Szukaj:


HI-FI HI-FI
Strona główna Prenumerata E-Prenumerata Archiwalia Kontakt O nas



Recenzje płyt

Ozzy Osbourne "Black Rain"
Recenzja dodana: 2007-09-03

Sony BMG
Intrygująca, mroczna, klimatyczna… okładka płyty jest oprócz nazwiska, legendarnego wokalisty równie legendarnego zespołu Black Sabbath wystarczającą zachętą do sięgnięcia po ten krążek. Wprawdzie od jego premiery minęło już trochę czasu, ale recenzję podwieszamy dopiero teraz, gdyż zmieniał się jej wydźwięk i ocena tej płyty wraz z każdym kolejnym przesłuchaniem. Album Black Rain wydany po niemal sześciu latach od Down To Earth nagrany z etatowym, już również legendarnym gitarzystą, Zakkiem Wyldem rozpoczyna się mocno, dynamicznie i energetycznie za sprawą Not Going Away. Potem jest jeszcze lepiej dzięki promującemu płytę I Don’t Wanna Stop. Wszystko jest jak trzeba - proste, ostre riffy, sprawna sekcja rytmiczna pracująca niczym dobrze naoliwiona maszyna i ten niepowtarzalny głos Ozzego brzmiący swojsko i dziwnie świeżo jakby należał do wysportowanego trzydziestolatka, a nie do sześciesięcioletniego, doświadczonego przez życie starego pierdołę jakiego pokazała światu MTV w programie Rodzina Ozzbornów. Po pierwszym przesłuchaniu albumu zastanawiałem się czemu to tytuł trzeciego utworu Black Rain wypadającego dość mdło po dwóch pierwszych, krwistych rockowych kawałkach, wybrano na tytuł całej płyty. Dopiero przy kolejnych przesuchaniach utwór ten nabrał rumieńców, okazał się równie dynamiczny i nośny jak poprzednie, ale znacznie bardziej zróżnicowany melodycznie, bogatszy brzmieniowo i instrumentalnie przez to jest zdecydowanie ciekawszy, więc z pewnością zasługuje na miano tytułowego dla całego krążka. Szkoda tylko, że nie udało się wykorzystać jego potencjału, bo jest to bodaj najciekawsza i najlepsza kompozycja na całej płycie. Jest to jednocześnie najbliższy klimatem utwór nawiązujący do wcześniejszych solowych osiągnięć Ozzego. Niestety kończy się dość szybko, a następujący po nim Lay Your World On Me to balladka, która miała nawiązywać do słynnych Mama I’m Going Home czy Deamer, ale to tylko pobożne życzenia speców od marketingu. The Almight Dollar na szczęście częściowo zaciera to złe wrażenie. Utwór zróżnicowany muzycznie, a na uwagę zasługuje momentami niesamowity, gardłowy wokal Ozzego i doprawdy nie wiedzić czemu czasami przepuszczany jest przez jakieś elektroniczne badziewie. Zresztą na całej płycie wielokrotnie wykorzystywany jest ten efekt, co nie koniecznie jest pozytywne. Głos Ozzego to przecież wartość sama w sobie, charakterystyczny i rozpoznawalny przez miliony ludzi na całym świecie, to swoisty brand. Próby jego zniekształcania żeby nadać całości bardziej nowoczesne brzmienie, to dość dziwaczny pomysł. Ozzy nie potrzebuje już nikomu niczego udowadniać, przeież to on jest współtwórcą tego gatunku i tak już zostanie.
Cała płyta brzmi świeżo i fajnie, ale jednocześnie jakoś znajomo i swojsko. Malkontento powiem tylko tyle – dobrze, że w ogóle powstała i że Ozzemu jeszcze się chce cokolwiek robić. Mógłby przecież zaszyć się w swoim olbrzymim domu na Florydzie i wieść życie zwariowanego milionera u boku swojej żony Sharon niańczącej sworę rozkapryszonych czworonogów. Ta płyta jest dowodem na to, że muzyka jest największą pasją w życiu Ozzego. Jak sam mówił nagrywanie tej płyty sprawiło mu wiele radości czuł się niezwykle swobodnie realizując ją z grupką przyjaciół we własnym studio w swoim domu na Florydzie. Nie robił więc tego dla kasy, a dla własnej satysfakcji, przypomnijmy, że nie zawsze tak było – jak sam wspomina początki kariery - „był taki okres, kiedy Bill Ward i ja nie mogliśmy wychodzić z domu w tym samym czasie. Po prostu mieliśmy tylko jedną parę butów na spółkę i korzystaliśmy z nich na zmianę“ – tak Ozzywspominał początki Black Sabbath. Jeśli grzebać się jeszcze w przeszłości Ozzego, to warto wspomnieć, że po wykluczeniu go z zespołu Black Sabbath wydawało się, że nie wyjdzie z dołka i nigdy już nie wróci na scenę. O tym okresie mówił – „przez pół roku nie wychodziłem z pokoju w hotelu i nawet nie odsłaniałem okien, żyłem jak ostatni lump“. Jednak wziął się w garść i od 1980 rozpoczął karierę solową wydając takie płyty jak Blizzard of Ozz, Diary of a Madman, Bark At The Moon i wiele innych. Wracając do ostatniej produkcji Ozzego Black Rain trzeba powiedzieć, że jest to bardziej udana płyta, ciekawsza niż Ossmosis czy Down to Earth. Nie jest wprawdzie odkrywcza, ale co jeszcze w tym gatunku można odkryć.To solidna rzemieślnicza robota, ale bez błysku w postaci jakiegoś przebojowego utworu, który wszedłby do kanonu muzyki rockowej. Ale być może za dużo wymagamy od tego weterana, przecież takie utwory jak Paranoid, War Pigs, czy Iron Man nie powstają na codzień. Zresztą koledzy z zespołu Black Sabbath bez Ozzego też nie stworzyli już nic wielkiego na miarę tych wspaniałych kompozycji. Zespół dryfował w złym kierunku, a liczne zmiany personalne doprowadziły do tego, że niewiele brakowało żeby nie został w nim nikt z podstawowego składu, a płyta Seven Stars firmowana jako „Black Sabbath & Tommi Iommi jest tego najlepszym przykładem. Obecnie starzy kumple Ozzyego odcinają kupony od dawnej sławy jeżdżąc po świecie (latem odwiedzili także Polskę) jako Heven and Hell z kurduplowatym Dio na wokalu wykonując kawałki sprzed ponad 20 lat. Ciekawe czy ogrzeją swe stare kości w blasku sławy Ozzego, który zgodził się na nagranie nowej wspólnej płyty z kolesiami, którzy kiedyś pozbyli się go z kapeli jako nierokującego dobrze przyszłości Black Sabbath. Z niecierpliwością czekam na tę płytę, ale bez większych oczekiwań, gdyż jeśli osiągnie poziom Black Rain, to i tak będzie sukces, bo nie łudźmy się, że powstanie dzieło na miarę pierwszych najlepszych płyt Black Sabbath z niezapomnianym Paranoid. A propos tego utworu, to chyba mało kto wie, że powstał on na kolanie w studio jako zapychacz do płyty War Pigs – brakowało trzech i pół minuty materiału i tak „niechcący powstał hit, który będzie prześladował Ozzego do końca – aż do śmierci będę śpiewał Paranoid, Children of The Grave, Iron Mana i całą resztę. A jak umrę, to na moim pogrzebie nie odegrają hymnu tylko zasrany Paranoid! – tak o tym fenomenie mówił wokalista w jednym z wywiadów.

