Urządzenia austriackiego Ayona gościły wielokrotnie na naszych łamach. Teraz testujemy najbardziej przystępny cenowo przetwornik C/A tego producenta. Na artykuł składają się dwie opinie, pochodzące od dwóch niezależnych recenzentów.

OPINIA I - Robert Trzeszczyński

Ayon to rozpoznawalna audiofilska marka, prowadzona twardą ręką przez właściciela i jednocześnie głównego projektanta Gerharda Hirta. Firma wywodzi się z Austrii, a jej siedzibą jest niewielka miejscowości Gratkorn w Styrii.

Sigma to najtańsze urządzenie wśród przetworników cyfrowo-analogowych Ayona. Powstało na bazie droższych modeli, więc nikogo nie powinno dziwić, że wiele rozwiązań i komponentów zaimplementowano z urządzeń o zdecydowanie bardziej zaawansowanej konstrukcji. Także pod względem wzornictwa Sigma nawiązuje do swoich droższych braci – z tego względu prezentuje się jak znacznie droższe urządzenie niż w rzeczywistości. Dosyć grube ścianki obudowy ze szczotkowanego aluminium anodowanego na czarno oraz bogato wyposażona tylna ścianka sprawiają bardzo dobre wrażenie. Miałem wcześniej do czynienia z wieloma urządzeniami firmy Ayon i mogę z całkowitym przekonaniem napisać, że to solidna firma, konsekwentnie budująca swój wizerunek. Wszystkie konstrukcje tego producenta cechuje czerwone podświetlenie oraz spójny design. W oczy rzucają się przede wszystkim pancerne obudowy o zaokrąglonych narożnikach, co jest typowe dla znakomitej większości komponentów tego austriackiego producenta. Jest to bardzo praktyczne rozwiązanie, gdyż umożliwia zbudowanie firmowego systemu stereo marki Ayon z komponentów należących do różnych segmentów cenowych, bez szkody dla wyglądu całego zestawienia.

Sigma to przetwornik cyfrowo-analogowy i przedwzmacniacz jednocześnie. Ayon często stosuje tego typu rozwiązanie, łączące wiele funkcji w jednym urządzeniu – taką samą uniwersalnością cechuje się droższy Stratos oraz Stealth – komponenty audio, które miałem okazję testować jakiś czas temu. Jeśli weźmiemy pod uwagę tę podwójną funkcjonalność, to zupełnie inaczej spojrzymy na cenę tego urządzenia. Kolejne oszczędności wynikają z braku konieczności wydawania pieniędzy na okablowanie w przypadku, gdybyśmy mieli korzystać z dwóch oddzielnych komponentów. Nie wspomnę już o platformach i innych akcesoriach antywibracyjnych, które potrafią dodatkowo nadwyrężyć budżet. To wszystko powoduje, że Sigma od strony użytkowej jest atrakcyjnym urządzeniem.

Po włączeniu Sigmy miałem uczucie, jakbym przesiadł się o kilka rzędów do przodu. Daje to efekt bliskiego obcowania z wokalistami i muzykami

W całkowicie zbalansowanym torze sygnałowym za wzmocnienie odpowiadają lampy 6H30 produkcji rosyjskiego Sovteka. Doskonale znam te szklane bańki z bardzo drogich przedwzmacniaczy VK 30 i VK 55se nieistniejącej już firmy Balanced Audio Technology. Tam, podobnie jak w Ayonie, lampy te zastosowano w sekcji wzmacniającej sygnał. Dążąc do purystycznego uproszczenia konstrukcji, w Sigmie zrezygnowano ze sprzężenia zwrotnego oraz układów korekcyjnych.

