dźwięku, który ostatecznie płynie z głośników, a nie w tym, jaki przewodnik i w jakim układzie został zastosowany w interkonekcie, nieprawdaż?
Budowa
Jak już wspomniałem wcześniej, polski producent nie ujawnia szczegółów budowy swoich kabli. Na potrzeby tego testu nie dostałem więc niczego poza tym, co można znaleźć na stronie producenta. A tamże przeczytamy:
"Interkonekt TheRay to własny projekt, w 100% budowany ręcznie, w którym wykorzystano wyłącznie własne rozwiązania i materiały. W trakcie prac na tym modelem wykorzystano wiedzę i doświadczenia zdobyte przy projektowaniu topowego modelu TheRed. Wiele materiałów i konkretnych rozwiązań także zaczerpnięto wprost z serii TheRed!
Duży nacisk położono na wybór optymalnej geometrii kabla, która pozwala wykorzystać w pełni właściwości materiałów użytych jako przewodniki. Głównym przewodnikiem jest srebro wysokiej czystości. W konstrukcji wykorzystano również posrebrzaną miedź i miedź o wysokiej czystości. Ta oryginalna kombinacja materiałów pozwoliła nam wydobyć pełny potencjał srebra, jednocześnie eliminując jego typowe słabsze strony, takie jak ostrość, rozjaśnienie, czy odchudzenie dźwięku."
Ujmując więc rzecz krótko, jest to samodzielnie zaprojektowana konstrukcja wykorzystująca kilka typów materiałów - srebro, posrebrzaną miedź i miedź w sposób, który ma gwarantować wykorzystanie i doskonałe połączenie ich najlepszych cech przy jednoczesnej eliminacji słabości. Kabel ubrano w miłą dla oka, jasno-niebieską koszulkę. Nie jest to najbardziej giętki interkonekt, jaki kiedykolwiek miałem w ręce, ale daleko mu do tych naprawdę sztywnych. Tu zachowano wystarczającą elastyczność żeby łatwo dało się TheRay wpiąć między komponenty w systemie, w czym pomaga również standardowa długość wynosząca 1,5m.
Zbalansowana łączówka TheRay może być zaterminowana dwoma różnymi zestawami wtyków, acz oba pochodzą od jednego z najlepszych specjalistów w tym zakresie, czyli od firmy Furutech (to samo dotyczy wersji RCA). Nieco tańsza wersja zwana The Basic wyposażana jest we wtyki FURUTECH FP-601M R i FP-602F R, a ta droższa, Exclusive, używa bardziej zaawansowanych (a co za tym idzie, droższych) FURUTECH CF-601M R NCF i CF-602F R NCF. Tę samą praktykę (oferowania tego samego kabla z różnymi wtykami) WK Audio stosuje również w przypadku pozostałych modeli z serii TheRay i tu także mówimy o wtykach Furutecha. Standardową długością dla interkonektów WK Audio jest 1,5 metra, inne długości są dostępne na zamówienie.
Przypomnijmy może jeszcze tylko krótko, czym jest, stosowana w topowych wtykach Furutecha, technologia NFC, czyli NANO CRYSTAL² FORMULA. Ujmując rzecz najprościej, jak się da, to żywica syntetyczna o szczególnych właściwościach. W materiałach prasowych producent mówi o "materiale krystalicznym" o "aktywnych" właściwościach. Po pierwsze, generuje on negatywne jony, eliminujące statyczne elektryzowanie się materiału.
Po drugie zamienia energię kinetyczną (drgania) na ciepło, które jest emitowane na zewnątrz w postaci fal podczerwonych. Może to brzmieć jak magia, ale producent podkreśla, że to czysta fizyka, a wpływ NFC na sygnał jest mierzalny. Wtyki Furutech z NFC wykorzystywane są przez wielu topowych producentów kabli, zwłaszcza, choć nie tylko, w kablach zasilających. W przypadku WK Audio wtyki z NFC stosowane są w topowej serii TheRed jako standard, ale można je zamówić także dla kabli z serii TheRay. Taki właśnie interkonekt zbalansowany, czyli wersję Exclusive, dostaliśmy do testu.
Jakość brzmienia
W czasie testu interkonekt zbalansowany WK Audio TheRay służył mi głównie do przesyłania sygnału ze zbalansowanego źródła, a konkretnie przetwornika cyfrowo-analogowego LampizatOr Poseidon, do zbalansowanego wzmacniacza zintegrowanego pracującego w klasie A, czyli mojego GrandiNote Shinai. Pod koniec odsłuchów wykorzystałem go również do połączenia przedwzmacniacza i końcówki mocy Circle Labs, czyli, odpowiednio modeli P300 i M200. Dodam, iż moim referencyjnym interkonektem zbalansowanym używanym na co dzień jest KBL Sound Himalaya 2.
