![]()
|
ZAMÓW
NOWY NUMER WRZESIEŃ 09/10 KOD HFC0910 ![]() E-PRENUMERATA NUMER 11/09
Z PŁYTĄ CD
NUMER 11/08
Z PŁYTĄ CD
NUMER 11/06
Z PŁYTĄ CD
PURE to wyjątkowa kolekcja cudownie nagranych nastrojowych utworów rockowych, jazzowych i klasycznych w wykonaniu takich gwiazd jak: Antonio Forcione, Daniel Mulhern, Fred Simon, Nicolas Meier, Charlie Haden i wielu innych... ZAMÓW TERAZ
HFC0506
|
|||||||||
|
Recenzje płyt IBRAHIM ELECTRIC "Meets Ray Anderson" Recenzja dodana: 2009-12-11![]() Stunt Records/dystrybucja multikulti O muzyce: Jeśli dobrze pamiętam, to Pat Metheny powiedział kiedyś, że jazz nie jest rzeczownikiem, ale czasownikiem oraz, że muzykę jazzową trzeba wyprowadzić na ulicę, do ludzi. Te słowa przypomniały mi się w trakcie słuchania koncertu zespołu Ibrahim Electric z udziałem puzonisty Raya Andersona. Muszę przyznać, że dawno nie miałem tak wielkiej przyjemności ze słuchania płyty. Radość z muzykowania, spontaniczność i ogromna energia, to pierwsze wrażenia po wysłuchaniu koncertu wydanego w 2007 roku przez duńską wytwórnię Stunt Records. Wszelkie możliwe style podporządkowane zostały jednemu celowi – sprawienia sobie i słuchaczom ogromnej frajdy. Czego tu nie ma! Jest rythm & blues, funk, muzyka ethno, fusion, zwariowany rock i jazzowe improwizacje. Wszystkie składniki porywają swoją energetycznością i bezkompromisowością. Bardzo ważną rolę odgrywa tu rytm, mocno zaznaczony i wszechobecny. Perkusista Stefan Pasborg włącza nawet do swojej gry elementy muzyki afrykańskiej i dając, jak to mówią, „czadu” zdecydowanie, ale z polotem, trzyma w ryzach ramy, w których dzieje się muzyka. Zaś dzieje się bardzo wiele i głośno. Gitarzysta Niclas Knudsen swobodnie porusza się między fascynacją Jimim Hendrixem a jazzową improwizacją. Świetnie w tych lekko zwariowanych klimatach odnajdują się organy Hammonda, na których z werwą gra Jeppe Tuxen. Głównym bohaterem koncertu jest jednak fenomenalny puzonista Ray Anderson, wielokrotny zwycięzca corocznych podsumowań miesięcznika „Down Beat”. Jest to druga płyta, na której muzycy się spotykają. Puzon Andersona śpiewa, krzyczy, potrafi być liryczny, ale przede wszystkim mocno podkręca tempo poszczególnych utworów bez żadnych przeszkód łamiąc wszelkie ustalone bariery, porusza się z ogromną witalnością w poprzek gatunków muzycznych. Muzyka wibruje, jest pełna ognia, chwilami twarda i kompletnie nieprzewidywalna. Przeważa klimat radosnego jamu i nastrój ten od pierwszych minut udziela się słuchaczom. Zespół z powodzeniem koncertuje po Europie i jest entuzjastycznie odbierany przez młodą publiczność, która najpewniej nie słucha muzyki siedząc na swoich miejscach, tylko wstaje i bawi się razem z muzykami. Rewelacyjny środek do reanimacji i poprawy nastroju! Na płycie powinna być umieszczona uwaga „Słuchać głośno!” **** O dźwięku: Instrumenty brzmią surowo, w sposób nieco zabrudzony, ale bardzo bezpośredni. To nie jest krystaliczne i oczyszczone brzmienie. Niezależnie od tego, czy inżynier dźwięku mocno się starał, czy po prostu zarejestrował energetyczny koncert – efekt jest wyśmienity. Słychać, że jest to niewielka sala, powietrze wibruje od czadowego grania i żywiołowych reakcji publiczności. Instrumenty brzmią bezpośrednio, ale z zachowaniem charakteru tego niecodziennego składu (mam na myśli organy i puzon). Brzmienie podkreśla przednią zabawę, i jak słychać, jazz potrafi być nie tylko wysublimowanym studiowaniem najsubtelniejszych fraz i harmonii. Niech żyje różnorodność! **** Andrzej Fronc Inne płyty tego wykonawcy: Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy. |
|||||||||
|
|||||||||