Przednia ścianka zawiera wyświetlacz sporej wielkości informujący nas o podstawowych funkcjach. W tylnej części górnej pokrywy obudowy znajdziemy dwie siateczki wentylacyjne dla ukrytych pod nimi lamp. Spód urządzenia tradycyjnie dla Ayona skrywa wyłącznik sieciowy oraz mikroprzełączniki wyboru trybu pracy lamp. Tylna ścianka to przejaw wspomnianego wcześniej bogactwa, mogącego przyprawić o zawrót głowy. Ilość możliwości połączeń oraz wybór punktu pracy urządzenia jest naprawdę imponujący. Znajdziemy tam wejścia i wyjścia RCA, a także XLR, które wybieramy za pomocą przełącznika hebelkowego. Możemy też pozostawić aktywne oba wyjścia, jak również dokonać wyboru napięcia wyjściowego pomiędzy ustalonym 0dB a podwyższonym 6dB. Poza opcją pracy urządzenia ze stałym napięciem wyjściowym możemy też przejść w tryb umożliwiający jego płynną regulację – a uruchamiamy go za pośrednictwem przełącznika hebelkowego. Dzięki mnogości funkcji przetwornik może współpracować z niemal wszystkimi źródłami cyfrowymi dostępnymi na rynku. Za obróbkę sygnału cyfrowego odpowiada kość ESS9018, przyjmująca i przetwarzająca na analog dostarczony zapis w formacie PCM lub DSD.

Brzmienie

Podczas ubiegłorocznej wystawy Audio Video Show w Warszawie miałem okazję uczestniczyć w pokazie prowadzonym wspólnie przez Gerharda Hirta, właściciela firmy Ayon, oraz Roberta Szklarza, właściciela firmy Nautilus – dystrybutora tych urządzeń w naszym kraju. To była ciekawa i owocna prezentacja, dająca też możliwość osobistego poznania obu panów, opowiadających z wielką pasją o urządzeniach tej austriackiej marki. Prezentowany podczas wystawy system składał się z topowych modeli – zapamiętany przeze mnie dźwięk nosił wszystkie znamiona firmowego brzmienia. Pierwsze, co rzucało się w uszy, to złagodzenie ostrości w całym paśmie i wypełnienie średnicy. Dokładnie te same charakterystyczne cechy usłyszałem po wpięciu Sigmy w tor. Plastyczność i dogrzanie barwy to nieodzowny znak firmowy urządzeń Ayona. Nawet podobny charakter brzmienia prezentuje wyższy w hierarchii model Stealth.

Sigma dozuje wysokie tony delikatnie, z pewną warstwą patyny. Nie błyszczą one tak bardzo, jak jestem do tego przyzwyczajony i nigdy nie wychodzą na pierwszy plan. Napiszę wprost, wysokich częstotliwości jest mniej niż z wielu innych znanych mi urządzeń z podobnego przedziału cenowego. To podsunęło mi myśl, żeby stosować DAC-a Ayona w systemach o jasnym i żywym brzmieniu – wówczas sprawdzi się znakomicie, dodając muzyce kultury i wypełnienia.

Średnie tony są zdecydowanie docieplone, płynnie łącząc się w całość. Daje to wrażenie pełni brzmienia, jednak odbywa się kosztem złagodzenia ataku. Ayon Sigma główny nacisk kładzie na niższy zakres średnicy, tam gdzie ta łączy się z basem. Powoduje to przyjemne w odbiorze brzmienie wokali. Instrumenty dęte długo wibrują i brzmią masywnie. Struny kontrabasu są mocniej akcentowane, dzięki czemu muzyka brzmi efektowniej.

Niskie impulsy są wyraźnie dociążone, więc bas w zasadzie nigdy nie pozostawia niedosytu. Do kontroli basu muszę się jednak trochę przyczepić, bo nie jest idealna, ale też trudno mówić o większym poluzowaniu. Powiedzmy, że jest akceptowalna. Fundament basowy wypada bardzo dobrze podczas słuchania dużych składów orkiestrowych – słuchacz może wtedy doświadczyć potęgi, z jaką brzmi symfonika.

