![]()
|
ZAMÓW
NOWY NUMER WRZESIEŃ 09/10 KOD HFC0910 ![]() E-PRENUMERATA NUMER 11/09
Z PŁYTĄ CD
NUMER 11/08
Z PŁYTĄ CD
NUMER 11/06
Z PŁYTĄ CD
PURE to wyjątkowa kolekcja cudownie nagranych nastrojowych utworów rockowych, jazzowych i klasycznych w wykonaniu takich gwiazd jak: Antonio Forcione, Daniel Mulhern, Fred Simon, Nicolas Meier, Charlie Haden i wielu innych... ZAMÓW TERAZ
HFC0506
|
|||||||||
|
Wywiady Wywiad z BODKIEM PEZDĄ - AGRESSIVA 69 Dodany 2009-10-08Zespół nigdy nie funkcjonował w głównym nurcie polskiego rocka, ale w przeciwieństwie do większości zapomnianych i nieistniejących już kapel doskonale radzi sobie na rynku. W Polsce byli pionierami rocka industrialnego, ale przetrwali głównie dlatego, że ich muzyka ewoluowała i wciąż się zmienia. Zagrali w Europie sporo koncertów, udało im się zaprosić na płytę Wayne’a Husseya, lidera The Mission. Plany na przyszłość też są bardzo obiecujące. HFC: W tym roku Agressivie „stuknie” dwudziestka. Dołączyłeś do zespołu trochę później, pamiętasz w jakich okolicznościach? Bodek Pezda: Nagrywałem w Krakowie drugą płytę Trumpets & Drums i pomagałem produkować pierwszą płytę Fading Colours. W studiu Ewy Demarczyk, o czym być może niewielu pamięta, nagrywano potajemnie undergroundowe płyty, bo sprzęt był taki, jak w Ameryce. Agressiva 69 dostała trzy dni na nagrania i potajemnie przez trzy noce powstała z moim udziałem płyta. To było czyste szaleństwo, miksowaliśmy płytę od 20.00 do 8.00 rano. Zmiksowanie w takim czasie teraz 10 utworów nie mieści się nikomu w głowie, ale prawda jest taka, że płyta „Deus Ex Machina” powstała w trzy dni. HFC: Na czym polega fenomen Agressivy 69? BP: Fenomen polega na tym, że zespół to jest grupa przyjaciół, a nie tylko zespół. I tak naprawdę do tego zespołu dochodzili ludzie, ale nigdy nie odchodzili, to znaczy perkusiści się zmieniali, ale oni nigdy nie byli na stałe członkami zespołu. Poza tym robimy to z przyjemności, a nie z musu. ![]() HFC: No dobrze, ale czy nigdy przez te 20 lat byt Agressivy 69 nie był zagrożony? BP: Był zagrożony, np. w 1997 r. były takie obawy czy to, co robimy, ma sens. Mieszkaliśmy w różnych ośrodkach: w Warszawie, w Krakowie i Łodzi. Nie było już tej chemii, poza tym ciężko jest utrzymać zespół, kiedy nie ma prób. Nie będę ukrywał, że przejąłem rolę lidera w 1994 r., kiedy postanowiłem, że będę w zespole pod warunkiem, że płyta „Hammered By The Gods”, która tak naprawdę miała być płytą Watergate (zespół tworzył Bodek Pezda i gitarzysta Fading Colours), nie będzie płytą Agressivy. Wykasowałem pięć swoich wokali, które zaśpiewał Tomek Grochola. Właściwie cała płyta była nagrana bez składu Agressivy, gościnnie zagrał gitarzysta „Dżabi”, który wtedy jeszcze grał w zespole Jesus Chrysler Suicide, który później został członkiem Agressivy. Ten zespół miał różne zakręty, czasami była chęć przejęcia większej kontroli, determinacji, żeby coś się działo, ale w rezultacie, patrząc na bilans, dochodzę do wniosku, że tak miało być. HFC: Co jest najważniejsze – poszukiwanie niebanalnych brzmień? Nie mam tu wcale na myśli zabawy dźwiękiem... BP: Bardzo mnie interesował rozwój zespołu i wyjście poza styl i to był główny powód konfliktów, że ja nie byłem do końca oddany stylowi rocka industrialnego, nie chciałem za wszelką cenę grać tego stylu. Mnie fascynują różne gatunki muzyczne, lubię Muse, Radiohead, muzykę filmową czy stricte orkiestrową muzykę współczesną. Z kolei Robert Tuta jest zapatrzony w rzeczy typu Joy Division, Marc Almond, muzykę lat 80. Ten trzon „krakowski” zawsze chciał