|
Recenzje płyt
MAGNUS ÖSTRÖM "THREAD OF LIFE" Recenzja dodana: 2011-06-22
 ACT Music/dystrybucja GiGi Distribution
O muzyce:
Trio pianisty Esbjörna Svenssona odcisnęło wyraźne piętno w europejskim jazzie, tworząc i kształtując własny rozpoznawalny styl, łączący jazzową tradycję z elementami muzyki klubowej, współczesnej, a nawet hip-hopu. Chłodny skandynawski romantyzm i gra lidera, która liryzmem dorównywała Keithowi Jarrettowi czy Chickowi Corei. Nic więc dziwnego, że zyskał sobie uznanie fanów na całym świecie, również w kolebce jazzu, czyli Stanach Zjednoczonych, miejscu gdzie z jazzem europejskim trudno się przebić. E.S.T. wielokrotnie występował też w naszym kraju, wzbudzając zachwyt graniczący z uwielbieniem. Informacja o tragicznej śmierci pianisty trzy lata temu (miał 44 lata) spadła niczym grom z jasnego nieba. Jak ważną postacią w jazzie był Esbjörn Svensson? Wystarczy sięgnąć po płyty wielu gwiazd, aby znaleźć tam kompozycje szwedzkiego pianisty lub przeczytać, że ten tytuł, a nawet cały album dedykują człowiekowi, którego muzyka wywarła na nich ogromny wpływ (czy podobne tego typu okrągłe zdania). Życie, jak wiadomo, nie znosi pustki i po dwuletniej "żałobie" 2/3 tria powróciło do działalności muzycznej. W ubiegłym roku basista Dan Berglund zadebiutował albumem "Tonbruket", a teraz również perkusista Magnus Öström i przyjaciel Esbjorna Svenssona jeszcze z czasów dzieciństwa wszedł do studia, aby zarejestrować "Thread Of Life". Do współpracy zaprosił pianistę Gustafa Karlöfa, basistę Thobiasa Gabrielsona i gitarzystę Andreasa Hourdakisa. Trudno słuchając tej muzyki, nie odnieść się do dokonań E.S.T. Dotyczy to zwłaszcza brzmienia, ale też pokazuje, jak ważną rolę w E.S.T. pełniły instrumenty perkusyjne, na których grał Magnus. Wszyscy w E.S.T. mieli takie same prawa i zdaje się podobne założenia w stosunku do nowego składu wdrożył Öström. Dodatkowo poszerzył stylistkę, po której porusza się zespół. Oprócz bowiem współczesnego jazzu znajdziemy tu niemal rockowe fragmenty, sporo elektroniki, dźwiękowych kolaży, a także motywów, które świetnie pasowałyby do ścieżki dźwiękowej ambitnego, dobrze skonstruowanego dramatu. Wszystkie utwory lider napisał już po śmierci Svenssona, nie dziwi więc smutek, nostalgia, a czasami złość bijąca z tych nagrań. Bardzo osobista muzyka wymagała dobrze funkcjonującego i rozumiejącego się zespołu, dlatego Magnus przed wejściem do studia zaprosił w minione wakacje muzyków na swoiste jam session do swojego domu (gdzie posiada małe studio). Próby okazały się na tyle owocne, a lider czuł się na tyle komfortowo, że na początku października powstały właściwe nagrania w ulubionych przez perkusistę Atlantis Studio w Sztokholmie. Tytuł płyty wydaje się równie wymowny jak muzyka. "Nić życia" może być elementem, który utrzymuje wszystko przy życiu, ale trzeba pamiętać, że w każdej chwili można ją nieopatrznie przerwać. Trzeba więc dbać o nasze życie doczesne, wszystko co nas otacza, nie pomijając środowiska naturalnego. Brzmi zbyt idealistycznie? No to proszę posłuchać "Imagine" Johna Lennona sprzed 40 lat, to jest dopiero idealizm i utopia. Nie da się nie wspomnieć o udziale Pata Metheny'rgo w "Ballad For E". Pat jeszcze w 2003 r. wystąpił wspólnie z E.S.T. na niemieckim festiwalu Jazz Baltica, grając brawurowo wersję "Dodge The Dodo". Tym razem oddał hołd Svenssonowi na płycie Öströma, a temat "Ballad For E" to bez wątpienia najbardziej wzruszający fragment płyty. Porównując solowe dokonania Berglunda i Öströma, zdecydowanie częściej będę sięgać po płytę perkusisty E.S.T. Dlaczego? Najłatwiej i najkrócej? Bo jest na niej więcej jazzu. Trudno uwierzyć, że Magnus Öström tak późno zdecydował się na płytę sygnowaną własnym nazwiskiem. Z każdej bowiem roli: kompozytora, instrumentalisty, aranżera czy też producenta wywiązał się wyśmienicie. ****1/2
O dźwięku:
Płytę nagrał przyjaciel Öströma Janne Hansson. Brzmi ona bardzo dynamicznie, nie tylko za sprawą mocniejszych instrumentów perkusyjnych, ale także dość odważnie wykorzystywanej elektroniki, jak i mocnych gitar, co słychać szczególnie w "Piano Break Song". Do brzmienia Pat Metheny Group z pewnością nawiązuje "Afilia Mi" z motorycznym groove'em (perkusja z klawiszami) i wokalizami - la Pedro Aznar (w tej roli zdaje się sam lider). Wyjątkowo "Ballad For E" została nagrana w Avatar Studios w Nowym Jorku z udziałem Dana Berglunda na kontrabasie. Najważniejsze, że brzmieniowo nie odstaje od całości, może dlatego, że ma charakter wybitnie akustyczny. Jedno jest pewne. Słuchając tej płyty zarówno od strony czysto muzycznej, jak i brzmieniowej, nie będziemy się nudzić. Operowanie nastrojem i zmianami barw jest tym, co z pewnością wyróżnia ten album. ****1/2
Sylwester Podgórski
Inne płyty tego wykonawcy:
Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy.
|