Jeśli zaś chodzi o scenę, to po włączeniu Sigmy miałem uczucie, jakbym przesiadł się o kilka rzędów do przodu. Daje to efekt bliskiego obcowania z wokalistami i muzykami. Scena muzyczna jest kreowana na kształt owalu, zaczynającego się przed głośnikami, a kończącego nieco za nimi. Instrumenty są szeroko rozstawione w przestrzeni i są niemal naturalnych rozmiarów. Większość wydarzeń rozgrywa się jednak na pierwszym i drugim planie, natomiast drobne dźwięki są przez Ayona nieco wycofane. Bez względu na jakość nagrania Sigma nie ma tendencji do uwypuklania sybilantów, co niewątpliwie łączy się z wyrafinowaną prezentacją najwyższych rejestrów – są dobrze zbalansowane względem średnicy i basu. Dopatrzyłem się w tym zarówno zalet, jak i wad, bo z jednej strony możemy słuchać gorzej nagranych płyt, a z drugiej część informacji zostaje nieco zamaskowana. Omawiane urządzenie z całą pewnością nie stawia nacisku na rozdzielczość, lecz na przyjemność płynącą z żarzących się lamp. I ja taki styl brzmienia preferuję.

Sigmę mogę polecić melomanom zatopionym w starszych, często słabiej zrealizowanych nagraniach sprzed lat. Równie dużo frajdy będą też mieli audiofile lubiący słuchać wokali, kochający intymną atmosferę niewielkich klubików z kameralną muzyką na żywo.

DAC Ayon Sigma DAC Ayon Sigma

OPINIA II - Aleksandra Chilińska

Jakiś czas temu przebudowałam system, żegnając się ze swoim odtwarzaczem Ayon CD-1sx, bo po zmianie wzmacniacza obecne źródło w tej konfiguracji spisuje się po prostu lepiej. Przyznam, że mam słabość do Linna Ikemi, który dostanie w moim systemie chyba dożywocie. Wiem, że z pewnością dostałabym zaraz kilkanaście ofert, na co mogłabym go zmienić, bo przecież nie jest to ani wyjątkowo hi-endowe, ani współczesne urządzenie. Ale ma jedną, niezaprzeczalną zaletę – genialny transport, z powodu którego go kupiłam. Kieszeń na płyty wysuwa się praktycznie bezszelestnie i zapewne nie wydam się Państwu do końca zrównoważona, ale mogę wsłuchiwać się w ten bezgłos otwieranej szuflady godzinami, za każdym razem nie wychodząc z podziwu, jak świetnie zostało to zrobione. Doszłam do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie podzielenie źródła – wykorzystanie Ikemi jako transportu i dokupienie dodatkowego przetwornika C/A. Idealnie więc się złożyło, że do testów trafił do mnie DAC Ayon Sigma. Oprócz dobrze znanego mi fizys okazało się, że w jego brzmieniu także występuje ten ayonowski sznyt, charakterystyczny dla urządzeń tej marki.

Po wpięciu DAC-a Ayon Sigma dźwięk stał się mięsisty, nasycony i cieplejszy, ale nie stracił na swej rozdzielczości, a w zasadzie powinnam raczej powiedzieć wyrazistości, bo pomimo świetnej separacji brzmienie nadal pozostało spójne, wręcz homogeniczne. To ocieplenie, mięsistość i dociążenie dźwięku jest właśnie wspomnianym sznytem, który potrafi zachwycić miłośników takiego charakteru brzmienia. Wiem jednak, że są tacy, których tego typu prezentacja może doprowadzić do rozpaczy, bo nad ciepełko i miękkość przedkładają chłód i analityczność, ja jednak nie zaliczam się do tej grupy. Ale również właściciele systemów o ciepłym i miękkim brzmieniu powinni mieć się na baczności, bo co za dużo, to... no wiadomo co. Natomiast wszędzie tam, gdzie słychać choćby odrobinę zbędnej suchości, gdzie dźwięk jest szczupły czy szczupławy albo nadmiernie ostry, tam Sigma sprawdzi się doskonale, pokazując spektrum swoich możliwości.

