|
Recenzje płyt
ROBERTA GAMBARINI & HANK JONES "YOU ARE THERE" Recenzja dodana: 2008-02-12
 Groovin' High/Emarcy/Universal Music Poland
O muzyce:
Czy cierpi cie Państwo na notoryczny brak czasu? Wszystko dzieje się za szybko, gonimy i nie mamy czasu się tak naprawdę zastanowić za czym gonimy? Chcielibyśmy wieczorem zasiąść w nawet zadymionej kafejce z ukochana osobą, przytulić się do siebie, zamówić dobre wino i posłuchać stonowanej, wyciszonej muzyki. Jeśli nam jednak brakuje na to wszystko czasu to można poszukać kompromisu. Wystarczy wieczorową porą w domu odkorkować butelkę ulubionego wina, przygasić światła i do swojego ukochanego (odtwarzacza CD!) włożyć płytę niezwykłego duetu: wokalistki Roberty Gambarini i pianisty-legendy Hanka Jonesa.
Roberta Gambarini dopiero rozpoczyna swoj ą muzyczną drogę, urodziła się w Turynie ale od prawie 10 lat mieszka w Stanach, gdzie została zauważona na prestiżowym konkursie wokalnym imienia Theloniusa Monka. W ubiegłym roku krytycy "Down Beatu" uznali piękną Włoszkę za największy talent wśród wokalistek jazzowych. W tym kontekście przestaje dziwić nagranie płyty w duecie z legendarnym pianistą, obecnie 90-cio letnim Hankiem Jonesem. Najstarszy z muzycznej braci (obok Thada i Elvina) debiutował jako nastolatek w latach 40-tych w zespole Hot Lips Page. Później były nagrania z Colemanem Hawkinsem, Artem Tatumem, Cannonballem Adderleyem, Lesterem Youngiem, Benny Goodmanem i całą masą wybitnych jazzmanów. Wydaje się jednak, że przy omawianiu w/w płyty najważniejsza staje się współpraca Jonesa w latach 1948-1953 z Ellą Fitzgerald, kiedy był tak naprawdę jej akompaniatorem. Dawno nie słyszałem tak oszczędnego, wręcz minimalistycznego akompaniamentu pianisty, który z jednej strony jest równoprawnym członkiem duetu a z drugiej strony uwypukla wszystko co najlepsze u wokalisty. Dyskretny fortepian i piękny, czytelny głos. Sztuka to niezwykła, którą posiadł Hank Jones. Jeśli ktoś słyszał wspólne nagrania Elli Fitzgerald z Elisem Larkinsem to wie o czym mówię. Mam też wrażenie, że właśnie taka muzyka była inspiracją dla Roberty Gambarini.
Technicznie Roberta jest bardzo sprawną wokalistką, nie można też przyczepić się do interpretacji. Może brakuje tylko charyzmy, która pewnie przyjdzie z czasem (to dopiero druga płyta Gambarini). Głos jest czysty jak łza, żadnych chropawości i zadziorności. To wszystko sprawia, że muzyka płynie aż miło i ani się obejrzymy jak wybrzmi ostatni akord. W dwóch tematach autorstwa Benny Cartera śpiewa delikatnym scatem A skoro mowa o repertuarze to jest czego posłuchać, wybrano bowiem zarówno tematy Berlina (Suppertime), Ellingtona (Just Squeeze Me, Come Sunday, Something To Live For), Strayhorna (Lush Life), Cartera (People Time, When Lights Are Low) jak i słynny "Stardust" Hoagy Carmichaela. Powstała wyciszona, piękna płyta, która oczywiście nie wytycza nowych kierunków w jazzie ale czy wszyscy muszą je wytyczać? Dobre rzemiosło też jest w cenie! ****
O dźwięku:
Nagrań dokonano pod koniec września 2005 roku w nowojorskim Nola Studio. Inżynierem dźwięku był Jim Czack, całość miksował Al Schmitt w Capitol Studio a produkcji podjął się Larry Clothier. Wokal Roberty Gambarini jest w bliskim planie, prawie czujemy jej cichy oddech. Fortepian Hanka Jonesa jest trochę schowany ale brzmi idealnie jako instrument akompaniujący. ****
Sylwester Podgórski
Polskie Radio Koszalin
Inne płyty tego wykonawcy:
Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy.
|