|
Recenzje płyt
Tatiana Okupnik "On My Own" Recenzja dodana: 2007-08-31
 Kayax Production/dystrybucja EMI Poland
Jak to dobrze od czasu do czasu być przyjemnie zaskakiwanym. Tatiana Okupnik na swojej pierwszej solowej płycie dokonała muzycznej wolty o 180 stopni w stosunku do tego co robiła z zespołem Blue Cafe. Formuła grupy, muzyczny repertuar nie pozwalały rozwinąć „skrzydełek” pięknej Tatianie. Obserwowaliśmy raczej zalety jej ciała, a zalety jej muzycznej duszy były tłumione popem na przyzwoitym zresztą poziomie tyle, że dla mas. Taka sytuacja uwierała ją do tego stopnia, że po siedmiu latach Tatiana powiedziała dość i zdecydowała się odejść, nie mając tak naprawdę sprecyzowanych planów na przyszłość. Na takich życiowych zakrętach ważne jest kogo spotyka się na swojej drodze. Tatiana miała to szczęście, że spotkała Michała Urbaniaka, dzięki któremu z kolei poznała perkusistę Lennego White’a, który zaproponował jej nagranie płyty w Stanach. Przy Lennym warto się na chwilę zatrzymać, żeby mieć pełny ogląd człowieka - instytucji. Już w latach 70. występował w słynnym projekcie Chicka Corea 'Return To Forever', nagrywał 'Bitches Brew' z Milesem Davisem, współpracował z takimi tuzami jazzu jak: Joe Henderson, Gato Barbieri, Gil Evans, a z młodszego pokolenia Wallace Roney, Marcus Miller, Rachelle Ferrell. W kontekście tego co napisałem, wcale się nie dziwię, że Tatiana postawiła wszystko na jedną kartę, spakowała się i prawie pół roku spędziła w USA. To z pewnością nie był stracony czas. Przede wszystkim nieskrępowana ograniczoną formułą Blue Cafe pokazała w pełni możliwości swojego głosu, a są one naprawdę imponujące. Okazało się bowiem, że Tatiana bardzo dobrą angielszczyzną potrafi na światowym poziomie zaśpiewać r’n’b ('Tell Me Do I Drive U Crazy', 'Hey Big Spender', 'Shake It'), jak i ambitny pop ('Don’t Hold Back' w stylu M People czy 'Around The World', którego nie powstydziłaby się Lisa Stansfield). A to właściwie dopiero połowa płyty, którą ja nazywam 'taneczną', druga 'balladowa' jest dla mnie o niebo lepsza, której warto z różnych powodów poświęcić jeszcze więcej miejsca. Niejako przejściem do części balladowej jest jedyny temat wyśpiewany w ojczystym języku, ale z niewiadomych dla mnie względów zatytułowany po angielsku 'Tell Me What U Really Want' (świetna gitara w stylu Prince’a). Imponujący zestaw ballad rozpoczyna 'Keep It On The Law' i jest to jeden z najmocniejszych punktów na płycie. Urokliwa melodia, wokalna pomoc Miki Urbaniak i niezapomniane solo Michała Urbaniaka na skrzypcach, do którego użył takiej przystawki, że chce się słuchać, słuchać, słuchać...
Jeśli ktoś uważa, że Tatiana ma głos jak 'żaba' to niech posłucha 'Afterglow', śpiewa tak delikatnie i czule, że człowiek po prostu ma ochotę... (do kogoś się przytulić). Wykorzystano też ciekawy efekt głosu jak ze starego patefonu.
Nieśmiertelny temat Burta Bacharacha 'The Look Of Love' brzmi intrygująco, trochę klubowo i egzotycznie. Podobnie zresztą wielki hit z repertuaru Minnie Ripperton z 1975 roku 'Lovin’ You'. Piosenka, która nieodparcie kojarzy się z nadejściem wiosny, z budzeniem się wszystkiego do życia. W tej wersji też jest mnóstwo optymizmu.
W 'The Woman In Me' Tatiana operuje raczej w niskich rejestrach, w których jej głos brzmi bardzo zmysłowo jak wokale najlepszych czarnoskórych wokalistek.
Na finał dostajemy temat tytułowy i co ciekawe kompozycję Tatiany. Jazzowa aranżacja, słychać ducha Milesa Davisa i to jest akurat zasługą trębacza Jeremiego Pelta. W trakcie utworu następuje zmiana nastroju i ma się wrażanie, że słyszymy 'The Girl From Ipanema' Jobima, ale to tylko dalekie skojarzenie i za chwilę powraca właściwy temat. Przejmujące zakończenie po którym zaczynamy się zastanawiać, czy to rzeczywiście nagrała ta piękna kobieta z Blue Cafe. Spoglądamy więc na okładkę i nie mamy wątpliwości – to na pewno ONA!
Mam nieodparte wrażenie, że płyta ma szansę zrobić większą karierę na rynkach zachodnich czy nawet w USA niż w Polsce, ale w tym przypadku bardzo chciałbym się mylić. ****
O dźwięku:
Produkcja na światowym poziomie. W tej muzyce słychać, że Lenny White jest na bieżąco jeśli chodzi o światowe trendy i wykorzystywanie wszelkich nowinek technicznych. Dotyczy to głównie części tanecznej, gdzie w warstwie rytmicznej dzieje się naprawdę wiele, tylko trzeba te smaczki wychwycić. Część balladowa koi uszy przestrzenią, klimatem i ciepłym dźwiękiem. Jedynym mankamentem jest to, że prawdopodobnie została nagrana na zbyt wysokim poziomie dźwięku, gdyż od czasu do czasu słychać 'brudy' przy najniższych rejestrach basu. ***1/2
Sylwester Podgórski
Polskie Radio Koszalin
Inne płyty tego wykonawcy:
Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy.
|