O muzyce

Pod koniec ubiegłego roku ukazała się pożegnalna (podobno) płyta Floydów "The Endless River". Już wtedy Gilmour przebąkiwał, że pracuje nad solowym materiałem, ale pierwszeństwo miał projekt będący hołdem dla Richarda Wrighta. Do tegorocznego sierpniowego numeru brytyjskiego miesięcznika "Mojo" dołączono płytę "David Gilmour & Friends", na której pojawiło się nowe nagranie, a mianowicie beatlesowski temat "Here, There & Everywhere". To oczywiście tylko spotęgowało zainteresowanie nowym solowym dziełem Gilmoura, które ukazało się 18 września. Kampania promocyjna "Rattle That Lock" została bardzo starannie przygotowana, również w naszym kraju, czego przykładem chmara ptaków, które znalazły się na ścianach warszawskiego metra (stacja Centrum). Ptaki nawiązują do okładki albumu, który stworzył Dave Stansbie z The Creative Corporation przy współpracy z Aubrey Powell z grupy artystycznej Hipgnosis, od wielu lat współpracującej z Pink Floyd. Działania promocyjne połączone z oczekiwaniem fanów dały zaskakujące efekty.

Płyta trafiła na szczyt najlepiej sprzedawanych albumów w rodzimej Anglii, jak i w wielu innych europejskich krajach, w tym w Polsce. Trudno uwierzyć, ale od powstania pierwszej płyty Pink Floyd z Gilmourem, czyli "A Saucerful Of Secrets" w 1968 roku, gitarzysta zrealizował tylko cztery solowe projekty. Fakt ten tłumaczy tym, że z pewnością nie należy do pracoholików. "Rattle That Lock" jest z jednej strony rozwinięciem "On An Island" sprzed blisko dekady, ale nawiązuje także do brzmień swojej macierzystej, nieistniejącej formacji. Mało tego, Gilmour wciąż eksperymentuje i flirtuje z innymi gatunkami. Po gitarowym, instrumentalnym intro ("5 AM") zaczyna do nas docierać motyw sygnału dźwiękowego ze stacji kolejowej w Aix-en-Provence we Francji, który gitarzysta nagrał na swój telefon. Jak wspomina: "Poczułem tę niesamowitą iskrę w trakcie podróży po Francji.

Podczas tworzenia "Rattle That Lock" zainspirował mnie dźwięk, jaki można usłyszeć na stacjach kolejowych tuż przed tym, jak z głośników puszczany jest komunikat. Za każdym razem, kiedy to słyszałem, miałem ochotę tańczyć". Powtarzający się temat sprawił, że utwór ma świetny groove, dodatkowo spotęgowany chórem The Liberty Choir i głosami doborowych wokalistek: Louise Marshall i Mica Paris (znanej z przeboju "My One Temptations" z 1988 roku). Formę walca, trochę w stylu Cohena, odnajdujemy w "Faces Of Stone", gdzie brzmieniową bazę gitary i klawiszy wzbogaca akordeon i waltornia (Gilmour gra tu jedne z najlepszych solówek na płycie). Cudownie subtelny i pełen nieziemskich harmonii wokalnych (zaserwowanych przez trio David Gilmour, David Crosby i Graham Nash) "A Boat Lies Waiting" jest jednym z najmocniejszych punktów płyty. Nasze doznania dodatkowo potęgują klawisze à la Richard Wright, a nawet jego wsamplowany głos. W "Dancing Right In Front Of Me" zaskakuje jazzująca solówka na klawiszach Gilmoura, choć całość ma rockowy charakter. Zaskoczenie będzie jeszcze większe przy pierwszym odsłuchu "The Girl In The Yellow Dress", porównywalne do tego, jak Sting na swoim solowym debiucie wyśpiewał "Moon Over Burbon Street".

Na koniec zostawiłem utwory, które najbardziej nawiązują do stylistyki Pink Floyd. Pełen melancholii, z gwizdanym wstępem "In Any Tongue" z powodzeniem mógłby się znaleźć na "The Division Bell", podobnie jak instrumentalny "Beauty". Z kolei pełne motoryki i pasji "Today" trochę nawiązuje do słynnego "Money". Instrumentalny "And Then...", w którym Gilmour łka na gitarze niczym Andy Lattimer, jest razem z otwierającym "5 A.M." niczym klamra spinająca całość. Czekałem na taki album gitarzysty Pink Floyd, intymny i pełen uroku, pięknych melodii i dużo bardziej różnorodny od jego poprzednich solowych płyt. David Gilmour jest bez wątpienia jednym z najlepszych gitarzystów na świecie. Potrafi czarować swoją grą, jego ton i frazowanie są wzniosłe i patetyczne (dla niektórych nawet za bardzo). Zawsze jednak jest to muzyka, która zmusza do myślenia, a że przy okazji wprowadza nas w marzycielski nastrój, to już zupełnie inna sprawa. Ja uwielbiam ten nastrój, szczególnie w długie jesienne wieczory. ★ ★ ★ ★ ½

O dźwięku

Podobnie jak na "On An Island", Zbigniew Preisner zajął się aranżacjami partii orkiestrowych, a wieloletni przyjaciel Phil Manzanera został współproducentem (obsługuje również instrumenty klawiszowe, w tym organy Hammonda). Nie brakuje i innych starych znajomych, jak basista Guy Pratt, perkusista Andy Newmark i Steve DiStanislao, pianista Jools Holland, gitarzysta jazzowy John Parricelli czy legendarny Robert Wyatt (gra na kornecie w "The Girl In The Yellow Dress"). Na płycie zadebiutował też nastoletni syn gitarzysty Gabriel, który zagrał na fortepianie w "In Any Tongue". Produkcja jak zwykle nienaganna. Monumentalne brzmienie potęgują partie orkiestrowe, które jednocześnie dodają utworom dramaturgii. Efekty dźwiękowe przywołują wspomnienia najlepszych czasów Pink Floyd. Nic tylko zatopić się w te muzyczne pejzaże. Rozszerzone wydanie "Rattle That Lock" zawiera dodatkowo płytę DVD, na której znajdziemy zapis kilku jamów pochodzących z 2006 roku, kilka krótkich dokumentów o powstawaniu albumu, dwa teledyski do "Rattle That Lock" i "The Girl in the Yellow Dress", a także alternatywne wersje utworów "The Girl in the Yellow Dress" z orkiestracją oraz trzy remiksy. Nie zabrakło również ścieżek audio w systemie 5.1 Surround (Dolby Digital i DTS) oraz wersjach stereo 48kHz/24 bit. Płyta ukazała się także na winylu. ★ ★ ★ ★ ½