Ciekawotką jest fakt, że Ozzy wciąż inicjuje różnego rodzaju akcje dla młodych zdolnych, żeby mieli szansę zaistnieć w światowych show biznesie. Nie inaczej było tym razem, ale teraz nie chodziło o wylansowanie jakiejś utalentowanej kapeli, a raczej o utalentowanych montażystów i speców od wideo i obróbki komputerowej. Na swojej stronie internetowej na długo przed premierą płyty atrysta udostępnił materiały filmowe kręcone z kilku kamer na tzw. blue screenie będące punktem wyjścia do zmontowania z tego najlepszego wideo klipu, który miałby później promować piosenkę I Don’t Wanna Stop we wszystkich stacjach muzycznych. Tak też się stało, a zwycięski klip jest naprawdę fajnie zrobiony, choć było sporo odjechanych pomysłów na realizację tego teledysku.
Zarówno zwycięski filmik, jak inne ciekawe propozycje można było obejrzeć na oficjalnej stronie Ozzego – www.ozzy.com ale muszę przyznać, że wysłuchanie kilkanaście razy tego samego kawałka i obejrzenie tych samych ujęć działa wręcz wymiotnie. Mimo wszystko brawa za niesztampowe podejście do sprawy i oczywiście wielkie dzięki za kolejną płytę Black Rain.

Maciej Starski


BLACK RAIN

1.Not Going Away
2.I Don't Wanna Stop
3.Black Rain
4.Lay Your World On Me
5.God Bless The Almighty Dollar
6.Silver
7.Civilize The Universe
8.Here For You
9.Countdown's Begun
10.Trap Door


Inne płyty tego wykonawcy:

Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy.

Pozostałe płyty >>


Idz do gory strony
Mapa serwisu | Reklama Copyright © 2006-2012 Wydawnictwo Computer Graphics Studio.



Gry Komputerowe - Twojegry.com.pl Computer Arts