grać industrial, „łomoty” i dużo hałasu. Dla mnie poszukiwanie nowego brzmienia, nie dla samego poszukiwania, jest bardzo ważne. Dlatego powiedziałem, że na nowej płycie nie będzie już kontynuacji typowego rocka industrialnego, bo nagraliśmy osiem płyt i nie ma sensu nagrywanie następnej w tym samym stylu. Oczywiście można w ramach stylu się rozwijać, natomiast mnie to nie kręci. Nie twierdzę, że diametralnie zmienimy styl, natomiast wierzę, że można jeszcze otworzyć nowe drzwi w tym zespole. ![]() HFC: No właśnie, wydaje się, że w jakiejkolwiek muzyce dzięki poszukiwaniom zdobywa się nowe pokolenia słuchaczy, nie stoi się w miejscu. The Beatles, U2 czy Depeche Mode zawsze poszukiwali, dodajmy od razu: z lepszym lub gorszym rezultatem. BP: To jest podstawa. Wydaje mi się, że Agressiva 69 podąża taką drogą, wystarczy posłuchać naszej pierwszej czy drugiej płyty i ostatnich dokonań. Jest wiele nagrań, jak choćby „Some Bizzare” czy „Dark Side Of The Radio”, które nie do końca są akceptowane przez zespół i do dzisiaj nie są grane na koncertach. Mocno walczę o to, aby to się zmieniło, aby zmieniło się nastawie zespołu do innego grania. Tym bardziej, że tak naprawdę poza kilkoma zespołami na świecie rock industrialny umarł, nie ma zapotrzebowania na tego typu muzykę. HFC: To, co było awangardą na początku lat 90., niekoniecznie jest nią teraz. Byliście pionierami na polskim rynku, ale z pionierstwa też się wyrasta. Jaka jest Twoja ocena naszego rynku obecnie? Jak bardzo się zmienił, czy nadal jesteście osamotnieni, czy jest z kim grać koncerty i na ile otworzył się dla nas rynek europejski? BP: W Polsce większość zespołów, z którymi graliśmy rocka industrialnego, rozpadła się i pozostaliśmy sami. Jeden z ciekawszych zespołów, który powstał ostatnio, to Hetane z Wrocławia. Oprócz tego powstała bardzo duża scena, ale „nowych brzmień”, oparta na bitach. W pewnym momencie jednak straciłem nad tym kontrolę, ponieważ okazało się, że prawie każdy kto ma program komputerowy, może nagrać płytę. Jak my zaczynaliśmy w latach 90., wyglądało to zupełnie inaczej. Pamięć komputerów była bardzo mała, dostęp do loopów niewielki, więcej się kombinowało, a teraz komputery mają nieograniczone możliwości. Z pewnością Agressiva 69 była jednym z pierwszych polskich zespołów, który używał samplerów i sampli. Teraz wszystko jest tak dostępne, że mając zwykłego PC, można prawie wszystko zrobić w niezłej jakości, a sample są dostępne w Sieci. HFC: Debiutancki album „Deus Ex Machina” ukazał się dla SPV Poland, później związaliście się z nieistniejącym już polskim oddziałem KOCH-a. Mało tego, pracowałeś również w tej wytwórni! BP: Dostałem sygnał, że KOCH jest zainteresowany Agressivą. Tak naprawdę podczas rozmów o płycie szef firmy przy okazji zaproponował mi pracę. To był dla mnie szok! Chłopak z Rzeszowa przyjeżdża do Warszawy na rozmowy o kontrakcie płytowym, a w rezultacie dostaje pracę w studiu i dziale marketingu. Pięć dni miałem na decyzję, a przy okazji załatwiłem pracę gitarzyście Agressivy 69. To był ciekawy okres, związany z budową studia, gdzie mogliśmy pewne rzeczy nagrywać. Płyta, support przed The Prodigy, koncerty i festiwale w Belgii, Niemczech, Luksemburgu i Holandii. Były koncerty dla kilkunastotysięcznej widowni i to pokazało, że można w Polsce robić różne rzeczy, ale potrzebny jest zagraniczny kapitał. Z KOCH-em więcej nie udało się zrobić, w 2001 r. firma została wykupiona przez Universal i tak się zakończyła kariera labela. HFC: Czy to w tamtym czasie powstała także Twoja grupa producencka 