![]()
|
ZAMÓW
NOWY NUMER WRZESIEŃ 09/10 KOD HFC0910 ![]() E-PRENUMERATA NUMER 11/09
Z PŁYTĄ CD
NUMER 11/08
Z PŁYTĄ CD
NUMER 11/06
Z PŁYTĄ CD
PURE to wyjątkowa kolekcja cudownie nagranych nastrojowych utworów rockowych, jazzowych i klasycznych w wykonaniu takich gwiazd jak: Antonio Forcione, Daniel Mulhern, Fred Simon, Nicolas Meier, Charlie Haden i wielu innych... ZAMÓW TERAZ
HFC0506
|
|||||||||
|
Recenzje płyt CHARLES LLOYD "THE CALL (seria Touchstones)" Recenzja dodana: 2009-10-06![]() ECM/dystrybucja Universal Music Poland O muzyce: Wędrując swego czasu po południowej Europie Lloyd spotkał wędrownych muzykantów, których przywódca orzekł po pewnym okresie wspólnego muzykowania, że młody Lloyd ma talent i jest wrażliwy na sprawy natury duchowej oraz że powinien, jak to ujął ów przywódca, „pomieszać w tej zupie”, ponieważ mogą z tego powstać rzeczy ważne i wartościowe. Historię tę przytacza jako swoiste motto sam Lloyd w tekście umieszczonym wewnątrz płyty „The Call”, która wydana została jako kolejny „Touchstones”. Zaiste jesteśmy tu świadkami bardzo uroczego mieszania, w efekcie którego od czasu do czasu dzieją się, jak to u Lloyda, rzeczy niespodziewane i tajemnicze. Urodzony w 1938 roku w Memphis (Tennessee) Charles Llyod przechodził przez różne etapy rozwoju muzycznego. Zaczął od bardzo wysokich lotów, grając m. in. z Cannonballem Aderleyem. Potem był własny zespół z młodym Keithem Jarrettem i Jackiem DeJohnette. Po tym okresie nastąpiła przerwa i Lloyd zwrócił się ku medytacji i filozofii (a była to pełnia okresu dzieci kwiatów i beatników). Po różnych eksperymentach życiowych i muzycznych wrócił do jazzu słynnym koncertem w Michelem Petruccianim na festiwalu w Montreaux. Grywał potem z Jonem Christensenem i Palle Danielsonem. W 1989 roku Lloyda wziął pod swoje skrzydła szef wytwórni ECM, Manfred Eicher. Wrażliwość i otwarcie na zagadnienia filozoficzne i transcendentne stała się nieodłącznym elementem muzyki Charlesa Lloyda. Skupmy się jednak na warstwie merytorycznej. Płyta „The Call” jest, jak na Charlesa Lloyda, nadzwyczaj wyciszona. Lloyd gra łagodnie, bardzo uczuciowo, wręcz śpiewnie. Delikatnie wspiera go tu ze smakiem i elegancją pianista Bobo Stenson. Intro w utworze „Song” urzeka pięknem! To część liryczno-poszukująca zespołu. Anders Jormin na basie i Billy Hart na bębnach i instrumentach perkusyjnych, z klasą, ale zdecydowanie prowadzą całość narracji, nie pozwalając na „odloty” lidera w obszary, do których tytułowy zew zdaje się przyciągać lidera. Jego gra jest w swoisty sposób zawieszona między przeważającym, balladowym charakterem płyty a akcentowaną przez sekcję rytmiczną wędrówką w stronę spraw ducha. Całość nie nuży i obfituje w niespodziewane zwroty akcji, zaś dramatyzm nagrania zdaje się potęgować pod koniec płyty. Ostatnie dwa utwory to już oddanie się przyciąganiu przez sprawy po części nie z tej ziemi. W końcowym „Brother On The Rooftop” Lloyd zaskakuje nas nawet powtarzanym motywem z drugiej części Sonaty Patetycznej Beethovena! Lloyd potrafi grać bardzo poruszająco i szczerze. Muzyka nie atakuje słuchacza i niosąc ukojenie, pozwala na głębszy oddech, zbliżając się do naturalnego toku narracji znanego z codziennego życia. Mimo wszelkich zawirowań i niespodzianek płyta tchnie spokojem, a słuchacz ma nieodparte wrażenie, że został zabrany w niespieszną podróż, pozwalającą na postrzeganie świata w inny sposób. Jeśli o mnie chodzi, to idealne połączenie dużej frajdy ze słuchania rasowego jazzu oraz wyciszenia i otwarcia na to, co nienazwane.***** O dźwięku: Gdzie? Rainbow Studio w Oslo. Kto za konsoletą? Jan Erik Kongshaug. … i wszystko jasne. Jak zawsze w ECM jest tu pełno przestrzeni, a w tym przypadku jest jeszcze swoisty rodzaj delikatności i wszechobecny spokój. Realizacja nagrania ułatwia uważne wsłuchanie się w muzykę. Lloyd brzmi ciepło i miękko. Stenson z klasą i wręcz odświętnie. Bas Jormina jest miękki i opiekuńczy, ale potrafi brzmieć sprężyście. Hart gra i brzmi przekonująco i ciekawie a wraz z Jorminem tworzą komfortowy i bezpieczny trakt dla lirycznej gry lidera i pianisty. Realizacyjny majstersztyk rodem z monachijskiej wytwórni.***** Andrzej Fronc Inne płyty tego wykonawcy: Nie odnaleziono innych płyt tego wykonawcy. |
|||||||||
|
|||||||||