Można wręcz odnieść wrażenie, że od czasów PRL-u nie udało się stworzyć żadnej współczesnej dobrej komedii. A ile razy można oglądać stare klasyki, jak "Miś", "Rozmowy kontrolowane" czy "Nie ma róży bez ognia"? Szumnie zapowiadany film "Wkręceni" miał wreszcie przerwać złą passę – czy mu się to udało?

Zaczyna się dobrze – trzech znajomych, którzy na skutek kryzysu zostają zwolnieni z pracy, zamiast rozpaczać, wyruszają do stolicy ostro się zabawić. Po szalonej nocy w dobrym hotelu panowie kompletnie spłukani utknęli na drodze, bo w ich wypożyczonym Porsche skończyła się benzyna. Nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciągają do nich oficjele niewielkiego miasteczka, błędnie biorąc nieszczęśników za zagranicznych inwestorów, którzy rzekomo szukają lokalizacji pod nową fabrykę. Tak więc całkiem zgrabny wstęp doprowadził nas do miejsca, od którego powinna nastąpić eksplozja humoru, jak to w klasycznych komediach pomyłek zazwyczaj bywa. Jednak oczekiwana eksplozja zabawnych sytuacji i gagów nie następuje, co najwyżej nieznaczne przyspieszenie akcji. Zresztą im dalej, tym bardziej zauważamy, że wcale nie mamy do czynienia z klasyczną komedią pomyłek, bo obraz wyraźnie ciąży w stronę komedii romantycznej i takim akcentem się kończy. W konsekwencji otrzymaliśmy film, który nie jest ani rasową komedią, ani komedią romantyczną i to jest według mnie największą wadą "Wkręconych", bo nie jest ani tak śmiesznie, ani ckliwie, jak mogłoby być, gdyby konsekwentnie trzymano się jednej konwencji.

Jest to film sympatyczny, relaksujący i całkiem przyjemny w odbiorze, o ile nie podchodzi się do niego ze zbyt wielkimi oczekiwaniami

Czy to jednak oznacza, że film jest kiepski? Na pewno nie! Aczkolwiek nie jest to dzieło wybitne czy przełomowe, które przejdzie do historii polskiej kinematografii. Powiedziałbym raczej, że jest to film sympatyczny, relaksujący i całkiem przyjemny w odbiorze, o ile nie podchodzi się do niego ze zbyt wielkimi oczekiwaniami. Podoba mi się, że nie ma tu epatowania golizną, a wulgaryzmy nie padają z częstotliwością wystrzałów z karabinu maszynowego, co chyba w mniemaniu twórców współczesnych polskich komedii jest jedyną receptą na sukces. Mocną stroną "Wkręconych" jest jakość realizacji.

wkreceni

Film dostępny na nośniku Blu-ray zaskakuje czystym i klarownym obrazem. Dużą rolę odgrywa tu oświetlenie – zarówno sceny kręcone w plenerze, jak i w pomieszczeniach są dobrze doświetlone, dzięki temu jasne, a kolory są żywe i naturalne, zaś szczegóły widoczne. Ponadto film jest "ładny", nie ma tu pokazanej siermiężnej, szarej i zapyziałej Polski, dominują eleganckie budynki i przestronne, ze smakiem urządzone wnętrza. I chociaż realizatorzy nie zawracali sobie głowy zachowaniem realiów w kwestii rzeczywistej lokalizacji poszczególnych obiektów, np. Żyrardów udawał miasteczko na Śląsku, a ekskluzywny hotel Narwil wcale nie znajduje się na obrzeżach Zamościa tylko w Serocku pod Warszawą, to jednak cel nadrzędny, czyli pokazanie ładniejszej strony Polski, został moim zdaniem osiągnięty.

wkreceni

Dźwięk też należy pochwalić – choć nie ma tu fajerwerków, to dialogi są czytelne i dobrze pozycjonowane. Dodatkowo oprawa muzyczna, zwłaszcza piosenka tytułowa w wykonaniu Igora Herbuta, wokalisty grupy Lemon, z pewnością podnoszą atrakcyjność tej produkcji. Na koniec wypada wspomnieć o znakomitej obsadzie "Wkręconych" z Piotrem Adamczykiem, Bartoszem Opanią, Kamilą Baar, Kacprem Kuszewskim, którzy wydatnie przyczynili się do lepszego odbioru filmu. ★ ★ ★ ★

wkreceni