2.47? BP: Grupa powstała jeszcze w Rzeszowie w 1995 r. HFC: Podstawowym celem było tworzenie remiksów? BP: Tak. Historia jest dosyć zabawna. Hardcore’owa grupa Dynamind skończyła nagrywanie płyty dla Metal Mind Production w studiu SPAART w Boguchwale koło Rzeszowa. Tyle tylko, że płyta była za krótka. W związku z tym poproszono mnie o zrobienie remiksu. Później ten remiks usłyszał Tomasz Zdebik z Tuff Enuff i zaproponował całą płytę z remiksami. Następnie była płyta z remiksami grupy Jesus Chrysler Suicide, która zresztą została płytą roku w „Gazecie Wyborczej” w 1999 r. i otrzymała nominację do Fryderyka. Zrobiliśmy ponad 45 remiksów, m.in. dla Soyki, Maanamu, Illusion, Kasi Nosowskiej czy Reni Jusis. To była ciekawa praca, tym bardziej że wtedy nikt nie robił remiksów. Teraz mi się to przejadło, to jest zadanie dla DJ-a i sam oczekuję, żeby nam ktoś zrobił fajny remiks. Przypomnę, że ostatnią płytę Agressivy 69 „Out” daliśmy do zremiksowania ludziom z MySpace. Na jednej płycie są same remisy – jednych prosiliśmy, a inni zgłosili się sami. Zawsze byliśmy otwarci na nowe ruchy w Polsce, żeby coś się działo, bo najgorszą rzeczą jest robienie wciąż tego samego. HFC: A pamiętasz sytuację, w której pomyślałeś, że muzyka Agressivy może świetnie funkcjonować nie tylko na naszym rynku? Zresztą, z tego co pamiętam, zespół był zawsze „dwujęzyczny”. BP: Zawsze chcieliśmy funkcjonować na Zachodzie. Technologicznie jednak byliśmy trochę w tyle. Ciężko było nagrać i wyprodukować płytę, która brzmiałaby jak np. Ministry czy The Young Gods, które mnie zachwycały od strony brzmieniowej. Po rozmowie z klawiszowcem tej ostatniej formacji zrozumiałem, dlaczego nasze rzeczy nie mogą tak brzmieć. Nas po prostu nie było stać na sprzęt. Ja dwa i pół roku pracowałem na pierwszy sampler Rolanda, który stanowił bazę dla kilku zespołów. Tylko z tego punktu widzenia nie można było nic zrobić. Wtedy pierwsze urządzenia typu ProTools kosztowały 10–20 tys. dolarów, co było dla nas abstrakcją. Agressiva 69 w tej dziedzinie i tak dominowała na naszym rynku. Pamiętam pewien wyjazd do Londynu, 24 godziny autobusem, bo człowiek z firmy LOVETONE zamykał na drugi dzień firmę. Zamówiłem efekty gitarowe, które musiałem osobiście odebrać, bo nie mogłem zapłacić kartą kredytową. Teraz wydaje się to niemożliwe, ale takie to były czasy. Pojechałem, odebrałem, byłem 6 godzin w Londynie i z powrotem 24 godziny w autobusie. Dzięki temu jednak mieliśmy te same efekty co Radiohead czy U2, ręcznie robione, których do dziś używamy i prawdopodobnie nikt ich w Polsce nie ma. To mnie fascynowało, bo wiedziałem, że nikt w Polsce nie będzie miał takiego brzmienia. Już sam ten fakt był wart takiego poświęcenia. HFC: Wspominałeś trochę o koncertach, jakie graliście w Europie. Które należały do tych najważniejszych, tych, o których po latach mówi się w kategoriach „niezapomnianych”? BP: Najchętniej wspominam koncert na festiwalu ZILLO w Niemczech, gdyż podobno byliśmy jednym z najgłośniejszych zespołów, a większość ludzi myślała, że jesteśmy kapelą amerykańską! Przyjęcie mieliśmy rewelacyjne, a przypomnę, że na tym festiwalu występowały takie gwiazdy, jak New Model Army, The Cure, Paradise Lost czy Front 242. Pamiętam też wyprawę do Luksemburga, ponieważ dzień wcześniej zagraliśmy w Olsztynie na Juwenaliach, a nad razem wyjechaliśmy do Luksemburga, 1450 km, żeby zagrać jeden koncert w klubie! Mieliśmy za to królewskie przyjęcie i potraktowano nas jak gwiazdę. Pamiętam też, że wracaliśmy przez Amsterdam, bo chcieliśmy zobaczyć