Brzmienie było zachwycające, głosy artystów namacalne, mocne i niebywale prawdziwe, jakby znajdowali się w tym samym pomieszczeniu, śpiewając tylko dla mnie

Szczególnie pięknie prezentują się wokale i nie ma znaczenia, czy są one męskie, czy kobiece. Lekko ochrypły głos Jorgosa Skoliasa z płyty "...Tales" stworzył niesamowitą mieszkankę z fortepianem Bogdana Hołowni. Wokal był naturalny, dało się słyszeć najdrobniejszą zmianę modulacji głosu i artykulacji dźwięków, a fenomenalny fortepian Hołowni oddany został na tyle realistycznie, że każde uderzenie struny, jej drganie i wybrzmienie było wyraźne. Postanowiłam sprawdzić, jak radzi sobie Sigma z soundtrackiem do filmu "Avatar", który oprócz bardzo niskich rejestrów zawiera też sporo różnorodnych wysokich dźwięków o dużej skali dynamicznej, co pozwala sprawdzić możliwości sprzętowe. W tym starciu DAC Ayona okazał się wygrany, pokazując pełny wachlarz swoich możliwości, oddając tym samym doskonale klimat i charakter płyty. Zbudował szeroką scenę, gęsty i spójny dźwięk wypełnił pokój, a wielowątkowość utworów była wyraźnie zaznaczona.

Brzmienie było zachwycające, głosy artystów namacalne, mocne i niebywale prawdziwe, jakby znajdowali się w tym samym pomieszczeniu, śpiewając tylko dla mnie. Średnica jest kremowa, gęsta i aksamitna, o przyjemnie ciepłej barwie, jednak niepozbawiona detali i z artykulacją na wysokim poziomie. Ayon Sigma oferuje balans tonalny delikatnie przesunięty w stronę niskich tonów, sprawiając, że niektóre utwory muzyczne nabierają masy, przez co możemy odebrać je jako brzmiące potężniej niż zwykle ma to miejsce. Nie ma tu wybitnej rozdzielczości ani wyjątkowej punktualności, ale nie dyskryminuje to urządzenia, bo broni się ono barwą, dynamiką i gładkością grania. Sigma trochę czaruje słuchacza, maskując różne niedoskonałości słabszych nagrań, ale trzeba przyznać, że w subtelny sposób, który powoduje, że słuchanie muzyki sprawia niebywałą frajdę, a przecież o to właśnie chodzi. Na to czarowanie można przymknąć oko, bo średnica i wysokie tony rekompensują wszystko niebywałym bogactwem szczegółów, czystością i krystaliczną dźwięcznością.

W "Requiem" Mozarta góra pasma ujmowała szczegółowością i pozostała dźwięczna i czysta. Bogaty, żywy dźwięk podkreślał narastające napięcie. Do repertuaru dorzuciłam jeszcze troszkę mocniejsze brzmienie Dream Theater – "Scenes From A Memory". Lekko złociste, dźwięczne blachy przeplatały się z mocnymi i szybkimi uderzeniami w bębny. Wszystko było jak w zegarku; bez znacznych opóźnień czy przesunięć, bas nie wybrzmiewał za długo, schodził nisko, był mocno akcentowany i dobrze kontrolowany.

Na koniec, tak dla ukojenia zmysłów, włączyłam "Kind of Blue" Milesa Davisa. Dźwięk obfitował w detale – subtelne przesuwanie miotełek po napiętej membranie bębna, lekko trącana struna kontrabasu i wreszcie zniewalająca trąbka, z jej dynamiką, siłą i delikatnością – wszystko to tworzyło spójną i harmonijną całość.

Ayon Sigma to DAC raczej dla nieocieplonych systemów, wprowadzający do grania przyjemne ciepło i dociążenie. To urządzenie do sprawiania muzycznej przyjemności, bez analizy dźwięku i rozbierania go na drobne. Ten, kto potrzebuje dużej rozdzielczości pozwalającej policzenie włosów na głowie dyrygenta, będzie zawiedziony, ale każdy, kto zamiast urządzeń, słucha muzyki, będzie wniebowzięty. Sigma buduje nastrój typowy dla lampy – ciepło, spokojnie, przyjemnie, aż się prosi, aby otworzyć butelkę czerwonego wina...

DAC Ayon Sigma

Bądź mobilny! Czytaj na tablecie

Posiadaczy tabletów iPad oraz urządzeń z systemem Android zachęcamy do pobrania za darmo dedykowanej aplikacji umożliwiającej dostęp do bezpłatnych wydań cyfrowych, z których m.in. pochodzi ten artykuł.


Aplikacja Hi-Fi Choice dla iPada
Aplikacja Hi-Fi Choice dla Androida