Szukaj:


HI-FI HI-FI
Strona główna Prenumerata E-Prenumerata Archiwalia Kontakt O nas



Recenzje płyt

JANVIER JONES "SOUL SEARCHING"
Recenzja dodana: 2007-09-22

NAIM Label
PŁYTA AUDIOFILSKA

O muzyce: Nie ukrywam, że po pierwszym przesłuchaniu tej płyty byłem lekko zdziwiony muzyką zawartą na niej. Nie żeby mi się nie podobała, wręcz przeciwnie, wydawała się po prostu bardzo odległa od innych nagrań realizowanych dla NAIMa. Przeważnie są to bowiem nagrania zespołów akustycznych, a tu mamy elektryczny skład z organami, Moogiem, Fender Rhodes, basem, elektryczną gitarą i perkusją. Jednak najważniejszy jest tu głos Janvier Jones, silny, pełen pasji, emocji, lekko matowy w dolnych rejestrach z trochę rozjaśnioną barwą w górze. Głos, który idealnie pasuje do prezentowanej stylistyki czyli tradycyjnego soul z dużą dawką bluesa i R’n’B. Z pewnością nie jest to muzyka nowoczesna, ale nagrania, które równie dobrze mogły powstać 30 lat temu. Z małym wyjątkiem! Mam tu na myśli sposób realizacji i jakość nagrania.
Na temat samej Janvier Jones niewiele można znaleźć informacji, nawet w dobie internetu. ‘Soul Searching’ to debiutancki album (i jedyny!!!) nagrany siedem lat temu w Chicago. Oprócz głosu, pani Jones ma jeszcze jeden talent, a mianowicie kompozytorski. Na płycie znalazły się tylko i wyłącznie jej kompozycje co jest dosyć rzadkie w muzycznym kobiecym światku, a tym bardziej w tym gatunku. Inspiracją do pisania, jak to najczęściej bywa, okazało się życie, osobiste doznania i przeżycia. Odniesień muzycznych zawsze można się doszukać ale ja mam wrażenie, że najbliżej Janvier Jones do takich wokalistek jak Chaka Khan, Tammi Terrell, Roberta Flack czy Siedah Garrett. Jednym słowem stara dobra szkoła wokalna, trochę “uduchowiona” i z dobrym feelingiem. Mam również wrażenie, że wokal Jones jest potraktowany w dużej mierze instrumentalnie, bo inni muzycy mają też pełne pole do popisu. Słychać to już w pierwszym temacie ‘Where Do I Begin?’ z solem syntezatora Mooga, którego nie słyszałem we współczesnej muzie całe wieki. Efekt jest taki, że od razu odżywają wspomnienia a małolaty pewnie zainteresują się tym dla nich dziwnym i nietypowym brzmieniem. Popisy Mooga z kręceniem gałką i efektami jak z pierwszych części ‘Gwiezdnych Wojen’ pojawiają się na finał w temacie ‘Cool Blue’. Retro ale ze smakiem i wyczuciem. Klawisze dominują na płycie, ale obok Mooga duże piętno odciska Fender Rhodes. Klawisze obsługują Pete Benson i Rick Gehrenbeck. Gdzie niegdzie też delikatnie załka gitara np. w ‘Do Without You’ czy ‘santanowskie’ w barwie nagranie tytułowe. Na oddzielną uwagę zasługuje z pewnością ‘Gypsy’, który od pierwszych taktów urzeka bluesową podstawą rytmiczną i prostotą. Gitarzysta Peter Lerner też mam wrażenie w tym utworze pokazał pełnię swoich możliwości dając żarliwą, mocną solówkę trochę w stylu B.B.Kinga i Robena Forda. Do tego znakomicie w konwencji bluesa znalazła się Janvier, śpiewając bez ozdobników, co jednak nie jest tak proste dla wokalistów soulowych. Tanecznie i trochę latynosko brzmi ‘Unrequited’ z charakterystyczną grą instrumentów perkusyjnych, co od razu nasuwa skojarzenia z tematami Carlosa Santany z lat 70. Całość zresztą niewątpliwie przypomina tę dekadę w muzyce, czasami wydaje mi się, że zaraz usłyszymy Steely Dan, innym razem Isaaka Hayesa z filmu ‘Shaft’, Marvina Gaya czy muzykę z seriali amerykańskich z tej dekady. Otoczenie głosu Janvier Jones Moogiem i Fender Rhodes jest po prostu urocze i inne określenie nie przychodzi mi do głowy. Całość brzmi trochę monotonnie, może byłoby lepiej skorzystać z kilku cudzych kompozycji, a wtedy album mógłby nabrać więcej barw. Janvier Jones z pewnością ma talent, jest profesjonalistką ale brakuje mi w tej muzyce czegoś, co pozwala znaleźć się o ten jeden stopień wyżej, czyli na samym szczycie. ****

O dźwięku: Nagrań dokonano w Electrical Audio, podczas dwóch październikowych dni 1999 roku w Chicago. Za dźwięk odpowiadał Ken Christianson, a to znak, że są to nagrania na żywo i bez żadnych ingerencji w dźwiękową materię. W przypadku muzyki soul i to tej staromodnej, to tylko dodało ciepła i spotęgowało reakcję między muzykami. Studio jednak w jakiś sposób “zabija” tę symbiozę, a w tym przypadku mamy granie ‘na żywo’ ale w studiu, trawestując tytuł płyty Kazika. Piękny, ciepły, analogowy dźwięk a’ la lata 70., pokuszę się nawet o stwierdzenie, że mamy do czynienia z chicagowskim brzmieniem w najlepszym wydaniu. *****

Sylwester Podgórski
Polskie Radio Koszalin


Inne płyty tego wykonawcy:

Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy.

Pozostałe płyty >>


Idz do gory strony
Mapa serwisu | Reklama Copyright © 2006-2012 Wydawnictwo Computer Graphics Studio.



Gry Komputerowe - Twojegry.com.pl Computer Arts