trochę Europy. To była najdłuższa wycieczka na jeden koncert! Zawsze takie rzeczy miło się wspomina. Muszę jeszcze wspomnieć o koncercie podczas festiwalu Eurosonic w Groningen w 2000 r., gdzie reprezentowaliśmy Polskę. Dopiero po nas na ten festiwal zaczęły jeździć inne zespoły, jak Myslovitz czy ostatnio Öszibarack. Graliśmy na głównej scenie i dodam, że to jest festiwal robiony przez stacje radiowe. Tam wytwórnie walczą o to, żeby pokazać stacjom radiowym w Europie, że mamy ciekawe zespoły na lokalnych rynkach. Nas wytypował Program Trzeci Polskiego Radia, a koncert był emitowany na żywo przez wiele europejskich stacji. To było duże przeżycie. W efekcie, po latach, fragment tego koncertu znalazł się na naszym limitowanym boksie. HFC: Początek tej dekady to chyba największy sukces singlowy Agressivy w postaci piosenki filmowej „Egoiści”. Było małe zaskoczenie? BP: To rzeczywiście było zaskoczenie… HFC: Takie nagrania jednak pomagają w dalszej działalności, prawda? BP: Oczywiście, to była pierwsza i jedyna piosenka Agressivy, która znalazła się na pierwszym miejscu Listy Przebojów Programu Trzeciego. Poza tym w branży muzycznej było spore zdziwienie, że doszło do takiej kooperacji, czyli Agressiva i Edyta Bartosiewicz. Najpierw było oburzenie fanów, ale piosenka bardzo się spodobała. Nagranie jest wciąż popularne i część naszych fanów domaga się więcej tego typu kooperacji. Jako ciekawostkę mogę zdradzić, że Edyta przy tym nagraniu wymęczyła nas niemiłosiernie. Pracowaliśmy tylko nad tą piosenką prawie miesiąc. Jej wizje odnośnie tej piosenki też się zmieniały, ale to, że się zgodziła, już było dużym sukcesem. Przypomnę też, że dostaliśmy zgodę od Wojciecha Killara na sampla z jego koncertu fortepianowego. HFC: Skoro mówimy o polskiej gwieździe w nagraniach Agressivy, to jest dobry moment, żeby porozmawiać o zagranicznych gwiazdach, który pojawiły się na albumie „In”. Mam tu na myśli przede wszystkim lidera The Mission Wayne’a Husseya. Przypomnij, jaki był kontekst pojawienia się tego muzyka na tej płycie, bo nie wierzę, że tylko marketingowy? BP: Historia nagrania „In Your Eyes”, w którym zaśpiewał Hussey, jest dosyć długa. Swego czasu byłem oczarowany muzyką żałobną Witolda Lutosławskiego. Kiedyś widziałem koncert w TV, a później zaczęły się poszukiwania płyty z tym materiałem. Szczególnie podobał mi się fragment smyczków, który chciałem wykorzystać. Użyłem więc sampla Lutosławskiego i zbudowałem do tego całą kompozycję. Przy okazji stwierdziłem, że jak jest Lutosławski, jest fajny temat, to warto też zaprosić KOGOŚ! Ponieważ od zawsze byłem fanem The Mission, więc pomysł był prosty, tym bardziej że poznaliśmy Husseya na festiwalu Eurorock w Belgii w 2000 r. Później było szukanie kontaktu mailowego, trwało to jakiś czas, ale w końcu go znalazłem, okazało się, że przybywał wtedy w Brazylii i odpowiedział, że zgodzi się zaśpiewać pod warunkiem, że temat mu się spodoba. Opowiedziałem mu całą historię kompozycji, wysłałem ją, napisał do tego tekst, nagrał partie wokalne w Brazylii. W momencie, kiedy chcieliśmy miksować całość, okazało się, że nie mamy zgody na sample Lutosławskiego i w związku z tym musieliśmy wynająć orkiestrę, która zagrała partie smyczków skomponowane przez mojego kolegę kompozytora, który zrobił to w klimacie muzyki Lutosławskiego. To się sprawdziło, może kompozycja jest zbyt długa, filmowa, ale ma swój specyficzny klimat. HFC: Na płycie „In” pojawił się również perkusista Martin Atkins, który ma na koncie współpracę z Killing Joke, PIL czy NIN. To też efekt