Miałem już okazję testować dla Państwa podstawową (Basic) wersję kabla głośnikowego TheRay. To doświadczenie sprawiło, że miałem wobec interkonektu z tej samej serii wysokie oczekiwania. Głośnikówka, i to w wersji Basic, ustawiła bowiem poprzeczkę naprawdę wysoko. To wysokiej klasy kable, który w porównaniu do używanego przeze mnie na co dzień produktu Soyaton Benchmark MK2, okazał się nieco lepszy w pewnych aspektach, choć w innych musiał ustąpić pierwszeństwa mojej referencji. Bez dwóch zdań jednakże, to propozycja do systemów wysokiej klasy, która dla wielu osób będzie rozwiązaniem docelowym, a przynajmniej na wiele lat. Siłą rzeczy, tego samego (co najmniej) oczekiwałem od wersji XLR.
Gdy usłyszycie co naprawdę potrafi, to całkiem możliwe, że poszukiwania interkonektu do systemu się skończą, a zacznie się eksplorowanie nieprzebranych zasobów muzycznych.
Po rozpoczęciu odsłuchów już pierwsza obserwacja okazała się ciekawa. Mając wskazać tylko jedną, najważniejszą, czy najbardziej wyróżniającą cechę kabla głośnikowego TheRay, wybrałbym wysoką energetyczność przekazu. Z tą głośnikówką dostajemy żywe, mocne, skoczne, radosne, entuzjastyczne granie. W porównaniu, TheRay w formie zbalansowanego interkonektu, wydał mi się nieco spokojniejszy, personifikując powiedziałbym, że wybitnie pewny siebie, w pełni skupiony na jak najlepszym wykonaniu swojego zadania. Zadaniem tym jest, rzecz jasna, możliwie najwierniejsze oddanie tego, co dostarcza źródło sygnału. Stąd też pierwsza notatka z tego odsłuchu zawierała teorię mówiącą, iż łączówka i kabel głośnikowy TheRay powinny się doskonale uzupełniać. Wrócę do tego na koniec testu, jako że miałem okazję sprawdzić, czy tak naprawdę jest.
Słuchając tria Chick Corea, Christian McBride i Brian Blade z płyty "Trilogy 3" odniosłem wrażenie, że delikatnie faworyzowaną częścią pasma przez testowany interkonekt jest średnica. Była bowiem bogata w detale, gęsta, lekko ciepła i mocno nasycona, podczas gdy góra i dół pasma wydawały się delikatnie wycofane. Tyle tylko że, gdy zacząłem słuchać kolejnego albumu, tym razem Milesa Davisa, jego trąbka od początku zachwyciła mnie swoim brzmieniem. Brzmieniem, które chwilami było niesamowicie gładkie i delikatne, ale gdy trzeba było, gdy taka była intencja mistrza, dźwięk jego instrumentu potrafił był dość jasny i zakłuć w uszy, potwierdzając, że kabel nie narzuca wcale swojego charakteru i nie wycofuje skrajów pasma, ale raczej stara się przekazać to, co znalazło się w nagraniu. Podobnie zresztą jak we fragmentach z mocnymi wejściami perkusji, kiedy to metalowe blachy brzmiały mocno, oferując żywe, sypiące iskrami brzmienie, słowem takie, jakiego oczekiwałem.
Innymi słowy, na tym albumie nie było już śladów wycofania góry pasma, nie odnotowałem też żadnych sztucznych wyostrzeń, rozjaśnień, czy ziarnistości w zakresie wysokich tonów. Prezentacja górnej części pasma jest w wydaniu TheRay XLR, generalnie rzecz biorąc, raczej gładka, ale gdy trzeba pokazać nieco ostrzejszą, bardziej agresywną stronę, zwłaszcza metalowych instrumentów, testowany kabel radzi sobie z tym bez zarzutu.
WK Audio TheRay XLR ma więc, podobnie jak wszystkie znane mi kable, coś w rodzaju własnego charakteru, własnego dźwięku, ale nie jest on na tyle silny, by dominował to, co zapisano w nagraniu, by zmieniał jego charakter. Głównym zadaniem TheRay, powtórzę raz jeszcze, wydaje się jak najmniejsza ingerencja w przesyłany sygnał. Potrafi powstrzymać się od dodawania czegokolwiek od siebie, nie zauważyłem również utraty jakichkolwiek istotnych elementów sygnału muzycznego znanych mi z innych odsłuchów nawet wyraźnie droższych kabli.