waszych wcześniejszych znajomości? BP: To jest efekt zaproszenia go specjalnie na tę płytę. Napisałem do niego maila, a on odpowiedział, że zgodzi się zagrać na perkusji, jak spodobają mu się kawałki. Powiedziałem mu, że jesteśmy zespołem industrialnym, który wydał kilka płyt i że prowadzimy też label. To wystarczyło, tym bardziej, że wcześniej był w Polsce w 1990 r. z grupą Killing Joke. Nie minęły cztery tygodnie, jak przysłał nam nagrane ślady perkusji. Zresztą zaproponował, że nam jeden utwór zmiksuje, ale ponieważ jechał w trasę, więc nie zdążyliśmy. Być może będzie jeszcze okazja, aby do tego pomysłu w przyszłości powrócić. HFC: Ostatnia do tej pory płyta to rewers „In”, czyli „Out” z remiksami, no i Waszymi wersjami tematów, np. G. Ciechowskiego, Depeche Mode czy Queen. Co dalej? Wiem, że przymierzacie się do bardzo ciekawego europejskiego projektu... BP: Na razie mam pomysł, który zresztą zespół zaakceptował. Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie projekt pod nazwą „Capitols”, poświęcony stolicom i oczywiście jest jak najbardziej proeuropejski. Chciałem, żeby był jakiś powód nagrania konkretnych utworów. Fascynuje mnie bardzo architektura, więc też przy okazji ciekawe zdjęcia, obrazy. Chciałbym, żeby powstała muzyka, która mogłaby funkcjonować z obrazem, ale też niezależnie, jako piosenka grana na koncercie. Zobaczymy, czy coś takiego jest możliwe, bo tak naprawdę trzeba wszędzie pojechać, zobaczyć i dopiero stwierdzić, czy taki projekt jest możliwy. HFC: Kiedy możemy spodziewać się pierwszych efektów? BP: Myślę, że minimum rok, półtora. Możliwe, że będziemy wydawać to w postaci EP-ek, na zasadzie trzy stolice na jednej EP-ce. Nie ma sensu robić projektu, który może przeciągać się w nieskończoność, a tak można wypuszczać EP-ki w momencie, kiedy kończymy część cyklu. Może też uda się przy okazji zaprosić muzyków związanych z danym krajem, stolicą, mnie takie rzeczy bardzo interesują. HFC: Trzymamy w takim razie kciuki za powodzenie tego niebanalnego projektu. Na koniec kilka pytań „sprzętowych”. Pamiętasz swój pierwszy sprzęt odtwarzający? BP: Oczywiście, magnetofon szpulowy ZK 140. Pamiętam, jak siedziałem przy audycjach radiowych, nagrywając całe płyty. HFC: A teraz na czym słuchasz? BP: Nic szczególnego. Odtwarzacz CD Technicsa, aktywne odsłuchy studyjne duńskiej firmy Dynaudio, z których jestem bardzo zadowolony. W związku z tym, że odsłuchy mam aktywne, używam tylko splitera sygnału BIG KNOB firmy Mackie. Mam do tego również podpięty system komputerowy, na którym pracuję. HFC: Nie może także zabraknąć pytania o ukochane płyty, które w jakimś sensie są dla Ciebie wzorcem. BP: Proszę bardzo. „The Fragile” Nine Inch Nails i następnie „Dead Bees On A Cake” Davida Sylviana – to są wzorce, tak chciałbym produkować muzykę. Podoba mi się też realizacja płyt Radiohead przez Nigela Goldricha, szczególnie „Kid A” i „Amnesiac”. Jest w tym jakiś brud, ale również myśl zawarta w tym wszystkim. Tu nie do końca chodzi o sam zespół, ale właśnie o osobę Goldricha, który znakomicie też zmiksował duet Air. To jest człowiek, który dla mnie bardzo ciekawie podchodzi do produkcji. Oficjalna strona zespołu: http://www.agressiva69.com Rozmawiał Sylwester Podgórski, Polskie Radio Koszalin PROMOCJA! Zamów prenumeratę cyfrową miesięcznika „Hi-Fi Choice & Home Cinema” a w prezencie otrzymasz film na nośniku Blu-ray lub koncert Queen na DVD, albo płytę CD z utworami George'a Harrisona więcej http://www.hfc.com.pl/?id=wiadomosc&nr=410 Ostatnie wywiady: |
|||||||||
|
|||||||||