Kolejną płytą przesłuchaną z testowanym interkonektem była "We Live in a Jazz World" Ahmada Jamala. Klarowność i przejrzystość prezentacji pozwoliły mi docenić zarówno gęstą fakturę i barwę fortepianu, jak i niezwykłą płynność grania mistrza. Górna część pasma, gdzie mocno wybrzmiewają twarde i dźwięczne blachy perkusji przyciągnęła moją uwagę różniąc się charakterem brzmienia od dość miękkiego i łagodnego fortepianu. Niskie tony z kolei, czyli zwarte, sprężyste i mocne bębny, pokazały, że PRAT (tempo, rytm i timing) to kolejna mocna strona TheRay. Kluczem do niezwykle atrakcyjnego, silnie wciągającego doświadczenia, była jednakże przede wszystkim spójność całego pasma i towarzysząca jej ponadprzeciętna płynność prezentacji.
Średnica z testowany kablem jest bowiem naturalnie ciepła, co właśnie daje muzyce ową płynność, a ta wsparta nasyceniem i gęstością dźwięku sprawiła, że muzycy w tym koncertowym nagraniu wydawali się wyjątkowo obecni, a całe wydarzenie odbierałem bardzo tu i teraz. W tym nagraniu z TheRay wykonawcy pozostawali za linią kolumn, ale wrażenia ich bliskości było nieodparte. Czułem się, jakbym siedział w pierwszym rzędzie, tuż przed sceną. Jedną z cech testowanego kabla, która mocno się do tego przyczyniała, była energia, czy też dobry jej transfer. Nie aż tak niesamowity, jak z głośnikową wersją tego modelu, ale lepszy niż w przypadku wielu innych konkurentów.
Prezentacja testowanego interkonektu nie jest tak spontaniczna jak głośnikowego, jest za to jeszcze nieco lepiej zorganizowana, co stwarza wrażenie, że jest ona nieco spokojniejsza, czy pewniejsza, bardziej skupiona. Energia muzyki, wraz z pozostałymi wskazanymi cechami odpowiadają właśnie za wspomniane wrażenie obecności muzyków. Spore wrażenie robi również wielkość sceny, jej dobra gradacja, jak również dobra lokalizacja dużych źródeł pozornych. To wszystko, wraz z przekonująco oddaną, żywiołową reakcją publiczności, składało się na nieodparte wrażenie uczestnictwa w muzycznym spektaklu, słowem coś więcej, niż tylko odsłuch nagrania. Była to prezentacja może nieco spokojniejsza, nie aż tak ekscytująca, jak z moim kablem, ale nie zmieniało to faktu, że trudno było mi się oprzeć i nie dać się porwać wydarzeniom rozgrywającym się tuż przede mną.
Choć nie przepadam za tzw. samplerami, to zrobiłem wyjątek dla wydawnictwa Nagry pt.: "Audiophile Analog Collection Vol.3". To kompilacja o tyle wyjątkowa, że zawiera nie tylko nagrania znakomitej jakości, ale po prostu także dobrą muzykę (i wykonania). Słuchając choćby utworu zatytułowanego "Improvisation" byłem pod dużym wrażeniem tego, jak wiele informacji ten z pozoru prosty kawałek niesie w sobie, co TheRay potrafił klarownie przekazać.
Świetnie prezentowane były nie tylko barwa i faktura każdego instrumentu, ale i powietrze je otaczające, mocna faza ataku, ale i odpowiednio długie podtrzymanie i wybrzmienia. Te ostatnie potęgowały wrażenie dużej przestrzeni, w której dźwięk miał szansę się w pełni rozwinąć i wybrzmieć do końca. Wszystko to prezentowane było w swobodny, niewymuszony sposób przypominający mi wrażenia pamiętane z koncertów, a tego właśnie zawsze szukam w prezentacji proponowanej przez systemy i komponenty audio. TheRay XLR to ma, nic więc dziwnego, że tak dobrze słuchało mi się z nim muzyki.
W następnym utworze pojawił się doskonale brzmiący kontrabas dzięki czemu usłyszałem, jak nisko schodzi bas. Rzecz nie tylko w samym rozciągnięciu pasma, ale i w odpowiedniej prezentacji także tych najniższych dźwięków - kontrabas ma brzmieć nieco miękko, ale nie za miękko, momentami jest sprężysty i twardy, ale nie może być zbyt twardy (za sprawą wielkiego, drewnianego pudła rezonansowego instrument ten nie może brzmieć faktycznie twardo), ma być barwny, ale nie podbarwiony. I tak właśnie zabrzmiał z TheRay!
Każde szarpnięcie struny i odpowiedź pudła rezonansowego miały odpowiednią wagę, dźwięk był pełny, gęsty, ale jednocześnie dobre zróżnicowanie pozwalało mi się cieszyć całym bogactwem dźwięków, jakie mistrzowie tego instrumentu potrafią zeń wydobyć.
"Toccata" L. Boellmanna zagrana, rzecz jasna, na organach, udowodniła chwilę później, że z polskim kablem mój system potrafi zejść z basem nawet jeszcze niżej, a na samym dole dźwięk jeszcze wypełnić, dociążyć i dostarczyć w odpowiedniej skali, w sposób, który sprawił, że muzykę nie tylko słyszałem, ale i czułem w kościach. Już chwilę później skrzypce w "Sonacie g-moll" Bacha zachwyciły mnie swoim pięknym, słodkim, a chwilami rzewnym dźwiękiem potwierdzając, że czy to w zakresie najniższego basu, czy średnicy, czy reszty pasma, interkonekt zbalansowany TheRay potrafi dostarczyć niezwykle naturalny dźwięk, który przypominał mi ten, który znam z koncertów – dla mnie to najważniejszy punkt odniesienia.
Dlatego z każdym nagraniem rosło moje uznanie dla klasy produktu pana Kamińskiego. Tak, porównując ten kabel do mojej referencyjnej Himalayi 2 dało się zauważyć, że rozdzielczość tej ostatniej jest jeszcze nieco wyższa, co przekłada się na jeszcze wyższe wyrafinowanie prezentacji. W kablu KBL Sound balans między naturalnością a neutralnością jest nieco lepszy, ale różnice między tymi dwoma modelami są niewielkie, na pewno wyraźnie mniejsze niż sugerowałaby to różnica w cenie. Proszę pamiętać, że TheRay nie jest topową propozycją WK Audio, bo to miejsce w ofercie zajmuje TheRed, który zważywszy na jego cenę jest bardziej odpowiednią konkurencją dla Himalayi.
Aby przekonać się, jak TheRay poradzi sobie z bardziej dynamiczną muzyką, następną pozycją był krążek "Patáx Plays Michael (A Tribute)". Na wszelki wypadek podpowiem, że Michael, dla którego ten krążek jest trybutem, to oczywiście król popu, Jackson, a hiszpańska kapela bardzo ciekawie interpretuje na tym krążku kilkanaście jego hitów. Testowany interkonekt spełnił oczekiwania pokazując swoje duże możliwości w zakresie dynamiki, nasycając muzykę odpowiednią porcją energii i dorzucając do tego niemal wzorcowy PRAT (tempo, rytm i timing). Wokal, mocno stylizowany na Michaela, brzmiał bardzo naturalnie, był gładki, ale silny potwierdzając, że prezentacja w zakresie tonów średnich jest mocną stroną TheRay. Świetnie wypadło również hiszpańskie tupanie rodem z tańca flamenco. Było szybkie, mocne, rytmiczne i doskonale tu pasowało.
Gdy w jednym z utworów do zespołu dołączyły mocne instrumenty dęte, jeszcze bardziej ożywiły muzykę dodając sporo iskierek i energii w górze pasma. Także i w tym przypadku TheRay, który zaliczyłbym raczej do kategorii dość gładko brzmiących kabli, gdy pojawiała się taka potrzeba ową gładkość błyskawicznie porzucał pozwalając dęciakom zabrzmieć odpowiednio jasno, ostrawo, a nawet przenikliwie. Ich dźwięk zawierał mnóstwo drobnych detali i subtelności, a dobre różnicowanie i separacja pozwalały mi wybrać nawet konkretny instrument, by na nim skupić chwilowo uwagę. Nie zakłócało to nawet w najmniejszym stopniu spójności i płynności prezentacji jako całości, no i tego bardzo, ale to bardzo naturalnego brzmienia, które tak lubię i którego oczekuję od każdego dobrego komponentu audio. A ponieważ krążek ten brzmiał tak dobrze, tak ekscytująco, zamiast dwa, trzy utwory, przesłuchałem całą płytę, bo zabawa była przednia.
Jak już wcześniej sugerowałem, co podpowiedział mi również pan Kamiński, na koniec odsłuchów interkonektu TheRay XLR postanowiłem sprawdzić, czy po wpięciu do systemu również kabla głośnikowego (także w wersji Exclusive, ale zupełnie nowego, bez choćby minimum wygrzewania) pojawi się efekt synergii. Tak bowiem często się dzieje, zwłaszcza w przypadku mniejszych manufaktur, że kable z tej samej serii nie tylko doskonale ze sobą współpracują, ale wręcz się uzupełniają i dopiero wspólnie oferują 100% zamierzonego przez ich twórcę brzmienia. Głośnikowy TheRay zastąpił więc moją referencję, czyli Soyaton Benchmark Mk2.
Mimo, że głośnikówka WK Audio była kompletnie niewygrzana, to jej wpływ na brzmienie był słyszalny i, dzięki wcześniejszemu doświadczeniu z jej wersją Basic, zgodny w dużej mierze z przewidywaniami. W firmowym zestawie pojawił się mocniejszy, lepiej dociążony i jeszcze gęstszy niski bas. Owa zwiększona gęstość przełożyła się na delikatne zaokrąglenie konturu, ale zmiana w tym zakresie była tak niewielka, że bez bezpośredniego porównania do mojego kabla pewnie bym jej nawet nie zauważył. Z drugiej strony przestrzenność, czyli bardzo mocna, wyróżniająca go właściwie pośród wszystkich innych znanych mi kabli, cecha Soyatona, z głośnikowym TheRay nadal robiła wrażenie, tyle że nie aż tak wielkie. Prezentacja z kablami WK Audio stała się także nieco bardziej energetyczna, żywsza, co tylko potwierdziło moją oceną z recenzji kabla głośnikowego.
Wygląda na to, że w tym tandemie to właśnie kabel głośnikowy wnosi potężne, niskie uderzenie i ponadprzeciętny poziom energii, a interkonekt ma więcej do powiedzenia w zakresie gęstości i otwartości, nasycenia i barwy średnicy oraz dźwięczności, dociążenia i plastyczności tonów wysokich. Oczywiście, trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż kabel głośnikowy był niewygrzany, więc jego wpływ na brzmienie może z upływem czasu nieco jeszcze się zmienić, acz na pewno nie będzie to zmiana na gorsze.
Podsumowanie
Interkonekt zbalansowany WK AUDIO TheRay to reprezentant środkowej serii kabli tego producenta. Nie jest to produkt tani, lecz w porównaniu do wielu innych, jakich miałem okazję słuchać, stosunek jakości brzmienia do ceny ma bardzo dobry. Dla poszukujących kompletnego okablowania dobrą informacją jest to, że z kablem głośnikowym, a pewnie i z zasilającym z tej serii, uzyskuje się efekt synergii. Nawet jednakże sam interkonekt oferuje już bardzo dobrą (choć nie na poziomie absolutnie topowych kabli) rozdzielczość, doskonały PRAT, bas z nim schodzi naprawdę nisko, jest barwny, dociążony i wypełniony, a jednocześnie wystarczająco zwarty właściwie dla każdego rodzaju muzyki.
Drugi skraj pasma może wydawać się nieco spokojniejszy, gładszy, ale bez wątpienia ponadprzeciętnie otwarty, plastyczny i dźwięczny. Gdy trzeba, TheRay potrafi pokazać naturalną ostrość, czy szorstkość niektórych instrumentów (choćby dęciaków). Co ważne, żaden ze skrajów pasma nie dominuje, bo ich rolą jest wspieranie, uzupełnianie naturalnej, delikatnie ciepłej, detalicznej, acz gładkiej średnicy. Na końcu dostajemy więc spójną, angażującą, wysoce muzykalną prezentację, która zachwyci wiele osób, które lubią dźwięk przestrzenny, wciągający, podobny do tego, który znają z koncertów. To kabel, który doskonale sprawdzi się w czasie długich, zaangażowanych odsłuchów, a jeśli nie macie takich w zwyczaju, to dzięki niemu może się to zmienić.
Gwoli jasności, nie twierdzę, że to najlepszy kabel na świecie i na pewno nie robi ogromnego pierwszego wrażenia w krótkim odsłuchu. Żeby bowiem w pełni go docenić, trzeba dać mu szansę w dłuższym dystansie czasowym. Gdy już usłyszycie co naprawdę potrafi, to całkiem możliwe, że poszukiwania interkonektu do systemu się skończą, a zacznie się eksplorowanie nieprzebranych zasobów muzycznych, czego Państwu szczerze życzę.